Zapnijcie pasy, załóżcie okulary przeciwsłoneczne i nie zapomnijcie o porannej sesji jogi! Motor Toon Grand Prix 2 wytrzęsie was na zakrętach, oślepi szaloną paletą barw i poskręca w ciasnych wnętrzach aut, wyginających się we wszystkie strony niczym galareta na rolercasterze.

Co łączy ze sobą aroganckiego smarkacza i rozkapryszoną księżniczkę o głowach stanowiących 110% objętości ciała, dwóch kosmitów gadających niezrozumiałym językiem, super inteligentnego robota o niewiadomym pochodzeniu, parkę pingwinów na usługach mafii, Heavy Metal’ową motocyklistkę o biuście sterczącym daleko poza horyzont, chińskiego kierowcę wyścigówki gustującego w strojach z epoki oraz maszynistę parowozu, któremu znudziła się już jazda po szynach? Kompletnie nic… Nic poza nienawiścią, którą żywią do siebie w walce o pierwsze miejsce w wyścigach swoich pokręconych bolidów.

Po odpaleniu gry i zabawnym filmiku prezentującym wyżej opisane postacie, waszym oczom ukaże się menu, które ostatecznie pozbawia złudzeń co do tego, z jakim rodzajem produkcji macie do czynienia. Gwiazdki stanowiące tło dla obracających się dłoni, zegarków, lukrowych laseczek i tym podobnych słodkości można oczywiście zmienić w opcjach… na inne gwiazdki, szlaczki, kółeczka, kolorki… i rybki.

Motor Toon Grand Prix 2 na samym początku oferuje zaledwie 5 torów i 5 aut. Po godzinie ćwiczeń w trybie pojedynczego wyścigu można spokojnie pobawić się jeszcze dwie godziny, przechodząc grę kolejno na poziomie easy (odblokowuje 3 dodatkowe auta) i normal (5 dodatkowych tras), a kolejne dwie godziny poświęcić na poziom hard, wliczając w to jedną lub dwie przymusowe powtórki – mistrzostwa należy bowiem pokonywać uzyskując wyłącznie 1 miejsce, gdyż tylko wtedy odblokowują się wszelkie bonusy. Do całej rozrywki możemy doliczyć jeszcze około 3 godzin na ewentualne bicie rekordów tras i frustrujące próby pokonania mistrzostw na poziomach professional i expert (ja niestety poległem). Tym samym cała zabawa zamyka się w okolicach 8 godzin, po których jednak pozostaje nam uśmiech na twarzy szeroki, jak po 8 godzinnej sesji z ulubionym kabaretem.

Co konkretnie przyciąga do gry i czyni ją wartą posiadania?

Humor jest niewątpliwie jej najsilniejszą stroną. Kreacje postaci oglądamy rzadko, aczkolwiek jeśli już się pojawiają, to są przezabawne. Pojazdy podziwiać możemy podczas wyścigów i powtórek. Same modele, choć humorystycznie oteksturowane, składają się jednak z dość prostych brył. Magia dzieje się wtedy, gdy możemy oglądać je w powtórkach, szczególnie na zakrętach, kiedy to przeciążenia nie tylko wyginają je w pionie, ale również w poziomie. Biorąc pod uwagę, że pojazdy mają wyraźnie dostrzegalne twarze, wyglądają jak psiaki wesoło goniące za piłką pędzącą 300 km/h.

Najważniejsze są jednak trasy. Zacznijmy niestandardowo, a więc od góry. Niebo przybiera tu wszelkie możliwe kolory. Od zielonego, przez żółty i czerwony, aż po mieniący się wszelkimi kolorami kalejdoskop, doprowadzający gracza na skraj oczopląsu. Pierwsze dwie (dzienna i nocna) próbują udawać w miarę normalne, acz potężnie nasycone kolorami tory, prowadzące przez bajeczną wyspę i cukierkowe miasteczko. Trasa numer trzy to już odlot, i to dosłowny. Jest ona w większości zawieszona w powietrzu, na podtrzymujących ją wielkich śmigłach i wielkich mechanizmach anty-grawitacyjnych. W pewnym momencie powierzchnia toru staje się przeźroczysta, a wokół nas zaczynają krążyć ule latające na małych śmigłach. Podobnych smaczków jest tu masa. Czwarty tor prowadzi przez dom Guliwera. Malutkie autka przeciskają się pomiędzy leżącymi na podłodze zabawkami (w tym obok ogromnej konsoli PlayStation), przejeżdżają po ścierce zawieszonej nad wypełnionym wodą zlewem, przez wnętrze kanału wentylacyjnego i ogród, pomiędzy kulami na stole bilardowym, w dół stromej klatki schodowej i przez mnóstwo innych zakamarków. Wisienką na torcie jest piąty tor, prowadzący przez nawiedzoną posiadłość i jej okolice. Mamy tu zwodzone mosty, cmentarz, piwnice z płynącą lawą, kręte drogi nad przepaściami strzeżone przez smoki itp. Dodatkowe tory to 5 podstawowych, udostępnionych do przejechania w przeciwnym kierunku. Programiści nie poszli jednak całkowicie na łatwiznę i urozmaicili znane nam już drogi nowymi smaczkami, dla których naprawdę warto przejechać je od nowa.

Przy okazji nie sposób nie wspomnieć o zwariowanych power up’ach, które mogą zarówno umilić jak i zohydzić nam rozgrywkę. Wszystko zależy bowiem od tego kto do kogo strzela i czym. Ze swojej strony możecie rzucać w przeciwników eksplodującymi muchomorami, zatrzymywać ich w miejscu, podkładać bomby na trasie, odpalać rakiety, zmniejszać się lub zwiększać i wykorzystywać jeszcze kilka ciekawych trików. Z drugiej strony przeciwnicy też nie pozostają bezbronni, jednakże korzystają oni jedynie z oręża wybuchowego. Upierdliwym power up’em jest natomiast wielki bucior, dający możliwość przeskoczenia nad dopiero co podłożoną nam przeszkodą. Niestety, skok jest tak wysoki, że często wyrzuca auto poza trasę, a niewykorzystanie go blokuje z kolei możliwość użycia innych pomocników.

Biorąc pod uwagę, że szefem zespołu tworzącego Motor Toon Grand Prix 2 był sławny Kazunori Yamauchi, który przewodził również programistom tworzącym późniejsze Gran Turismo, można by zadać hipotetyczne pytanie: co takiego Kazunori wówczas brał, że stworzył tak niepoważną wyścigówkę? Byłoby to jednak pytanie jeszcze mniej poważne, ponieważ po kilku godzinach spędzonych z tą produkcją dostrzegamy w niej rękę mistrza. Przede wszystkim praca kamer jest bezbłędna i nadąża za wszystkim, co dzieje się bolidem. Równie solidnie ma się sytuacja w przypadku powtórek. Mamy tu możliwość obserwacji auta z każdej strony z kamery statycznej albo z opcji dynamicznej, gdzie podobnie jak w Gran Turismo powtórka przypomina dobrze wyreżyserowaną scenę pościgu z filmu akcji. Dodatkowo, wiele z nich możemy zapisać, wygospodarowując dodatkowe 2 bloki na karcie pamięci. Na pochwałę zasługuje też to, że każde auto kompletnie inaczej się prowadzi i przyspiesza. To jak bogate są trasy pod względem ciągle zmieniającej się topografii widać po włączeniu kamery „ze zderzaka”. Porównując Motor Toon Grand Prix 2 choćby do Ridge Racer Revolution (obie gry ukazały się w 1996 r.) mamy obraz z jednej strony gry niepoważnej wizualnie ale o zaawansowanych modelach tras i zróżnicowanej fizyce, a z drugiej poważnej i szybkiej wyścigówki ale o banalnych trasach i dość prostej fizyce jazdy i kolizji.

Na koniec omówić należy trzy bonusy, które odblokowują się po ukończeniu mistrzostw na poziomach trudności hard, professional i expert. Poziom hard daje nam dostęp do mini-gry zwanej Motor Toon Tank Combat. Jak sama nazwa wskazuje mamy tu do czynienia z bitwami czołgów 1 na 1. Pojazdem sterujemy z perspektywy strzelca i poruszamy się w trójwymiarowym środowisku. Naszym zadaniem jest zestrzelenie przeciwnika szybciej, niż on zestrzeli nas. Gra się bardzo przyjemnie, tym bardziej, że rozgrywka wspomagana jest bardzo nastrojową, elektroniczną muzyką. W mojej opinii, jak na warunki roku 1996, gra ta, po odpowiednim rozbudowaniu, z powodzeniem mogłaby stanowić odrębną produkcję. W kolejne dwie mini-gry nie było mi dane grać, gdyż dotąd nie pokonałem mistrzostw w kolejnych dwóch poziomach trudności. Z video zmieszczonego na portalu YouTube dowiedziałem się natomiast, że pozostałe dwie to klasyczna gra w statki (Submarine-X) w środowisku 3D oraz wyścigi na czas autem przypominającym bolid F1 i auto NASCAR na pierwszym torze z gry (Motor Toon Grand Prix R).

Po wielkiej kawalkadzie „ochów” i „achów” czas również na minusy, bo i te gra niewątpliwie ma. Na pierwszy ogień pójdzie pewien aspekt projektu torów. Wszystko jest bardzo ładne, ale niestety spójny obraz psuje to, że kamera ochoczo wyjeżdża czasem poza generowaną scenę 3D, powodując, że świat bajkowej komedii zostaje nagle brutalnie sprowadzony do zimnej realności bajtów i bitów. Nie jest to jednak wina samej kamery, ale tego, że tory projektowano bez odpowiedniego marginesu sceny, który mogłaby ona jeszcze swobodnie objąć, np. w przypadku przełączenia się na widok bolidu z góry. Wspominałem już o przesadnej skromności modeli pojazdów? No cóż, poszła ona na tyle daleko, że w bolidach… nie kręcą się koła. Nie jest to jednak aż takie wielkie faux pas, gdyż de facto te statyczne koła to grubo ciosane wielokąty, a więc i tak nie za bardzo miałyby się jak obracać. Na powtórkach wygląda to co najmniej dziwnie. O beznadziejnym power up’ie w postaci buciora, który jest nas w stanie częściej wykopać z gry niż pomóc wspominałem, podobnie jak o stosunkowo krótkiej żywotności. Na pocieszenie powiem jednak, że wady mimo wszystko nie psują dobrego wrażenia płynącego z grania.

Podsumowując, należy stwierdzić, że Motor Toon Grand Prix 2 to perełka na miarę swoich czasów – niepozorna azjatycka zabawka, która jednak przy bliższym poznaniu potrafi otworzyć przed graczem ogromne pokłady grywalności i humoru. Polecam ją każdemu, kto gustuje w produkcjach świadomie nabijających się z samych siebie, jak i ze swojego gatunku.

motor_toon_grand_prix_2_ocena

 

 

Zobacz więcej podobnych artykułów
Zobacz więcej tekstów napisanych przez gumislav
Zobacz więcej z kategorii Gry

3 komentarze

  1. gumislav

    Szarak

    2 stycznia 2015 o 22:46

    Kto by pomyślał, że twórca GT przecierał szlaki taką grą. Nigdy o niej nie słyszałem , ale na screenach wygląda całkiem, całkiem.

    Odpowiedz

  2. gumislav

    Angrama

    8 stycznia 2015 o 23:39

    Czwarty rząd, obrazek po lewej. Czyżby High Speed Ring? 😀

    Odpowiedz

    • gumislav

      JankessPL

      27 kwietnia 2015 o 23:28

      A pod tym obrazkiem Autumn Ring 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *