Kwestia lokalizacji gier video

Zaczęty przez Morden, Luty 24, 2025, 20:43

Poprzedni wątek - Następny wątek

hankie

Moim drugim językiem wyuczonym jest angielski, nie miałem do czynienia z innym (przez 3 lata uczyłem się francuskiego, ale nie używałem potem więc zapomniany). Do czasu nauki angielskiego trzeba było grać z papierowym słownikiem, angielskim lub niemieckim. Gry na C64, Segę Master System czy Pegsa był proste językowo (nie grałem w RPG) więc to był luz.

Z czasem jak angielski był w szkole to stanowił coraz mniejszy problem. Przez lata będąc PeCeciarzem było przyjemnie grać w pełni spolonizowane gry. No ludzie... Planescape Torment, Diablo czy Icewind Dale po polsku - to było coś. Na kosnolach brak i tak się żyło. Człowiek łaknął polskich wersji.

A teraz? Zazwyczaj włączam wersję PL. Ale chyba dlatego by docenić pracę Polaków w tłumaczeniu. Jeśli tylko coś mi przestaję pasować to zaraz przełączam na napisy by zachować estetykę  - jak wspomnieliście czasem polskie głosy brzmią zbyt teatralnie. Tak więc obecnie - daję szansę domyślnie polskim głosom. Ot tak, mimo że nie mam problemów z Angielskim, którego jednak człowiek w pracy używa.

Gomlin

Ja, chyba jak wiele osób po trzydziestce, pierwsze kroki z angolem stawiałem właśnie w grach na szaraka. Gdy na pegasusie też miały swoje teksty, jakieś historie, ale wtedy trochę to olewałem - zwyczajnie byłem chyba za młody. Gry były proste w przekazie, więc czy grało się z angielską dyskietką czy jakaś w krzaczki - zero różnicy. Liczył się czysty fun.

Sprawa się, zmieniła na szaraku. Tu już były rozbudowane mechaniki, opisy i pełne, głębokie historie fabularne. Aż dupa pękała jak nie wiedziałem o co chodzi. I tak grę, która była np na 5h, przechodziło się w 8, bo każdą scenkę czy opisy tłumaczyło się na żywca ze słownika. Wtedy to było naturalne. Dziś są szkoły od małego, kursy dla każdego, a ludzie i tak sobie zlewają i krzyczą w internecie, że jak gra nie lokalizacji to nie kupią.

Cóż, rozumiem podejście typu, że jako Polak, chciałbym aby lokalizacje (minimum napisy, a dubb opcjonalnie) były standardem, tak jak książki, filmy itp. Jednak krzyczenie, że nie kupi się gry, a jedyną pobudką do tego jest zerowa znajomość innego języka...heh.

Zawsze przy temacie lokalizacji poruszam kwestię tego, że sam nie władam angielskim w jakiś super perfekcyjny sposób. Dlatego np. odpuściłem sobie grę w L.A Noire, bo dialekt tam zawarty był zwyczajnie za trudny na typową znajomość języka (przynajmniej dla mnie). Tak, wiem, że są fanowskie spolszczenia na pc - ale ja jestem graczem stricte konsolowym. Jest tyle świetnych gier, że zawsze znajdę sobie coś w zastępstwie z kupki wstydu ^^

Co do jakości samych dubbingów. Profesjonalny, znany aktor nie zawsze gwarantuje wyczekiwany efekt. Właśnie jest tak, że czasami dialogi są zagrane jak drewno, nienaturalnie a czasami jakby nie pasowały do danej sytuacji. Wynika to z tego, że czesto aktorzy nagrywają swoje kwestie na sztywno. Czesto nie widzą obrazu, emocji bohatera i ciężko nadać odpowiedni wydźwięk wypowiadanej kwestii.  Oglądając wiele wywiadów, aktorzy często się skarżą, że bazują na suchym tekście, ktory jest okraszony skromnym opisem "postać dyszy po wysiłku" - ale jakim wysiłku? Toczyła walkę, wspinała się gdzieś? No ciężko się dopasować. Brak synchronizacji, to już w takiej sytuacji standard. Także, no roznie bywa i wiele też zależy co aktor ma dostarczone do pracy.

Jeżeli o mnie chodzi, to mało jest gier, w których uszy mnie bolą od polskiej wersji. Na palcach chyba policzę gry, w których zmieniłem na angielski.
Red.nacz. Cross-Play

www.cross-play.pl

Gramy Między generacyjnie!🔥