Unlimited cash vs satysfakcja ze zbioru

Zaczęty przez hankie, Wrzesień 05, 2016, 15:00

Poprzedni wątek - Następny wątek

hankie

Ahoj!

Do zaczęcia tematu natchnął mnie następujący fragment wypowiedzi @gumislava:

CytatPóźniej mam tyle tych "tanich" zakupów na koncie, że zamiast obiadu jem stare płyty CD  ;D ...albo muszę coś wystawić na Allegro, aby uspokoić sumienie. Ot, takie kolekcjonerstwo polaka-biedaka-cebulaka.
(temat naszych bieżących zdobyczy)

Tak się człowiek po cichu uśmiechnął, ale co zrobić - tak jest :) Tak czasem nieśmiało myślę, że gdyby mieć 10x razy większe zaplecze na tak 'nieprzydatne' rzeczy jak konsole czy gry - czy satysfakcja z kolekcji byłaby tak samo wysoka?

Często oglądam na YT kolekcjonerów z zachodu. Najbardziej rozwalają mnie bardziej majętni z USA, którzy czasem wyceniają elementy kolekcji (pardon, nie mam w pamięci przykładu). Z tego czasem grube tysiaki (pewnie łącznie dziesiątki tysięcy) dolarów wychodzą. Pomijam fakt majętności czy zdobywania funduszy przez tych ludzi - I don't care.

Chodzi mi raczej o czynniki, które tworzą czynniki satysfakcji z kolekcji. Osobiście, podczas transakcji, cieszę się gdy:

  • kupię coś taniej niż średnia cena (wiadomo);
  • kupię coś niespotykanego na miejscu i nie płacę za transport;
  • kupię trupa za grosz i doprowadzę do miłego stanu;
  • wyhaczę ofertę, którą wszyscy olewają (np ze względu na lipne zdjęcia) a zakup niczego sobie.

Po prostu tak błahe rzeczy na polu hobby dają mi radość. Ale czy np będą bardziej majętnym, i mając wolne dajmy na to 10 tysiaków 'na głupoty' czułbym to samo? Trochę ślinie się na Saturna czy DC. Ale kilka stów za komplet trzeba dać... A gdybym za jednym razem mógłbym sobie je kupić + np Nomada i po bibliotece gier na nie? W następnym miechu kupiłbym większość lat 80tych itd. Z jednej strony super, bo mógłbym otworzyć zaraz muzeum. Chociaż, gdzie tu emocje, szukanie, praca archeologa i konserwatora zabytków? :) Sru - kupione. O ale fajne - kupione. Nie wiem czy po prostu zainteresowanie i hobby  nie przerodziłoby się w mechaniczne zaspokojanie chęci posiadania i kupowania? Czasem jestem rad, że jestem 'biedakiem-cebulakiem' :D

Bzdetny temat, ale jestem ciekaw jakie Wasze zdanie :) Nie chcę byśmy podejmowali tematu zdobywania pieniędzy, czy rewidowania naszych skal wydatków czy wyciągania bilansów budżetu domowego - lecz tylko odpowiedź na moje fantastyczne pytanie :)

Yuki

Bardzo chętnie odpowiem :)

Możesz miec bardzo duze ilosci pieniazkow na gry, a pewnych tytulow nie kupisz. Podstawa to nakład i tym samym dostepnosc.

Przykladowe gry, na ktore wplywu nie ma ilosc posiadanej przez Ciebie gotowki to np.

- Kizuna Encounter PAL Neo geo AES
- Keio Flying Squadron NTSC/U Sega CD
- Zloty i Szary Cart Nintendo World Championship NES
- Evolution PAL Neo Geo Pocket
- ostatnio Cotton PAL Neo Geo Pocket
itp.itd.

Czy chociazby Press Kity na roznorakie konsole liczone w sztukach niekiedy :)


Pieniadz to jedno, dostepnosc drugie.



gumislav

Cytat: hankie w Wrzesień 05, 2016, 15:00
gdyby mieć 10x razy większe zaplecze na tak 'nieprzydatne' rzeczy jak konsole czy gry - czy satysfakcja z kolekcji byłaby tak samo wysoka?

...i to jest Panie hankie bardzo dobre pytanie i już śpieszę odpowiedzieć jak to wygląda z mojej strony.

Otóż rozróżnić trzeba dwie rzeczy: satysfakcja z kolekcji i satysfakcja z kolekcjnowania.

Zajmijmy się tę pierwszą, a więc z kolekcji. Ludzie zbierają gry z różnych powodów. Jedni są zafascynowani historią gier, znają gry, grali w nie kiedyś lub podziwiali, albo podziwiają historię gamingu, chcą posiadać namacalne oznaki tej historii w postaci gry. To tak, jak ktoś chce mieć w ogródku samolot Spitfire, choć urodził się długo po wojnie i nawet nie potrafi latać. Wiele osób odnajduje satysfakcję z obcowania z kompletami w nienagannym stanie, z designem papierologii z tamtych lat. Inni zbierają by grać, a chcą czuć się jakby posiadali grę od nowości. Wg mnie satysfakcja z takiej kolekcji jest tym większa im większa i w lepszym stanie kolekcja  :) Miałbyś za dużo gier i nie miał kiedy ich ograć? To nic, niech leżą na półce, nie mając na nie kasy masz ten sam efekt - nie grasz  ;)

A teraz rzecz trochę inna i trudniejsza do uchwycenia, mianowicie satysfakcja z kolekcjonowania. Tu o wszystkim decyduje to, co dodatkowo bawi cię poza tym, że masz grę/gry/sprzęty? Ja uwielbiam "polowania" = czaję się jak myśliwy na okazję, jest adrenalina czy ją upoluję czy nie - przeliczam pieniążki dostępne w miesiącu jak jakiś pierwotny myśliwy strzały, które pozostały mu jeszcze do wystrzelenia podczas tej wyprawy. To jest adrenalina, to jest zabawa  :) Przy okazji chcę mieć wszystko w określonym założonym stanie, z określonej sporządzonej listy, która też jest bardzo racjonalnie dobrana do możliwości, i mało w niej tytułów powyżej 100 zł. Gdybym miał więcej pieniędzy musiałbym zmienić priorytety i założenia. Na pewno nie bawiłoby mnie wyszukiwanie gier i brak czasu na granie i inne rzeczy. Jeśli byłbym arabskim szejkiem, to zatrudniłbym ludzi do robienia zakupów za mnie, a wszystko kupowaliby potrójnie - jedna trzecia szła by do mnie, jedna trzecia do muzeum, a jedna trzecia na pokazy retro sprzętów, które ktoś organizowałby pod moim patronatem (tabun ludzi miałby stałe, stabilne i fajne zatrudnienie  ;D). Bo najważniejsze to nie zwariować! Nie stać się tymi grami, konsolami - tylko się nimi bawić - nie służyć przedmiotom, ale niech one służą nam. Widzę wiele osób, które kupują i kupują i kupują bez opamiętania, rzucają to co zdobędą w kąt i heja - dalej kupują - nie zatrzymują się nad tym na chwilę. Jeśli ich to bawi, to nic w tym złego - ale w momencie, kiedy pojawia się pytanie "co ja robię?" trzeba się zastanowić jak czerpać radość z kolekcjonowania żeby nie stać się zakładnikiem kolekcji. Gdybym miał więcej pieniędzy na gry, to możliwe, że pracowałbym tyle, że nie miałbym kiedy w nie grać, a wówczas pewnie musiałbym zaprzestać kolekcjonowania. Ktoś inny cieszyłby się, że będzie zapełniał półeczkę i to też jest OK. Gdybym miał 10x więcej na kolekcję... to nie wydawałbym tego na kolekcję  ;D Zabrałbym moje dziewczyny na fajne wczasy, kupił wygodniejsze i nowsze auto, jedynie co, to nie musiałbym polować na gry po 5-15 zł, a kupowałbym na Allegro za 30-50 zł i do razu dawał do regeneracji partiami, żeby mieć płytki lusterka. A może nadal, z przekory, "polowałbym". Taka jest moja odpowiedź. Każdy będzie miał inną.
Retromaniacy wszystkich krajów, łączcie się!
Nie ważne co... ważne, że retro.

Namingway

Ja mam dokładnie takie samo podejście jak hankie. Bardzo jestem zadowolony, gdy uda mi się wyrwać coś w cenie sporo niższej niż rynkowej. Dużą satysfakcję przynosi fakt doprowadzenia czegoś, do stanu używalności. Np. jakiś czas temu kupiłem na giełdzie staroci pierwszy model PSX za całe 10zł, który wyglądał jak totalny "śmietnik". W domu okazało się, że konsola była po prostu brudna, a obudowa jest w dobrym stanie. Wyczyściłem, wstawiłem nowy laser z zepsutej PS one i teraz działa i wygląda pięknie! :) Raz też wylicytowałem na allegro Wipeout 3  za 7 zł co wyglądał tragicznie i nikt na tą aukcje uwagi nie zwracał. Gdy paczka przyszła okazało się, że wszystko jest w idealnym stanie, tylko pudełko było mocno zniszczone. Uwielbiam takie momenty ;)

Gdybym miał nieograniczoną ilość kasy na takie pierdoły, to pewnie nie chciało by mi się takich rzeczy robić i szukał bym egzemplarza w jak najlepszym stanie, bym go kupił, postawił na półkę i zapomniał.

Czy gdybym miał 10 tysi miesięcznie na gry, to czy chciało by mi się przywracać do życia starego, brudnego i niedziałającego PSX'a z giełdy? Wątpię, pewnie teraz byłby już na jakimś wysypisku śmieci, a tak jeszcze będzie mi służył wiele lat i może kiedyś go sprzedam za przyzwoity "piniądz" ;)

Janusz

Też kiedyś o tym myślałem. Z jednej strony każdy by chciał mieć dużo konsol i gier oraz nielimitowane pokłady kasy na zakupy, tylko czy to by sprawiało aż taką satysfakcję jak przy ograniczonych funduszach? Wydaje mi się, że moim przypadku dużo bym stracił. Ja staram się od początku kolekcjonowania nie przepłacać i nie zarabiam też tyle by móc kupować hurtem wszystko jak leci ze stajni Sony. W związku z tym każdy element z mojej kolekcji cieszy mnie podwójnie bo mam satysfakcję, że pomimo ograniczonych środków udało się coś wyjątkowego zdobyć. Mam wrażenie, że przy nielimitowanych środkach kolekcjonowanie w moim przypadku zaczęłoby przypominać trochę lata 90te i grania na piratach. Wtedy człowiek miał dostęp do tylu gier, że nieraz je kupował, a nawet nie ogrywał i w ogóle nie przywiązywał wagi do całej otoczki.

hankie

Cytatjak czerpać radość z kolekcjonowania żeby nie stać się zakładnikiem kolekcji.

Właśnie - podejrzewam, że nawet w kwestii gier można spokojnie dać się wdać w nałóg ;P Podejrzewam też, że ludzie którzy mają pokoje wypełnione regałami setkami gier na wszystkie platformy, po prostu traktują to jako archiwum i spełnienie chęci posiadania (w sumie jak nikt nikomu krzywdy nie robi to nie można zabronić;) ). Bo nie sądzę, że starczyłoby życia na ogranie np łącznie 5000 gier... Chyba że się mylę :)

Manifesto

Kiedy budowałem dom, wprowadziłem się do budynku bez ogrodzenia, tarasu, ogrodu czy barierki na balkonie. Większość pokoi stała pustych. Z czasem, powoli, w miarę możliwości finansowych, wraz z małżonką inwestowaliśmy w dom, co przedłużało naszą radość z posiadania własnej chatki. Dokupowaliśmy meble, ale tylko takie, które są potrzebne, bez zagracania. Planowaliśmy, wybieraliśmy, czytaliśmy opinie w internecie - miało to swój urok, ciągle coś nas cieszyło, każdy nowy nabytek i wykonane prace. Satysfakcja była ogromna, ale czy byłaby taka, gdybysmy to wszystko mieli od razu? Wątpię. Kolekcjonowanie gier daje mi tą właśnie satysfakcję, ciągłego poszukiwania i radości z każdego zdobytego egzemplarza gry. Owszem, nie raz przyszły mi do głowy myśli typu "gdybym miał milion złotych, kupiłbym od razu wszystkie gry które mnie interesują". Ale czy cieszyłbym się ze zdobycia całej kolekcji bez trudów i wyrzeczeń? Nie, to nie byłoby już to samo.

Cytat: hankie w Wrzesień 05, 2016, 17:15
Cytatjak czerpać radość z kolekcjonowania żeby nie stać się zakładnikiem kolekcji.

Właśnie - podejrzewam, że nawet w kwestii gier można spokojnie dać się wdać w nałóg ;P Podejrzewam też, że ludzie którzy mają pokoje wypełnione regałami setkami gier na wszystkie platformy, po prostu traktują to jako archiwum i spełnienie chęci posiadania (w sumie jak nikt nikomu krzywdy nie robi to nie można zabronić;) ). Bo nie sądzę, że starczyłoby życia na ogranie np łącznie 5000 gier... Chyba że się mylę :)

Akurat ilość gier nigdy nie robiła na mnie żadnego wrażenia. Co z tego, że ktoś ma powiedzmy 1000 gier, skoro 3/4 z tego to jakieś crapy? Dla mnie liczy się jakość, a nie ilość i zdecydowanie większe wrażenie robią na mnie kolekcje mniejsze, za to konkretne.

meres

Ja uwielbiam licytacje i tzw "wyprzedaże garażowe" to jest najlepsze właśnie w kolekcjonowaniu, polowanie. Czesto gdzieś w pudle z filmami leżą gry na ps1 czy ps2 bo starsi ludzie nie widzą różnicy między grami a filmami DVD.
Gdybym mial nieograniczone fundusze pewnie na kolekcje hobby by mnie znudziło co to za przyjemność. A tak z każdym miesiacem dochodzą nowe okazy i tak kolekcja się powiększa i rośnie niczym potomek :-)

Don

Najważniejszy, jak zawsze i we wszystkim jest umiar oraz tzw. złoty środek. Kasa bardzo ułatwia życie, ale czy mając kolekcjonerski set z 1000 gier z psx każda kolejna gra smakowała by tak samo? Mając taki budżet pewnie człowiek kupowałby hurtowo. Dziś SCPH 1002 w nieodpakowanym kartonie, jutro zestaw gier Square wydanych tylko w amerykańskim NTSC, pojutrze Net Yaroze.

Myślę, że szybko takie zbieranie by mi spowszedniało. Nie oszukujmy się też, mając kasę możemy kupić 99% wydań z PlayStation praktycznie od ręki. Nawet Yuki wspominał tutaj same gry na pozostałe platformy.

W kontekście tematu interesuje mnie też jeszcze jedna sprawa. Jak bardzo internet ułatwił życie. Wyobrażacie sobie jaką przygodą było zdobycie w latach 90'tych takiego oryginalnego Final Fantasy Tactics?:) Dziś odpowiednia suma na koncie pay pal, odpalony ebay i mamy to.





hankie

Czytam Wasze wypowiedzi i aż mnie radość wewnętrzna chwyta :) Wiadomo, że kasa wiele spraw ułatwi, ale widać, że na forum są ludzie, którym samo poszukiwanie też daje dużo radości. Przechadzki, filtrowanie internetu, ćwiczenie refleksu - widać to powoduje ostrzenie zębów na kolejne okazy.
Myślałem, że jest już mniej osób, którym szukanie, przywracanie świetności daje radość i raczej wszystko zmierza do transakcyjnego zbieractwa... Na szczęście nie :)

makumator

Drogie kolekcje są spoko, ale nie podnoszą mi adrenaliny. Lubię na nie popatrzeć, tak samo, jak na Ferrari, czy Audi R8. Kwestia mojego bieda-nastawienia. Wiem, że nie będę miał, więc automatycznie nie chcę :D

Gul leci w kosmos na adrenalinie, gdy wypatrzę grę w dobrej cenie (ostatnio jechałem 5km do Lombardu, bo dostałem cynk o spoko towarze na PS2 za 6zł) oraz czytanie postów ludzi o podobnych podnietach ;P

Oczywiście, jest jeszcze kwestia wyczekiwania, które jak wiadomo jest najsłodszym okresem. Nie raz polowałem na grę tygodniami z potem pod pachą, a gdy już ją wyrwałem w dobrej cenie - 'meh'. Dlatego niektóre zakupy lubię odłożyć w czasie, monitorując też ewentualne wzrosty cen.