Nasza spowiedź - nie wstydź się graczu, kolekcjonerze!

Zaczęty przez hankie, Maj 03, 2020, 20:44

Poprzedni wątek - Następny wątek

hankie

Dziwny tytuł – ale już tłumaczę o co mi chodzi.

Z upływem lat, grając i zbierając zmieniamy lekko swoje gusta, mamy inne strategie tworzenia kolekcji, ale też co możliwe - dochodzimy do pewnych trwalszych wniosków. Niekiedy niektóre z nich bardzo dziwią nawet nas samych, niektóre z nich powodują wypieki na policzkach, a do niektórych będziemy pewnie wstydzili się przyznać w towarzystwie. Ale jak to? To nasze poglądy i kolekcje – najgorsze byłoby dopasowywanie naszej pasji do 'kanonu' pasującego, albo 'kanonu kolekcji' – tak nie można!
Ten wątek to swego rodzaju spowiedź. Do czego baliśmy się przyznać, co nam graczom/zbieraczom niby wypada, a czego nie lubimy. Do jakich wniosków dochodzimy czasem, ale głośno nie mówimy:) Uwaga – temat to tylko spowiednik. Wywalamy kolekcjonerskie/growe ebrudy. Nie trzeba litanii, jak się coś przypomni – to dopiszmy. Dozwolone są nasze żale i nasze słowa wsparcia lub poparcia. Czego NIE ROBIMY – absolutny zakaz wyśmiewania czy przekonywania za wszelką cenę do swojej racji – bo przecież ona najsłuszniejsza. Zakaz absolutny. Jesteśmy kulturalni i szanujemy swoje zdania. Bluzgi i pomyje będę usuwał.
Podaję pierwsze swoje.
1.   Dinozaury / 8 bitów i ja – rzadko wracam. Tak, to prawda. Często by 'popykać' włączę coś online i to mi starczy. Nie wracam już do A2600 (to już dla mnie sztuka dla sztuki), C64 – gry które mnie interesowały mają porty na inne urządzenia (może to trauma po kasetach i magnetofonie?). NES/Pegasus – bardzo sporadycznie (też online popykam). Dlaczego? Może dlatego, że nie miałem do czynienia wcześniej  z tymi sprzętami 'na poważnie'? Chciałem grać – na Komodzie trochę się męczyłem, wolałem Pegsa. A potem ominąłem 4 generację i grałem na inwalidzkiej Plejce. Nie chciałem wracać do staroci. Dziwne wyjątki – Sega Master System 2 – miałem, na właśność miałem tylko 4 gry, ale w Jeża, HangOna czy Golden Axe bym pośmigał. Gry na PC z okresu późnego DOSa -  to też bym pograł, ale może dlatego że to z racji lubości do starych PCtów
2.   IV generacja, unik – w ogóle nie miałem osobiście do czynienia z 16 bitami. Na SNESie pogrywałem u kolegi, jak mu przekazał go wujek. Na Mega Drive tylko kilka razy w salonie. Nie mówię o innych firmach, w ogóle. Amigę 500 miałem moment i to biedaczkę wcięło gdzieś podczas przeprowadzki, ale to Przyjaciółki nie pałałem miłością. Po prostu nie miałem do czynienia. Wyjątek – często odpala mi się szajba na Mega Drive'a. Ale nie na tyle by nagle kupić nominalną konsolę, raczej miniaka. Ale w sumie droższy jest od PS classic – i tutaj koło się zatacza.
3.   Magia Nintendo – walę prosto z mostu. Mało z niej na mnie działa. Ufff. Przyznaję. Szanuję markę za korzenie. Historię i długość życia marek – wow. Ale estetyka połowy gier ekskluzywnych nie jest w moim guście. Uwaga – nie mówię, ani trochę – że coś z tego jest infantylne czy coś. W wielu momentach Marian mnie wkurzał i rzucałem słowa przy dzieciach niedozwolone. Kirby też :P I mówię to głośno dopiero teraz. Miałem Pegasusa. Potem GB classica. Zajarałem się GBC, bo był sporym progresem i grało się przyjemnie. Nie miałem GBA. Kilka lat temu stałem się posiadaczem lekko zapuszczonego n64 z grami. Na początku śmigałem tylko na nim, Szarak się kurzył, i zajechałem do końca analoga w padzie. A potem drugiego. Ale potem do takiego szumnego powrotu nie doszło. Na Wii też grywam w Mariana i Kirby, ale np. Zelda nie trafia w me serce, tak jak sorki – Metroid. Ma super klimat i sterowanie, ale no – kurka to nie jest mój faworyt. Wyjątki – Perfect Dark, Mario i Kirby, Wave Race i Goldeneye. Plus ruchowe na Wii.

Więcej nie pamiętam. Jak przypomni mi się - napiszę. Dzielcie się, zrozumcie ;)

makumator

#1
1. Uczestniczyłem w wojnie konsol jako stronnik PS2/PS3. Moje oczy na inne platformy otwarły dopiero Xbox Classic, X360 i Wii. Na szczęście od ponad dekady staram się być coraz bardziej otwarty, rozumieć BARDZO różne punkty widzenia oraz olewać toksyczne dialogi (nie zawsze się udaje :P ).

2. Późno wszedłem w Nintendo (nie licząc SNESa, DKC i Killer Instinct), gardząc wszystkim, co Mario aż do około ~2011, do odpalenia Galaxy, po którym skulony w rogu kabiny prysznicowej polewając się lodowatą wodą szlochałem pokutnie.

3. Do tej pory nie lubię PCtów, nie umiem na nich grać, nie chce mi się itp. Czasem odpalę Dosowkie klasyki, ale nie na długo, z nostalgii do czasów 386/486. Za każdym razem, jak słyszę wypociny master race, to włącza mi się trigger.

4. Chodź sam niejeden raz popełniałem grzech samochwalstwa, i sypię głowę popiołem odkupienia, nadal mam uczulenie, jak ktoś wbija się na fora (nie tylko tutaj), żeby pokazać, że ma drogi towar/głęboką kieszeń, udziela się tylko w swoich tematach, gdzie zazwyczaj tylko dziękuje łaskawie za słowa uwielbienia i ma wywalone na innych. Po czym, następny wrzut (oczywiście za minimum 4 cyfrową wartość) takiego kolekcjonera widzisz za 2-3 miesiące. Chyba najbardziej nas boli to jacy byliśmy/jesteśmy. Żeby było jasne, to nie jest z zazdrości, bo są super ludzie/zamożni z kolekcjami z kosmosu, które uwielbiam oglądać, a ich samych szanuję prawilnie. Chodzi o specyficzny rodzaj typka-chwalipięty, nie mówię że stąd, bo na wielu grupach tacy są. Chciałem się od dawna z tego wyspowiadać, bo gdybym kiedykolwiek znowu wkroczył na podobną ścieżkę, poproszę o zwrócenie uwagi i srogie wybatożenie.

Więcej nie pamiętam. Jak przypomni mi się - napiszę. Dzielcie się, zrozumcie.

Don

1. Lubię dystrybucję cyfrową. Za wygodę, szybkość i brak konieczności wkładania tych cholernych płyt do napędu. Jak masz 5 gier (a grasz non stop w Fifę lub Battlefielda) to nie jest problem. Ale jak masz +100 gier na daną platformę i nie wiesz w co masz ochotę zagrać, a mógłbyś sprawdzić kilka gier jedna po drugiej (i zobaczyć co Cię wciągnie) to... mi się odechciewa i włączam Netflixa.

2. Zacząłem kolekcjonować gry na szaraka jak tylko dostałem pierwszą pracę po studiach w ramach pokuty. Wymarzyłem sobie mieć całą półkę gier z PSX'a, które kradłem piracąc za małolata. Powstała lista 120 pozycji must have, wraz z kolejnymi latami doszły zapomniane uprzednio tytuły. Dziś chcę dobrnąć do tych 160/170 gier i zakończyć ten etap kolekcji. Odpokutować staram się także kupując cyfrowo starocie. Nie dla grania w nie (choć są wyjątki które ograłem jak Suikoden I&II, Harvest Moon, Final Fantasy Tactics), ale po to by dać zarobić firmom za ich dzieła, które przyniosły mi tyle
radości, a ich twórcom nie dałem nic w zamian. Dlatego nie wstydzę się kupienia w pełnej cenie PS Classica na premierę (choć dla większości będę frajerem roku). Wiem że moja kasa poszła tam gdzie powinna. Nawet jeśli spóźniona o te 20 lat...

3. Środowisko graczy uważam za jedno z bardziej toksycznych. Ludziom NIC nie pasuje. Uwielbiamy narzekać. Legendarna jest już anegdota o ocenie jakieś gry na stream w stylu ,,1/10 - najgorsza gra w jaką grałem", po czym zaglądasz w profil oceniającego, a tam nabite 200h w ten ,,najgorszy syf"... W przypadku retro świrów takich jak my często ogranicza się to do  ślepego powtarzania ,,kurła, kiedyś to było". Według mnie tacy ludzie mają klapki na oczach i nie dostrzegają niewątpliwych wad dawnych tytułów (jak prostota fabularna itd.) oraz zalet nowych gier.

Więcej nie pamiętam. Jak przypomni mi się - napiszę. Dzielcie się, zrozumcie.

szczupi26

1. Z ośmiu bitów tylko małe Atari. Choć oczywiście nie obce były mi inne platformy komputerowe jak i konsolowe i grywałem na nich regularnie (a część posiadałem: NES i jego klony, Sega Master System przez kilka tygodni) to do Ataraka nic nie podskoczy. Szczerze nie znoszę ZX Spectruma, nie wiem czemu, sam widok gumiaka mnie drażni, tak widziałem na żywo, grywałem u kolegów ale kurcze jest coś w tym kompie co nie pozwala patrzeć mi na niego życzliwym okiem.
W tym też okresie aktywnie uczestniczyłem w jedynej w swoim życiu wojnie międzyplatformowej: Atari vs C64. Legendarne pyskówki podczas jazdy na rowerach, zabawy żołnierzykami w piaskownicy, wiszenia na trzepaku do góry nogami gdy zgraja dzieciaków (łącznie z dziewczynami) darła się głośniej niż "przedsiębiorcy branży odzieżowej" zza wschodu na Świebodzkim :D :D działo się.

Manifesto

Mój główny grzech to niedocenianie nowych gier i gloryfikowanie starych. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale jako miłośnik japończyzny patrzyłem na to przez pryzmat ery PS3&Xbox360&Wii kiedy to japońskie tytuły były w kryzysie i niewiele z nich było na poziomie. Najeżdżałem wtedy na nowości i nie miałem ochoty w nie grać. Mimo wszystko były wtedy inne wartościowe gry,  trzeba było je tylko wyszukać. odmieniło mi się gdy zakupiłem PS4 - konsolę, która przywróciła japońszczyznę na dobre tory.

Stare gry? Ludzie zbyt często patrzą na nie przez różowe okulary. Sam tak robiłem, naprawde było wiele szmelcu za starych czasów, wiele elementów gier było prymitywnych, jedynie fabuła się potrafi obronić. Nostalgia pozostaje, ale co poradzić, skoro takie LEH: Trails of Cold Steel jest dla mnie bardziej wartościowe niż 90 % jRPG z ery PSX? Owszem, kiedyś takie jRPG były bardziej kultowe, ale jak słysze dziś, że nie ma dobrych gier w tym gatunku od narzekaczy i malkontentów to mam ochotę kogoś takiego kopnąć w tyłek  >:D

Dalej - za dawnych czasów byłem pecetowcem i najeżdżałem na konsole - poważnie, miałem taki okres, gdzieś w latach 1997-1999 :) Wydawały mi się one dziecinne, a gry denne i mało poważne. Moje postrzeganie konsol zmienił Metal Gear Solid, to był dla mnie szok, że gra akcji może mieć taką historię, podczas gdy nastawione na akcję gry na PC były zazwyczaj biedne fabularnie. Potem Silent Hill - kolejny szok. A później zakupiłem PS One i stało sie - wsiaknąłem. A od 2002 roku na PC nie gram, mimo, że kiedyś byłem zatwardziałym miłosnikiem Falloutów, Planescape Torment, strategii typu Herosi czy Myth i wielu innych gier.

uMMo001

1 - Jestem typem człowieka, który miejscami oszukuje sam siebie tylko po to, aby miał powód do wydania pieniędzy. Chodzi min. o sytuacje, w których mam ochotę pograć w jedną grę, dostępną tylko i wyłącznie (przykładowo) na SNES'a. Jako że nie lubie używać emulatorów, myślę o zakupie konsoli. No ale dla jednej gry? Na prawdę? I wtedy zaczynam szukać jakichś absurdalnych powodów by jednak kupić tę konsole, mimo że interesuje mnie tylko jedna gra.

2 - Łatwo tracę pieniądze. Przykład? Zależało mi na MGS na PSX'a, a jako że nie jestem również cierpliwym człowiekiem, szukam aktualnych ofert na allegro. Widzę sztukę za 200 zł - kupuję. Pogram w to 5 godzinek (nawet nie przejdę), i sprzedaje za połowę ceny. Łatwo odpuszczam przejście gry, jeżeli już mnie nie bawi. Jakos nie lubię przechodzić gier na sile, a trzymanie produkcji które mało mnie rajcują na połce, przygnębia mnie. Chce mieć w kolekcji tylko produkcje "wybitne". Czy to dla mnie, czy ogólnie.

3 - Mimo że osobiście zdarza mi się tak robić (choć staram się robić to tylko w obecności dobrych znajomych), to bardzo nie lubię jak ktoś nie zna się na danym temacie, a i tak będzie gadał i plecił głupoty. Przykład? Ostatnio bawiłem się w taksówkę i temat rozmów z pasażerami zszedł jakoś na konsole. Kolega z tyłu w pewnym momencie zaczął mi wpierać iż widział "przejściówkę" dzięki której możesz odpalić gry z x360 na ps3.  Mimo że próbowałem mu wytłumaczyć dlaczego jest to nie możliwe, to on jednak trzyma swoją racje, "bo tak".

4 - Nie lubię innych wydań gier, prócz naszych europejskich. Kują mnie w oczy okładki w innym języku niże angielski/polski i nie rozumiem ludzi którzy kolekcjonują japońskie wydania gier.

5 - Jestem przeciwny kolekcjonowaniu gier tylko po to, aby je trzymać na półce. Jest to dla mnie zlekka dziwne, z tego względu iż ja tak nie potrafię. Kupic grę, nie zagrać ani razu i tylko trzymać w folii w szafie? Nie.

Mcin

Moja Kolej:

1. Ja z kolei zupełnie omijam "nowe" konsole, a nowe to dla mnie cała 6 generacja wzwyż. PS2 i ekipa zupełnie mnie ominęły jakoś bokiem, do generacji 7 czułem wtedy sporą niechęć... 2 główne powody to medialna hucpa "Pecety wyginą, przyszłość grania na konsolach" która nijak się miała do rzeczywistości oraz dostosowanie się głównego nurtu bardziej pod konsolowych graczy, przez co gatunki wcześniej kojarzone głównie z PCtami albo zeszły do niszy (RTSy) albo zaczęły sprawiać wrażenie konsolowych portów zamiast pełnoprawnych gier na blaszaki (FPSy i inne strzelanki).
PS4 i WiiU miałem przez chwilę w reku i nie polubiłem. Xbox One nienawidzę ze szczerego serca, ale to temat na inną okazję. PS5, Switcha i nowego kloca też ominę.

2. Przez długi czas w ogóle nie kolekcjonowałem, tylko grałem w starocie z Pegasusa na emulatorze. Dwa główne powody to niechęć do słuchania komentarzy otoczenia  oraz wrodzone skąpstwo. I to chyba największy błąd, gdybym w czasach Liceum czy studiów podpytał znajomych o Pegasusy ze strychu, miałbym teraz może majątek w Złotych Piątkach...

3. Poza graniem w Pokemony na koloniach u kolegów zupełnie ominąłem handheldy. Jakoś tak wyszło.

4. Wiele rzeczy z zakresu retro znam tylko z czytania albo okazjonalnego kontaktu. Ponownie wąż w kieszeni. No i niechęć do utonięcia w kolejnym cyfrowym światku, bronię resztek swojego życia poza kompem.

5. Syndrom chomika. Czyli jak coś mam, nie oddam, nie sprzedam ani nie wyrzucę. kolejny powód, dla którego wzbraniam się przed nadmiernym zbieractwem - jakbym wtopił hajsy w nietrafione zakupy zalegały by u mnie aż do osiągnięcia masy krytycznej. A nie jestem jedynym chomikiem w rodzinie...
Net Yaroze to życie. Net Yaroze to Nadzieja.

For The Players

Jeżeli chodzi o mnie:

1. Gram w gry łatwe i krótkie tylko dla platynek i podniesieniu swojego levleu. Ja nie uważam tych gier za jakieś szczególnie złe, tylko lista trofeów robi z nich tytuły na 15 min.
2. Fanboizm Sony. Ja to uważam za przywiązanie do marki, ale ktoś może to postrzegać inaczej. Posiadanie tylko jednej marki konsol tłumaczę (nawet sam sobie) kilkoma powodami. Czas na ogrywanie tych wszystkich tytułów, miejsce na ich przetrzymywanie i chyba najważniejszy powód - kasa. Dlatego nawet odpuściłem zbieranie gier na PS2 i PS Vitę.
Gdybym nie dostał na komunię PSX-a, to kto wie co by było? Może nie grałbym w gry, albo grałbym tylko na PC.

Tak więc, gdy coś mi się przypomni to dopiszę.

Don

Cytat: Mcin w Maj 04, 2020, 19:31

PS4 i WiiU miałem przez chwilę w reku i nie polubiłem. Xbox One nienawidzę ze szczerego serca, ale to temat na inną okazję. PS5, Switcha i nowego kloca też ominę.

A w sumie raz się żyje - to się zapytam. Co się musi stać, żeby NIENAWIDZIEĆ sprzętu? Rozumiem, że nie podobają się komuś gry, menu, wygląd, pad nie leży w dłoni. Można wtedy omijać szerokiem łukiem. Ale żeby nienawidzieć?

Mcin

Too temat na inną dyskusję. Nie che tego pisać w necie. Jak kiedyś zrobimy zlot to opowiem ;)
Net Yaroze to życie. Net Yaroze to Nadzieja.

hankie

Cytat: Don w Maj 05, 2020, 17:29A w sumie raz się żyje - to się zapytam. Co się musi stać, żeby NIENAWIDZIEĆ sprzętu?
Może spowodowały trwały uszczerbek na zdrowiu? Albo się ma osobiste brzydkie skojarzenia? Może nie nienawidzić - ale ja z racji łez np trochę C64 dziwnie pamiętam. I może też dlatego, że sąsiad obiecał mi dać stację 5.25 cala jak mu się znudzi, a jak byłem na wsi na wakacjach to wywalił ją w śmietnik... Też może uraz?

Dopisuję:
4. Staje się wygodny - serio. Pady na kabel już mi trochę wadzą. Chcę grać tak daleko tv jak chcę, a po skończonej młócce włożyć pada do szuflady i basta. Ehhh, gdybym mógł bez modów zainstalować wszystkie gry z PSXa na PS3 (te z PS3 w które bieżąco gram też) to też byłoby git. A i jeszcze te z PS2 :>. I nie ciorałbym płyt! I cyfrówki na N64! Sprzęt fizyczny jak mówiłem- ten nominalny - odpalam od okazji.

adikropkaer

Cytat: hankie w Maj 06, 2020, 08:124. Staje się wygodny - serio. Pady na kabel już mi trochę wadzą. Chcę grać tak daleko tv jak chcę, a po skończonej młócce włożyć pada do szuflady i basta. Ehhh, gdybym mógł bez modów zainstalować wszystkie gry z PSXa na PS3 (te z PS3 w które bieżąco gram też) to też byłoby git. A i jeszcze te z PS2 :>. I nie ciorałbym płyt! I cyfrówki na N64! Sprzęt fizyczny jak mówiłem- ten nominalny - odpalam od okazji.

1. Dam ten punkt jako pierwszy u siebie. Mam to samo - pomimo, że moja "kolekcja" jest nieduża to i tak odpalam ps3 z powodu bezprzewodowego pada, nie chce się jakoś człowiekowi rozwijać tych kabli i czuć ograniczeń w odległości i pozycji.

2. Kiedyś chciało mi się grać w gry, które miały długi czas rozpoczęcia rozgrywki tj. jakieś historie, filmiki, samouczki. Obecnie najchętniej wpadłbym w wir gry i fabuły w ciągu maks 3 minut tzw. szybka rundka w przerwie od innych czynności, nie chce mi się już przesiadywać długich godzin przed grami, wolę iść na rower, do lasu, poczytać itd.

3. Zmuszałem się wielokrotnie do gry w jakieś tytuły, które mnie nie interesowały, strasznie męczyły tylko dlatego bo były uznawane za kultowe, epickie i jak tam jeszcze to można nazwać, przez większość graczy. Obecnie postanowiłem odpuścić i jeżeli gra mnie nie wciągnie w krótkim czasie ląduje na półce/usuwam z konsoli.

4. Chomikowanie romów/fullsetów wszelakich - najpierw człowiek poświęcił x czasu na wyszukanie tego, ściągnięcie, poinstalowanie na ewentualnych konsolach, a potem zagranie raz czy dwa, a potem już nie.

Tyle przychodzi mi do głowy obecnie

Janusz

#12
Przyszła kolej i na mnie. ;)

Ostatni raz do spowiedzi byłem dawno temu, więc trochę się tego nazbierało.

1. Wielka smuta – zakup PCta oznaczał dla mnie rozbrat ze światem konsol i to na dłuuuuuuuuugie lata. Skupiłem się na ogrywaniu tytułów na blaszaku, a potem przyszło liceum, studia i w zasadzie wena na samo granie też się jakoś skończyła... Pochłonęła mnie nauka i proza życia. Przez to mam ogromną wyrwę w życiorysie gracza, wyrwę której pewnie nigdy nie nadrobię. Tak naprawdę do grania wróciłem gdzieś pod koniec VII generacji konsol i załapałem się dopiero na końcówkę hitów na PS3. Mimo to ziarnko zasiane, za czasów Szaraka jakoś tam pielęgnowałem, przede wszystkim za sprawą emulacji. Co ciekawe, posiadając PCta, ograłem chyba więcej gier z konsol na emulatorach, niż z PC.

2. Pirat ROMek – mimo iż obecnie tematyka emulacji, romów, itp. mnie zupełnie nie kręci, to przez lata było to moje jedyne okno na świat konsol. Emulowałem na potęgę i w zasadzie wszystko co się dało. Przez długi czas nie miałem nawet żadnej konsoli w domu, no może poza PSXem, bo ten się zawsze gdzieś przewalał u mnie z sentymentu. W zasadzie bibliotekę NES, SNES, SMD, GB, gier z automatów poznałem w dużej mierze, dzięki emulatorom, podobnie jak inne egzotyczne systemy. W moim przypadku emulacja, była jedynym sposobem na pozostanie w świecie konsol z prostej przyczyny. Pochodzę z niezbyt zamożnej, nawet jak na tamte czasy rodziny, do tego wybitnie pokręconej, więc w zasadzie nie miałem alternatywy... Chciałem mieć konsole, kupować gry, gazety,  ale nie było mnie na po prostu na to stać. Pozostawał komp, na który też czekałem wieki i wykorzystywanie go do rejsów po morzach piractwa.

3. Romeo i ,,Czarnulka" – horrendalna cena PS2 i gier na ten system na starcie, brak przeróbki, presja ziomków, którzy zaczęli kupować swoje pierwsze PCty, sprawiła że w zasadzie o PS2 musiałem szybko zapomnieć. Z konsolą miałem styczność w kawiarence osiedlowej i to w zasadzie od dnia premiery, ale były to wizyty jak w burdelu, bardziej na zaliczenie, niż coś poważniejszego. W tamtym czasie nawet nie marzyłem, że będę sobie mógł pozwolić na własną sztukę. W związku z tym tak naprawdę nigdy nie zawiązało się między mną, a PS2, jakieś głębsze uczucie... Wciąż się łudzę, że kiedyś to nadrobię i wsiąknę w świat PS2, ale nigdy nie mam na to czasu. Jak już to wracam wspomnieniami czy zakupami głównie do tych gier, które ograłem we wspomnianej kawiarence lub czytam na ten temat, tyle że to znowu bardziej przypomina oglądanie rozkładówki z Playboya, niż jakiś fizyczny kontakt.

4. Nie stawiam (na) klocka – podczas premiery VI generacji konsol byłem oczywiście w obozie Sony. Pojawienie się nowego rywala na rynku, w postaci pierwszej konsoli Microsoftu, przyjąłem dość sceptycznie. Spiralę negatywnych odczuć nakręcały kolejne newsy, czy to o dysku twardym, czy o bebechach jak w klasycznym komputerze czy wreszcie o usługach bliższych PC niż konsolom. Nie podobał mi się ani wygląd konsoli/pada, ani jej logo, ani cały design na którym zbudowano Xboxa. Ot taki kloc, jak PC, tyle że z padem. Nie hejtowałem jakoś szczególnie Xboxa, bo i nikt takiego słowa wówczas nie znał, ale na pewno nie traktowałem go w tamtym czasie na równi z produktami Sony, Nintendo oraz Sega. Co ciekawe taki stosunek udało mi się zachować w sumie do niedawna. Przez lata bojkotowałem w kolekcji konsole Microsoftu i był to jedyny system, na którego w zasadzie nie zwracałem uwagi, choć przyznam szczerze, że w ostatnich latach robiłem już w wyniku czystej kalkulacji.  Podtrzymując mój dziecinny stosunek do Xboxa, nie musiałem się otwierać na kolejny system, tracić czas na przeglądanie ofert i przede wszystkim tracić kasy na kolejne zakupu ,,na półkę".  Co ciekawe, aktualnie nie jestem w tym temacie już tak kategoryczny i nawet rozważam zakup Xbox One w przyszłości.

5. Miłość od (nie)pierwszego wejrzenia – mam wkurzająca przypadłość, z którą trudno mi walczyć, a mianowicie często zdarza mi się odpalić grę, by z różnych względów wyłączyć ją po chwili i uznać, że nie jest dla mnie. Po czym, gdy z jakiś względów do niej wracam po X latach to okazuje się, że moje pierwsze wrażenie było błędne. Mowa przede wszystkim o retro tytułach, które zapamiętałem jako tytuły nie dla mnie, tytuły od których się odbiłem za dzieciaka lub gry którym w zalewie kopii na CD, nie poświęciłem więcej niż kilka minut na rozkręcenie się. Taka historia spotkała u mnie choćby Heart of Darkness, Drivera 2, Klonoę i masę innych gier, do których miałem kiedyś zupełnie inny stosunek niż obecnie, do których powróciłem po latach, dając sobie więcej czasu na ich ogranie.

Więcej nie pamiętam. Jak przypomni mi się - napiszę. Dzielcie się, zrozumcie.


Mitsu

Kolej na mnie...

1. Wymaganie perfekcji.
Nie zliczę ile czasu spędziłem myśląc i przeczesując internet i aukcje w celu znalezienia najlepszego możliwego sposobu na granie w gry pod względem technicznym. RGB, 60hz, pixel perfect, emulacja, fullhd/ hd ready, input lag, kontrolery, scanlines, PAL/NTSC itd... Czas który wcale nie był spędzony przyjemnie, a można było spędzić go inaczej.

2. Robienie k...wy ze swojego hobby.
J.w. plus granie w coś tylko dlatego że to kupiłem albo że jest to wysoko oceniona gra, albo jakiś klasyk, a wcale tak naprawdę nie podoba mi się. 0 spontana, wszystko po kolei żeby kasa na gry nie była wydana na marne. Co prowadzi nas do punktu trzeciego.

3.  Żałowanie każdej złotówki.

Niby fajnie jest kupić coś tanio i znaleźć okazję, natomiast czas który spędziłem na obserwowaniu licytacji albo przegrywaniu, tylko i wyłącznie temu że szkoda mi było pare złotych więcej na grę jest bezpowrotnie stracony. Poza tym to nie było miłe doświadczenie. Wieczne gryzienie się że sobą czy coś kupić, albo wyrzuty sumienia kiedy było za drogo. Dawno zmieniłem podejście.

4. Brak umiaru.
Kiedy granie doprowadza do stanu który jest nieprzyjemny i niezdrowy, a nie potrafiłem tego zrozumieć i przestać. Niezliczone mecze w tekkena online po których mnie rozwalało psychicznie, zbyt długie sesje w residenta. Męczenie wyścigów mimo że dawno przestało sprawiać przyjemność.

To wszystko i inne sprawy których teraz nie pamietam sprawiły że postanowiłem gamingową odnowę, która trwała około roku i podczas której byłem w stanie przywrócić porządek do swojego hobby.

G-R-Z-E-C-H

#14
Moja lista grzechów:
1. Platyna! Jak jest do wbicia to nie potrafię odpuścić nawet jak mam dość danej gry, bądż jest ona po prostu słaba. Przez to często tracę czas, który mógłbym spędzić przyjemniej przy innym tytule.

2. A czasu na granie jest mało...:/ Chciałbym móc go więcej poświęcić na granie.

3. Wąż w kieszeni - nawet jak bardzo chcę, to nie kupuję gier w okolicach premiery. Wiem przecież, że za jakiś rok będą za połowę ceny, a i tak jest w co grać. Szkoda bo często omija mnie hype na nowe tytuły oraz dyskusje na ich temat.

4. Odpuściłem edycję kolekcjonerską Wieźmina 3 - to był wyjątek, który zamówiłem przed premierą i wystarczyło poczekać kilka miesięcy. Niestety pkt. 3 dał o sobie znać i z zamówienia zrezygnowałem. Do dziś jest mi wstyd z tego powodu :'(