Kącik jRPG

Lothar · 136397

Offline Lothar

dnia: Stycznia 16, 2015, 13:38:16
Był sobie Szarak i był Fina Fantasy VII, przez wielu okrzyknięty grą wszechczasów. Nie zgadzałem się z tym wtedy i nie zgadzam teraz. Gra jest bardzo dobra, fakt, ale czy najlepsza? Grając obecnie w Xenogears widzę jak wspaniałą ta gra ma fabułę, siódmy Final zostaje tu po prostu zdeklasowany i wdeptany w błoto. Patrząc z perspektywy czasu gra ma sporo błędów - zbyt częste losowe walki, nieco nudnawy etap gry między pierwszą a trzecią płytą. Muzyka, choć bardzo dobra do kolan nie dorasta Xenogears, Chrono Crossowi czy Wild Arms. Chciałem podyskutować na ten temat i nie tylko - pogadajmy po prostu o grach rpg :)
 
Lubię Final Fantasy VII, świetnie mi się w to grało, jednak są gry lepsze, zarówno w sferze fabularnej jak i gameplayu. W Finalu wszystko było na bardzo dobrym poziomie jednak nie było w tej grze niczego wybitnego. Lepszy gameplay miał Chrono Cross, Vagrant Story czy Wild Arms.
« Ostatnia zmiana: Listopada 17, 2016, 16:08:02 wysłana przez Manifesto »



Offline Manifesto

Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 16, 2015, 15:55:11
O FF VII napisano już chyba wszystko co możliwe. Wg mnie ta gra jest przeceniana przez wielu graczy. Tak jak napisałeś - nie widzę w tej grze żadnych wybitnych elementów. Fabuła gry jest ok, ale nic poza tym, są znacznie lepsze i ciekawsze historie i dotyczy to nie tylko Xenogears, ale również Final Fantasy Tactics, Chrono Cross, Star Ocean the Second Story czy Arc the Lad II. I moim zdaniem te gry wyraźnie wygrywają z siódmym Finalem. Choć muszę uczciwie przyznać, że FFVII ma lepszą fabułę niż sporo innych gier RPG.

System gry - jest dobry, naprawdę dobry, choć koncepcyjnie wzięty z FF VI i nieco zmodyfikowany. Materie spełniają swoją rolę znakomicie i dają spore możliwości konfiguracji. I to jest chyba największa zaleta tej gry. System w FF VII jest dużo lepszy niż w FF VI, o ósmej części nie wspomnę gdyż tam system gry jest moim zdaniem nieco popsuty.

Losowe walki w grze mnie również dość mocno denerwowały, zwłaszcza w niektórych fragmentach rozgrywki. Muzyka jest niezła, ale daleko jej do Chrono Crossa czy Wid Arms. Graficznie gra mi się średnio podobała nawet w momencie premiery, ale bardziej dotyczyło to stylu niż spraw technicznych. Choć wygląd niektórych lokacji jest znakomity.

FF VII to naprawdę bardzo dobra gra, jednak nazywanie jej najlepszym jRPG uważam za niewłaściwe. PS1 ma co najmniej kilka gier, które z czystym sumieniem określiłbym jako lepsze tytuły. Z pewnościa wielu graczy wielbi tą grę z sentymentu - dla wielu był to bowiem pierwszy jRPG. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że gra była marketingowym krokiem milowym dla całego gatunku, dzięki niej w USA i Europie zapanował prawdziwy entuzjazm i jRPG stały się czymś powszechnym.

 Ciężko jest znaleźć idealne RPG i FF VII z pewnością takim nie jest. Ze wszystkich jRPG w jakie grałem do ideału zabrakło chyba najmniej Vagrant Story, tak ta gra to prawdziwy fenomen wśród jRPG. Niestety, jest za krótka i przy drugim podejściu - zbyt łatwa. Xenogears również zbliżył się mocno do ideału, ale tak naprawdę tylko jedna rzecz w tej grze jest wybitna - fabuła. Inne elementy są na bardzo dobrym bądź dobrym poziomie, ale w tą grę gra się właśnie dla fabuły która przyćmiewa wszystko inne.
« Ostatnia zmiana: Stycznia 16, 2015, 15:59:00 wysłana przez Manifesto »



Offline Lothar

Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 19, 2015, 17:03:57
Xenogears - pełna zgoda, ta gra ma fabułę niepowtarzalną, wybitną. Te wszystkie motywy i wątki jakie twórcy umieścili, można by o nich pisać godzinami. W żadnej grze nie czułem tak dołującego klimatu beznadziejności...uczucia bycia maluczkim. Piękna tematyka, wątki wojenne, rozważania nad religią, cudownie przedstawiony wątek miłosny trwający od zarania dziejów, motywy biblijne...Adam i Ewa...wieża Babel...reinkarnacja...zostałem uderzony obuchem grając w Xeno.

Moim zdaniem Vagrant Story zabrakło do ideału trochę więcej niż tylko to o czym piszesz. VS jakoś nie potrafił mnie przekonać fabułą...nie lubię tego typu niedopowiedzianych historii w RPG, wolę jak jest wszystko wyjaśnione. Również zakończenie tak przez wielu chwalone jakoś niespecjalnie mnie zachwyciło. VS ma genialną grywalność, system walki jest zaje...sty. Ale fabuła to dla mnie inna bajka.

Czy na tej stronie nikt prócz nas nie gra w gry RPG ?



Offline Manifesto

Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 19, 2015, 23:19:22
Będę bronił fabuły Vagrant Story - moim zdaniem cała jej tajemniczość jest ogromną zaletą, dzięki temu fabuła jest nietuzinkowa. Pamiętam jak kiedyś z kumplem siedliśmy przy piwie i rozmawialiśmy na temat sensu wydarzeń przedstawionych w grze, motywach którymi kierował się Sydney i faktycznej przeszłości Ashleya. Końcówka gry to dla mnie małe arcydzieło, naprawdę wyjaśnia sens tytułu. Nie bez powodu gra otrzymała w japońskim Famitsu ocenę 40/40. Rozumiem że gra w jakimś aspekcie może się komuś nie podobać, ale dla mnie to tytuł wielki. Właśnie przechodzę go po raz kolejny :)

A później Valkyrie Profile :D

Odnośnie Twojego pytanie - niestety, póki co jesteśmy tylko my plus jeszcze Don, który również gra w RPG i mam nadzieje przyłączy się tu do dyskusji :)



Offline Don

  • Zasłużony
  • Podporucznik
  • *
    • Wiadomości: 737
    • Reputacja: 9
  • Odznaczenia Użytkownik z minimum czteroletnim stażem na forum. Najwyższe odznaczenie na forum. Odznaka za wkład w rozwój Strefy na różnych polach. Odznaka za wsparcie Strefy w serwisie Patronite w 2020 roku. Użytkownik otrzymuje to odznaczenie za wyróżniającą się chęć niesienia pomocy innym Strefowiczom na forum. Odznaka za wsparcie Strefy w serwisie Patronite w 2019 roku. Odznaka za wsparcie Strefy w serwisie Patronite w 2018 roku.
  • PSN ID: Hoobertoo_PL
Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 20, 2015, 21:47:19
Skoro zostalem wywolany do tablicy... FFVII bede jednak bronic. Zgodze sie, ze duza czesc ludzi chwali te gre glownie z uwagi na to, ze byla to ich pierwsza gra jRPG (i nieoszukujmy sie -czesto takze jedyna). To co dla mnie stanowi o sile (oprocz rzeczy oczywistych - jak swietny system materii i kombinowania z uch efektami) to setting. Uwielbiam ten swiat gdzie rzady sprawuje wielka korporacja, magia laczy sie z technika, zyjemy w slumsach i staramy sie wydostac sie z tej podlej sytuacji. Podoba mi sie takze to ze na poczatku jestesmy tylko najemnikiem i mamy gdzies walke o ekologie/uratowanie swiata.



Offline Angrama

Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 20, 2015, 23:01:40
Mój ulubiony gatunek to taktyczne jRPG, na psxie wiele tego nie było. Klasyczne jrpgi nie specjalnie do mnie przemawiają, światy w nich przedstawione to jest dealbreaker dla mnie. Fantasy mówię nie.

Natomiast było kilka odstępstw od reguły, przede wszystkim Parasite Eve, jedynka i 2. Zmiana otoczenia to był strzał w dziesiątkę. Obie gry świetne. Moduł modyfikacji broni z jedyniki to coś niesamowitego. Ile ja się bawiłem w zbieranie gratów, sejwowanie i wczytywanie aby móc porównać jakie gospodarowanie ekwipunkiem jest optymalne, które z itemów poświęcić na ulepszenie innych. To nie było do końca realistyczne, nie oczekiwałem realistyki, mnie jednak strzelanie z pistoletu z efektem szotgana, i powiększonym magazynkiem bardzo cieszyło. Pod tym względem to było pionierstwo, bądź za słabo znam gatunek. Styczność z innymi jrpgami utrwaliła mnie w przekonaniu, że tutaj raczej gracz podąża według jednego określonego scenariusza i nie decyduje w zasadzie o niczym.



Offline Manifesto

Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 21, 2015, 09:22:09
Angrama - nie zgodzę się, że na PS1 było mało taktycznych jRPG, moim zdaniem było tego całkiem sporo. Mieliśmy FF Tactics, Tactics Ogre (przypomnę, że na Snesie nie można było zagrać w tą grę w zrozumiałym języku), obydwie części Vandal Hearts, Front Mission 3, Vanguard Bandits, Saiyuki: Journey West czy seria Arc the Lad (3 części).

Gdybyś dobrze poszukał znalazłbyś więcej klasycznych gier jRPG, które mają inną konwencję niż fantasy: Persona 2, Star Ocean the Second Story czy Xenogears choćby. Nawet wspomniane FF VII nie jest klasycznym fantasy.

Parasite Eve 1 był świetny, doskonała fabuła, znakomity system walki i cudowny klimat (ach, ta aria operowa śpiewana przez Ewę), ale dwójce bliżej do gier typu Resident Evil niż do jRPG. To póki co - obok Medievila 2 - mój największy zawód jeśli o kontynuacje świetnych gier na PS1.

Styczność z innymi jrpgami utrwaliła mnie w przekonaniu, że tutaj raczej gracz podąża według jednego określonego scenariusza i nie decyduje w zasadzie o niczym.

A tu już się do końca nie zgodzę. Owszem jeśli chodzi o fabułę może i masz rację, lecz są gry, które przeczą temu stwierdzeniu np. seria Saga Frontier- fabuła w grze jest bardzo mocno nieliniowa. Poza tym większość jRPG ma mnóstwo misji pobocznych, nieobowiązkowych, które jednak można zaliczyć, ale nie trzeba np. private actions w Star Ocean the Second Story. Poza tym nie traktowałbym liniowości fabuły jako wadę gier jRPG, dzięki temu historie przedstawione w japońskich grach są zazwyczaj dużo ciekawsze niż w cRPG. Kocham Fallouty, ale fabularnie to one mogą buty czyścić FF Tactics czy Xenogears, jedynie Planescape Torment wyłamuje się z przeciętności fabularnej cRPG. Ale on również jest liniowy.



Offline Angrama

Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 21, 2015, 13:43:49
Manifesto, "niewiele" to bardzo subiektywna ocena z mojej strony, bo kiedy zestawić konsolę z "przenośnym psxem" (psp), tutaj taktycznych jrpgów jest nieskończoność. Do tego wiele w najwyższej jakości.

Na pewno są wyjątki, szczególnie przywołane przez Ciebie Tactics Ogre wręcz eksponuje jak istotne są podejmowane przez gracza decyzje. Według mnie ta gra jest wzrorem jeśli chodzi o zachowanie równowagi pomiędzy nieliniowym rozwojem fabuły a jakością fabuły. Raz przejść taką grę to jest mało, a to jest jeden z wyznaczników klasy, kiedy gra jest tak dobra że chcesz do niej wracać, kiedy sa wątki które chcesz rozwinąć a przy pierwszej próbie się nie udało.



Offline Lothar

Odpowiedź #8 dnia: Stycznia 21, 2015, 15:41:15
Mój ulubiony gatunek to taktyczne jRPG, na psxie wiele tego nie było. Klasyczne jrpgi nie specjalnie do mnie przemawiają, światy w nich przedstawione to jest dealbreaker dla mnie. Fantasy mówię nie.

Nie bardzo rozumiem, przecież taktyczne jrpg mają przeważnie również konwencje fantasy, ciężko znaleźć takie gry w innych klimatach.

W przypadku gier taktycznych łatwiej o nieliniową fabułę, to zrozumiałe zważywszy na ograniczoną wielkość świata gry w takich tytułach i braku swobody w poruszaniu się po nim. Choć sądzę, że w większości takich gier i tak jest ona liniowa.

Tactics Ogre jest świetny ale fabularnie nieco gorszy od Final Fantasy Tactics.

CHciałem natomiast zaproponować inną dyskusję - zagadki w grach RPG :) Zazwyczaj są one łatwe ale w niektórych tytułach można dostać świra. Chyba najtrudniejszą grą tego typu jest Alundra, tam zagadki to jakieś niespotykane i hardcorowe rzeczy :D Niestety nie ukończyłem Alundry właśnie ze względu na stopień skomplikowania tych łamigłówek, nie chciałem zaglądać do solucji bowiem nie odczuwam już wtedy żadnej przyjemności z gry.
« Ostatnia zmiana: Stycznia 21, 2015, 15:44:58 wysłana przez Lothar »



Offline Manifesto

Odpowiedź #9 dnia: Stycznia 21, 2015, 22:54:13
Nie mów mi o Alundrze, ta gra mnie prawie wykończyła nerwowo, szczególnie ostatnia zagadka logiczna. Inne również były nieziemsko trudne, przy niektórych rwałem sobie włosy z głowy. Dobrą metodą na tą grę było jej wyłączenie, ochłonięcie i próba przejścia danego momentu następnego dnia ze świeżym umysłem, czasami inaczej się nie dało.

Bardzo trudne zagadki miał również Wild Arms, pamiętam motyw z czterema posągami, które trzeba było przesuwać aby otworzyć te cholerne drzwi. Wysiedziałem się przy tym parę godzin. Następnego dnia po godzinie prób zacząłem z nerwów rzucać wulgaryzmami, robić różne inne dziwne rzeczy i w furii rozkładać bomby po całej lokacji. I nagle...,nie chce spoilerować, ale w końcu otworzyłem te przeklęte drzwi. Przez przypadek. W grze było również kilka innych trudnych momentów, czasem odwiedzając mapę świata kompletnie nie wiedziałem gdzie mam się udać. Ciekawi mnie czy dwójka również jest tak wymagająca, niedługo się pewnie przekonam.

Nie natrafiłem jeszcze na RPG, którego z powodu poziomu trudości bym nie ukończył, natomiast skapitulowałem przy kilku grach przygodowych np. Monkey Island czy Discworld II.



Offline Don

  • Zasłużony
  • Podporucznik
  • *
    • Wiadomości: 737
    • Reputacja: 9
  • Odznaczenia Użytkownik z minimum czteroletnim stażem na forum. Najwyższe odznaczenie na forum. Odznaka za wkład w rozwój Strefy na różnych polach. Odznaka za wsparcie Strefy w serwisie Patronite w 2020 roku. Użytkownik otrzymuje to odznaczenie za wyróżniającą się chęć niesienia pomocy innym Strefowiczom na forum. Odznaka za wsparcie Strefy w serwisie Patronite w 2019 roku. Odznaka za wsparcie Strefy w serwisie Patronite w 2018 roku.
  • PSN ID: Hoobertoo_PL
Odpowiedź #10 dnia: Stycznia 22, 2015, 21:50:45
Mój najtrudniejsze momenty w jRPG były związane zwykle z brakiem cierpliwości/chęci do levelowania postaci/drużyny. Szczególnie bolesne było to w Final Fantasy Tactics, gdzie trafiłem na walkę z pewnym bossem (Lionel Castle). Moja drużyna była za słaba, a ja grałem na jednym sejwie (który nadpisałem pomiędzy następującymi po sobie walkami więc nie mogłem się wycofać). Kilkanaście (no bliżej 10) godzin rozgrywki poszło na marne i musiałem zaczynać zabawę od początku. Nic nie dawało się zrobić, bo przeciwnik załatwiał mi 75% składu w pierwszym swoim ruchu. No ale nie zraziło mnie to nic a nic.

Drugą gra którą pamiętam, że dała mi w kość był Suikoden II. Walka z Lucą Blightem. Podchodziłem do niej dziesiątki razy. Za każdym razem przegrywając z kretesem. Trwało to dobry tydzień. Grę rzuciłem w kąt (też grałem na jednym bloku pamięci bo miałem jedną kartę i bardzo ważne stany gier na niej tzw. "nie-do-usunięcia" :D ). Po - chyba - miesiącu odpaliłem grę i przeszedłem tego bossa za pierwszym razem. Bez większych kłopotów. Czasem przerwa i reset przyzwyczajeń/popełnianych błędów sprawia cuda. Wtedy rzeczywiście zadziałał efekt świeżości.

Co ciekawe zbytnie levelowanie też może zostać ukarane. Jedyną taką moją przygoda do tej pory była ta z FFT. Otóż w pewnym momencie (po któreś tam walce podnoszącej statystyki mojej ekipy) natrafiłem na drużynę śmiercionośnych Monków, którzy zmasakrowali mnie w 2 minuty :D Oto dowód:



Oni się po prostu pojawili, spuścili mi łomot i już wiedziałem, że nie mogę przesadzać z wbijaniem doświadczenia. Po tym zdarzeniu grzecznie pobiegłem realizować walki fabularne...

Macie za sobą jakieś podobne przygody?



Offline Manifesto

Odpowiedź #11 dnia: Stycznia 23, 2015, 16:46:51
Final Fantasy Tatcics to rzeczywiście miejscami straszny hardcore. Pamiętam słynną walkę w Riovanes Castle - przy pierwszym podejściu byłem w szoku jak szybko można zostać zmiecionym z pola bitwy :D Na szczęście miałem "sejwa" i dzięki temu podpakowałem główną postać w klasie Ninja (prawdę mówiąc nie wiem jak można przejść ten etap mając inną klasę Ramzy - ja nie próbowałem). Mimo to i tak zaliczyłem przynajmniej kilka nieskutecznych prób zanim w końcu pokonałem tego bossa - z pewnością jest to jedna z najcięższych walk w historii jRPG.

Innym niezwykle trudnym bossem jakiego wspominam był Ragul Ragula z Wild ARMs. Cholernie mocny i trudna do obicia, straciłem przy nim wiele nerwów i podejmowałem wiele prób zanim w końcu osiągnąłem cel. Co prawda był to boss opcjonalny, ale postawiłem sobie ambitny cel aby go pokonać. Musiałem wracać się, podpakowywać drużynę, aż w końcu uratował mnie bilet do "Black Market" który gdzieś tam w trakcie gry znalazłem. Dzięki temu, że znalazłem ukryty sklep w grze mogłem kupić przedmioty, które umożliwiły mi pokonanie tego bossa (bez nich musiałbym pakować drużynę nie wiem do jakiego poziomu).

Star Ocean the Second Story również miał kilka niezwykle trudnych bossów do pokonania. Gra czasem ostro dawała w kość, ale o tym napiszę w przyszłości bowiem grałem w to strasznie dawno temu i nie pamiętam za bardzo szczegółów :) Muszę odpalić kiedyś sejwy i przypomnieć sobie te momenty. Najwięcej dała mi w kość Iselia Queen (czy jakoś tak...mogłem przekręcić nazwę).
« Ostatnia zmiana: Stycznia 23, 2015, 19:53:34 wysłana przez Manifesto »



Offline Lothar

Odpowiedź #12 dnia: Stycznia 24, 2015, 15:40:23
Och...dużo by pisać. Było sporo sytuacji takich, że grając w "erpegie" mało brakowało abym rzucił padem o ścianę :P Ostatnio ukończyłem Xenogears i bardzo mocno namęczyłem się z ostatnim bossem. Zabierał swoimi atakami strasznie dużo HP, a ja nie nadążałem z leczeniem. Zazwyczaj mam to do siebie że nie leveluje postaci na zapas tylko nie mogąc poradzić sobie z przeciwnikiem dopiero później nadrabiam zaległości. Tym razem było podobnie, niestety po kilkunastu próbach walki z końcowym wcieleniem nie-powiem-kogo (ci którzy grali doskonale to wiedzą), postanowiłem wczytać starszego sejwa i poszukac...misji dodatkowych aby podpakować naszą drużynę. W międzyczasie znalazłem wieżę Babel i nie wiem do końca, ale wydaje mi się że jest to jedyny quest dodatkowy w grze. Po zdobyciu lepszych Mechów dobrałem się w końcu do głównego bossa i zobaczyłem cudowne zakończenie tej przewspaniałej gry.

Manifesto -jeśli zagrasz w Valkyrie Profile to czeka Cię pewna niespodzianka związana z pewnym bossem ze Star Ocean :) W końcu obie gry to produkty Tri Ace.



Offline Manifesto

Odpowiedź #13 dnia: Stycznia 25, 2015, 11:16:25
Manifesto -jeśli zagrasz w Valkyrie Profile to czeka Cię pewna niespodzianka związana z pewnym bossem ze Star Ocean :) W końcu obie gry to produkty Tri Ace.

W tej chwili kończę po raz kolejny Vagrant Story (kocham tą grę równie mocno co Xenogears i Final Fantasy Tactics), a później zabieram się za VP. A Ty masz jakieś growe plany?



Offline Lothar

Odpowiedź #14 dnia: Stycznia 29, 2015, 21:15:38
Ja mam ochotę na jakiegoś trpg ale nie wiem co wybrać. Marzy mi się Vanguard Bandits ale gra jest masakrycznie droga i póki co raczej odpuszczę. Może Front mission?
Jak tam Vp?



 

SMF spam blocked by CleanTalk