Strefa dla zmotoryzowanych

Zaczęty przez hankie, Sierpień 24, 2016, 18:42

Poprzedni wątek - Następny wątek

hankie

Cytatnawet końcówki wydechu nie widać, a na listwach jest oznaczenie 1.6 16V

IDEALNIE!! To napięte cwaniaki się zdziwią, +10 punktów ode mnie :) Będę uważał na Lagunę na Warszawskich blachach:) Zawsze chciałem coś w stylu 'zwykłego golfa na stalówkach 1.4' z 1.8t @220KM pod machą... Niech pasja growa zostanie rzeczywiście zawieszona, nie porzucona! Szerokości, niech się nie psuje!

Hycuś

Mój znajomy jak byliśmy w technikum miał Octavię I na stalówkach i z hakiem. Oczywiście żadnych oznaczeń co pod maską, a tam było 1.8T z programem na 180 koni. Przy 5 osobach na pokładzie wgniatało w fotel :D. No i to zdziwienie a twarzach innych kierowców :D

gumislav

#2
Mój szef, rajdowiec, zaczipował nam służbową Fabię 1.6 TDI. Kilka razy jechałem nią 200 km/h i jeszcze było trochę zapasu pod pedałem. Głupota to, wiem, ale zawsze było niemal pusto i oczywiście była to autostrada. Co miesiąc robiłem nią w ciągu 1-2 dni 1000 km. Uwielbiałem takie motywy, że ciężarówka wyprzedzająca inną, jadąca przede mną, zjeżdża w końcu na swój pas a jakiś baran w starym BMW albo Passerati siedzie mi na dupie, je redukuje na trójkę, daję strzała, tamten spina się jakby się miał zesr.... i zostaje daleko w tyle. Myślę, że Renówka będzie robić podobne numery  ;) Pamiętaj tylko, że auto to nie jest tylko "większa zabawka" ale też śmiertelnie niebezpieczny przedmiot kiedy się go nieodpowiedzialnie użytkuje - i to nie tylko dla ciebie ale przed wszystkim innych na drodze. Miej to zawsze na uwadze. Rok temu w Poznaniu 19-latek ścigał się ze swoim... ojcem! na jednej z ulic w Poznaniu. Pękła mu opona. Wyleciał na chodnik, zabił faceta i właśnie dostał 5 lat odsiadki bez zawiasów. Sam kiedyś odwalałem głupoty za kierownicą. Aż strach pomyśleć. Na szczęście zmądrzałem zawczasu.
Retromaniacy wszystkich krajów, łączcie się!
Nie ważne co... ważne, że retro.

hankie

@Hycuś,
czyżby Renia z 3.0 V6 to Twój pierwszy samochód? :>

makumator

#4
miałem kilka aut

Hycuś

Cytat: hankie w Sierpień 24, 2016, 20:53
@Hycuś,
czyżby Renia z 3.0 V6 to Twój pierwszy samochód? :>
Pierwsze własne, prawo jazdy mam już od prawie 4 lat i trochę kilometrów zjeżdżone ;). Takie auto na naprawdę pierwszy samochód to zupełna głupota ;).
Wybór padł na Lalę, bo nie ma na rynku tańszej V6stki, mam słąbość/sentyment do Renault oraz to, że te auta nie są zajeżdżone jak BMW czy inne mocne auta :)

Hycuś

@makumator ciekawi mnie po co tak często zmieniałeś samochody 0.o? Mi to akurat nie grozi, bo mam swoje motoryzacyjne cele, plus przywiązuję się do aut. No i nie mam kasy do przewalenia, więc muszę ją wydawać racjonalnie, bo w innym wypadku nie będzie ani kasy ani czym jeździć :)

gumislav

#7
Moja motoryzacyjna historia:

Uczyłem się jeździć na Fiacie 125p, zwanym kredensem, w kolorze kość słoniowa, rok produkcji 1986. Kiedy miałem 10 lat (rok 1996), pod koniec rodzinnego wypadu za miasto, tata zjechał na boczną gruntową drogę i zapytał mnie czy chce się zacząć uczyć jeździć? I tak się zaczęło...

Szlify w prowadzeniu auta zdobywałem na Polonezie Atu 1.6 GLi. Pierwsze nowe auto rodziców, kupione w 1997 roku za 21500 zł, a sprzedane w 2001 za 4500 zł w stanie niemal kompletnego złomu, mimo, że miało nalatane niewiele ponad 100 tyś km. Mając lat 15 często jeździłem po drogach publicznych, między wioskami, ale naprawdę mało uczęszczanych. Wiem, że w dzisiejszych czasach za coś takiego to od razu kurator i kryminał, ale kiedyś były inne czasy... no i nikt nas nigdy nie złapał.

Pierwsze auto po zrobieniu prawka, czyli styczeń rok 2004, to nadal auto rodziców - Ford Escort 1.6 '91, którego zamordowałem rajdami z dziewczyną i kumplami po Poznaniu. Przeloty przez miasto 120 km/h, branie zakrętów na ręcznym na osiedlu z kompletem pasażerów bez pasów (taki "żarcik"), hamowanie dla popisu z piskiem opon takie, że ledwie się zatrzymywałem tam gdzie planowałem, drifty po pustych parkingach na gołej glebie... debilizm, głupota, idiotyzm itd. Minęło 12 lat - wyrosłem z tego i jakbym się mógł cofnąć do tych lat to kazałby sobie się puknąć ch.... w czoło. Koniec końców zawieszenie przednie kompletne do wymiany, a w końcu pęknięty blok silnika (lubiłem kręcić pod czerwone, nawet na zimnym). Rodzice przeboleli jakoś. Dali za auto 10000, sprzedali za 3500.

Następne auto rodzinne, którego kierowcą byłem i tak w większości ja, de facto jeździłem nim normalnie do liceum na co dzień, to kupiony jesienią 2004 roku Mercedes 190D (w201) '91, 2.0 diesel. Bez przyspieszenia, v max 150 km/h z wiatrem w plecy. To auto mnie wyciszyło, nauczyło pokory, to w nim przy stosunkowo niskich prędkościach miałem swoje pierwsze "przypały" (i z winy własnej i nie). Jeździłem nim rok. Merc sprzedany po roku, zamiast niego wjechała kolubryna Opel Omega z płowy lat 90-tych, ale zagościła u nas kilka miesięcy. Okropny samochód. 2.0 w gazie. Za wielki, za wolny, beznadziejny w prowadzeniu, ale podróż nim była bardzo komfortowa i relaksująca jak posiadówka u babci na miękkiej kanapie przy szklaneczce koktajlu z relanium.

Na jesień 2005 rodzinnie nówka Honda City. Od 2008 rodzinnie nówka Skoda Octavia II 1.9 TDI. W między czasie (nie pamiętam dokładnie roku) pierwsze własne Audi 80 '91 1.6 (jakaś słabość do aut z tego rocznika). Silnik typ ADA, czyli najgorszy możliwy, paliwożerny muł. Za to znakomicie się prowadził, miał bardzo wygodne siedzenia i przy 160 km/h po dziurach leciał jak po sznurku. Kupiony za 8500. Włożyłem w niego lekko ze 3000. Sprzedałem z trudem za 6500.

Później, w 2010 roku... Fiat Panda. 5-latek, czerwony, 1.0, wersja wyposażenia ABC (Absolutny Brak Czegokolwiek). Wyssało mnie z kasy Audi, wyssało studenckie balowanie. Musiałem mieć w końcu w miarę nowe auto, na które wydam raz a dobrze i nie będzie się psuło, a jak już, to naprawę za grosze, z małym spalaniem i opłatami.

Rok 2011, to Fiat Bravo 1.4 t-jet 120 KM (egzemplarz stał w salonie od 2010). Nówka sztuka, wersja Dynamic, kolor wiśnia. 9,0 s do 100 km/h i 200 km/h v-max (wygodna prędkość autostradowa 180 km/h). Znakomicie się prowadził. Świetnie hamował. Wykonany był beznadziejnie (cały pierwszy rok naprawiałem coś na gwarancji). Ilość miejsca w środku, ergonomia i widoczność do bani.
Był ze mną w sumie ponad 5 lat. Rozbity w styczniu 2016 przez żonę. Przeznaczony do kasacji. Poszedł do handlarza "to się wyklepie" za 7000 zł, resztę wypłacili mi z AC i wjechała...

...kulminacja mojego zdziadziałego "rozsądku i dojrzałości" Skoda Roomster 1.9 TDi z 2007 roku. Auto idealne dla rodziny z małym dzieckiem, poruszającej się głównie po mieście, jeżdżącej ze średnią prędkością obrotową 1250-1500 aby oszczędzić każde 0.1 L ropy  ;D

Jakiś rok temu miałem coś koło pół roku Seata Arosę z 1997 roku, kupioną za 2500 (chyba), w którą włożyłem z 1000 zł i sprzedałem za 1500. Potrzebowałem krzesła na kołach na dojazdy do roboty, bo żona musiała wówczas wozić przed pracą córkę do żłobka w inną część miasta.

Więcej grzechów już nie pamiętam. Ile objeździłem w tym czasie nie swoich aut? Sporo. Od Audi A8 4.2 TDI po Iveco Daily z chłodnią. Wydaje mi się, że jak na 12 lat przygody miałem spore, choć pewnie jest to ułamek tego, co na swoim koncie ma makumator.

Po co to wszystko napisałem? Sam nie wiem... Zacząłem i nie mogłem przestać  ;D

Na koniec dodam jeszcze, że po tych latach mam już dość jeżdżenia autami, dość naszych dróg i jeżdżących po nich kierowców. Wozy przejadły mi się do tego stopnia, że jak ostatnio mój szef zaproponował mi, żebym go podmienił na niemieckim autobahnie i przejął stery BMW 530D serii F10, to grzecznie podziękowałem wskazując kolegę na tylnym siedzeniu.
Retromaniacy wszystkich krajów, łączcie się!
Nie ważne co... ważne, że retro.

Basteq

U mnie za to od małego same mercedesy w rodzinie i skaza przeszła na mnie. Moim pierwszym autem, które czekało na mnie po uzyskaniu prawo jazdy (5 lat temu) był Mercedes 200d 87r. (w124), rok później pojawił się drugi w124 tym razem e300d 95 r... Jeździłem nimi na zmianę, szkoda było mi sprzedawać tego z 87r. ponieważ był i jest w idealnym stanie z przebieg udokumentowanym 200 tysięcy. W chwili obecnej jeżdżę w211 2.2 cdi 02r. od nowości pierwszy właściciel. Posiadam również renault clio I generacji 1.2 benzyna 91 r. z udokumentowanym przebiegiem 110 tysięcy, jak nówka. Same auta dla emerytów, ale staram się jeździć spokojnie i bezkolizyjnie ;)

mattek

#9
Całkiem fajny i pomysłowy temat.

Moja motoryzacyjna kariera nie jest zbyt duża, wszak nie minął nawet rok odkąd zrobiłem prawko, ale było to mniej więcej tak...

Rok temu w czerwcu, miesiąc po staniu się pełnoletnim, zdecydowałem się zrobić prawko. Lipiec to były wykłady, potem cały sierpień jazd. Miałem o tyle fajniej, że instruktor i właściciel szkoły jednocześnie, to znajomy taty, przez co poświęcał mi więcej czasu niż innym osobom ;) Szło bardzo dobrze, zostały 4 godziny. Jakoś tak potem się odwlekło to wszystko w czasie (szkoła, wyjazd za granicę na moment chociażby), że egzamin praktyczny odbyłem dopiero w grudniu. Na szczęście, nie zapomniałem niczego przez tę lukę, tydzień przed dwie godzinki i w dniu egzaminu z rańca ostatnie dwie. Test odbyłem wieczorem, o godzinie 20 i nie żałuję wcale tej decyzji. Ruch zerowy, brak pieszych, przez co na mieście byłem niecałe pół godzinki. Zdane za pierwszym.

Póki co, własnego wózka nie mam, ale dzielę z bratem Forda Focusa Mk1 1.6. To oczywiście jego auto bardziej, ale w razie potrzeby, sobie mogę go pożyczać. Samochodzik był wcześniej w naszej rodzinie, jednak w chwili zmiany na nowe, ten przeszedł na brata. Ogólnie, auto mi się podoba. Wyposażenie eleganckie (klima, podgrzewane szyby z tyłu i przodu, elektryczne lusterka, komputer pokładowy etc.), silnik ekonomiczny, ale też całkiem elastyczny, więc auto nie muli przy redukcji i wyprzedzaniu :) Poza drobnymi poprawkami blacharskimi - czyt. progi (ten typ tak ma), wymianą elementów mechanicznych, nie można mu nic zarzucić, serio. Jak na pięciodrzwiowy hatchback, naprawdę daje radę. Aktualnie sobie trochę przy nim dłubię, reperując elektronikę. Dla mnie fajne doświadczenie.

Równolegle, domowy Opel Astra J 1.4 Turbo. Ma kopytko, ale pewnie nie pożyje z taką pojemnością i tyloma kucami pod maską, ile Foka. Jakość wykonania gorsza niż Ford, zdecydowanie, ale to chyba urok nowych samochodów, że sprawiają w środku wrażenie plastikowych. Z dostępnością tego wózka już nie jest tak szeroko, jak z Focusem, ale również czasami się przejeżdżam, a co!

W bliskich planach mam zakup Fiata Stilo 1.4 3D w benzynie. Wiem, wiem, podobno awaryjny i opinie są różne, ale tak naprawdę każde auto wymaga opieki, a jednostka 1.4 uchodzi za najpewniejszą. Ogólnie, podoba mi się bryła samochodu no i to coś mniej typowego, niż Golfy czy Corsy. Na dojazd na studia, będzie wystarczający myślę, a nawet na jakieś dłuższe wypady również. Myślę, że w ciągu półtora roku uda się osiągnąć cel, a póki co - ŚKUP i wio!

Innych doświadczeń motoryzacyjnych nie poruszam, bo było to jednostkowe przejażdżki czy coś. Moja kariera kierowcy dopiero się rozkręca 8)

hankie

#10
CytatFiata Stilo 1.4

Niezły hatchback, fajna jest wersja Schumacher ;) (nie mówiąc o Abarth) Swego czasu Fiat chciał tym modelem podkraść kupców VW (Golf) i Opla (Astra). Nie było o nim skrajnie złych opinii, ale stereotypy niestety nie pozwoliły zbyt mu się wybić, ludzie woleli kupić choć nawet starszą Astrę. Dzisiaj (mimo iż byłem Golfiarzem) nie wiem czy np dałbym takie pieniądze za nówkę Golfa, czy np nie kupiłbym Ceed'a, i30 czy nawet Elantry.
Jak wspomniał przedmówca, nawet w wnętrzu, nowe auta tylko wyglądają. Może to typowo polskie podejście, ale nie wiem, czy te półprzezroczyste, lśniące lakierowane panele we wnętrzu wytrzymają 15 lat :P
Jak znajdę to wrzucę też fotki moich klamotów :)

makumator

@Basteq i jego W211
Jak możesz to opisz proszę, jak sprawuje Ci się to autko. Lubię ten model za wygodę i rozmiar, ale zawsze się bałem. Choć znajomek miał 320 cdi i nie narzekał. Niestety miał go zbyt krótko na miarodajną opinię.

@gumi
Całkiem niezła historia (nie licząc początku hehe). A8 D3 4.2 tdi kojarzę z wypożyczalni - po 1 (słownie - jednym) dniu, wracała na lawecie. Mi też przeszło, może nie na tyle, żeby odmawiać rundy F10, ale nie mam już takiego ciśnienia w majtach. Mój "kolaż" to około 3 lata (nie licząc 300m) z 9 lat motoryzacyjnej historii. W 2015 w UK zakończyłem 'karierę' sprzedawcy samochodów w miłej sieci salonów (menago płakał, jak odchodziłem :D ). Auta max 1 roczne z przebiegami od 100 do 20.000km, zawsze 50+ aut w stocku, od fiesty do BMW M4, duża rotacja aut. W ramach nagrody za wyniki i po wpisaniu się w kajecik, można było pojeździć, czym się chce i ile się chce (w granicach zdrowego rozsądku).
Biorąc wszystkie cechy auta (cena, wyposażenie, jakość itp) to najlepiej z "niemoich" jeździły mi... Fiesta 2015 1.0 ecoboost 100KM i Audi Q7 3.0 TDI 2014.

Ogólnie, ocierałem się też o w miarę spoko pojazdy, nawet Phantom się zdarzył, Maclaren P1 (gostek miał 2, czarny i żólty), merc sls amg, r8. Sprawa jasna, nie jeździłem nimi, ale mogłem pomacać. Były własnościami stałego klienta, bogacz w ch#@.
Po co to piszę? Też nie wiem. To taki trochę onanizatorski 'car name dropping". Przynajmniej o każdym z aut, z którymi obcowałem, zbierałem opinie i wrażenia bezpośrednio od posiadaczy, więc jak ktoś potrzebuje info z prawie pierwszej ręki, to służę przypowieścią o psujących się Bentleyach.

hankie

Cytatsłużę przypowieścią o psujących się Bentleyach

Dawaj, pewnie nie tylko ja jestem ciekaw, a ten temat jest od tego :)

Gummy

To mój dziadek. Szybciej stoi niż jedzie, jest już trochę obdrapany przez poprzedniego właściciela i pocałunek w cztery litery, ale uwielbiam go. Jak odbiję się od finansowego dołka to zacznę go doprowadzać do lepszego stanu. I tak po zakupie wymieniłem "pół samochodu".


gumislav

Cytat: Basteq w Sierpień 25, 2016, 00:17
U mnie za to od małego same mercedesy w rodzinie i skaza przeszła na mnie. Moim pierwszym autem, które czekało na mnie po uzyskaniu prawo jazdy (5 lat temu) był Mercedes 200d 87r. (w124), rok później pojawił się drugi w124 tym razem e300d 95 r... Jeździłem nimi na zmianę, szkoda było mi sprzedawać tego z 87r. ponieważ był i jest w idealnym stanie z przebieg udokumentowanym 200 tysięcy. W chwili obecnej jeżdżę w211 2.2 cdi 02r. od nowości pierwszy właściciel.

Bardzo lubię Mercedesy, no może poza obecnymi modelami, które są jak na mój gust zbyt okrągłe. Kanciaki W 201 i W124 to chyba moje ulubione. W124 AMG albo W201 Cosworth mógłbym mieć i wcale nie po to, aby nimi szaleć, ale są to dla mnie piękne klasyki, czysta mechanika w najlepszym wydaniu, w dodatku podobno wspaniale się prowadzą.
W211 też bardzo cenię, jeździłem tylko jako pasażer, ale podoba mi się spokojny i elegancki design. Tak więc zazdraszczam  :) Na moją obecną jazdę 2.2 cdi styknąłby jak nic, tyle, że jak się jeździ tak jak ja 11 miesięcy w roku po mieście to szkoda by było auta.

Cytat: mattek w Sierpień 25, 2016, 00:33
Równolegle, domowy Opel Astra J 1.4 Turbo. Ma kopytko, ale pewnie nie pożyje z taką pojemnością i tyloma kucami pod maską, ile Foka.
W bliskich planach mam zakup Fiata Stilo 1.4 3D w benzynie.

Wiesz co, wydaje mi się, że Astra J 1.4 Turbo ma ten sam silnik co moje niegdysiejsze Bravo. To rzeczywiście znakomity motor. Lubi obroty, jest wytrzymały i elastyczny jak na małą benzynę, choć ma sporą turbodziurę.

Co do Stilo to pamiętam, że w czasie swojej premiery to auto było za drogie i stąd nie osiągnęło popularności w Polsce. Ludzie woleli tańsze auta koreańskie albo dołożyć do VW. Niestety, pamiętam, że jak marudziłem na w serwisie na Bravo, to mi ktoś raz powiedział, że to i tak milowy skok jakościowy w porównaniu do Stilo. Nie chcę cię straszyć, bo w przypadku używanego auta liczy się to jak ktoś je serwisował. Moje Bravo zostało przeze mnie tak wyprowadzone na prostą, że po tym felernym pierwszym roku przez kolejne 4 lata nie zepsuło się absolutnie nic.

Cytat: makumator w Sierpień 25, 2016, 08:32
@gumi
A8 D3 4.2 tdi kojarzę z wypożyczalni - po 1 (słownie - jednym) dniu, wracała na lawecie.

Dokładnie ten sam model i dokładnie tak jak mówisz  :) Było to auto kolegi z pracy. Czasem jeździliśmy z nim służbowo w Polskę. Bywało, że wjeżdżaliśmy o świcie, a wracaliśmy późno w nocy no i trzeba było się zmieniać. Za każdym razem, jak się spotykaliśmy to padało złośliwe pytanie: A jak tam Audica? Co się nowy popsuło?  ;D
Na szczęście kolega miał dystans i sporo kasy, toteż bardziej denerwowały go powroty na lawetach i przestoje, niż wydatki i nasze żarty.

Co do historii o psujących się Bentlay'ach to też jestem bardzo ciekaw  :)
Retromaniacy wszystkich krajów, łączcie się!
Nie ważne co... ważne, że retro.