Days Gone

Zaczęty przez mentor93, Czerwiec 20, 2021, 11:41

Poprzedni wątek - Następny wątek

mentor93

Gram od jakiegoś czasu i mam nabite parędziesiąt godzin na liczniku. Nie wszystko w Days Gone podoba mi się tak, jakbym chciał, aby mi się podobało, ale gra się zaskakująco przyjemnie zważywszy na nieco chłodne przyjęcie tytułu. Formuła rozgrywki przypomina mi bardzo Horizon Zero Dawn - jeździmy po trochę bardziej nastawionym na narrację otwartym świecie wypełniając większość misji jedną z dwóch metod, czyli albo wyżynając przeciwników w miarę wciągających strzelaninach, albo eliminując ich po cichu przekradając się pomiędzy zastępami wrogów (jest nawet, tak jak w Horizon, wysoka trawa, w której można się ukryć). Strzelaniny i skradanie się sprawiają niemałą frajdę, ale nie zmienia to faktu, że do misji dosyć szybko wkrada się powtarzalność. Rutyna potrafi doprowadzić do tego, że nowych misji nie wita się z uśmiechem na ustach, wyobrażając sobie, czym tym razem zaskoczą nas twórcy, tylko myślimy o tym, że będziemy mieć kolejny obóz do wyczyszczenia albo kolejnego badacza NERO (nieco "tajemniczej" organizacji o "tajemniczych" celach, wokół której rozgrywa się jeden z ważniejszych wątków fabuły) do śledzenia. Kreatywnością w projektowaniu misji Bend Studio raczej się nie popisało.

Nie popisało się też przy projektowaniu mapy, bo ta jest po prostu bezpłciowa. Zrealizowany bez polotu i fantazji nijaki standard map otwartego świata - tu damy trochę lasów, tu jakieś tereny pustynne, no i góry... Przy czym po tych 20-30 godzinach gry nie zwiedziłem na razie niczego wartego zapamiętania. To nie to, że brakuje tu w miarę ładnych widoczków, ale po prostu żaden obszar nie posiada jakiegokolwiek klimatu, co razi, i to bardzo mocno. Model jazdy motorem należy do jednych z najprzyjemniejszych modeli jazdy w grach w ogóle (przynajmniej wykluczając gry wyścigowe), ale w sumie, co z tego, skoro nie mamy klimatycznych dróg, tylko do bólu jakieś kopiuj-wklej z multum innych gier z otwartym światem? Jakiejś długiej prostej drogi pośrodku amerykańskiej prerii, trochę jak Route 66, chociażby (co i tak nie byłoby szczytem klimatu)...

Kolejny prztyczek w nos powinien dostać się fabule. Miałkie, przydługie dialogi często o niczym, postacie, których nijak nie da się zapamiętać, bo brakuje im wyrazistszego charakteru, no i sam scenariusz, który... Cóż, też niczym się nie wyróżnia. O porządnym prowadzeniu akcji można w sumie zapomnieć, o godnych uwagi wydarzeniach, które będzie się przez jakiś czas wspominać też (bo takich po prostu nie ma). Wszystko w warstwie fabularnej już gdzieś kiedyś widziałem, a Days Gone nawet nie stara się wybić z sideł sztampy. Deacon natomiast... Skłamałbym, gdybym powiedział, że zapałałem do niego sympatią, albo że przynajmniej on został napisany jakoś lepiej. Jak dla mnie to po prostu protagonista, którego się nie nienawidzi i który jakoś tam się sprawdza. Nic więcej, niestety.

Pomimo ogromnego zawodu, jaki sprawiły mi mapa i fabuła, to muszę jeszcze raz pochwalić gameplay i balans. Gra nie stanowi większego wyzwania, ale też nigdy nie wieje nudą. Amunicji zazwyczaj powinniśmy mieć wystarczająco, ale może się zdarzyć, że jej nam zabraknie i wówczas trzeba się uciec do broni białej, co potrafi doprowadzić do sytuacji, gdzie trzeba zwiewać, aby ratować życie. Rodzai uzbrojenia mogłoby być więcej, ale to, co jest, też wystarcza do niezłej zabawy. Strzelanie do zombie, oznaczanie i eliminowanie ludzkich przeciwników, czyszczenie obozów, rozbudowywanie motocykla, zapuszczanie się w rejony, gdzie roi się od zombie nawet po tych 20-30 godzinach mi się nie znudziło i nadal z chęcią wracam do gry, co tylko świadczy na jej korzyść. Rozsądnie rozwiązano też hordy zombie, tak szumnie reklamowane przed premierą. Na szczęście nie trzeba się zbytnio martwić, że jeśli wystrzelimy z pistoletu, to ściągniemy na nasze głowy ze stu zombie. Hordy pojawiają się od czasu do czasu i jeśli taką hordę zobaczymy, lepiej zwiewać, ale na ogół potrafi nas gonić "najwyżej" kilkunastu umarlaków, co już i tak potrafi być kłopotem. Dobrze więc, że Deacon może chować się w śmietnikach, wysokiej trawie, albo przynajmniej wleźć na dach (co ciekawe - zombie też potrafią się wspinać, więc dach może jedynie dać nam jakąś chwilę na przeładowanie albo zabicie paru przeciwników, zanim inni do nas dobiegną). Spotkania z zombiakami zatem mogą skończyć się tragicznym restartem ostatniego checkpointu, jeśli nie będziemy uważać, ale spokojnie można wyjść z nich cało, o ile nie wyskoczymy jak Rambo.

Chociaż mapa do najlepszych nie należy, to trzeba przyznać, że niektóre momenty bywają klimatyczne. Takie tankowanie na opuszczonej stacji paliw gdzieś w amerykańskiej dziczy pasuje tutaj jak ulał i czasem może wiązać się z koniecznością uporania się z rozbójnikami, którzy mogli zastawić tam pułapkę. Tunele to świetny pomysł na urozmaicenie jazdy - w wąskich, zagraconych wrakami samochodów tunelach mogą czaić się zombie albo inne niebezpieczeństwa, więc bywa, że specjalnie zatrzymuję się przed tunelem i sprawdzam, czy nie muszę naprawić motoru albo dolać mu benzyny (raz zdarzyło mi się, że zabrakło mi paliwa w środku tunelu), przy okazji łupiąc okoliczny teren i uzupełniając zapasy.

Fajnie rozwiązano też obozowych mechaników. Każdy z trzech obozów ma swojego mechanika, ale ci pomogą nam zależnie od naszej więzi (stopnia zaufania) z danym obozem oraz dostępnych w obozie kredytów ("zrobiłeś dla nas kilka przysług, to jesteśmy Tobie winni kilka przysług" - kredyty ma się inne w każdym obozie i zdobywa się je wykonując misje dla danego obozu). Jeśli któremuś obozowi przysłużyliśmy się bardziej, to tamtejszy mechanik wykona dla nas więcej modyfikacji, więc w jednym obozie możemy mieć dostępne jakieś drobne rzeczy dla motocykla, a w drugim poważniejsze zabawki jak nitro. W ten sposób nie traci się forsy na motocykl z jednej puli dostępnej "forsy", tylko w jednym obozie możemy wybrać sobie nowy lakier, a w drugim poprosić mechanika o zamontowanie tłumika z najwyższej półki.

Tak jak pisałem, nie wszystko w Days Gone podoba mi się tak bardzo, jakbym chciał, ale od tych kilku dni, od których gram, cały czas z chęcią wracam i nieustannie granie sprawia mi frajdę, czego o takim Cyberpunku nie mogę powiedzieć, bo tam po rozegraniu może 10 godzin nie czuję w ogóle pociągu, żeby wrócić ;)
PSX | PS2 | PS3 | PS4 | PS5 | Switch | Gamecube | Pegasus | Xbox