Cześć, z tej strony Trzyzet i zapraszam Was do recenzji kontrolera DualSense Edge, który zakupiłem ponieważ od zawsze chciałem mieć coś w stylu Xbox Elite Controller, ale dedykowanego właśnie do konsoli PlayStation. Tym razem się udało, byłem niesamowicie podekscytowany praktycznie od samej zapowiedzi Edge’a. Jako że ta wersja DualSense’a jest koszmarnie droga i raczej mało kto da jakąś szczerą opinię na jej temat, postanowiłem udokumentować swój unboxing i opisać odczucia związane z tym kontrolerem. Wybaczcie za jakość zdjęć, fotografem nigdy nie byłem i nigdy nie miałem do tego smykałki, nie mówiąc już o tym, że zdjęcia są wykonane zwykłym smartfonem. No to zaczynamy!

Kontroler DualSense Edge przyjeżdża do nas w standardowym dla Sony opakowaniu, w skład którego wchodzi zewnętrzna obwoluta oraz wewnętrzne, kartonowe opakowanie na pada.

W jego wnętrzu czeka na nas twarde etui w standardowym dla PS5 kolorze, owinięte białym woreczkiem, tak aby się nie porysowało. W środku pokrowca – który jest wyłożony szorstkim w dotyku, ale zarazem miękkim materiałem – znajduje się również zabezpieczony kontroler i dodatkowe akcesoria z nim związane, z dodatkowym miejscem w centrum na zapasowy moduł sticka.

Kontroler DualSense Edge jest niewiele cięższy od zwykłej edycji i identycznie leży w dłoniach. Gałki analogowe pracują w nim tak samo jak w oryginalnym kontrolerze, ale o nich opowiem szerzej później. Pada uzbroiłem w nakładki, których będę używał, obydwie wypukłe, prawa gałka jest dłuższa. Bardzo satysfakcjonująco wklikują się na swoje miejsce. Jest też sporo fajnych detali i smaczków, zwłaszcza te dodatkowe białe części uchwytów od wewnątrz, które są wykonane ze sztywnej gumy, która jest bardzo fajna w dotyku. Przewód jest dosyć długi ale go nie mierzyłem, ma bardzo przyjemny w dotyku, przypominający jedwabny oplot. Sama jakość wykonania jest na najwyższym poziomie, zero jakichkolwiek luzów, wszystko idealnie spasowane poza jednym malutkim detalem, o którym powiem nieco później.

Tył kontrolera nie różni się wiele od standardowego DualSense’a. Nie jest po prostu cały biały a ma błyszczące, poziome wcięcie, z tyłu są porty na dodatkowe łopatki i na dole jest zasuwka otwierająca frontową klapkę, która zakrywa mechanizmy służące do wyjęcia gałek analogowych. Docelowo wylądują u mnie krótkie łopatki. Wszystkie są wykonane ze stopu stali, łopatki są bardzo szorstkie i dają ciarki przy przejeżdżaniu po nich palcami. W zestawie jest też opcjonalna blokada wysunięcia kabla. Po prostu  wsuwa się w nią wtyczkę USB-C, zamyka się blokadę i po wpięciu tak przygotowanego przewodu przesuwa się mechanizm na pozycję LOCK. Kabelka nie da się wysunąć używając nawet bardzo dużej siły. Pad wykrywa też jaki ustawiony jest skok triggerów i sam ustala skalę wciśnięcia od 0% do 100%. Same triggery poza matowymi grzbietami mają loga przycisków na górze, co w zamyśle ma utrudniać ześlizgiwanie się z nich placów.

Największą wadą wykonania Edge’a są stopery, które służą temu aby obudowy nie obijały się o siebie. Zarówno na zatrzasku do przewodu, jak i na klapce z frontu pada, zamiast porządnych, gumowych stoperów są zamontowane samoprzylepne gąbeczki, które i tak niedługo trafi szlag. W produkcie tej klasy powinno być to rozwiązane lepiej. Pod samą klapką czeka nas samo mięsko – wymienne analogi i mechanizmy do ich wyciągania. Po prostu ciągniemy jedną ze srebrnych dźwigni do góry i można wysunąć analog z samego kontrolera.

Postanowiłem też zrobić kilka fotek modułu z analogiem, w tym rozebrać jeden, aby zobaczyć jak jest zbudowany dla potomnych. Co ciekawe gniazdo w module to prawdopodobnie własnościowy konektor Sony używany kiedyś w laptopach VAIO.

Po rozkręceniu jednej śrubki o rozmiarze Ph0, w standardzie kamer Sony, i ściągnięciu obudowy wita nas dokładnie ten sam, stary i wadliwy stick ALPSa z nałożoną dźwignią, która ma wymienne końcówki. Nic tylko czekać na zamienniki do standardowego DualSense’a bo są one kompatybilne między sobą. O dziwo nie wiem po jaką cholerę, ale moduł ten ma własny, sporych rozmiarów mikrokontroler i pamięć SPI w bardzo małej obudowie. W takim samym SPI, o tych samych wymiarach, siedzi cały BIOS/EFI MacBooków Pro z 2017 roku. Osobiście sądzę że w pamięci przechowywane są dane do kalibracji potencjometrów analoga. Nie są one idealne i zawsze będzie odchyłka względem zera, między innymi dlatego wlutowanie nowego analoga w nich nie naprawia problemu lub analog ma drift w inną stronę.

Po wpięciu do konsoli od razu wyskakuje komunikat że wpinamy DualSense Edge i konsola od razu pyta czy chcemy przejść do poradnika i czy chcemy ustawić kilka profili. Na początku, menu uczy nas że dwa przyciski Fn pod analogami dodają skróty do przełączania profili w locie. W trakcie zmiany profilu kontroler wibruje delikatnie i sygnalizuje to diodami pod touchpadem, po którym swoją drogą bardzo przyjemnie przejeżdża się palcem. Przyciski Fn pozwalają też zmieniać głośność wpiętych słuchawek i zmieniać utwory bez wchodzenia do menu co dla mnie jest znacznym ułatwieniem, bo gram używając słuchawek wpiętych do pada. Same profile umożliwiają dowolną zmianę bindów przycisków z d-padem, start, capture oraz przyciskiem na touchpadzie włącznie. Profile pozwalają również na ustalenie deadzone’u dowolnie dla każdego triggera i analoga jak i całkowicie innej krzywej zachowania dla samych analogów. Nie zdążyłem pograć na konsoli pierwszego dnia, na komputerze z Linuksem (używam Debiana) pad jest od strzała wykrywany jako DualSense i ma bindy identyczne jak kontroler Xboxa One. Na komputerze można również przełączać się profilami w locie. Samego pada jeszcze nie rozbierałem ale wydaje mi się że ma prawdopodobnie inny układ kodeka audio i dźwięk jest nieco głośniejszy na Edge’u. Może mi się to tylko wydawać bo nie robiłem szczegółowych porównań, ale warto o tym wspomnieć.

Na konsoli grałem w Hogwarts Legacy oraz wersję beta nowej Trackmanii dla PS5. Do Edge’a przygotowałem 3 dodatkowe profile z własnymi ustawieniami dotyczącymi bindów przycisków, deadzone’ami analogowych inputów, zarówno triggerów jak i gałek analogowych, jak i samych profili zachowania analogów. Jako że nienawidzę wciskać gałki analogowe, żeby na przykład zatrąbić albo sprintować, to wszystkie profile mają pod łopatkami właśnie te przyciski. Profile, które zrobiłem są pod strzelanki, gry wyścigowe i dodatkowy jeden ogólny profil dla gier z widokiem z trzeciej osoby. Gra się na nim niemalże identycznie jak na zwykłym DualSense, aczkolwiek największą robotę robią profile zachowania analogów. W Trackmanii bez dużych problemów i praktycznie bez grindu, dzięki krzywej analoga Precise, wbiłem 46. czas na świecie. Wynik genialny. Gdyby nie to że za bardzo się przyzwyczaiłem do padów Logitecha, grając w Trackmanię, to moim daily-driverem nawet na pececie byłby DualSense Edge. W Hogwarts Legacy gra się o wiele przyjemniej – ustawiłem sobie najkrótsze skoki triggerów, a profil ogólny, który sobie przygotowałem ma krzywą Dynamic dla lewego analoga oraz Precise dla prawego. Dzięki krzywej Dynamic znacznie łatwiej kontrolować kiedy postać idzie/skrada się, a kiedy biega. Dodatkowo Precise na prawym analogu, który dodatkowo ma najdłuższą nakładkę, robi świetną robotę przy celowaniu i lataniu na miotle.

Teraz pora na łyżkę dziegciu, a więc minusy. Pierwszy to bateria. DualSense Edge wytrzymał mi około 6h50m gry bezprzewodowo ze średnim podświetleniem i silną haptyką/wibracjami. Mało. Całe szczęście że jestem blisko konsoli kiedy gram, ale tutaj jest kolejny bardzo duży minus, gdyż tył kontrolera bardzo się nagrzewa podczas ładowania. I to tak do prawie 40 stopni. Jeżeli więć komuś się pocą dłonie to nie powinien grać na Edge’u w trakcie ładowania, bo dłonie będą się pocić znacznie bardziej. Tutaj podejrzewam jak to jest zrobione – Sony uważa, według mnie słusznie, że gracz który kupił DualSense Edge ma też wszystkie inne akcesoria, w tym stację do ładowania gamepadów. Taki gracz po prostu wrzuci kontroler do stacji na noc żeby bateria podładowała się na następny dzień i tyle. Drugi, mało znaczący minus to brak skalowania efektu haptyki dla triggerów, przy zmianie skoku wciśnięcia. Najniższy skok nie ma żadnej haptyki. Podejrzewam, że to bardziej ukłon dla graczy strzelanek, tutaj czas reakcji jest najważniejszy. Szkoda że mikrofony nie mają żadnych ekstra algorytmów do poprawiania dźwięku, bo brzmią tak samo jak w oryginalnym DualSense, czyli bardzo słabo.

Jeżeli nie odstrasza Cię cena kontrolera DualSense Edge to bez dyskusji, prędzej czy później, powinieneś go kupić. Dla osoby bardzo dobrej w jakąś grę kupno Edge’a będzie dokładnie tym samym co kupienie dobrej klasy narzędzia przez profesjonalistę i na pewno zaowocuje lepszymi wynikami i komfortem podczas rozgrywki. Niedzielni gracze raczej nie docenią i nie wykorzystają jego pełni możliwości. Zresztą większość z nich na pewno odstraszy cena kontrolera, która wynosi obecnie (23.03.2023) aż 1199zł. Jeżeli jednak zdecydujesz się na zakup, to pamiętaj tylko o dokupieniu sobie docka do ładowania kontrolera na noc, szczególnie jak nie lubisz mieć ciepło w dłonie, bądź nie lubisz grać na kablu albo nie chcesz zajechać gniazda USB-C w kontrolerze.

  • dualsense hogwarts legacy 1

    DualSense Hogwarts Legacy

    Sony zapowiedziało kolejny wariant kolorystyczny kontrolera DualSense. Po edycji God of Wa…
Załaduj więcej powiązanych artykułów
Załaduj więcej od Trzyzet
Załaduj więcej w PS5
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Wewnętrzne opinie
Pokaż wszystkie komentarze