Konsumpcjonizm vs szczęście okiem gamera

Zaczęty przez Mitsu, Luty 15, 2018, 17:30

Poprzedni wątek - Następny wątek

Quake96

#15
No to może ja wtrącę swoje 3 grosze.

W moim przypadku sytuacja o której pisze alf jest połowiczna. Część gier kupuję, bo mam na nie wyraźną ochotę, chcę w nie chociaż zagrać (nie mówię tu koniecznie o przejściu całej gry) i faktycznie się nimi "nacieszyć". Inną bajką są tytuły, które kupuję "bo tak", tudzież "bo za grosze".
Zapytacie więc, po co to kupuję, skoro nie widzę w tym wyraźnej potrzeby? Odpowiedź jest prosta. Nie palę, pijam raczej sporadycznie i niewiele, więc jestem wolny od nałogów. Dlatego skoro jedni mogą wydawać pieniądze na papierosy czy alkohol, to czemu ja nie mógłbym po prostu przeznaczyć tych "drobnych" na coś innego? Ano właśnie. Nierzadko takie zakupy podyktowane są tym, że cena danej gry/gier jest po prostu niska, a wiem, że pieniądze które na nie przeznaczę i tak bym po prostu wydał na jakieś pierdoły pokroju "kebsa".

Na takie "losowe" zakupy nie wydaję po prostu pieniędzy, które mógłbym poświęcić na coś korzystniejszego.

Stąd u mnie tyle gier na PS2 choćby. Niejedna pozycja w moim zbiorze to po prostu przypadkowo kupiona taniocha, za często-gęsto 5zł, którą kupiłem "bo czemu nie?". Poza tym wewnętrznie wychodzę z założenia, że skoro mogę i wydaję na to "drobniaki" to lepiej kupić coś teraz za 5zł i niech sobie będzie, bo kiedyś trafi się chwila, że sobie w to pogram, niż jakbym miał za kilka-kilkanaście lat kupować gry za "x" razy więcej, gdy staną się po prostu "stare i drogie".


Więc odpowiadając na wasze pytanie - Tak, nie przeszedłem wielu gier patrząc z perspektywy tego ile ich mam. Sporą część jednak ograłem dłużej niż kilka-kilkadziesiąt minut i czerpałem z nich przyjemność.


PS: Nie zamierzam rezygnować z takiego "stylu" kupowania. Bo niby dlaczego? Kto wie ile perełek kryje się w tych tanich gierkach, a skoro i tak miałbym gdzieś zmarnować ten hajs, który na nie wydaje, to ja już wolę kupić sobie grę, jak nie kilka, niż paczkę fajek, które tylko zdrowie marnują :)

alf

Cytat: Quake96 w Marzec 18, 2018, 12:15
Niejedna pozycja w moim zbiorze to po prostu przypadkowo kupiona taniocha, za często-gęsto 5zł, którą kupiłem "bo czemu nie?". Poza tym wewnętrznie wychodzę z założenia, że skoro mogę i wydaję na to "drobniaki" to lepiej kupić coś teraz za 5zł i niech sobie będzie, bo kiedyś trafi się chwila, że sobie w to pogram, niż jakbym miał za kilka-kilkanaście lat kupować gry za "x" razy więcej, gdy staną się po prostu "stare i drogie".



;)

Quake96

#17
No nie, tak to ja tego nie widzę :P

Mi chodzi raczej o bardziej przyszłościowe patrzenie, gdzie faktycznie za kilkanaście lat nawet te dziś tanie gry mogą być drogie, a nuż przyjdzie mi na którąś ochota i wówczas musiałbym dawać za to więcej.

Poza tym to już drugoplanowa sprawa i to raczej taka mała "wymówka" dla siebie, niż faktyczny powód do zakupu. Głównym powodem jest to o czym wspominałem - i tak te drobniaki bym gdzieś "przepił", więc wolę wydać je na jakąś losową gierkę.

Janusz

Cytat: alf w Marzec 18, 2018, 11:44

W przypadku kolekcjonowania, często gęsto jest tak, że:

  • "po coś" - oznacza "aby mieć" a niekoniecznie używać
  • "z nadziejami na przyszłość" - czyli np. bez pomysłu w chwili kupowania


No i chyba na tym z definicji polega kolekcjonowanie, żeby mieć i to odróżnia np. typowego gracza od kolekcjonera. Mimo to nie widzę dużego związku, zwłaszcza że konsumpcjonizm jest semantycznie nacechowany raczej negatywnymi skojarzeniami, a kolekcjonowanie wręcz przeciwnie, nie dość że daje satysfakcję to pozwala wielu unikatowym przedmiotom przetrwać.



Cytat: alf w Marzec 18, 2018, 11:44

Większość klamotów jakie ludzie kupują "z nadziejami na przyszłość" kończy nigdy nie używane, lub może raz od święta. To jest właśnie konsumpcjonizm - reklamy, banery, spoty którymi zasypują nas każdego dnia na każdym kroku mają sprawić abyś myślał że coś Ci się przyda, że będziesz tego potrzebował, jeżeli nie teraz to w przyszłości. Dlatego ludzie omamieni chwilową potrzebą, idą do sklepu i kupują graty zupełnie im niepotrzebne "z nadziejami na przyszłość" że kiedyś tego użyją czy że kiedyś im się to przyda.


No i tu rzeczywiście pięknie opisałeś definicję konsumpcjonizmu, tyle że dalej mi się ona nijak przenosi na kolekcjonerskie poletko. Budowanie kolekcji to jakiś przemyślany proces, każdy ma swoje kryteria, którymi się kieruje. Nie jest to nieusprawiedliwiony zakup, czy wynikający z chwilowej potrzeby, a to główne atrybuty konsumpcjonizmu. Druga kwestia większość z nas kupuje coś używanego, nie gania po sklepach i bezmyślnie wydaje kasę, wręcz przeciwnie. Większość jednak szuka okazji, przegląda oferty, porównuje ceny, żeby kupić coś najtaniej. Tu też widzę pewne sprzeczności. To czy się z czegoś korzysta czy nie nie może być jedynym wyznacznikiem, tego czy się wpisuje w te gorączkę konsumpcjonizmu czy nie. Dziwne żeby filatelista miał naklejać swoje znaczki na listy, czy numizmatyk wydawać swoje okazy w sklepie. Przedmiot w kolekcji to nie "grat", jak już ktoś coś do niej dołącza to czy z niego korzysta czy nie, to traktuje taki przedmiot na swój sposób wyjątkowo.

alf

Cytat: Bodzio w Marzec 18, 2018, 13:07
No i chyba na tym z definicji polega kolekcjonowanie, żeby mieć i to odróżnia np. typowego gracza od kolekcjonera.

Moim zdaniem nie tylko "żeby mieć" ale i żeby wiedzieć.
Numizmatycy czy tam zbieracze znaczków jeżeli mają się za kolekcjonerów to chyba posiadają jakąś wiedzę na temat przedmiotu w którego posiadanie wchodzą. Potrafią opowiedzieć historię danego znaczka, przytoczyć pochodzenie monety, genezę powstania czy jakieś zabawne historyjki czy przygody z tym związane.

Tak samo załózmy Ty - masz pewnie w swoim składziku masę PSX-ów. Ale dla mnie byłbyś tylko zwykłym graciarzem, kimś kto nie ma co robić z forsą i kupuję klamoty. Czy taki wedlug mnie jestes ? Nie. Ty masz wiedzę w temacie, widać to po stronie głównej. Szukasz, opowiadasz, dzielisz się wiedzą. To czyni z Ciebie pasjonata, kolekcjonera.

Cytat: Bodzio w Marzec 18, 2018, 13:07
Nie jest to nieusprawiedliwiony zakup, czy wynikający z chwilowej potrzeby, a to główne atrybuty konsumpcjonizmu.

Mysle, ze nie raz kupujemy graty w przód nie wiedząc o nich za wiele, nie potrafiąc usprawiedliwić zakupu. Nasze dusze nieustannie zmagają się z nieodpartą chęcią posiadania. Hankie określił to chciałbymtoizmem. Czy to główne atrybuty konsumpcjonizmu ? Nie wiem. Nie wiem Bodzio, nie wiem czy to choroba, czy konsumpcjonizm, czy uzależnienie. Nie wiem już sam co jest definicją kolekcjonerstwa a co nieuzasadnionego kupowania. Chyba za dużo rozważamy w tym temacie.

Cytat: Bodzio w Marzec 18, 2018, 13:07
Większość jednak szuka okazji, przegląda oferty, porównuje ceny, żeby kupić coś najtaniej.


Janusz

No i tutaj się już zgodzę z tą wiedzą, ale nie jest to też jedyny wyznacznik. Bo można jej nie mieć, a np. kupować coś z sentymentu, na bazie wspomnień, wtedy też mi się wydaje daleko do konsumpcjonizmu przy takich zakupach.

Cytat: alf w Marzec 18, 2018, 19:38
Mysle, ze nie raz kupujemy graty w przód nie wiedząc o nich za wiele, nie potrafiąc usprawiedliwić zakupu. Nasze dusze nieustannie zmagają się z nieodpartą chęcią posiadania. Hankie określił to chciałbymtoizmem. Czy to główne atrybuty konsumpcjonizmu ? Nie wiem. Nie wiem Bodzio, nie wiem czy to choroba, czy konsumpcjonizm, czy uzależnienie. Nie wiem już sam co jest definicją kolekcjonerstwa a co nieuzasadnionego kupowania. Chyba za dużo rozważamy w tym temacie.

Dobrze czasem trochę pofilozofować ;) Akurat ten wątek się do tego idealnie nadaje.

Mitsu

Siemka.
Wiem, że trochę odkopuje trupa ale ostatnio natknąłem się pewną ciekawą rzecz. Chodzi mianowicie o ideę minimalizmu. Generalnie chodzi o to, że w dzisiejszych czasach ludzie gromadzą za dużo dóbr materialnych, a także angażują się lub konsumują zbyt wiele. Prowadzi to do ogólnego bałaganu w domu i w głowach co powoduje ogólne więcej zmartwień niż szczęścia. W minimalizmie chodzi o to by pozbywać się rzeczy zbędnych, które nas blokują, czy powodują wszelkiego rodzaju spięcia/ dyskomfort. Tutaj idealnym odniesieniem do graczy jest np kupka wstydu. Pozbywanie się rzeczy ma nieść ze sobą swoiste uwolnienie od zobowiązań czy jakichś nieudanych pomysłów. Odnosi się to tez do spraw niematerialnych - np. zobowiązania czy niepotrzebne znajomosci, szkodliwe przyzwyczajenia i nawyki itd. Oprócz tego chodzi tez oczywiście o to żeby mniej kupować. A kupować należy rzeczy, które faktycznie chcemy, będziemy używać i sprawiają nam radość. Ogólnie istnieje dużo technik odnośnie każdego z zagadnień minimalizmu.
Temat został już rozpykany oczywiście przez Amerykanów. Jeżeli ktoś chce więcej się dowiedzieć na ten temat to polecam ten kanał na yt:
https://www.youtube.com/user/blackboxfilmcompany
Oraz film dokumentalny na netflixie o minimalizmie.

Pisze tutaj o tym bo wiem, że trochę inne spojrzenie na te sprawy może się przydać kolekcjonerom, szczególnie że takie tematy często się tu przewijają ( choćby ostatnio temat w tym dziale). Ja osobiście zacząłem stosować niektóre elementy u siebie. Dużo dała mi świadomość że emocjonalne zakupy dają tylko szybki wyrzut dopaminy w mózgu i powodują tak naprawdę uzależnienie. Dlatego lepiej czas inwestować w coś co lepiej wpływa na nasz mózg. Teraz kupuje może 1 grę na miesiąc i jest mi z tym bardzo dobrze. Największym wyzwaniem jest dla mnie odpuszczenie oglądania materiałów o grach i ogólnie tematów okologrowych ale pracuje nad tym. Zapraszam do dyskusji

Deathcoil

#22
Hej!

Osobiście uważam, że dużo zależy od tego co siedzi indywidualnie w głowie każdego grającego i przede wszystkim co rozumiemy przez pojęcie kupki wstydu? Czy dla kolekcjonera kolekcja może być określana kupką wstydu tylko dlatego że jest w dużej mierze nieograna? Mam przykładowo takie Nintendo 64 w pudle i raptem dwie gry: Goldeneye 007 i Mario 64. Podpiąłem je, sprawdziłem czy działa, pograłem chwilę i spakowałem z powrotem do pudła. Jakąś tam wartość ma. Nie jestem z tym sprzętem emocjonalnie związany, ale zamierzam kiedyś te tytuły ograć - kto wie może za poł roku, a może za rok. Czy jest to zbędna rzecz? Nie blokuje mnie psychicznie, rodzinka z tego powodu nie cierpi, ważniejsze potrzeby są zaspokojone, więc może sobie leżeć na półce.

Co innego jeśli ktoś kupuje rzeczy bez opamiętania i pod koniec miesiąca nie styka na rachunki. Ja swoją kolekcję traktuję też (w minimalnym stopniu ale jednak) jako inwestycję; niewielką i na pewno ryzykowną bo kto wie ile te rzeczy będą warte za kilka czy kilkanaście lat? Może moda na retro przeminie, a może cały growy świat przesiądzie się na streaming i wszystko co w pudełkach będzie jeszcze więcej warte? Nikt nie jest wieczny, jeśli mi to hobby nie przejdzie (a na razie się nie zapowiada) to młody kiedyś wszystko odziedziczy lub spienięży i może mu to w jakiś sposób pomoże w życiu.

Mi sprawia radość, że wspomniane wcześniej Nintendo 64 i inne rzeczy leżą w szafie. Mogę w każdej chwili po prostu do nich sięgnąć zamiast znowu polować na aukcjach. Pewnie, jak każdy chciałbym mieć jak najwięcej gier ogranych ale czas nie jest z gumy - w związku z tym nie nazywam tych rzeczy kupką wstydu. O co chodzi z tym odpuszczaniem oglądania materiałów o grach? Często kupujesz coś pod wpływem recenzji na Youtube? Ja bardzo rzadko, a oglądam materiały z reguły po to aby kolejne tytuły po prostu znać i jak najwięcej zarówno o grach jak i sprzęcie wiedzieć.

Mitsu

Kupka wstydu to tylko przykład. Ja nie wiem jak myśli kolekcjoner bo nigdy nim nie byłem. Dla mnie kupka wstydu to po prostu gry kupione w które nie miałem okazji zagrać a leżą na półce. U mnie samo spojrzenie na takie gry powoduje napięcie, bo nie kupuje ich żeby leżały,  tylko żeby w nie grać. pod wpływem emocji kupuje się następna grę a kupka wstydu rośnie. Spotkałem się już z takim określeniem w prasie. Może jeśli ktoś ma inne podejście, bardziej kolekcjonerskie, to aż tak mu nie zależy żeby w coś pograć tylko lubi sobie popatrzeć na pudełka, albo lubi sama świadomość posiadania czegoś. Jednak wg mnie posiadanie gier dla samego posiadania jest conajmniej dziwne. Zgadzam się z tym co napisałeś, że wszystko zależy od nastawienia człowieka. Ja też miałem ogromny fun gromadząc pierwsze zbiory, aż do czasu gdy zaczęło mnie to przytłaczać. A jeżeli chodzi o materiały, to np. kiedyś siedziałem codziennie na ppe.pl śledząc każde nowości, każde trailery i gamepleye w zasadzie większości gier które wychodzą. Oprócz tego na yt oglądałem historie konsol, gier, best 100 games of... itd itp. Dodatkowo czytając prawie codziennie aktualne i archiwalne Psx extreme. No i do tego jeszcze stefa i temat retro. Generalnie na początku dobrze się bawiłem ale nie da się ciagle tylko czytać i oglądać o graniu i prawie w ogóle nie grać. W pewnym momencie zauważyłem, że robie to bardziej z przyzwyczajenia niż z pasji i że całe to hobby przynosi więcej stresu niż wypoczynku. Teraz sobie na spokojnie ogrywam wiedźmina 3 i czerpie przyjemność jak za starych dobrych czasów kiedy byłem casualem. A ze na poważnie zacząłem interesować się grami jakieś 7 lat temu to mogę spokojnie powiedzieć, że wiem już w zasadzie wszytko co chciałem wiedzieć o grach. Przez te lata bardzo dużo czasu spędziłem jednak na oglądaniu czytaniu itd a nie na samym graniu. Nie wiem czy jesteś w stanie sobie wyobrazić ze masz hype żeby sobie pograć w np. 5 różnych gier (z 50 masz na wishliscie), masz kasę na sprzęt, a gry już nawet posiadasz a jednak nie masz za bardzo czasu żeby w nie grać. To nie jest nic przyjemnego. Jakiś czas temu dowiedziałem się ze dużo ludzi ma takie problemy z zakupami, czy innymi mediami, bo w dzisiejszych czasach wszystkiego jest masa i wszystko jest łatwo dostępne wiec, prowadzi to do wrażenia, ze ciagle jest coś fajnego do zobaczenia/zagrania itd. A np samo zobaczenia trailera jest dużo bardziej atrakcyjniejsze dla naszego mózgu niż np czytanie książki czy granie. Po prostu czlowiek z natury jest bardziej podatny na nowości. I kończy się to tak ze jak masz mało czasu to podświadomie wybierasz coś co szybciej dostarczy więcej dopaminy do mózgu i oglądasz trailery zamiast grać, czytać czy w ogóle odpoczywać. Taki nałóg trochę. Mam nadzieje ze dość wyczerpująco wyjaśniłem

Deathcoil

#24
Ja też podobnie jak Ty nie wyobrażam sobie życia samymi gameplay'ami czy historią gier, bez ogrywania poszczególnych tytułów. Zakładając rodzinę wiedziałem, że czas na granie się skurczy i trzeba będzie przewartościować niektóre sprawy. Teraz na spokojnie mogę przysiąść do konsol i gier właściwie dopiero wieczorem, a ile da się posiedzieć? Dużo zależy od tego jak męczący był dzień. Czasem godzinkę, dwie, trzy bo sesji do 4 nad ranem organizm nie znosi tak dobrze jak kiedyś. Często mam hype na kilka różnych tytułów (w tym retro) i myślę intensywnie co sobie co odpalić w pierwszej kolejności. Nie mam wyrzutów sumienia, że sporo gier leży i nie ogram wszystkiego na raz. Jakkolwiek bym nie chciał doby nie wydłużę do 48 godzin - jak to sobie skutecznie uświadomiłem to stałem się o wiele szczęśliwszy. Kiedy nie mam czasu, albo chęci grać to lubię sobie zwyczajnie poprzeglądać kolekcję i cieszę się każdą rzeczą, którą udało mi się upolować.

Mamy obecnie przesyt praktycznie w każdej dziedzinie życia i sporo ludzi marnotrawi dobra - to już inna bajka. Każdy chce zarabiać jak najwięcej, kupować coraz więcej i jednocześnie nie ma na nic czasu... W większości przypadków szczęście nie rośnie proporcjonalnie do apetytu i właśnie wtedy jest to błędne koło.

SALADYN

Tyle lat siedzę w zbieractwie że nie mam już problemu z kupką wstydu, ona oczywiście istnieje i jest przeogromna ale trafiają do niej tylko gierki które nie narobią mi strat w razie ewentualnej odsprzedaży, czyli starocie kupione za drobniaki albo naprawdę rzadkie tytuły które na wartości nie stracą.
Myślę że to właśnie w aspekcie finansowo-jakościowym może tkwić problem, wydanie ponad dwustu złotych na grę której nawet się nie ukończyło albo dobicie do finału nie przyniosło żadnej satysfakcji. W międzyczasie po paru miesiącach gra nie jest warta nawet połowy kwoty którą na nią przeznaczono i jak człowiek to widzi to zaczyna żałować.
Do takiego wniosku doszedłem w sumie niedawno, po kilku zakupionych na premierę tytułach tak dobrych że nie żałowałem ani jednej wydanej złotówki i kilku decyzjach o powstrzymaniu się od zakupów bo miałem przeczucie że nie będzie to nic wyjątkowego jak ostatnie dwa Tomb Raidery, Mass Effect Andromeda lub dowolny przehajpowwany tytuł od ea/activision/ubi.
Z retro grami i sprzętami też nie mam problemu ale tylko dlatego że odpuściłem temat i skupiam się bardziej na grach które mogę bezproblemowo ukończyć bez bawienia się z archaizmami poprzednich generacji.