Kolekcjonowanie - ślepy zaułek ?

Zaczęty przez Mitsu, Maj 13, 2017, 00:55

Poprzedni wątek - Następny wątek

Mitsu

Witam,
Pewnie większość z nas przechodziła taka drogę ale napisze jak to u mnie było. Na początku człowiek chce sobie przypomnieć jak to było grać na Psx, wchodzi na Allegro i patrzy ze ceny spoko i kupuje konsole i pare gier na start. Wszystko po to by przypomnieć sobie szczęśliwe chwile dzieciństwa i się pobawić. Kupuje się oryginały bo za czasów Psx było większość piratów, a teraz można sobie pozwolić. Do tego momentu wszystko jest spoko i człowiek sobie gra w błogiej nieświadomości. Potem zaczynaja się schody. Na niektórych aukcjach jest napisane wydanie premierowe. Co to jest ? Zaczyna się sprawdzać i szukac. No tak, wersje platynowe to jakieś biedne reedycje bez grafiki na płycie i z srebrnym paskiem - dyskwalifikacja. Oprócz tego gry bez instrukcji czy wkładek - dyskwalifikacja. W pewnym momencie nasze platynki i wybrakowane egzemplarze przestają nam się podobać. Pada postanowienie - od teraz zbieram tylko cib black label. Tak samo jest ze sprzętem. Kupiłem pada ale jest pożółkły. A tamten ma inny kolor albo jest w innej wersji. Chyba kupię je wszystkie. A oprócz tego są licencjonowane akcesoria które tez wypadałoby mieć w kolekcji. No i temat się nakręca. Potem wchodzą pudełka i instrukcje. Konsola z pudełkiem w wersji której nie mam - spoko, biorę - będzie do kolekcji. Gdy jedna platforma się znudzi to dochodzą inne a filozofia zostaje ta sama. Jednak człowiek brnie w coraz bardziej niszowe tematy i co za tym idzie - coraz droższe.
Oprócz tego zaczyna się element zbierania na pokaz. Czyli kupię coś, co mało kto ma i pochwale się innym. A jak ktoś ma to samo ale w reedycji lub innej platformie to już plebs i bieda (przesadzam oczywiście ). Kolekcja ma być perfekcyjna, nawet można gry wsadzać w protektory i już nie otwierać bo przecież nie po to dałem tyle kasy za minta żeby go teraz zniszczyć.
Moim zdaniem to nie jest dobra droga. Człowiek traci mnóstwo czasu na aukcjach i szukaniu tego idealnego egzemplarza i zapomina po co w ogóle te gry zbiera. Gra się coraz mniej bo przejście gry wymaga wysiłku,  skupienia i dużo czasu, a tak to ma się od razu zastrzyk satysfakcji po kupieniu  wypatrzonego egzemplarza. Myśle ze to ślepy zaułek, w którym traci się przyjemność z grania. Zauważyłem to po własnym przykładzie.  Chęć zbierania gier idealnych ciagle walczy ze zdrowym rozsądkiem. Za dużo czasu spędziłem na aukcjach i rzeczach które zwyczajnie nie sprawiają mi przyjemności bo tylko się człowiek gryzie ze sobą. Co mi da ta czarna wkładka w pudełku ? Przecież przyjemność z gry jest ta sama.
Ciekaw jestem czy macie podobne odczucia...

meres

Ja mam kompletnie inne odczucia,  ja uwielbiam chodzić po targach staroci, sklepach, czy budować na różnych stronach internetowych w poszukiwaniu różnych sprzętów i gier. Nie robię tego codziennie czasem potrafię dać sobie tydzień spokoju bo np. nie mam ochoty albo czasu. Są tytuły na które polowanie np 3-4 lata i w końcu je dorwałem, nie spieszy mi się to nie wyścig. Na każdy przedmiot daje ustalona cenę której nie przekraczam jeśli ktoś w aukcji mnie przebije mówi się trudno.
Mam wrażenie że nie traktujesz to jako hobby tylko jakiś wyścig zbrojeń, chcesz kupić wszystko, teraz w stanie mint bo się boisz że kiedyś zniknie. Ja jestem kolekcjonerem ale przede wszytskim graczem, czas spędzony przed TV jest nie porównywanie większy do czasu jaki poświęcam na szukaniu kolejnych okazów do kolekcji. Ciesz się tym a nie traktuj jak jakiś obowiązek :-)

repip

CytatCiesz się tym a nie traktuj jak jakiś obowiązek :-)

Złota rada, inaczej popadniesz w jakiś stan chorobowy i zabijesz pasję.

Mitsu

No właśnie nie wiem jak można się cieszyć z faktu ze się poluje na grę 3-4 lata i ma sie ochotę w nią zagrać przez cały ten czas, ale nie można kupić np reedycji bo będzie brzydka.  Tu nie chodzi o mój przykład bo ja żadnej kolekcji nie mam (ale może chciałbym mieć), tylko o ogólnie fakt kolekcjonowania gier w jak najlepszym stanie i wersjach kosztem właśnie grania i masy pieniędzy.

meres

Ale ja sobie nie wyobrażam czekać 3-4 lata żeby zagrać w dany tytuł mówię tutaj o bardzo rzadkich grach.Wiesz w moim przypadku ograłem bardzo dużo gier na ps1 w dobie piratów i dziś zbieram te gry żeby mieć je w kolekcji. Zreszta zagrać w Suikodeny lub Crashe to nie problem w dobie cyfrowych gier, gdzie kosztuje jakieś grosze. Moim zdaniem łatwiej być graczem niż kolekcjonerem.
Jeśli chcesz zacząć zbierać gry to powoli, nie kupuj wszystkiego jak leci bo to nie ma sensu  kolekcja jest dla Ciebie i ona ma Cie cieszyć przede wszystkim :-)

Mitsu

No tak, można sobie kupić byle jaka wersje żeby sobie pograć a potem na spokojnie czaic się na te najładniejsza upatrzoną wersje już bez ciśnienia.

Janusz

#6
Bardzo dobrze znam tę drogę bo sam ją przechodziłem, w zasadzie etapy opisałeś wręcz idealnie. Wydaje mi się jednak, że finał Twojej opowieści jest już zależny od bardzo indywidualnego podejścia. Dla jednego owszem może się to okazać ślepy zaułek, a dla innego wręcz przeciwnie. Znam wiele osób, które dzięki kolekcjonowaniu mają styczność z grami. Bez tego ani by nie zbierali, ani by nie grali. Inna kwestia, że w moim odczuciu kolekcjonowanie w niczym nie ustępuje samemu ogrywaniu, to i to może stanowić dla kogoś hobby i chyba naturalne jest, że po kilku latach człowiek w tym pierwszym przeskakuje na inny poziom, być może nie każdy, ale wielu.

Ważne jest, żeby to jednak sobie jakoś poukładać. Ja też w pewnym momencie można powiedzieć trafiłem na taki ślepy zaułek w kolekcjonowaniu. Było to wówczas gdy zapragnąłem mieć więcej i na wszystko. To nie ma jednak najmniejszego sensu. Zresztą na dużą część i kształt mojej kolekcji, szczególnie PSX, miała wpływ jedynie Strefa. Pewnie większości rzeczy bym nie posiadał, albo nie zważał na pudełka. Mniejsza o to, w moim przypadku pomogło wewnętrzne poukładanie sobie tego wszystkiego, pogodzenie się z pewnymi sprawami, np. że nie stać mnie na zbyt drogie zakupy lub że nie muszę mieć wszystkiego, i wyrobienie sobie w ten sposób własnej filozofii kolekcjonowania. U mnie zasady w zależności od platformy są różne i powiem wam, że to bardzo pomaga czuć się z tym dobrze i czerpać z tego radość. I tak mam np. konsole na których zbieram gry, żeby grać, mam konsole na które zbieram gry żeby grać i je mieć i mam konsole, na które nie zbieram gier bo interesuje mnie sam sprzęt. Najważniejsze, żeby się nie zmuszać do niczego, tylko robić to co sprawia nam radość i tyle. Ja się cieszę, że moja kolekcja i moje podejście do niej wciąż ewoluuje, cieszy mnie przeglądanie różnych ofert i polowanie na okazje i nie uważam tego za stratę czasu. Granie też mnie cieszy i chyba w tej materii osiągnąłem już pewną równowagę.

VectroV

Ja się nie rozpiszę za bardzo bo mam takie same odczucia jak Bodzio. Miałem kilka kryzysów, ale na dłuższą metę poukładałem sobie wszystko.
Inspekteur der Bundespolizei Herr Kamil aus Posen

Forte

Czytając wasze wypowiedzi mam wrażenie, że jestem gdzieś na granicy własnego "kryzysu". W pewnej chwili chciałem mieć wszystko - Saturny, PSXy, Dreamcasty, GameBoye - kupowałem dużo, zwłaszcza systemów. Olśnienie przyszło w chwili kiedy miałem całkiem sporo systemów i.... bardzo mało gier na którykolwiek.
Wniosek? Wyzbyłem się tego czego nie potrzebuje i zostawiam sobie to co ma dla mnie największą wartość sentymentalną/ kolekcjonerską.

Jednak tkwi we mnie takie przeświadczenie, żeby "kupić teraz bo zdrożeje". Boję się, że ceny retro na rynku będą coraz gorsze, bo już teraz patrząc na dużą część aukcji, na których przy w miarę popularnych tytułach ludzie piszą - rare, rzadkość, unikat itp. czuję zaniepokojenie (zwłaszcza patrząc na ceny). Chyba muszę to po prostu zwalczyć.

Co do black label, platinum itp. Lubię wersje premierowe. Te szare są nieciekawe wizualnie i nieciekawie prezentują się na półce, przemieszane z czarnymi. Oczywiście, odczuwam pewien prestiż mając "premierówkę" i mając wybór raczej będę brał czarną, chyba, że jest jakaś wyraźna różnica w cenie.
Uwielbiam za to buszowanie po starociach na różnych giełdach, wygrzebanie płytki ze sterty CD i takie tam. Jest coś magicznego w targowaniu się z ryneczkowymi byznesmenami. Trafiłem w takich miejscach okazje życia - np. PSX z dwoma padami, memorkami i grą za 10 zł. Po prostu nie wyobrażam sobie kolekcjonowania bez giełd, czerpię z tego ogromny fun.  :)

SALADYN

Temat który każdy z nas przerabiał lub będzie przerabiał. Koledzy wyżej sugerują najlepszą z możliwych rad która jest tak banalna że aż brzmi jakby ktoś się wymądrzał. Ściągnąć sobie cugle i olać temat na jakiś czas, nic nie kupować, nic nie grać, pasja wróci sama. Jeśli nie to przynajmniej będzie widać że kolekcjonowanie nie było pasją a tylko chwilową zajawką.
Co do kwestii "muszę kupić bo potem będzie drogie albo nie będzie wcale". Tu trzeba sobie uzmysłowić że jest fizyczną niemożliwością posiadać wszystkie gry, systemy i jeszcze jako tako to ogrywać. Trzeba się decydować co zbierać i po raz drugi to powtórzę ściągnąć sobie cugle.

gumislav

Panie 9palców, pięknie nam żeś to Pan opisał. Miałem podobnie przez krótki czas, ale się "opamiętałem". Na PS2 chciałem zbierać tylko idealne egzemplarze. W pewnym momencie miałem mix: kilka mintów, kilka w stanie bdb-db, a kilka z rysami na pleksi, gdzieś zagięta od środka okładka albo zaciek, przydarta strona w instrukcji, albo ryska na wierzchu płytki. I co? No i na półce wygląda tak samo, a przez 99,99% czasu gra spoczywa tam i widzę tyko brzeg. Wyjmę raz, przejrzę przed zagraniem przez 5 minut... i tyle. Teraz biorę jak leci byle było kompletne. Mam nawet 3 platynki i ze 3 gry bez manuali (choć jak na 132 tytuły to chyba i tak niezły wynik). Poz tym trzeba sobie oddzielić dwie rzeczy: albo przede wszystkim kolekcjonuję, albo przede wszystkim gram. Tego się nie da za bardzo połączyć. Jak będziesz kolekcjonował to by mieć satysfakcję musisz uderzać w ładne premierowe komplety, a te są drogie i przez to będziesz miał zawsze za mało gier do grania. Jak chcesz grać ale masz zajoba (jak ja) i jednak mieć to w całości jak było wydawane, to bierzesz platynki, reedycje, gry zmęczone życiem,a le grasz, grasz, grasz i się cieszysz.
Moja rada - ogranicz sobie temat, ustal jakiś wąski zakres tego co chcesz zbierać, bo inaczej z każdej platformy będziesz miał popłuczyny, które nie będą cie cieszyć, a się spłukasz kompletnie. Ja teraz uderzam tylko w PS1 (ale malutko), PS2 i powolutku zacznę w PS3 (ale tu głównie gierki do szybkiego pogrania, wyścigi, mordobicia, jakieś zręcznościówki). Odkąd wiem, że nie starczy już kasy na PS1 to skupiłem się na szlifowaniu tego co mam. Kupuję np jakieś śmieci ale w całych ładnych pudełkach i sobie podmieniam. Na PS2 powoli kończę zakupy, brak mi kilkunastu gier, na które już nawet nie mam parcia. Mógłbym teraz odbić w kierunku Saturna, DC, kupić SNES bo mam NES'a. Ale po co, jak za 2-3 lata moja 4-letnia córka wywali mnie już na dobre ze swojego pokoju, a tylko tam mam miejsce na telewizor CRT? A tak mam jakiś temat: zbieranie w linii PlayStation. Pobawię się 2-3 lata PS3, może w końcówce życia PS4 przyjdzie czas i na nie. Nawet jak ktoś jest majętny i nie musi się ograniczać ekonomicznie, to może stanąć np. przed problemem, że ma już tak dużo rzeczy, że się gubi, że pokój gracza wygląda jak składzik przypadkowych rzeczy, że nie ma czasu sobie czegoś tam wyczyścić czy skatalogować i też może go dopaść dolina.
Powtórzę więc jeszcze po trzykroć hasło: temat, temat, temat! W zbieraniu, czy to do kolekcjonowania czy do grania, powinieneś mieć jakąś myśl przewodnią inaczej się pogubisz.
Retromaniacy wszystkich krajów, łączcie się!
Nie ważne co... ważne, że retro.

Manietu

Cóż, ja nigdy nie miałem wątpliwości związanych z kolekcjonowaniem, może to zasługa tego, że kolekcjonuję tylko i wyłącznie gry na PSX i nigdy nie czułem pokusy, by kolekcjonować dodatkowy inny sprzęt, do tego poluję na konkretne, upatrzone tytuły, które chcę przy tym ograć. Nie kręcą mnie też dodatkowe poboczne gadżety związane zgraniem, nie licząc garstki alternatywnych kontrolerów. Chyba dzięki temu nie odczuwam (jeszcze) szaleństwa związanego z brakiem miejsca. Jedyne, na co bym się jeszcze skusił to NES Mini Classic, najlepiej nowe, ale w tej kwestii chyba przespałem już najlepszy czas.

JAPONIEC

Byłem kiedyś w takiej sytuacji, że chciałem się pozbyć wszystkiego co było związane z Nintendo. Wówczas za bezcen sprzedałem całą kolekcję SNES/N64/GCN, sporo rzeczy odkupili allegrowi handlarze. Mocno żałuję GCN, na które miałem większość exclusive'ów w tym takie perły jak Skies of Arcadia Legends. W przypadku kostki, motywem pchającym do sprzedaży były pękające płyty - trzpienie pudełek są beznadziejnie zaprojektowane i niestety nawet zachowując chirurgiczną precyzję przy wyciąganiu gier, z czasem pojawiały się pęknięcia.
Po latach zacząłem odkupować sprzedaną kolekcję i teraz już wiem, że nie będę się wyprzedawał - nawet jeśli w coś nie grałem od lat, to choroba kolekcjonerska sprawiała, że żałowałem sprzedaży. Obecnie wyznaję zasadę, że jeśli gra nie jest sportówką, to zostaje w zbiorach. Pozostaje problem z dublami - kiedyś na potęgę wyzbywałem się dubli, nawet za symboliczne kwoty poniżej wartości, byle nie leżało. Teraz wszystkie duble lądują w kartonie - nie chce mi się użerać z ludźmi z allegro, latać na pocztę dla kilkunastu złotych. Jeść nie woła, to niech leży.