Rok 2003 stanowił faktyczny schyłek komercyjnego życia PlayStation. Wprowadzenie do sprzedaży w roku 2000 zmodernizowanej i tańszej wersji sprzętu nazwanej PS one, a rok później dedykowanego mu przenośnego ekranu LCD spowodowało, że Sony znów przyciągnęło uwagę graczy do swojego leciwego produktu. Wraz z zaskakującym dwukrotnym wzrostem sprzedaży konsoli w latach 2002/2003, na rynku zaczęło pojawiać się sporo budżetowych gier w atrakcyjnych cenach. Jakość tych produkcji postawiała jednak sporo do życzenia, w czym niechlubny prym wiódł wydawca Midas. Na szczęście dla graczy, wiele solidnych starszych tytułów nadal dostępnych było w sklepach i to za niewielkie pieniądze.

W okresie pomiędzy premierą PlayStation 2, a 2003 rokiem w opisany wyżej trend włączyło się również Sony, wydając przeciętnej jakości gry innych producentów, zazwyczaj związane ze sportem lub stanowiące konsolowe adaptacje popularnych filmów dla najmłodszych. Wśród nich znalazły się jednak produkcje ponadprzeciętne jak The Emperor’s New Groove czy Syphon Filter 3 oraz kultowy remake Final Fantasy VI.

Ostatnia gra wydana przez SCEE na starym kontynencie przeszła zupełnie bez echa. Ukazała się ona 31 stycznia 2003 roku – tylko w Europie i to zaledwie w kilku krajach. Jej sprzedaży z pewnością nie nakręcał fakt, iż był to już okres, w którym PS2 zostało wchłonięte przez rynek z całym dobrodziejstwem swojego inwentarza. Czy tytuł, o którym mowa, a mianowicie Jinx, rzeczywiście zasłużył sobie na zapomnienie?

Po włożeniu płyty do napędu i włączeniu konsoli od razu przechodzimy do menu głównego, a z niego przenosimy się bezpośrednio do lokacji, z której rozpoczynamy eksplorację platformowych światów. Ujawnia się tu pierwszy minus gry, a mianowicie całkowity brak filmów przerywnikowych czy choćby wyreżyserowanych w silniku gry cut scenek. O postępach w scenariuszu dowiadujemy się jedynie z rozmów z napotykanymi postaciami, które toczą się w formie tekstowej. Nie dosyć, że tytułowy bohater – królewski stańczyk Jinx – nic nie mów (pisze?), to jeszcze w grze brakuje voice actingu.

Sama historia z jaką przyjdzie się nam zmierzyć nie powala oryginalnością, choć jej miałkość pasuje niejako do gry dedykowanej przede wszystkim dzieciom. Na początku rozgrywki dowiadujemy się, że oto rodzina królewska porwana została przez nieznanych sprawców zaś mieszkańcy kolorowej i pogodnej krainy pozostają pod wpływem potężnej magii, która zamieniła ich we wrogie kreatury. Jinx, będący potomkiem maga, jest jedyną osobą, która może uratować porwanych i przywrócić spokój w królestwie.

Od pierwszych sekund rozgrywki w oczy rzuca się piękna grafika. Wszystko wysycone jest bogatą paletą kolorów i efektów świetlnych, przez co już początkowy warp room wygląda jak wyjęty z bajki Disney’a. Wydaje się, że producenci – studio HammerHead – wyciągnęli daleko idące wnioski z wieloletniej gamy graficznych sukcesów i porażek innych gier na szaraka. Zrobili oni dokładnie to, co twórcy Crash’a czy Spyro, a mianowicie skupili się na stworzeniu poziomów o stosunkowo niedużej ilości obiektów 3D, za to o wielokolorowych i bogatych w detale teksturach, z czym PlayStation radzi sobie znakomicie.

W grze dostępnych jest sześć światów o zupełnie odmiennych motywach. Przemierzamy tu różnorakie bajkowe lokacje: od zamku i jego okolic, przez świat grozy utrzymany w klimacie czarnej komedii, aż po dryfujący w przestworzach statek piratów. Przeciwnicy różnią się znacznie od siebie pomiędzy światami, choć ich gama w obrębie każdego z nich jest bardzo skromna. Na każdym etapie gracz styka się z bardzo prostymi łamigłówkami, wyraźnie dopasowanymi do dziecięcych możliwości intelektualnych. Jinx mieści się w konwencji klasycznych platformówek – z przepaściami, dalekimi skokami i ruchomymi przeszkodami do pokonania – jednakże o częściowo otwartych levelach, a więc podobnie jak w przypadku osławionego Spyro. „Biegać, skakać, latać, pływać” – oto środki do celu naszego małego bohatera. W każdym z sześciu światów znajdują się trzy levele, zaś każdy z nich, jeśli pokonać go szybko od początku do końca bez tracenia życia, daje około 20-30 minut zabawy. Design poziomów (nie mylić z grafiką) można śmiało określić jako poprawny… i nic ponad to.

Przyjemność psują jednak trzy kwestie: pracy kamery, celności skoków i walki z przeciwnikami.

Co do kamery, to niestety podąża ona za Jinxem nie dość szybko, wobec czego skręcając lub biegając w kółko trzeba ciągle pomagać sobie obracając ją manualnie przyciskami L1 i R1. Ponadto umiejscowiona jest zbyt nisko i Jinx zasłania nieraz widok w kluczowych miejscach levelu.

Wszelkie skoki to istna rosyjska ruletka – rzecz kompletnie niedopuszczalna w grze platformowej. Pierwszym tego powodem jest wspomniana już praca kamery, której nie można podnieść nad Jinxa aby prawidłowo oszacować odległość od platformy, na którą należy wskoczyć. Kolejnym jest fakt, iż pod naszym bohaterem nie ma żadnego znacznika (cienia, punktu) rzucanego na obiekt poniżej. Bez tego gracz nie jest w stanie ocenić czy znajduje się już nad platformą, czy jeszcze nad śmiertelną przepaścią.

Wady te powodują, iż – paradoksalnie – gra wcale nie nadaje się dla dzieci. Po sześciu pierwszych levelach – relaksujących, a wręcz nudnawych – przychodzi sześć kolejnych, w których celne skoki wymagają zastanowienia i cierpliwości (bo jak wiadomo tej ostatniej maluchy zawsze mają w nadmiarze). Sześć końcowych poziomów, w kwestii skakania, to już kompletny hardcore. Oczywiście dojrzały gracz nie będzie miał tutaj większych problemów, jednakże wykonywanie dalekich susów na wyczucie wymaga wielokrotności prób, dużej cierpliwości i umiejętności.

Ostatnią kwestią jest walka z przeciwnikami, których napotkamy na swojej drodze. Eliminować ich możemy na dwa sposoby – okładając ich Jinx’ową różdżką lub też używając znajdywanych po drodze broni. Co do walki wręcz, to mamy tu do czynienia ze zbyt dużym elementem przypadkowości. Bywa, że stojąc dokładnie na wprost przeciwnika okładamy go, a ciosy nie trafiają. Inny razem, przy mniej optymalnym ustawieniu, tamten pada po dwóch ciosach. Co do broni, to rzucane przez gracza bomby mają tak duży zasięg, że często ranią samego bohatera, zaś użycie innych pomocników wymaga niemal podejścia pod nos kreatury, którą chcemy sprzątnąć.

Żyć w grze zdobywamy masę, chociaż z głupich powodów (skakanie!) masę razy je tracimy. W przypadku kiedy na starcie poziomu mamy ich za mało możemy wrócić do warp room’u i nałapać na zapas w pierwszych prościutkich levelach. Ja niestety nie miałem na to cierpliwości – pod koniec gry wolałem się męczyć na jednym życiu, choć wymagało to niejednokrotnie powtórzenia 20 minut rozgrywki od początku bo save’ować można tylko na końcu leveli. Przyznać należy jednak, że bez tego utrudnienia gra byłaby zdecydowanie zbyt łatwa.

Jeśli mowa o czasie gry to można ją skończyć w zaledwie 8-10 godzin. To zdecydowanie za mało – zarówno na warunki PlayStation jak i roku, w którym produkcja ukazała się na rynku. Co prawda można pokusić się o przejście jej jeszcze raz aby dokończyć różne mini-questy, które odblokowują się z każdym kolejnym poziomem i wymagają ponownej eksploracji poprzednich. Ale wiecie co? Ja podziękuję. Dość dużo powodów już przytoczyłem.

Domknąć recenzję pragnę pochwałą, która należy się za bardzo przyjemną muzykę. Jest ona pogodna, nie męczy ucha i różni się w zależności od świata jaki przemierzamy. Gdyby tylko nie ten brak voice acting’u oraz do bólu banalne dźwięki otoczenia…

Czy więc Jinx rzeczywiście zasłużył sobie na wspomniane na początku zapomnienie? Zdecydowanie nie. Produkcja jest akceptowalna i wydana 2-3 lata wcześniej z powodzeniem mogłaby stanowić uzupełnienie dla tych, którzy nabawili się już Croc’iem.

Jeśli chcecie zdobyć kompletny oryginał to życzę powodzenia. Gra nie jest kultowa, a wiec nie jest również droga, jednakże skromna dystrybucja nie pomaga w odnalezieniu porządnego egzemplarza.

jinx_ocena

Zobacz więcej podobnych artykułów
Zobacz więcej tekstów napisanych przez gumislav
Zobacz więcej z kategorii Gry

5 komentarzy

  1. gumislav

    NWC

    6 marca 2015 o 21:02

    Gra wydaje się w miarę ciekawa, nawet o niej nie słyszałem, przyjemnie się czyta, podziwiam za cierpliwość, ja nie mam nerwów zazwyczaj do skakania 🙂

    Odpowiedz

  2. gumislav

    Manifesto

    10 marca 2015 o 12:31

    Ciekawa recenzja. Nie grałem w ten tytuł, ale jeśli chodzi o platformówki to mam dość specyficzny gust więc niewykluczone, że gra by mi przypadła do gustu. Np. taki Jersey Devil również otrzymywał słabe noty, a mnie się ta gra po prostu podobała. Może nie dałbym jej 9/10 ale już 7 zdecydowanie. Choć to tylko kwestia domysłów, bowiem Jinxa na pewno nigdy nie kupię.

    Odpowiedz

    • gumislav

      gaikai

      7 lutego 2016 o 19:21

      @Manifesto mogę Ci podrzucić Jinx’a tylko powiedz mi, co masz w kolekcji i na ja mógłbym liczyć ;>

      Odpowiedz

  3. gumislav

    gaikai

    7 lutego 2016 o 19:19

    Mi udało się wyrwać z 0.5 roku temu oryginał w folii — niedraśnięty. Nie pograłem długo, gdyż tytuł ów mnie tak nie wciągnął. Pamiętam, że Loki w PE przyznał grze wysoką notę (chyba 8/10 — musiałbym wykopać egzemplarz PE aby się upewnić).

    Odpowiedz

  4. gumislav

    Filolog polski

    13 stycznia 2017 o 18:09

    “Jinx’em”, “Croc’iem” – niepoprawne formy.
    W tym wypadku powinno być: “Jinksem”, “Crociem”.

    http://filologpolski.blogspot.com/2014/01/apostrof-w-zym-miejscu-czyli-kilka-sow.html

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.