Yakuza / Ryu ga Gotoku – seria [PS4, PS3, PS2]

Zaczęty przez Ryosuke, Październik 24, 2018, 22:01

Poprzedni wątek - Następny wątek

Ryosuke

Widzę, że nie ma tematu o mojej ulubionej serii to zakładam.  :)

Pokrótce, gra w której główny bohater jednym ruchem ręki sciąga górną część garnituru, żeby pokazać tatuaże i obija mordy w rytmie takiej muzyki: https://youtu.be/ApreCAQiZ4w
Jednocześnie jest to opowieść pełna twistów o honorze, poświęceniu, przyjaźni. Trochę nie bez powodu niektórzy nazywają to ,,telenowelą dla facetów", ale taką, która mogłaby wyjść z pod ręki chociażby Takeshiego Kitano.

Seria liczy sobie aż sześć części głównych i kilka spin-offów z czego dwa dzieją się w feudalnej Japonii, ale nigdy nie zostały wydane na zachodzie.

Główna seria:

- Yakuza [PS2]
- Yakuza 2 [PS2]
- Yakuza 3 [PS3]
- Yakuza 4 [PS3]
- Yakuza 5 [PS3] (wydana na zachodzie tylko w dystrybucji cyfrowej)
- Yakuza 6: The Song of Life [PS4]
- Yakuza Zero [PS4]
- Yakuza Kiwami [PS4] – remake pierwszej części z PS2 na silniku z Zero
- Yakuza Kiwami 2 [PS4] – remake drugiej części z PS2 na silniku z Yakuza 6

Spin-offy:

- Ryu ga Gotoku: Kenzan! [PS3]
- Ryu ga Gotoku: Ishin! [PS3, PS4]
- Yakuza: Dead Souls [PS3] – spin-off z zombiakami, jedyny, który wyszedł poza Japonię
- Kurohyou: Ryu ga Gotoku Shinsho [PSP]
- Kurohyou 2: Ryu ga Gotoku Ashura Hen [PSP]

Najlepszym punktem startowym dla świeżaków jest Zero, który jest prequelem wszystkich części (wysunę nawet smiałą tezę, że jest to najlepsza część tej serii i jeśli się nie spodoba to kolejne gry można sobie spokojnie odpuścić).

Yakuza słynie również z ogromnej ilości aktywności pobocznej. Side-questy zrobione z ogromnym poczuciem humoru, mini-gierki takie jak bilard, rzutki, kręgle, baseball, gry hazardowe, UFO catcher czy moje ulubione – prowadzenie hostess klubu i karaoke.
https://youtu.be/A1nwQYKTOD0

Jestem ciekaw czy ktoś grał i chętnie przeczytam o waszych doświadczeniach z tymi grami  ;)

makumator

Wieki temu, przeszedłem jedynkę na PS2. Bardzo mi się podobała. Chciałbym wrócić do serii. Jeszcze liznąłem Dead Souls, ale wkurzało mnie celowanie i nie dałem rady.

Zapimpuj i uzasadnij, dlaczego Zero jest najlepszą na start, bardzo mi to pomoże. Może jeszcze, jak możesz, to napisz w jakiej kolejności warto ogrywać.

Ryosuke

#2
Zero jest najlepsze na start, bo dzieje się przed wydarzeniami z części pierwszej, pokazując jak Kiryu stał się "smokiem Dojimy" oraz poznajemy historię Goro Majimy, który jest tutaj grywalną postacią. Scenariusz nie boi się ekspozycji i dobrze tłumaczy relację i zależności między postaciami. Dodatkowo jest to najbardziej rozbudowana Yakuza pod względem aktywności pobocznych.

Co do kolejności to mam dwie koncepcję ogrywania.

Pierwsza to ogrywanie tak jak te gry wychodziły, żeby mieć płynne przejście pomiędzy generacjami konsol, czyli:
Yakuza (PS2) -> Y2 (PS2) -> Y3 (PS3) -> Y4 (PS3) -> Y5 (PS3) -> Y0 (PS4) -> Y6 (PS4)
Przed Yakuzą 6 możesz jeszcze wcisnąć Kiwami (remake pierwszej części na silniku z 0), a po Kiwami 2 (remake drugiej części na silniku z Y6)

Druga to zachowanie ciągłości fabularnej jeśli masz tylko dostęp do PS3 i PS4 i nie straszny Ci przeskok pomiędzy generacjami konsol i silnikiem gier, czyli:
Zero (PS4) -> Kiwami (PS4) - Kiwami 2 (PS4) -> Y3 (PS3) -> Y4 (PS3) -> Y5 (PS3) -> Y6 (PS4)

Kiwami jeszcze uzupełnia luki w fabule, które były w pierwotnej wersji części pierwszej, chociażby wyjaśniająć motywację pewnej postaci.

Remastery 3, 4, 5 są zapowiedziane na PS4, ale nie ma nigdzie potwierdzenia wydania na zachodzie.

SALADYN

Również przeszedłem tylko pierwszą część na PS2 którą w zapowiedziach określano jako "duchowy spadkobierca Shenmue", po takich tekstach wręcz się napaliłem. Trochę jednak się zawiodłem na historii bo to dość sztampowa gangsterska opowiastka w japońskim stylu. Na pewno mogę pochwalić wrzucenie mnóstwa aktywności pobocznych i zastosowanie świetnego ja na owe czasy systemu walki rodem z rasowego trójwymiarowego beat'em up. Troszkę zraził mnie charakter głównego bohatera który w dialogach i w scenkach taki do rany przyłóż Robin Hood ale po chwili łamie komuś rower na głowie albo dźga nożem. Majima był bardziej wyrazisty i pewnie dlatego powracał w każdej kolejnej odsłonie i w końcu awansował na jednego z głównych bohaterów.
Druga część to dla mnie przykre wspomnienie dogorywającej konsoli która nie potrafiła odtworzyć nowiutkiego egzemplarza gry. Potem już jakoś nie miałem po drodze z tą serią.

Jeżeli chodzi o kolejność zaliczania to mam zamiar ograć wszystko zgodnie z chronologią wydarzeń ale tylko na PS4, po Kiwami 2 zrobię sobie przerwę w oczekiwaniu na remastery które po ciepłym przyjęciu Zero i obu rimejków są bardzo prawdopodobne.

hankie

Może jak mi zejdzie trochę zajęć cyklicznych, i będę z doopką siedział na wstępnie przygotowanym mieszkaniu to zajmę się serią. Growy kumpel pożyczał mi 2 i 3jkę, lecz może trochę pochopnie stwierdziłem, że niezbyt paszą mi te klimaty (on się jara).

Historia co jak co rozwlekła, wielowątkowa, ale tematy rodzinne, czy sierocińcowe jakoś mniej w me serduszko trafiają. Może też wcześniej bardziej lubiłem klimat kadrów łzawych arii, a tle czystego nieba i spadających anielskich piór ;) Ale wiadomo, z czasem ludziom się zmienia ;)

Manifesto

Yakuza to seria, którą od zawsze odkładałem "na później". Po Twoim topicu muszę w końcu zainteresować się tematem. Yakuzę Zero można kupić za śmieszne pieniądze, Kiwami dostępne są w fajnej edycji ze steelbookami, a szóstka ma prześwietną kolekcjonerkę. Skoro fabularnie gry dają radę to bardzo chętnie poczekam na remastery pozostałych części i ogram wszystko na PS4.

adikropkaer

Wznawiam wątek, serię zacząłem trochę od dupy strony, bo od piątej części na ps3. Przyznam szczerze, że najbardziej podobała mi się historia Kazumy, byłem srogo zawiedziony, że nagle w najciekawszym momencie historia z ch1 została urwana, i muszę grać jakąś nową postacią. Tutaj gra zaczęła się ciągnąć, ale w końcu zaliczyłem rodział 2 z Saejimą. No ale kurde rozdział ostatni to już przeginka, ma to jakiś swój urok, ale klikanie jak w jakimś gitar hiroł do tańców i śpiewów zamiast fajowskiej naparzanki???
Oprócz tego nastawiłem się trochę na eksplorację świata (podjarany pierwszą grą z "normalnym" światem Japonii), a tu - niewidzialne ściany, mapki nie za duże ;/, duża liniowość gry. Mimo to, z przerwami gra się przyjemnie nawet tą nieszczęsną Haruką, a melodie jpopu wpadają w ucho.

Jako, że znów jest promka na psnie, to czy warto zakupić część 4? Czy gameplay różni się diametralnie?

Czarny Wilk

Odkopię wątek, bo skończyłem niedawno remaster czwórki i mam trochę przemyśleń :)

Oryginalna czwórka była moim pierwszym spotkaniem z serią. I było to dość zabawne spotkanie, ponieważ dostępne w menu streszczenia poprzedniczek były bardzo skondensowaną pigułą wiedzy i tak mi namieszały, że zaczynając zabawę nie ogarnąłem że zmienił się główny bohater - myślałem że Akiyama to dalej Kiryu, tylko ukrywający się pod jakimś pseudonimem czy coś. Konfuzja urosła jeszcze bardziej gdy w końcu w grze pojawił się faktyczny Kiryu :D Ale na szczęście nie przeszkodziło mi to w zakochaniu się w tej serii, co zaowocowało nadrobieniem innych odsłon cyklu. Biorąc pod uwagę te doświadczenia, bardzo ciekawiło mnie jak wypadnie powrót po latach do remastera - raz ze względu na sentyment, ale również dla możliwości zrozumienia w końcu w pełni fabuły i ocenienia, jak ta odsłona wypada na tle całej sagi.

No i okazało się, że wypadła blado.

Twórcy tutaj dużo eksperymentowali - dodanie dachów i podziemi do Kamurocho, różni protagoniści z odmiennymi systemami walki. No i średnio się te zmiany udały.

Nowe "piętra" w Kamurocho są strasznie korytarzowe i ich zwiedzanie jest o wiele mniej przyjemne niż normalnej części miasta, dopóki nie nauczymy się na pamięć rozkładów to łatwo się tutaj gubić, też niewiele jest w nich do roboty. Nie dziwię się że później z tego zrezygnowano, ta nowość zwyczajnie nie wypaliła.

Z protagonistami sprawa jest bardziej niejednoznaczna, bo sami w sobie wypadają świetnie, odmienne systemy walki i unikalne aktywności odświeżają zabawę, ale przez upchanie całej czwórki w jednej grze ucierpiał pacing całości. Rozdziały poszczególnych bohaterów kończą się bardzo szybko, zanim zdążymy się nimi nacieszyć i solidnie porobić aktywności poboczne. Przez to duża część zabawy zostaje przesunięta na moment przed finałem, gdzie nagle dostajemy dostęp do całej czwórki i tonę contentu do nadrobienia. W innych częściach to jest rozłożone dużo płynniej i można sobie równomiernie dawkować fabułę główną oraz aktywności poboczne, tutaj to nie działa. A że same aktywności to w dużej mierze przeraźliwe i do tego często źle zaprojektowane grindowniki - no psuje to pacing i zniechęciło mnie do maksowania gry.

Właśnie, aktywności poboczne. Niestety, te najważniejsze minigry są często zepsute. Hostess Maker bez poradników jest prawie nie do zrobienia inaczej niż metodą prób i błedów, a nawet jak już mamy perfekcyjną recepturę, to czasem trzeba czekać godzinami aż bogowie liczb losowych pochylą się nad nami i w końcu pozwolą, żeby nasza dziewoja przeskoczyła z miejsca drugiego na pierwsze. To jest szczególnie głupie jak się przypomni że w "trójce" mieliśmy dokładnie tą samą minigrę, ale nie miała ona takich problemów. Fighter Maker jest pod tym względem jeszcze gorszy, bo któryś z kolei trenowany przez nas wojak to taki leszcz, że zwyczajnie nie jest w stanie wygrać swoich walk turniejowych i domknąć minigry dopóki RNG nie wylosuje jakiejś skrajnie mało prawdopodobnej kombinacji. No i spędzamy godziny robiąc w kółko to samo, licząc że się w końcu uda. Albo jak ja - rzucamy to w końcu w pieruna z poczuciem zmarnowanego czasu.

Fabuła dowozi, ma dużo fajnych yakuzowych momentów, chociaż jest też sporo głupot na które trzeba przymykać oczy i się nad nimi nie zastanawiać zbyt głęboko (gumowe kule ech...). System walki też robi, jak to w Yakuzie - osobiście trochę brakuje mi bardziej skillowego AI wrogów z "trójki", jedynej odsłony gdzie faktycznie trzeba było myśleć bo przeciwnicy potrafili blokować, ale wiem że większości się tamto rozwiązanie nie podobało, zatem rozumiem potrzebę uproszczenia tego elementu.

Generalnie - to będzie najsłabsza Yakuza w jaką grałem, niestety. Ale nawet najsłabsza Yakuza to dalej dobra gra, na szczęście :)