Strefa rowerowa

Zaczęty przez CyborgDE, Kwiecień 23, 2023, 21:56

Poprzedni wątek - Następny wątek

bms

85Nm? To na koło idzie?

Wysłane z mojego SM-A546B przy użyciu Tapatalka


CyborgDE

#31
Cytat: Janusz w Sierpień 27, 2024, 16:53Ale chyba nie brałeś tak na oko? Tylko miałeś okazję "przymierzyć"?
Zamawiałem co prawda online w pracy, ale wcześniej już miałem okazję się przymierzyć do Giantów z tą właśnie ramą i rama "L" mi leżała, także taki też zamówiłem. A w razie czego to mam dwa tygodnie na przetestowanie i zwrot i wymianę na inny rozmiar ramy/inny model, także tutaj się zbytnio nie spinam.

Cytat: Janusz w Sierpień 27, 2024, 16:53Fajne to, ale jednak trzeba też tego pilnować.
Tutaj też się nie mam o co martwić, bo w pakiecie ubezpieczenie przeciwko kradzieży, uszkodzeniu z własnej winy wszystkiego poza elementami eksploatacyjnymi (opony, hamulce itd.) i mobilny serwis pod dom przez 3 lata od daty odebrania. Także nawet się o przeglądy nie muszę martwić żeby go gdzieś targać, bo wystarczy że zadzwonię termin zrobić i przyjadą mi pod dom/pracę busikiem z narzędziami i zrobią pełen przegląd/naprawią co tam klęknie.

Cytat: Janusz w Sierpień 27, 2024, 16:53Ciekawa opcja MTB z elektrykiem. Mi trochę średnio leży ta rama bez takiego klasycznego wzmocnienia tyłu ze sztycą na siodło, ale ja człowiek starej daty. [...] Wolę jednak dla spokojności klasyczny, zwłaszcza, że u mnie rowery zwykle po 15 lat jeżdżą i muszą wytrzymać.
Jestem w stanie zrozumieć. Dla mnie to zwykła zabawka i kolejny gadżet do pobawienia się w terenie, chociaż nie powiem że się jaram bo za każdym razem jak miałem okazję przejechać się elektrykami znajomych to banan z mordy mi nie schodził. Oczywiście mowa tu o MTB i drogach typowo terenowych. Gdyby nie to że mam aktualnie ochotę na takie zabawy, to pewnie bym się nie zdecydował na taki wydatek to jedno, a dwa mój KTM dalej będzie grzał miejsce w garażu i będę miał ciągle wybór pomiędzy klasycznym trekkingiem a elektrycznym MTB. No i mój czerwony klasyk z lat 90tych którego tu już kiedyś pokazywałem, a raczej jego ramę po polakierowaniu. Zbyt wiele się nie ruszyło w tej kwestii, w planach było przerobienie go elektryka legalnego na ulice, ale jako że wpadł ten, to kiedyś wdrożę plan "B" i mam zamiar zrobić z niego małego potwora który będzie już bardziej e-motocyklem niż e-rowerem do jeżdżenia po oczywiście wyłączonych z ruchu drogach.  >:D :P

Cytat: bms w Sierpień 27, 2024, 17:1585Nm? To na koło idzie?
Według testów jest to maksymalna moc tego silnika, ale nigdzie nie mogę znaleźć informacji czy to moc na koło czy generowana przez silnik wspomagający. Jedyne co się dowiedziałem to że jest przysłowiowy "łogiń" na stromych podjazdach pod górkę.

"Umysł robota walczy z umysłem debila, taki los cyborgów."

Janusz

Sam bym się przejechał dla sprawdzenia jak się na tym da poszaleć po górkach. Grunt to dobre trasy, a napęd na pewno się przyda spenetrować i te najtrudniejsze. Niech Ci służy jak najlepiej!

CyborgDE

Klamot doleciał, zrobiłem pierwsze 50km z czego część po naszych lokalnych górkach z dość stromymi podjazdami i ostrymi zjazdami. Zabawa jakich mało, chociaż dzisiejszy wypad dał mi do zrozumienia że zanim zrobię drugi raz tą samą trasę w lesie co dzisiaj wyposażę się w kask typu "Full Face"  :)).







Pierwsze wrażenia? Wjazd nawet pod strome podjazdy jest nieporównywalnie ułatwiony dzięki wspomaganiu silnika, ale potrafi być też zgubny dla żółtodziobów takich jak ja. Prawie boleśnie się o tym przekonałem kiedy wjeżdżając na cwaniaka stromą górkę wyłożoną kamieniami i wystającymi korzeniami w pewnym momencie straciłem lekko kontrole i prawie wyrwało mi rower spod butów. Zdecydowanie trzeba nauczyć się odpowiednio dobierać tryby jazdy w zależności od trasy. Sama zabawa wynikająca z crawlingu jest za to przednia.
Drugim spostrzeżeniem była waga roweru. Niby jak na elektryka nie waży dużo, bo z tego co pamiętam to 26kg, ale szczególnie podczas skakania czuć tą masę i trzeba przywyknąć do włożenia nieco większego wysiłku w poderwanie np. tyłu. Z poderwaniem przodu pomoże nam znowu moment obrotowy silnika wspomagającego, bo na trybie "Turbo" wystarczyło dosłownie lekko zakręcić korbą i delikatnie poderwać przód do góry żeby wjechać na większą przeszkodę.



Do tego dość oczywistym efektem ubocznym, ale wartym wspomnienia jest wygoda jazdą eMTB po zwykłych drogach. Opór toczenia powodowany przez grubaśne opony z kostkowym bieżnikiem jest niwelowany przez silnik, a nam pozostaje radość z jazdy na mięciutkim zawieszeniu które wybiera większe nierówności i oponie balonie która niweluje całą resztę, dzięki czemu po przejeździe przez jakąś gorszą drogę nie czujemy się jak by miał nam kręgosłup wylecieć przez okrężnice.



Podsumowując ja jak na razie jestem zachwycony, zwłaszcza że dzięki temu wynalazkowi po pierwsze odzyskałem ochotę na jazdę w ogóle rowerem, po drugie pozwala nawet takiemu zastanemu dziadowi jak ja znowu się rozruszać i jednocześnie sprawia niesamowite ilości frajdy podczas zdobywania szczytów które zwykłym rowerem z moją aktualną kondycją były by ciężko osiągalne.  :P

To tyle z pierwszych wrażeń. Nie pozostało nic innego jak wykorzystać ostatnie podrygi ładnej pogody i testować maszynę dalej.

"Umysł robota walczy z umysłem debila, taki los cyborgów."

Wawrzino

#34
Odkurzam temat, można dawać złotą łopatę ;)

Otóż nie tylko temat odkurzyłem, ale też mój rower. Po prawie 10 latach wyjąłem go z piwnicy, gdzie stał od mojej wyprowadzki, teraz w nowym miejscu mam wreszcie miejsce do przechowywania.
Sam rower to Kross Jocker Best, rocznik prawdopodobnie 2004. Swoje na nim przejeździłem jako nastolatek i jak to nastolatek nie bardzo miałem w głowie serwisowanie roweru. Chyba tylko raz był na przesmarowaniu łańcucha i wyregulowaniu przerzutek. Gdy przeprowadziłem się do Poznania, trafił do piwnicy.

W tym roku postanowiłem go doprowadzić do stanu używalności. Tak wyglądał na początku tylko po obmyciu wodą i wstępnym napompowaniem kół:


Po tych zabiegach trafił na serwis balkon, gdzie wziąłem go w obroty. Na pierwszy ogień wyczyściłem i nasmarowałem łańcuch i przerzutki. Następnie wymieniłem ponad dwudziestoletnie dętki i opony na nowe, Continental ;)



Przy okazji wyczyściłem dokładnie hamulce, oraz wymieniłem okładziny, bo stare już praktycznie nie istniały, zaś rower hamował wyłącznie z dobrej woli.


W międzyczasie zainwestowałem też w lepszy stojak serwisowy, bo ten z pierwszych zdjęć po dwóch użyciach się połamał, ale tak to bywa z tanią chińszczyzną. Wymieniłem gripy na wygodniejsze, bo stare działały jak tarka, wymieniłem też manetki przerzutek i dorzuciłem dzwonek.


Dzisiaj doszły błotniki i bagażnik w ramach przygotowań pod wycieczki rowerowe, które planujemy z żoną.


Do zamontowania zostało mi jeszcze tylko oświetlenie, które już jest kupione i czeka na swoją kolej.

Tak, wiem, że jest jeszcze sporo rzeczy, które są do zrobienia, jak wymiana kasety, mechanizmów przerzutek, suport, ale to znowu zabawa na dłuższy czas, a zależy mi, żeby na nim w najbliższym czasie jeździć, a na dzień dzisiejszy jest to już wykonalne i bezpieczne. Wymienione wyżej rzeczy planuję zrobić na jesień, jak już będzie po sezonie i będę miał czas, zeby go rozłożyć praktycznie na części pierwsze. Jest to dla mnie fajna przygoda, bo jak dotąd nigdy nie serwisowałem roweru, a teraz mam swój stary złomek do grzebania w nim.

Oczywiście w międzyczasie zadbałem też o rower żony, ale on był w dużo lepszym stanie i oprócz wymiany dętek (też na Continental ;) , smarowania, regulacji przerzutki i wymianie okładzin hamulca nie trzeba było robić nic więcej.

Mcin

Ja ostatnio jako ostatni krok w mojej pracy majstra rowerowego wymieniłem chwyty na te ergonomiczne. nie powiem "niebo a ziemia", ale poprawę zdecydowanie czuć, łatwiej chwycić tak, że dłonie nie drętwieją.

W sumie nie pisałem, ale ja już w zeszłym roku doprowadziłem rower do stanu używalności. Wcześniej skatowałem go do momentu, gdzie hamulce opierały się na metalu, kaseta przeskakiwała, a przednia przerzutka działała metodami voodoo.
Miałem pójść w shimano, żeby zaoszczędzić na manetkach suporcie i tylnej przerzutce (co może dziwne biorąc pod uwagę stan roweru, ale deore było o dwie klasy wyżej niż reszta sprzętu i lepiej trzymało), ale po dniach przeglądania neta zauważyłem, że nie zdobędę pasującej korby. No to przekopuje drugi raz i poszedłem w SRAMy. Roboty było sporo, ale nawet ktoś w zerowym doświadczeniu w mechanice może dać radę :D Najwięcej problemu sprawiła przednia przerzutka. Już przy montażu okazało się, że nie pasuje, bo miała dolny ciąg linki, a ja w rowerku mam górny. I znalazłem niemal pasującą, to znaczy z szerszą obejmą, 38,1 zamiast 34,9 i redukowałem gumą, którą dodają do tanich lampek rowerowych.Oczywiście to się obracało przy dokręcaniu, więc trzeba było sporo zabawy :D Finalnie się udało,ale zanim to zrobiłem, znalazłem na ebay idealną przerzutkę zamówiłem, i mam w zapasie w szafie.
Po drodze jeszcze dokupowałem manetkę, bo jedną zepsułem. przestała dobrze przerzucać, chyba linka spadła w środku, ale ja rozebrałem trochę za bardzo... i bez rąk jak hinduski bóg śiwa nie szło tego zmontować.
No, ale jak już pojechałem w trasę, to myślałem, że coś popsułem, tak cicho chodził :D

Cena - nie liczyłem dokładnie, ale ponad 1500 zł. czyli mogłem dołożyć drugie tle i kupić rower podobnej klasy. A ile godzin! Ale warto nie być niezdarnym i zdobywać nowe umiejki.

Czy coś jeszcze popsułem - musiałem źle zamontować łańcuch,bo po półtora roku rozpiął mi się w trasie po upadku, ale na szczęście blisko miejsca wyjazdu.
Kończąc historię, rowerek to MBike Renegade 0.4
Net Yaroze to życie. Net Yaroze to Nadzieja.

hankie

O! Takie odkopy lubię!
Cytat: Wawrzino w Lipiec 23, 2026, 21:45Sam rower to Kross Jocker Best, rocznik prawdopodobnie 2004.
To był czasy, gdyb Kross był raczej tańszą marką - ale jeszcze nawet tańsze rowery marketowe ludzie ujeżdzali kilka lat. Dzisiaj Kross może jest tańśzy od Gianta, Scotta etc - ale już nie jest taki wiecie - rowerem za 6 stów. Pamięam jeszcze takie dziwiniejsze marki jak Grand (moja siostra miałą 6 lat rower i jeszcze został odsprzedany), Forester, Klauden. Ja na Komunię dostałem rower marki 'Mirand' miałem go 7 lat i sasiąd odkupił za 4 dychy xD Oprócz łańcucha, ogumienia i okładzin całość była fabryczna (ale tam jakieś Szimanochy przeżytki nawet były).

Gratuluje przywrócenia ponad dwudekadowego rowera do używalności i kompleksowej roboty z dalszym planem. Kupno samych nowych opon już kasuje podstawy finansowe projektu, ale ja akurat w pełni rozumiem włożoną pracę.

Cytat: Mcin w Lipiec 23, 2026, 23:16Cena - nie liczyłem dokładnie, ale ponad 1500 zł. czyli mogłem dołożyć drugie tle i kupić rower podobnej klasy. A ile godzin! Ale warto nie być niezdarnym i zdobywać nowe umiejki.
Tutaj też szacun - bo sam włożyłeś czas, coś poszło nie tak ale ogarnąłeś. Mało tego - po sezonie za 1500 na promkach np w necie można by na spokojnie kupić nowy markowy rower, ale widzę że miałbyś jednak większe wymagania aniżeli taka maszyna.

BTW mój poprzedni rower, lekko leciwy, ale zawsze sprawny ustąpił miejsca innemu rowerowi - mam treka Gianta. Ale to naprawdę oldskul nieco, z czasów chyba gdy dopiero grupa rowerów trekkingowych się u nas stworzyła. Czeka na odświeżenie, bo dziad stoi już 4 lata... Wstyd przyznać. W międzyczasie odświeżałęm i sprzedałem górala brata (tańśza marka Folta, ale full na aluminium i prawie średnim Szimano), odprawiłęm 2 rowerki dziecięce i czeka rowerek starszej - by go zakonserwować i ofoliować na strych w oczekiwaniu na młodszą córkę.
Wracając do mojego 'uśpionego Gianta' > ma on takie smieszne manetki, które wskaźniki mają osobne zegary, które na kierownicy siedzą jaki liczniki motocyklowe, chyba pierwszy raz z takimi wynalazkami się spotykam, ale przełączanie to jak 'shift grip' - dla mnie niezbyt fortunne. Ale chyba na normalne klamkomanetki zmienię. A kurde mówiłem sobie, że w końcu muszę sobie kupić aluminiowy rower psia mać :P CHociaż samicy na wiosnę (czyli pewnie kupię zimą) musze kupić lekkiego damskiego krossa lub lajtowego górala.

mariusz391

No dobra, to jak temat wrócił i wszyscy tak się chwalą to i ja napiszę że ze względu na partnerkę po raz pierwszy za własne pieniądze kupiłem rower (bo poprzedni dostałem w 2000 roku na powtórkę komunii  ::)  )
Jako że rynku kompletnie nie śledziłem, i się nim nie interesowałem poprosiłem ,,eksperta'' z pracy żeby mi znalazł coś ciekawego używanego
I skończyło się na zakupie wynalazku o którym nie miałem pojęcia że istnieje czyli  holenderskiego roweru miejskiego ... na pasku  ::)
A dlaczego tak? Bo jak stwierdził ,,ty mieszkasz w bloku, nie masz garażu do serwisowania a takie rowery są bezobsługowe''. Myślę sobie, może chłop ma rację skoro się zna
No i zabawa ta kosztowała mnie z 1600 zł, i rower przyszedł kurierem w jednej dużej paczce (do tej pory nie mogę uwierzyć że kurier wtachał go na 4. piętro, czy to był jakiś Pudzian czy ktoś mu pomógł, ale jakbym był w domu to bym mu dychę na piwo za to dał, bo sam miałem problem by dźwignąć tą pakę do mieszkania  :P )
Oczywiście moja wiedza ze składania roweru była żadna, ale poświęcając całe popołudnie i metodą prób i błedów udało mi się go poskładać do kupy (na szczęscie tylne koło było zamontowane do ramy)
Tak wyglądał po złożeniu na balkonie



A tak w plenerze





I teraz opinie po zakupie
Zacznijmy od zalet:
Rower w naprawdę ładnym stanie, nieporysowany, niezniszczony, jedyny znak ,,wieku'' to zardzewiałe niektóre śrubki więc jakby mi się nudziło jestem w stanie je wymienić na nowe
Druga i największa zaleta to PRZERZUTKI. W tym moim z 2000 roku miałem jakieś chińskie przerzutki qualng czy coś takiego i były gównem strasznym, gdzie ostatecznie i tak jeździło się na jednym biegu. Natomiast tutaj jest 7-biegowe Shimano Nexus i to jest REWELACJA. Bo zamiast się zastanawiać jak w normalnych 21 biegów czy jeszcze więcej które nikomu do niczego nie są potrzebne, tutaj jeździmy jak w samochodzie. Startujemy od jedynki, i potem po kolei biegi, jak jedziemy pod górkę, cofamy, jak z górki ciśniemy aż do ostatniego (choć swoją drogą te biegi 6-7 używam sporadycznie, bo lepiej przy takich zjazdach dać nogom odpocząć  ;)  )

Za to z wad są nastepujące:
Po pierwsze jak widać rower nie ma ŻADNEJ amortyzacji, mój stary góral miał i przednie i tylny amortyzator i jednak jak jedziemy po nierównym terenie lub wjechać na krawężnik to od razu to w plecach czujemy. Chyba wolałbym dopłacić do takiego z chociaż przednim amortyzatorem
I druga wada to delikatne popiskiwanie konstrukcji, prawdopodobnie na tylnej piaście. Ten znajomy mi mówił że jak będę chciał to żebym go do niego zawiózł po sezonie to mi wszystko rozbierze i przesmaruje, zobaczymy jak wyjdzie w praniu

No i jeszcze jedna rzecz warta wspomnienia, choć nie do końca związana z samym zakupem. Otóż po paru miesiącach jadę ulicą i nagle put put put, co mi tak ciężko. Dotykam tylnego koła, flak. Oglądam oponę, na oko w porządku. Jako że nigdy nie rozbierałem tylnego koła, znowu rozmowa  z tym znajomym i pod fabryką wymieniliśmy dętkę która poszła na gwincie, na nową Continentala (kupiłem za wczasu dwie za jego poradą). Minęły DOSŁOWNIE 2 tygodnie znowu put put put, to samo, znowu tylne koło. Ja już wściekły, znajomy pojechał ,,na granicę'', stwierdziłem że z ojcem wymienię. Zrobiliśmy, ale żaden z nas nie wiedział jak te przerzutki założyć. No i okazało się że tym razem dętka poszła na boku więc panie @Wawrzino wiesz pan gdzie możesz sobie te Continentale wsadzić  ::) . Na końcu okazało się że źle te przerzutki założyliśmy, rozpadły się w czasie jazdy i na pierwszym biegu zostałem. Więc już wtargałem go na 4 piętro, obejrzałem milion filmików, udało mi się ogarnąć to zdjęcie koła i założenie przerzutek jak trzeba, więc kolejny sukces życiowy.
Na razie testuję od paru dni po tej ostatniej wymianie, ale ogólnie póki co wrażenia raczej ,,średnie'' i raczej rowerowym maniakiem nie zostanę...

hankie

Cytat: mariusz391 w Lipiec 24, 2026, 09:27Na razie testuję od paru dni po tej ostatniej wymianie, ale ogólnie póki co wrażenia raczej ,,średnie'' i raczej rowerowym maniakiem nie zostanę...
Wiesz co, jak nie jesteś rowerowym freakiem to jak za dużo usterek czy robót jedna po drugiej się zbierze to zawsze niechęć ogarnia. Takie wrażenie beznadziei ;) Fakt, że najlepiej byłoby nie naprawiać czy serwisować, a grzebać i ulepszać (bo to daje radość), ale serio - na spokojnie.

A rower ciekawy. Czasem właśnie jak za dużo muszę naraz grzebać w rowerze to odmaiwając litanie zaklęć mówię do siebie, że muszę zrobić sobie rower ostateczny. Prosta alurama, ew na amortyzowanym widelcu, możliwie mało przełożeń i jakiś bezobsługowy napęd. Taki bezobsługowy zamknięty konstrukcją rower. Możliwie mało ruchowych cześci, linek etc. ;)
Pamiętaj, że możesz dobrać widelec z amortyzatorami, albo nawet (w spokojniejszej jeździe nie przeszkada aż tak) - amortyzowaną sztycę siodełka.

Wawrzino

Parafrazując wątek MiSTerowy:

Ale po co rower, w którym co chwilę trzeba grzebać jak można mieć samochód, który dowiezie cię wszędzie i to dużo wygodniej i szybciej! :P

A tak na poważnie, mnie rajcuje grzebanie i naprawianie starych złomów, także mam fun z tego projektu rowerowego. Czy mi się ekonomicznie spina? Pewnie nie, ale przynajmniej na takim starym nie mam strachu, że coś zepsuję, a przynajmniej się nauczę serwisować rowery, co mi się przyda kiedyś jak już kupię porządny trekkingowy.

Janusz

Super sprawa @Wawrzino z tą renowacją.
Niejeden by pewnie odpuścił, a tu jak widać można dać drugie życie nawet tak leciwej już trochę konstrukcji.

Sam mam swojego Krossa już długie lata i po zakupie szosy stał ze 2-3 lata, a potem z dnia na dzień po drobnej modyfikacji objechał ze mną całe wybrzeże.

Ogólnie mnie śmieszą nieraz te wszystkie grupki rowerowe gdzie się dyskutuje o tym, że za rower to trzeba dać ponad 10k, albo że łańcuch to najlepiej wymieniać co ileś km. Szczerze? Zawsze zużywałem wszystko w rowerze tak długo aż dopiero coś nawaliło i jakoś zawsze mnie dowoziły tam gdzie trzeba, a były sezony gdy trochę tych kilometrów się robiło. Ostatnio z tym gorzej, ale idzie sierpień to może się wezmę wreszcie do jazdy.


Co do dętek @mariusz391 to przerabiałem takie coś ze dwa lata, że myślałem że rzucę tym rowerem w jakiś rów. Po zimie jakoś dwa razy startowałem tak że dopompowałem koło, wyjazd i odjechałem niewiele, kapeć. Nauczony życiem zawsze mam zapas, wymieniłem i znowu powtórka. Sprawdziłem obręcz czy coś nie wystaje i nic. Finalnie okazało się, że po prostu brałem złe dętki bo niby wszystko się zgadzało https://www.amazon.pl/Continental-181921-Unisex-Adult-25-622-32-630/dp/B008ZTM95C/ ale jakoś przeoczyłem, że po zmianie opon musze brać te same tylko szersze https://www.amazon.pl/Continental-Unisex-182001-Rowerowa-Czarny/dp/B0068FAU92/ plus opona trochę zawyżyła to ile mam pompować powietrza, w sensie oznaczenie na niej.

Mcin

Cytat: mariusz391 w Lipiec 24, 2026, 09:27Po pierwsze jak widać rower nie ma ŻADNEJ amortyzacji, mój stary góral miał i przednie i tylny amortyzator i jednak jak jedziemy po nierównym terenie lub wjechać na krawężnik to od razu to w plecach czujemy. Chyba wolałbym dopłacić do takiego z chociaż przednim amortyzatorem
Rowery miejskie tak mają. Imo jak faktycznie zamierzasz jeździć po holenderskim mieście to wystarczy (w polsce trochę więcej dziurw)

Cytat: mariusz391 w Lipiec 24, 2026, 09:27No i okazało się że tym razem dętka poszła na boku więc panie @Wawrzino wiesz pan gdzie możesz sobie te Continentale wsadzić  ::)

Zawsze brałem tanie z lokalnego sklepu nie patrząc na markę i działały aż do zadziurzenia. Choć teraz poszedłem w nietypowe kółka (26 x 1.25) więc może powinienem już zapas kupować?
Net Yaroze to życie. Net Yaroze to Nadzieja.