Final Fantasy XII okiem amatora - czyli lekkie, przyjemne, przebanalne

Zaczęty przez gumislav, Grudzień 04, 2016, 21:22

Poprzedni wątek - Następny wątek

gumislav

Final Fantasy XII. Mówią, że dobrą grę, podobnie jak prawdziwego mężczyznę, rozpoznaje się nie po tym jak się zaczyna, ale jak się kończy (gra, nie facet). Odnośnie FFXII mogę jedynie powiedzieć, że zaczyna się z przytupem graniczącym z mocnym pierdol... (niestety mamy zakaz poprawnej polszczyzny na forum), ale nie mam pojęcia jak się kończy, gdyż ostatecznie zacząłem przysypiać i po 32 godzinach odpuściłem. Gambity zabiły dla mnie rozgrywkę (i rozrywkę jednocześnie). Nie da się ich nie używać gdyż wydawanie masy banalnych poleceń każdemu z ekipy z osobna co kilka sekund, pozbawiłoby w mig ostatków nerwów nawet najświątobliwszego tybetańskiego mnicha. Nie jestem RPGowym purystą, który musi omacać każdy kąt lokacji i zatłuc absolutnie wszystko, co spotka na swojej drodze. Wychodzę jednak z założenia, że nie powinno się mijać co drugiego przeciwnika, zaś tych silniejszych trzeba spróbować pokonać przynajmniej ze 3 razy zanim się stwierdzi, że drużyna ma wciąż za niski level.  Mimo takiego raczej lekkiego podejścia moja drużyna była tak napakowana, że każdego bosa rozwalała w jednej serii quickeningów. Kolejną kwestią są właśnie misty – jaki sens ma dawanie graczowi tak wcześnie tak potężnego oręża? Przyznam, że odkryłem je przypadkowo, gdyż przed przystąpieniem do gry nie czytałem żadnego poradnika ani nawet dołączonego doń manuala. Generalnie to nie mogę nawet powiedzieć, że gra sprowadzała się w końcu do bezmyślnego walenia button'ów... bo było to kompletnie zbędne! Gambity robiły wszystko za mnie! Fabularnie grę zakończyłem w miejscu, w którym księżniczka Ashe musi udać się na jakieś zadupie do lwo-stwora o imieniu tak banalnym, że aż nie pamiętam, aby nauczył ją obsługiwać przepotężny magiczny kamyczek, będący jednocześnie dowodem jej królewskiego dziedzictwa (ile milionów razy słyszeliście już podobne historie?). Moi wymiatacze byli średnio na 25-26 levelu i dopiero wówczas pojawili się pierwsi wymagający przeciwnicy na zwykłych mapach w postaci jakiś świecących kulek energii (nuuuda i sztampa). Wielka szkoda, bo gra zaczynała się naprawdę super. Znakomicie wyreżyserowane, wyrenderowane i animowane scenki przerywnikowe. Super grafika i kreacje postaci. Voice acting tak znakomity, że aż ciary idą po karku (szczególnie na dźwięk głosu Fran!). Bardzo fajne, pełne detali lokacje w miastach... Ale mapy to już "bida z nędzą". Ciasne, powtarzalne i puste, co starają się w pocie czoła maskować tła na horyzoncie. W tej grze piękne jest nawet menu, system rozwoju postaci (LP) zachęca aby bić się za każdym rogiem i kolekcjonować licencje. Pytanie tylko po co, jak wystarczy kilka kluczowych umiejętności by gra przechodziła się sama (niemal dosłownie – wraca słowo klucz: gambity). Na początku myślałem, że gambity będą wymagać nie lada kombinowania i zdolności algorytmicznych, ale szybko okazało się, że w banalny sposób automatyzują one wydawanie banalnych komend. Rozgrywkę zabiło dla mnie właśnie to, że gra okazała się za łatwa, a jednocześnie wymagała powtarzania zbyt dużej ilości żmudnych czynności wykonywanych na przenudnych mapach pomiędzy kolejnymi fajerwerkami przerywnikowymi (bo sama historia o ratowaniu księżniczek i świata w każdej grze powoduje już u mnie odruch wymiotny).  Gdyby w grze nie było gambitów, gdyby mniejsza była ilość dostępnych walk, trudniejsi przeciwnicy i bardziej złożony (wymagający) sposób odblokowywania wartościowych licencji (bo sporo z nich to jakieś bezsensowne zapychacza) – czyli więcej trudnego klasycznego RPG – gra byłaby super, a tak to jest kolejną produkcją po ,,Zielonym kapturku", która zmusza mnie do rozważań na temat: co też ludzie z Famitsu brali, kiedy przyznawali jej 40/40? Jest to wg, mnie wciąż jedna z najlepszych gier na PS2 (bo która inna gierka przytrzyma was przeszło 30 godzin oferując tyle miodu zanim dokopiecie się do beczki dziegciu pod spodem?), ale odnoszę wrażenie, że każdy hardcorowy fan jRPG trzyma przynajmniej jedną jej kopię zaraz obok toalety.

Tyle wynurzeń dyletanta mającego pojęcie o jRPG takie samo  jak o chemicznych metodach tępienia pasożytów roślin ozimych. A jakie są wasze opinie?
Retromaniacy wszystkich krajów, łączcie się!
Nie ważne co... ważne, że retro.

Lothar

Mnie FFXII spodobała się głównie dlatego że oferowała Wielki świat do eksploracji. Świat który oferował całkiem niezłe doznania wizualne i przygodowe. Były hunty które mnie wciagnęły i które w wielu przypadkach stanowily całkiem nieźle wyzwanie. Nie wiem Gumislav czy zabieraleś się za jakieś trudniejsze hunty ale gwarantuje Ci że wiele z nich, mimo podpakowania postaci sprawiłoby Ci sporo klopotów. Walki z bossami to Pestka przy huntach. To właściwie one stanowią główną atrakcję tej gry.

Historia odstawała nieco jakością od poprzedników. Nie było wielkiego nacisku na relacje między postaciami, raczej skromnie podano nam fabułę drugiego planu (jak to ładnie kiedyś określił Manifesto mając na myśli aspekt który w recenzjach anglojęzycznych określany jest jako "backstory"). Była mało "fajnalowa" ale ogólnie naprawdę niezła. Świetnie nakreślone postacie jak Balt czy Fran zestawiono z nieciekawym antagonistą (choć i tak mniej denerwującym niż Tidus z FFX).
A gambity? Są całkiem dowolne. Nikt nikomu nie każe ich używać, nie bardzo dostrzegam więc sensu ich krytyki. Gdyby były narzucone odgórnie to co innego, ale można je zwyczajnie olać. Ja gambitów nie używałem prawie wcale (no dobra, przy niektórych huntach się przydawały)

nowy00

Początkowo byłem strasznie zły na Square, że tak zmienili gameplay. Nie wiem czemu tytuł trochę kojarzył mi się z Vagrant Story, porzucono tradycyjny systemem turowy z poprzednich części, który w FF7 i FF9 był dla mnie ideałem. W ogóle ta gra to nie jest Final Fantasy, elementy charakterystyczne dla serii, które tak kochali fani porzucono na rzecz nowości. Tytuł po dobrze ustawionych gambitach przechodzi się sam - walki niemal jak w hack&slash, do tego rozgrywka przypominająca MMO (widać FFXI nadal tkwiło twórcom w głowach).
Polecam wszystkim nie traktować tego tytułu jako Final'a, lecz jako odrębny tytuł i dopiero jak tak zmieniłem nastawienie do tej gry zaczęła ona sprawiać przyjemność.
Tak jak piszecie - najlepsze są w tym tytule hunty, fajnie też pakuje się postacie, fabularnie nie moje klimaty, jakieś to takie drętwe i bardziej skupiałem się na dodatkowych bossach i sekretach, których jest dużo.
Klimat Star Wars w FF??? Dziwne to trochę. Fajne natomiast były różne rasy i początkowe miasto.
Szkoda, że wersja Zodiac Job System wyszła tylko w Japonii, kolekcjonerzy raczej nie pograją, dla pozostałych jest fanowskie tłumaczenie.
Dla zagorzałych fanów FF ocena 7/10, reszta może śmiało dodać 1,5 oczka :-)

Manifesto

Jako że nie jestem miłosnikiem serii Final Fantasy (wyjątkiem jest Tactics którego ubóstwiam, a ze zwykłych FFów chyba najbardziej lubię częsć VI), z radoscią przywitałem dwunastego Finala z zupełnie innym gamplayem niż poprzednicy. Gra mi się podobała. Spędziłem przy niej wiele godzin. Nie jest to fabularny majstersztyk, ale gameplayowo potrafiła mnie wciągnąć. Choc po pewnym czasie wykonywanie huntów mi zbrzydło to i tak (z tego co pamiętam) spędziłem przy niej jakies 80 godzin. W zasadzie zgadzam się z tym co napisał o grze Lothar, nie będę więc dodatkowo argumentował. Porządna gra, podobała mi się i wciągnęła bardziej niż srednio lubiane przeze mnie FF X.

Lothar

Z tego co zauważyłem na zagranicznych forach, wiele osób zarzuca Dwunastce to, że zrywa z tradycjami serii. Deprecjonowanie tego tytułu z tego powodu jest na tyle częste, że śmiać mi się chcę gdy po raz kolejny czytam o tym, jaki to Final XII jest do d..., że to MMORPG w singlu, że to, a że tamto. I na koniec pada stwierdzenie że gra nie powinna się aż tak bardzo różnić gameplayowo od Final Fantasy X. Kolejny raz żmudne, nudne losowe walki? Kolejny, jedenasty raz doskakiwanie do przeciwnika i brak możliwości rozstawienia przemieszczania członków drużyny na polu bitwy (co było możliwe już w starusieńkim Lunarze, a przecież FF to cykl który ma kilkanaście części!)? Można było zostawić system turowy, ale wprowadzić do niego spore modyfikacje, zerwać z losowymi walkami itd, ale czy nawet wtedy również nie znaleźliby się malkontenci narzekający na takie zmiany? Ja chętnie powitalbym FFa z turowymi walkami, ale niech to będzie coś innego, z pomysłem, nowymi rozwiązaniami bo ta sama formuła od kilkunastu części już się nieco wyczerpała.
Dla mnie gość odpowiedzialny za Dwunastkę- Yasumi Matsuno, odwalił kawał porządnej roboty. Podobał mi się świat Ivalice, podobały mi się te "Star Warsowe" nawiązania, podobała mi się grafika i dźwięk. Ja akurat jestem umiarkowanym miłośnikiem FF (uwielbiam ósemkę, bardziej niż "najlepsze" jRPG FF VII - taaaaa ;D). Może i fabularnie gra była gorsza od poprzedników, ale gameplayowo IMHO biła na głowę dziesiątkę.
edit
A tak btw bardzo chętnie zagrałbym w XV. O ile XIII mi się kompletnie nie podobała to czuję że XV trafilaby w mój gust. Nawet przez chwilę miałem ochotę dorwać na Allegro jakieś używane PS4. Ech...:)

Manifesto

Mnie akurat to "doskakiwanie" średnio przeszkadza i nie czepiałbym się tego zbytnio. Ale z losowymi walkami to jak najbardziej się zgadzam, ten trend powinien pozostać porzucony już od początku VI generacji. Ale o dziwo trzymał się mocno i mnóstwo gier go używało. O ile takie serie jak Persona potrafiły pójść z duchem czasu i wprowadzić widocznych przeciwników w dungeonach, tak Final Fantasy X wciąć uporczywie trzymało się tego archaicznego modelu starć. Gdybym miał wybierać jak miałaby się prezentować FF XII, to wolałbym system turowy, bez losowych walk z widocznymi przeciwnikami. Ogrywana przeze mnie obecnie seria LoH: Trails of Cold Steel idealnie trafia pod tym względem w mój gust, mamy pół-otwarty świat jak w FF XII, ale walki są turowe. Do tego możliwość poruszania się po polu walki daje dodatkowo spore możliwości taktyczne. No ale twórcy Final Fantasy postanowili pójść w zupełnie innym kierunku, czy to dobrze czy źle, nie mnie - jako człowiekowi, który serię średnio lubi - to oceniać.

Namingway

Moja historia z Final Fantasy XII jest dość skomplikowana. Przy pierwszym podejściu o mało tej gry znienawidziłem. Tak jak napisał to @gumislav, wydawało mi się, że gambity zabijają rozgrywkę. Totalnie ten system mi się nie podobał. Jednak z czasem się do Gambitów przekonałem, bo jak człowiek załapie o co tam chodzi, to naprawdę można ustawić wszystko tak, aby postacie robiły dokładnie to o chcemy. Bardzo przyspiesza to rozgrywkę i nie trzeba się męczyć z wybieraniem komend dla najdrobniejszej nawet czynnośći. Moim zdaniem bardzo się to przydaje, bo gdy np. przechodzi się przez obszar gdzie przeciwnicy nie są zbyt wymagający. Nie trzeba sobie wtedy nimi zawracać głowy. Do tego gdy coś idzie nie tak w każdej chwili można przejąć "stery" i zrobić wszystko po staremu :)

Moim zdaniem, system gambitów to jeden z lepszych systemów jakie widziałem w serii FF. Jednak cała reszta kuleje. System rozwoju postaci jest strasznie biedny. Miałem wrażenie jakby był niedokończony. W porównaniu ze Sphere Grid z FFX, Licencje z XII to kpina. Także to jak rozwiązane zostały quickening'i, było nie do końca przemyślane, albo poprostu wrzucone na szybko tak aby coś na kształt limitów było.

Ale jest jeszcze coś takiego jak Final Fantasy XII International Zodiak Job System. I w tą wersje polecam zagrać każdemu, kto uważa FF XII za słabego Final'a. Job System to prawdziwy game changer. Dopracowany system rozwoju postaci ( każda postać ma swoją unikalną planszę rozwoju zamiast jednej wspólnej), zupełnie inaczej rozwiązane quickening'i, i summony. Cała masa innych nowości i zmian w porównaiu ze zwykłą XII.Niestety fabuła pozostaje dalej bez zmian, i jest tak samo drętwa od połowy gry jak w zwykłej Dwunastce.

Po zagraniu w tą wersję (oczywiście spatchowaną na angielski) FFXII z jednej z najgorszych gier z serii, awansowała u mnie do ścisłej TOP 3 razem z IX i VII :) Wciąż nie wiem, którą z tej trójki mógłbym dać na pierwsze miejsce. I piszę to jako fan starej szkoły Finali, i turowego systemu walki. A na premierę dwunastki Byłem pierwszy który krzyczał, że to nie jest Final Fantasy, szukając wideł i pochodni, chcąc zebrać okolicznych wieśniaków i iść pod siedzibę square.

A zauważyliście, że FF XIV Jest mocno wzorowane na FF XII? W sumie XII to takie trochę single player MMO. Podobieństwa od razu rzuciły mi się w oczy, gdy po raz pierwszy odpaliłem FF XIV RR.


Manifesto

O International Zodiac Job System słyszałem i tym bardziej cieszę się, że będzie to remaster na PS4 o tytule The Zodiac Age. Jest to kolejny argument za tym aby niedługo kupić PS4, choć póki co tych jest niewiele, bo prócz The Last Guardian i nadchodzącego RE VII nic mnie do tej konsoli szczególnie nie przyciąga. Na premierę The Zodiac Age przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać bo premiera (wg daty na Amazonie) planowana jest na końcówkę tego roku.

Wagabunga

Cytat: Manifesto w Styczeń 13, 2017, 12:27
Na premierę The Zodiac Age przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać bo premiera (wg daty na Amazonie) planowana jest na końcówkę tego roku.

Premiera już w lipcu :) Jeśli gra rzeczywiście zmienia oblicze dwunastki tak jak napisał Namingway, to sam chętnie się nią zainteresuję. Nie wiem czy do tego czasu zakupię PS4 Slim, ale jest to bardzo prawdopodobne :) Pewnie Manifesto łykniesz limitkę, bo taka również jest planowana.
"Ale to już było MASE razy poruszane że ŻADEN z was nie gra w te japońskie gry przy premierze w Japonii tylko gdy wyjdzie na zachodzie". - mariusz391 XDDDDDDDD

Manifesto

Wagabunga, dzięki, ale ta data premiery mnie za bardzo nie ucieszyła ;) Po Personie 5 będę miał w co grać, więc chyba raczej sobie daruję, ewentualnie zakupię i położę na półce, gdzie poczeka na przyszły rok. Ale edycja bardzo fajna, choć kolekcjonerka mnie jeszcze bardziej korci.

Namingway

Ja tam biorę preorder :) Chętnie bym przytulił chociaż Steelbook'a. Na kokekcjonerkę mnie nie stać:p fajnie będzie zagrać w lepszej grafice, na PS2 rozdziałka to niestety tylko 480i, więc przesiadka do HD, na pewno zrobi tej grze dobrze :)

Manifesto

Jeśli w Polsce jakiś sklep będzie sprzedawał steelbooka to również wezmę. Kolekcjonerka jest straszliwie droga, jej kupno w lipcu nie wchodzi w moim przypadku w grę. Mimo wszystko nie ogram tej gry w tym roku. Po Personie 5 mój główny cel to Tales of Bersieria na PS4 a potem Xenoblade Chronicles na Wii. Do tego seria Ar Tonelico na PS2/PS3 i Breath of Fire 4/Suikoden 2 na PSX. I jak tu znaleźć czas na FF XII? ;) Nie wiem jakim cudem uda mi się to wszystko ograć do końca roku, ale spróbuję ;)

Manifesto

Nie chciałem napisać jednego posta pod drugim, ale muszę to uczynić ;) Zarezerwowałem pre-order na The Zodiac Age. Wersja limitowana (steelbook) dostępna jest w sklepie konsoleigry.pl Nie wiem czy ogram od razu (lato planowałem uczynić bastionem Xenoblade Chronicles na Wii), ale na pewno sprawdzę ten tytuł prędzej czy później bo Final Fantasy XII, choć nie należy do ścisłego topu moich ulubionych gier jRPG, to i tak jestem jej fanem bo gra po prostu mi podeszła. A jeśli systemowo ma być zmieniona i poprawiona, to nie mam pytań.

Namingway

Jeśli zwykła wersja Tobie podeszła, a nie grałeś w IZJS, to gwarantuje, że będziesz zachwycony nowym systemem w The Zodiac Age :) Moim skromnym zdaniem wszystkie mankamenty zwykłej wersji (oprócz fabuły) są tej wersji naprawione.

Dzięki za info o preorderze. Zaraz sprawdzę ofertę o też biere :)

Wagabunga

Na dniach mam zamiar kupić PS4 i dać FF XII jeszcze jedną szansę. Fabuła dalej będzie przeciętna, ale ten system o którym piszecie mnie ciekawi. Plus planuje kupić zremasterowaną dziesiątkę na PS4.
"Ale to już było MASE razy poruszane że ŻADEN z was nie gra w te japońskie gry przy premierze w Japonii tylko gdy wyjdzie na zachodzie". - mariusz391 XDDDDDDDD