Detroit: Become Human

Zaczęty przez mentor93, Kwiecień 29, 2019, 00:30

Poprzedni wątek - Następny wątek

mentor93

Detroit: Become Human za mną. Fabularnie wyszło lepiej od Beyond, jednak raczej nie polubiłem androidów tak bardzo jak polubiłem bohaterów poprzednich gier Quantic Dream. Do Connora, Kary i kilku postaci pobocznych zapałałem pewną sympatią (największą w przypadku Connora, który najlepiej, moim zdaniem, oddaje tutaj motyw "androida zmieniającego się w 'żywą' istotę"), czy zapamiętam któreś z nich na dłużej, czas pokaże.

Myślę, że Quantic Dream powinno przestać bawić się w fantastykę i science fiction, bo te klimaty nieszczególnie im wychodzą. Heavy Rain utrzymano w konwencji "zwykłego" thrillera, bez zjawisk paranormalnych lub czegoś "nie z tej Ziemi" i okazało się to być strzałem w dziesiątkę. Fahrenheit podobnie jak Heavy Rain, trzymał poziom i cieszyłem się świetnym scenariuszem tej gry, dopóki nie wprowadzono elementów paranormalnych, które w mgnieniu oka jakoś spłyciły całą historię. Tylko w Beyond wątki paranormalne miały pewien sens i w miarę się udały, szkoda tylko, że reszta scenariusza zbytnio nie zachwyciła.

W Detroit same podstawy są dosyć niezłe - mamy trzech głównych bohaterów, których losy ewentualnie się splatają w wielowątkowej, przyzwoicie długiej opowieści o androidach, ich roli w społeczeństwie oraz "wewnętrznych" emocjach i "odczuwaniu" przez nich empatii. Connor to detektyw, w rozdziałach z jego udziałem badamy miejsca zbrodni, ścigamy i przesłuchujemy podejrzanych, a do tego śledztwo prowadzimy wspólnie z początkowo wrogo do nas nastawionym ludzkim partnerem, z którym możemy lub nie nawiązać więź przyjaźni, co poskutkuje różnymi zakończeniami historii Connora. Kara przypominała mi taką typową matkę z thrillerów uciekającą ze swoją córką (wiadomo - w Detroit: Become Human Kara to nie dosłownie "matka", a jej podopieczna to nie jej "córka"), Markus natomiast, moim zdaniem, wypadł najsłabiej z całej trójki.
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.


Scenariusz potrafi wciągnąć w podejmowanie decyzji, od których zależy los nie tylko Connora, Kary i Markusa, lecz także wielu innych postaci (i to faktycznie - wiadomo, że całość biegnie jednym torem, jednak ostatecznie zobaczymy jedno z wielu sensownych zakończeń opowieści), nie potrafił mnie natomiast zbytnio przekonać, że ciemiężone przez ludzi androidy to może i istoty z metalu i bitów, jednak zdolne do empatii i poświęceń, a wydaje mi się, że właśnie tego rodzaju rozterki autorzy pragnęli we mnie obudzić - jeśli w przyszłości powstaną skomplikowane maszyny wyglądające, brzmiące i "myślące" jak setki twarzy, które obecnie codziennie widujesz na ulicy, to czy powinniśmy zaakceptować je jako nową, inteligentną formę życia czy odrzucić ich domniemane człowieczeństwo? Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że androidy to jednak zwykła elektronika i sprytnie napisany program.

Na szczęście, główna oś fabularna tylko na tym wyższym poziomie wydaje się słabo przemyślana. Jeśli skupimy się na bardziej osobistych wątkach, drobiazgowo wykonanych lokacjach (graficznie ta gra to miazga!) oraz nieliniowości scenariusza (na końcu każdego rozdziału mamy wgląd w jego schemat, gdzie możemy sprawdzić, w którym miejscu rozdział się rozgałęzia i ile mamy odnóg i zakończeń danego poziomu, a ich ilość często potrafi wprawić w zdumienie) i oferowanych przez niego wyborach moralnych o często dosyć ciężkiej i niepewnej wadze, otrzymamy bardzo zgrabną, wartą kupna historię z androidami i motywem "wolności" w tle. I - co najważniejsze - udało mi się ją doprowadzić do niemal w pełni satysfakcjonującego końca bez pomocy poradników i Youtube'a, dokonując wyborów w zgodzie z tym, co podpowiadało mi serce, co zawsze sobie cenię w tego typu tytułach.

Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.
PSX | PS2 | PS3 | PS4 | PS5 | Switch | Gamecube | Pegasus | Xbox

pawloosw

No to się rozpisałeś.  :o
Ograłem detroid, co prawda nie dotrwałem do końca przy probie przejscia po raz drugi z innymi zakonczeniami, ale raz przeszedlem gierke. W mojej ocenie wypada ciut slabiej od beyond, ktore bardzo zapadlo mi w pamieci i uwazam za najlepsza produkcje quantic, no moze na rowni z heavy rain...  :)
Jak dla mnie gierka na 8,5-9 pomimo strasznie bezpłciowego scenariusza marcusa, wogole caly ten bohater taki dretwy niczym drwal z alicji czarów - wogole nie przypadł mi do gustu. Podobnie jak u Ciebie connor byl moim faworytem w tej produkcji. A zaskoczenie z Alice mialem tez niezłe.  ::) do gierki chetnie jeszcze wroce ale musi troche uplynac wisly bo za wczesnie na to po pierwszym przejsciu.

For The Players

Ja Detroit ograłem jakiś czas temu, wpadła nawet platyna. Podczas pierwszego przejścia udało mi się doprowadzić wszystkie postacie do końca. Uwaga bo mega spoiler  C:-)
Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.

Warto też dodać że gra ma zimowe lokacje, a jak jakaś gra je ma (tak jak The Last of Us, Uncharted, Beyond czy Assassin's Creed np. 3) to gra ma u mnie + do zajebistości, a śledztwa androida Connora przypominają nawet śledztwa tego agenta Normana z Heavy Rain.

Podsumowując - gra jest świetna, ale na pewno nie dla wszystkich i trochę jej zabrakło do Heavy Rain. W moim rankingu Detroit zajmuje drugie miejsce za Heavy Rain, a na trzecim jest Beyond.

Lothar

Detroid miało jedną dużą zaletę, czuło się że wybory mają większe znaczenie niż w poprzednich grach. Dwie dusze pod tym względem strasznie kulały. Heavy Rain również, aczkolwiek był zdecydowanie najlepszy pod względem klimatu, te nastepne gry się nawet nie umywają. Szkoda, Ze QD przestało być związane z Sony, coś czuję, że tym krokiem strzelili sobie w stopę, możliwe, że będą się teraz rozmieniać na drobne, bo ciekaw jestem czy chińscy właściciele będą tak cierpliwi jak Sony pozwalając im tworzyć gry tak długo - śmiem wątpić.