Silent Hill

Zaczęty przez Blu, Lipiec 18, 2017, 10:14

Poprzedni wątek - Następny wątek

Blu

Nie potrafię przejść tej gry. Już na samym początku pojawiają się problemy. Kiedy po pierwszym starciu opuszczam budynek i idę we wskazanym na mapie kierunku, po drodze atakują mnie potwory. Najdalej zaszedłem do miejsca gdzie są psy, dalej nie potrafię bo z uwagi na brak amunicji psy mnie zagryzają.

Jakieś rady?

JT

Oszczędzaj amunicję :D Nie musisz zabijać wszystkich przeciwników, strzelaj tylko wtedy kiedy to konieczne i kiedy jest większa szansa na trafienie przeciwnika. Zaglądaj w każdy zakamarek bo możesz znaleźć sporo amunicji.
PS2MR

Manifesto

Ucieczka to nie wstyd. Sterowanie w grze jest specyficzne, trzeba  się wczuć w ten tytuł i załapać, dzięki temu za pomocą broni białej trochę przeciwników ubijesz. Broń palna tylko na bossów i momentami na bardziej upierdliwych przeciwników (na przykład latających). Nóż jest do kitu (dobry tylko na jednego przeciwnika), jak już znajdziesz stalową rurę to będzie Ci łatwiej.

alf

Najlepiej w ogóle unikaj walk na miescie. Omijaj potworki, biegnij biegnij i jeszcze raz biegnij.
Walcz tylko w slepych uliczkach, ciasnych zaułkach no i w zamkniętych pomieszczeniach/budynkach.

Blu

Sterowanie jest mało wygodne, w dodatku ciągle brakuje amunicji, a nożem nie mogę nikogo pokonać.

A zatem polecacie unikania pojedynków?

Kiedy znajdę tę rurkę? Długo będę musiał szukać rurki licząc od wyjścia z pierwszego budynku?


SALADYN



Pod tą nieco prześmiewczą frazą pochodzącą z głębin internetu kryje się życiowa prawda odnosząca się do grania w gry. Nie poddawaj się po pierwszych niepowodzeniach ! Ta gra ma sporo w sobie z survivalu a pierwszą zasadą klasycznego survivalu w grach to myszkowanie i kombinowanie.
Gazrurka powinna leżeć w którejś alejce, ciężko ją przeoczyć ale kiedy dokładnie się na nią trafia niestety nie pamiętam.


Schizo

Cytat: alf w Lipiec 18, 2017, 11:58
Najlepiej w ogóle unikaj walk na miescie. Omijaj potworki, biegnij biegnij i jeszcze raz biegnij.
Walcz tylko w slepych uliczkach, ciasnych zaułkach no i w zamkniętych pomieszczeniach/budynkach.

Zdecydowanie popieram! Mam podobne zdanie po ukończeniu tego tytułu jakiś czas temu na "lajwie" :)
Mój kanał na Twitch: https://twitch.tv/lubiestaregry

Blu

Przyjąłem założenie, że każdego napotkanego potwora należy pokonać. Tymczasem okazało się, że z uwagi na kiepski zapas amunicji, zalecana, przynajmniej na początku, jest ucieczka.

A więc teraz będę unikał starć i zobaczymy dokąd mnie to zaprowadzi.

Przy okazji zapytam w SH2 jest podobna mechanika, czy jest mniej walki i uciekania?

alf

W Silent Hill 2 jest dość podobnie.

JT

#10
Gazrurkę znajdziesz na początku, z nią już będzie łatwiej, a przynajmniej w ciasnych pomieszczeniach. W SH2 masz deskę z gwoździem, która jest morderczą bronią w mieście, autocelowanie i biegasz naokoło przeciwnika okładając go dechą ;D
PS2MR

alf

Odświeżam zdeczko wątek.

Z uwagi na zbliżającą się premierę Silent Hill 2 (Remake) postanowiłem lekko pochylić się nad dotychczasowym dorobkiem serii i przypomnieć sobie co i jak.

Najsilniejsze wspomnienia mam z pierwszym Silent Hill na PSX.

Świadomość istnienia tego tytułu zaszczepił u mnie Oficjalny PlayStation Magazyn w którym w roku 99 pojawiła się recenzja tej gry.
Byłem jeszcze dzieciakiem.

Ową reckę przeczytałem wielokrotnie. Podziwiałem screenshoty. W tym samym bodajże numerze był jeszcze opis przejścia tej gry. Nie posiadałem tego tytułu, ale mimo to przeczytałem cały opis. Samo to wydawało mi się jak świetna książka o tematyce horroru. Odkryłem, że interesują mnie takie rzeczy. A powtarzam - uczęszczałem jeszcze do szkoły podstawowej.

Pierwsza stycznośc z tym tytułem u mnie to okolice roku 2000 wiec dość świeżo po premierze. Kolega z klasy miał starszego brata z którym grywał na PSXie. Opowiadał jakie mają gry i wymienił Silent Hill. Stwierdził że nie potrafią w to grać, że gra jest za trudna i że mogą mi ją użyczyć. Byłem turbo podjarany, bo kojarzyłem tą grę z czasopisma. Wiedziałem o co chodzi. Wiedziałem, że mam w domu opis przejścia i że moje marzenia o przemierzaniu mrocznego świata Cichego Wzgórza mogą się spełnić.

Kolega pożyczył mi tą grę. Okazało się, że jest to w pełni oryginalna wersja a nie ruski tłok, co dodatkowo mnie nakręciło (była ładna okładka i książeczka). Rzadko kto miał wtedy takie wydania.

Wróciłem do domu, odpaliłem grę, pograłem 10 minut, narobiłem w gacie i wyłączyłem. Ciśnienie musiało być ponad normę (nie dziwne że mi pielegniarka w szkole zwracała uwagę na bilansach że mam za wysokie ciśnienie  ;D)
Po zderzeniu z tytułem okazało się, że jest tak przerażający dla mojego młodego umysłu że nie byłem w stanie usiedzieć przy nim więcej niż 10 minut, po czym musiałem wyłączyć by mi pikawa nie wyszła gardłem.
Po wyłączeniu jeszcze pół godziny musiałem ochłonąć i przetworzyć co się właśnie stało.
To nie była gra dla dzieci.
Ale mimo ogromnego przerażenia i uczucia dyskomfortu, gdzieś wewnątrz siebie czułem że sprawia mi to radość. Że można być przerażonym i czerpać z tego przyjemność.
W pierwszej chwili myślałem, że coś jest ze mną nie tak (po konsultacji z kuzynostwem i rówieśnikami wychodziło, że jak ktoś się czegoś bał np. przerażającego filmu to raczej od razu wyłączał i do tego nie wracał, albo męczył się do samego końca)
Zaakceptowałem to jako swoją właściwość i postanowiłem kontynuować swoje sesje z Silent Hill.

Kiedyś ojciec pewnego niedzielnego popołudnia widząc jak gram i widząc jak się tego boję, zapytał mnie: "Skoro tak Cię to przeraża to czemu w to grasz?"
Odpowiedziałem, że "nie wiem". Nie potrafiłem opisać swoich dziecięcych odczuć i tego co się we mnie działo.
Miałem powiedzieć tacie, że jarają mnie satanistyczne obrzędy?
Że czerpię radość z oglądania ukrzyżowanych ciał na stalowym ogrodzeniu?
Że uwielbiam w przerażeniu przemierzać upiorną szkołę wśród dzieci bez głowy?
Że z przyjemnością oddaję strzał w kierunku pielęgniarki z grzybem na plecach poruszającej się koślawo po szpitalnym korytarzu?

Co dziwne, ojciec nie zabraniał mi grać w tą grę, bo 'to była tylko gra', wiec w teorii to tylko bezsensowne naciskanie przycisków.
Nie rozumieli jakie przeslanie niesie ta gra, co sie w niej dzieje i ile emocji wywołuje. Nie czuli tego.

Pamiętam, że oddałem koledze grę ale nie skonczylem jej. Moje sesje po 10 minut nie starczyly by ja ukonczyc w skonczonym czasie. Doszedlem tez do punktu w ktorym bylem tak zmeczony tym strachem, ze mialem gry dość.

Do Silent Hill wróciłem kilka lat później. Miałem już swoją kopię, kupioną gdzieś na bazarze. Wiedziałem, że muszę ukończyć ten koszmar. Czułem, że to co rozpocząłem musi zostać doprowadzone do końca.
Było to w okresie gimnazjalnym.
Na wakacjach poznałem kumpla, którego wciągnąłem w tą przygodę. Przychodził do mnie na sesyjki w Silent Hill. Zmienialiśmy sie przy padzie - jak jeden byl juz zbyt spocony (on też to przeżywał) to pada przejmował drugi.
Mieliśmy czasopismo z opisem przejscia (bez tego nie wyobrazalem sobie wtedy ukonczenia tej gry, wydawala sie zbyt trudna - angielskiego wciąż się uczyłem).
Gra pękła i to z najlepszym możliwym endingiem. Byliśmy z siebie dumni. Czułem, że spełniłem swoją powinność.
Że koszmar, który ciągnął się za mną od podstawówki właśnie dobiegł końca. Poczułem ulgę.

Od tamtego czasu nie sięgałem po ten tytuł, w ogóle. Mimo, że miałem go w swojej biblioteczce gier. Mimo, że była to dla mnie gra 10/10.
Wiedziałem, ile emocji i poświęcenia kosztuje mnie ukończenie go i nie chciałem do tego wracać. Kojarzył mi się z ogromnym wysiłkiem emocjonalnym.

Wczoraj odpaliłem tą grę po latach ponownie.
Wciąż jest grą 10/10. Wciąż powoduje przyspieszone bicie serca. Nie przeraża mnie już tak bardzo jak 20 lat temu, ale wciąż potrafi wywołać silne uczucie niepokoju.
Teraz, gdy sekwencje wypowiadane w języku angielskim są dla mnie zrozumiałe, wszystko wydaje się takie... inne.
Niby w to już grałem i to znam, ale teraz jestem w stanie więcej z tego wyciągnąć. Więcej zrozumieć. Przeżyć to na nowo, inaczej.

Silent Hill ponownie mnie porwał.

hankie

#12
Twój opis sprawił, że po pokończeniu kasztanów, które mam rozpoczęte - chyba wezmę się za SH.

A dlaczego? Bo po premierze byłęm malcem i nie miałem Szaraka. Grywałem u 2 kolegów. I tam na sporadczynych posiadówach nie było za bardzo czasu na zgłębianie gęstej atmosfery i po prostu potem - nie wracałem. Na fizyczną właśność mam SH2 na PS2. Ale cholipa trzeba będzie nadrobić.

Mitsu

Cytat: alf w Wrzesień 10, 2024, 09:10
To nie była gra dla dzieci.
Ale mimo ogromnego przerażenia i uczucia dyskomfortu, gdzieś wewnątrz siebie czułem że sprawia mi to radość. Że można być przerażonym i czerpać z tego przyjemność.
W pierwszej chwili myślałem, że coś jest ze mną nie tak (po konsultacji z kuzynostwem i rówieśnikami wychodziło, że jak ktoś się czegoś bał np. przerażającego filmu to raczej od razu wyłączał i do tego nie wracał, albo męczył się do samego końca)
Zaakceptowałem to jako swoją właściwość i postanowiłem kontynuować swoje sesje z Silent Hill.

Kiedyś ojciec pewnego niedzielnego popołudnia widząc jak gram i widząc jak się tego boję, zapytał mnie: "Skoro tak Cię to przeraża to czemu w to grasz?"
Odpowiedziałem, że "nie wiem". Nie potrafiłem opisać swoich dziecięcych odczuć i tego co się we mnie działo.
Miałem powiedzieć tacie, że jarają mnie satanistyczne obrzędy?
Że czerpię radość z oglądania ukrzyżowanych ciał na stalowym ogrodzeniu?
Że uwielbiam w przerażeniu przemierzać upiorną szkołę wśród dzieci bez głowy?
Że z przyjemnością oddaję strzał w kierunku pielęgniarki z grzybem na plecach poruszającej się koślawo po szpitalnym korytarzu?

Co dziwne, ojciec nie zabraniał mi grać w tą grę, bo 'to była tylko gra', wiec w teorii to tylko bezsensowne naciskanie przycisków.
Nie rozumieli jakie przeslanie niesie ta gra, co sie w niej dzieje i ile emocji wywołuje. Nie czuli tego.


Dla takich postów warto wchodzić na strefę... Unikalne doświadczenie, które pewnie każdy z nas ma ze swoimi tytułami, niezrozumiały pociąg do przerażającego klimatu. Czytam z uśmiechem, bo miałem podobnie z oryginalnym resident evil. Kolega przyniósł te grę do mnie i oglądałem tylko, bo bałem się wziąć pada do ręki. Do dziś pamiętam kultową scenę amv kiedy pierwszy raz spotykamy zombie i ten się odwraca i nas atakuje. Miałem wtedy z 8 lat i to też nie była gra dla dzieci :D. Mimo że SH jest na pewno dużo głębszy niż RE, to mi się podobał właśnie za tę prostotę. Podobnie jak Ty, ale już później bo na studiach, wróciłem do residenta na psp i przeszedłem grę, już dobrze się bawiąc (miałem jakieś flashbacki mimo wszystko). Z wiekiem, tego typu gra z kreskówkową oprawą, przestała mnie przerażać, natomiast klimat można było odczuć w sposób niesamowity.
Natomiast kiedy wyszło RE2 remake, ze swoim realizmem, ciemnymi, ciasnymi pomieszczeniami i niezwykle zaawansowanymi zachowaniami zombie, to znowu zacząłem się bać. Pierwsze przejście, tak jak mówisz, to było duże wyzwanie emocjonalne. Uwielbiam też wracać do takich gier, bo kiedy już znamy mapy, wszystkich wrogów i mechanizmy rozgrywki, to czujemy się bardziej komfortowo, i można czerpać z klimatu jeszcze więcej. Co ciekawe gra, która najbardziej kojarzy mi się ze strachem, powinna teoretycznie być odrzucająca (i dla większości casuali jest) natomiast dla nas okazuje się być jedną z tych, do których najbardziej ciągnie.
SH nigdy mnie nie pociągało, nie rozumiałem klimatu i pewnie dalej nie rozumiem. Ale od kiedy oglądnąłem serial true detective to chyba zacząłem kumać o co w tym chodzi :) Obiektywnie też uważam SH za ambitniejsze i straszniejsze w taki ludzki sposób niż RE i to sprawia że jeszcze nigdy nie spróbowałem w to zagrać.