Deus Ex - Bunt Ludzkości

Zaczęty przez hankie, Grudzień 15, 2016, 21:03

Poprzedni wątek - Następny wątek

hankie

Hej,

gra z końca 2011 roku, a wrażenia po kończeniu opisuję dziś. Rychło w czas - ale dzisiaj w sumie ją ukończyłem. W dziale o aktualnym graniu narzekałem nieco na to, iż nie mogę się wkręcić w klimat. Znam już przyczynę i na szczęście to nie rzutowało tak już na ostatecznie odczucie.

W pierwsze Deus Ex grałem sto lat temu na PC. Podobał mi się klimat zepsutej przyszłości, barwy i odgłosy świata gry. Dziwiłem się, iż całkiem dużo zadań można w strzelance zrobić. Opcje skradania i różne drogi przebiegu questów też. W drugą część grałem, lecz bardzo skąpo.

Bunt ludzkości pokazuje początki cybernetyzacji świata. Ludzie zaczynają bawić się ulepszeniami i są początkiującymi w tej kwestii. Znów postaci zlecają nam różne zadania. Do biur strzeżonych można wejść zabijając strażnika, skradając się (ale uwaga wewnątrz też trzeba się chować, bo patrzą przez okna) lub np wchodząc w kanał od tyłu budynku hakując bramę. Samo hakowanie jest 'mikrogrą logiczną', do której możemy zbierać 'oszukajki' - kupując, czy znajdując. Jeśli po drodze damy komuś w czapę to ten przy następnej okazji będzie do nas strzelać (o ile będzie w stanie po wcześniejszym spotkaniu). Ot takie sympatyczne niuanse w rozgrywce. Nie należy zapomnieć o wszędzie leżących ebookach, gazetach czy reklamach w TV, które budują częściami klimat i powodują zaangażowanie w treść.

Nie będę pisał dzisiaj o technikaliach, nie wiem czy ma sens, lecz już wiem, że w 2011 roku na PS3 to naprawdę musiało robić wrażenie. Co prawda mimika postaci dzisiaj lekko śmieszy (może jej brak), niektóre pomieszczenia są kwadratowo sterylne, ale ładne. Krajobraz robi wrażenie i jest moim zdaniem na swój techniczny sposób bardziej strojny - nie ma już chłodnego błękitu czy zieleni, głowne miasto i HUby skąpane są w złotym, żółci, brązie (coś mi się Blade Runner skojarzył).

Nasz bohater może się ulepszać systemem wszczepów wg kategorii. Możemy być chodzącą fortecą, niewidzialną ninja ze skalpelami, albo hakerem socjologiem :) Wszystko za punkty praxis - zdobyte punktami doświadczenia lub za słoną opłatą w klinice.

A dlaczego narzekałem - że trudniej niż w TLoU się w klimat wkręcić, że historia tak nie wciąga? Po prostu zostawiłem grę na 1,5 miecha w połowie długości, a tą połowę robiłem chyba w 4 ratach. Gdy przysiadłem tylko do niej... Zupełnie inny feeling, historia się lepi (mimo uproszczeń i przewidywalnym trochę 'twistów'), chce się brnąć dalej, a głos bohatera, chłodny i bez emocji praktycznie zostaje w głowie! Daję Buntowi 8,5/10. Nie więcej, bo akurat ostatnio skończyłem i zatkała mnie historia TLoU i już wrażenie inne, za 'bossów' którzy tutaj jakoś pasują mi jak świni siodło oraz trochę moim zdaniem zakończenie jest słabsze do historii które dla mnie pod koniec nabierało rozpędu. Niemniej jest to solidna historia oparta na szkielecie FPS+TPP+skradanka z posypką wyborów i subquestów i nie bójmy się napisać - subtelnymi elementami RPG. Myślę, że nawet powinno się zagrać ;)

Podzielcie się myślami, z chęcią też przeczytam sprzeczne ;)

makumator

Dobrze, że wytłuściłeś ocenę :D

Zapamiętałem dobry soundtrack. Ja poddałem się na 3 misji - było za dużo skradania :(

hankie

:) W tym gąszczu nieskładni warto było to wytłuścić :)

Super, że zwróciłeś uwagę - pisałem tylko o wizualiach. Dźwięk to naprawdę potężny generator klimatu w tej grze. Podkreśla to co się widzi - posępny hangar jest pełny napiętego wolnego tempa, zaś w miastach skąpanych złotem i żółcią ścieżka kojarzy się z hymnem dla jego wielkości. Także w trakcie ważnych momentów muzyka zamienia się na bardziej 'epicką'. Tutaj znowu budzi mi się skojarzenie z odświeżonym 'neorenesansem' Vangelis z OST Blade Runnera (ale OST Buntu jest bardziej 'współczesne').

Ja raczej ostatnimi czasy też byłem przyzwyczajony do mielenia w FPSach, jakoś raczej irytowało mnie ciągłe klejenie się do podłogi i chodzenie kuckiem (więcej niż w MGS), ale w Deus Ex to tylko jedna z opcji. Można też wybić wrogów, a potem nawet przeprogramować w odpowiednim kompie (po zhakowaniu) wieżyczek czy robotów strażniczych - tak że robią z wrogów kiełbasę. Także chowanie ciał się opłaca, bo wtedy jakby nie patrzeć strażnicy są spokojniejsi ;)

SALADYN

Za dużo skradania ? Ja to w Buncie Ludzkości tylko się skradałem. Dzięki takiemu podejściu najwięcej się wyciąga z gry, zaczynając od punktów praxis na kolejne upgrade'y (non lethal double takedown to razem z hakowaniem najlepsze źródło EXP) a kończąc na fabule kiedy możesz na spokojnie wszystko poczytać i hakować. No i nic nie daje takiej satysfakcji jak uratowanie Malik czy ucieczka z szturmowanego biura przy jednoczesnym cichym unieszkodliwieniu wszystkich przeciwników.
Sporym minusem Buntu Ludzkości były walki z bossami, człowiek się skradał cały czas i olewał uzbrojenie a tu nagle pojawia się boss z którym trzeba iść na HUUUUUUURRRRRRRRAAAAAAAA. Ponoć ten element poprawiono w edycji Director's Cut ale nie było dane mi to sprawdzić.
DLC było bardzo dobre. Trochę na siłę wciśnięte w jedyny moment w środku fabuły który się do tego nadawał ale za to oferował świetną lokację, dobry poziom wyzwania i równie dobrą potyczkę z bossem.

Ogólnie DE:HR polecam wszystkim bo niewiele jest teraz gier w klimatach cyberpunk które oferują taka swobodę w podejściu do wykonania zadania.

PS
Od razu polecam zainteresować się Dishonored. Gameplay praktycznie ten sam ale klimaty steampunku sprzedały ten tytuł.

hankie

Cytatnajwięcej się wyciąga z gry
oo tak, punkty za 'zwiadowcę' albo wybrnięcie (np ultra biegiem i ogłuszeniami) z obszaru pełnego wrogów to premia punktów i dopalenie Jensena praxisami :)
Powiem @Saladyn szczerze, że też starałem się lizać kąty, łaziłem po ścianach i czytałem materiały. Jednak tylko 2 podstawowe linie zakończenia spełniłem, jak za jakiś czas wrócę do niego (na pewno!).
Cytatczłowiek się skradał cały czas i olewał uzbrojenie a tu nagle pojawia się boss z którym trzeba iść na HUUUUUUURRRRRRRRAAAAAAAA
I właśnie to jest to... Jeśli nie ma się broni typu ciężkiej albo tajfuna full ammo to skradaniem i atakami bezpośrednimi dziadów nie zatłuczemy i jest rebus. Poza tym jakoś koncepcja tych bossów (a lubię staroszkolność) do ogólnej linii gry mi niezbyt nie pasiła...
Cytatniewiele jest teraz gier w klimatach cyberpunk które oferują taka swobodę w podejściu do wykonania zadania
I to w podstawowej mechanice jako FPS! BTW Malik uratowałeś wynosząc ją z labu??
Nie miałem do czynienia z wersją DC, będę musiał doczytać gdzieś.

PS Żebyś wiedział, bo wczoraj reckę Dishonored oglądałem ;) -też będzie musiała być ograna. W końcu też w nowym roku będę musiał Bioshocka 3 łyknąć, jego świat też mi się podoba.

SALADYN

#5
Zakończenia też są słabym elementem gry. Kolejne opcje odblokowujesz podczas tych rozmów w ostatniej lokacji, musisz najpierw do nich dotrzeć a potem przekonać rozmówcę do swoich racji. Wyszło jednak strasznie sztucznie jak w Mass Effectach. Co z tego że przez całą grę jesteś pacyfistą czy zimno-krwistym mordercą, co z tego że dokonałeś wyborów które zaważyły na czyimś życiu lub śmierci. Gadasz z kilkoma ziutkami a potem wciskasz guzik, zero finezji czy konsekwencji. Wspomniany Dishonored kończy się w zależności od tego jak grałeś w grę i wyszło genialnie.

Malik uratowałem w momencie gdy ją zestrzelono nad Hengshą. Sporo żarcia w zapasie, odpowiednie upgrade'y, ekwipunek i odrobina szczęścia pozwalają na przeprowadzenie rajdu z nokautowaniem wszystkich napalonych w okolicy wraku. Wyglądało to trochę jak akcje z zwiastunów.

makumator


hankie

Cytatprzeprowadzenie rajdu z nokautowaniem wszystkich napalonych w okolicy wraku. Wyglądało to trochę jak akcje z zwiastunów.

Fakt, to musiało nieźle wyglądać, bo wiary tam jest sporo. Następnym razem się zepnę i będę ją bronił. Mi zginęła i potem jej ciało (była niezbyt ruchliwa) była w ostatnich labach.
Fakt, nie gadałem ostatecznie np z Sarifem.

Ale jest tak jak mówisz - możesz w sumie robić co chcesz, a i tak koniec zależy od dialogu i wyboru pod koniec :P Trochę sztuczne to jest:) Ale to nie zmieni faktu, że przynajmniej raz do niej wrócę.

@maku płacze bo jest fanbojeeeeeem! :D LOL ofkors meen

SALADYN

#8
Cytat: hankie w Grudzień 16, 2016, 12:37Następnym razem się zepnę i będę ją bronił.
Kluczowy jest początek tego starcia, musisz jak najszybciej dobiec do drzwi i zdjąć dwa ciężkie cyborgi z karabinami. W tym czasie za plecami wyląduje ci czołg któremu rzucasz ładunek EMP (jeśli cyborgi będą za blisko to eksplozja czołgu ich zabije). Uzupełniasz energie w bateriach i zaczynasz czyścić rusztowanie po lewej, gdy zdejmiesz ostatniego żołnierza zostanie ci drugie rusztowanie z snajperem (jeśli nie chcesz nikogo zabijać to pamiętaj że któryś może ci spaść na dół będąc nieprzytomnym i zginąć, upewnij się czy wszyscy żyją po całej akcji) i bodajże jeszcze jednym żołnierzem, tu albo schodzisz na dól i znowu wszystkich nokautujesz albo bezpieczniej snajperką usypiającą z dystansu załatwiasz. Wszystko to robisz w biegu z włączonym maskowaniem więc przydadzą się wszystkie baterie i sporo żarcia do ich uzupełniania, do tego jeszcze dopalacz refleksu to mus żeby dwóch ciężkich z początku pozbyć się w miarę szybko.
Uff, pamiętaj żeby zrobić sobie ręczny save przed całą zabawą, przyda się. Ewentualnie granatnik, jakiś karabin z masa amunicji i siejesz pożogę.

Cytat: hankie w Grudzień 16, 2016, 12:37Ale jest tak jak mówisz - możesz w sumie robić co chcesz, a i tak koniec zależy od dialogu i wyboru pod koniec :P Trochę sztuczne to jest:)
No niestety, w Dishonored jednak jak bedziesz szedł po trupach to nie dość że zakończenie masz już z góry ustalone to jeszcze zmiany zauważyć w czasie gry, zarażeni ludzie, stada szczurów brrr. Polecam z całego serca.