Hejka!

W sumie, powinienem zacząć od przedstawienia się ale tak wyszło, że najpierw wskoczyłem do tematu konkursowego o ukończonych szpilach 2025r.

Ogólnie forum jako takie, nie jest mi obce. Konto mam już tu od paru lat, głównie ze względu na dział handlowy - nawet udało mi się kilka transakcji (kupno) tu przeprowadzić swego czasu, jednak się nie udzielałem.
Na imię mam Adrian, rocznik 88', a samymi grami fascynuję się od dzieciaka. Choć już nie pamiętam dokładnie dat, to pierwsze co, to gościła u mnie Atarynka 2600, na której wraz kumplami, ale również, ojcem, zagrywaliśmy się po nocach. Nie raz i nie dwa, ojciec dostał zjebkę, że pozwala mi grać (i sam gra) do 1-2 w nocy.
Potem, gdy na świecie pojawił się kultowy szarak, ja w pamiętne święta, dostałem kochanego pegasusa - a raczej jego bliżej nieznany klon. To był prawdziwy szał, mało kto słyszał o psxie, a nawet jeśli słyszał, to nawet nie chciał znać jego ceny. Dzieciaki na podwórku masowo wymieniały się "dyskietkami", a ja nie zliczę ile hajsu poszło na ich wymianę spod lady u Pana Jacka

Nie jestem nawet w stanie zliczyć ile tytułów przeszedłem i ile razy, ale śmiało mogę powiedzieć, że znam sporą bibliotekę tego popularnego w tamtych czasach ustrojstwa.
Prawdziwą miłość - jRPGi, poznałem jednak na szaraku. I choć dostałem go mniej więcej po połowie cyklu życia na rynku - to dopiero tam odkryłem, co to znaczy filmowość i epickość gier. Do dziś pałam wielką miłością do Final Fantasy IX (na którego remake z prawdziwego zdarzenia, wciąż czekam). Oczywiście zjadłem wszystko co wleciało mi w ręce, zatem Spyro, Crash, MGS, RE, SH i masę innych kultowych (ale i mniej znanych) gier, gościło w laserze mojego szaraczka.
PSX, to też pierwsza konsola, która nauczyła mnie szanować gry, czas i pieniądze. Bardzo długo wzbraniałem się przed piractwem, jednak za namową ojca (w sumie nie miałem wyjścia) odpuściłem. W pierwszych chwilach otworzył się dla mnie raj. Dawna kolekcja 5 gier na krzyż, z wymianą w salonach, zamieniła się w niepohamowaną rządzę kupowania świeżych tytułów na Verbatimach. I w tym momencie zdałem sobie sprawę z bardzo ważnej (dla gracza) kwestii - która dzisiaj jest jeszcze bardziej dotkliwa.
Nieograniczony dostęp do nowych tytułów - zabija radość z grania i to dosłownie. Przez piractwo, wyrobił mi się bardzo zły nawyk niekończenia gry na rzecz kolejnej. Bywało tak, że nawet tytuł ograny w 10%, który mi się podobał, poszedł w odstawkę bo już były do przetasowania dwa nowe.
Na szczęście, konsolę miałem złamaną pod koniec żywota 5 generacji.
Następnie pojawił się komputer do nauki, który jak wiadomo, zdolny był do odpalenia tego i owego. Co prawda od berbecia jestem graczem konsolowym, a dziś nawet zatwardziałym - nie uważam grania na PC (w moim przypadku oczywiście). Ale wtedy, gdy szarak już ledwo dychał, a na czarnulke nie było mnie jeszcze stać - grało się w to co się miało. Gry to gry - na każdym sprzęcie, choć wybitnie nie lubie grania na myszce, klawiaturze, a co wiecej masy ustawień graficznych, sterowników i wiecznego pytania czy "pójdzie".
Wygodę cenię sobie ponad graficzne wodotryski. Dlatego choć dzisiejsze konsole to już praktycznie zamknięte komputery, to jednak wciąż mogę włożyć płytę/carta i po prostu odpalić i grać (no i ewentualne aktualizacje).
Co dalej? Dalej już było różnie. Z czasem rodzice dołożyli się do Czarnulki na ktorej wróciłem na dobre do legalnego giercowania. Sporo tytułów zaliczałem jeszcze za pomocą wstecznej z szaraka i na nowo doceniłem wartość grania na oryginałach. Dziś po latach stwierdzam, że zdecydowanie są sytuacje, w których, od przybytku głowa jednak boli. A im więcej promek, tym gorzej - tylko rośnie kupka wstydu.
Xboxa 360 kupiłem za pierwsze zarobione wakacyjne pieniądze i to tu odkryłem jednego z najlepszych padów ever (dla mnie rzecz jasna). Wiele gier, wiele ip, które przyciągały na dziesiątki godzin i do tego pierwsze rozgrywki online. Potem wpadła PS3, którą z czasem sprzedalem i znów nabyłem.
Dziś można powiedzieć, że jestem Zielonym graczem bo w kolekcji mam klasycznego Xboxa, 360tkę, był Xbox One, którego zastąpił One X, a następnie XSX. Na początku to była kwestia gier - GoW, Forza, Fable, a dziś po prostu lubię ten system i pad jest dla mnie wygodniejszy, choć droga jaką podążył MS mi sie nie podoba.
Zawsze byłem zwolennikiem pudełek, ale dzis stwierdzam, że Xbox to głównie GP, aby móc sprawdzać część nowych tytułów na premierę, choć ich jakość często jest...no jaka jest...
Sony to oczywiście ps2 fat, ps3 slim, ps4 slim, ale przyznam mało kiedy odpalam.
Najwięcej radości za to, daje mi Nintendo Switch. To na nim obecnie ogrywam najwięcej gier. Nawet multiplatformy, które wyglądają i chodzą gorzej, wole ogrywać przenośnie

No i to jedyna konsola na ktora warto kolekcjonować pudełka, ktorych cena nie spada po miesiącu o 30-40% (mowa głównie o grach od BigN)
Nie ma nawet co wspominać o dziesiątkach godzin spędzonych w cuchnących petami spelunach z pinballami i wszelkiej maści automatami arcade. A wspólne wypady co weekend z kumplem do salonów gier, gdzie katowało się psxa, n64 czy dreamcasta, to była religia

A co do mnie? Swego czasu byłem aktywnym userem jednego, z obecnie największych portali o grach, którego jakość wpisów sięgnęła dna. Pewnego razu (2019 rok) z grupą ludzi postanowiliśmy założyć własny grajdołek, gdzie z pasją będziemy pisać o gierkach.
Na przestrzeni lat, redakcja zmieniała swój skład, ale od początku jako główny założyciel, jestem tam naczelnym. Dziś mogę powiedzieć, że mam dobry skład redakcyjny, zgrani ludzie z pasją, którzy w wolnych chwilach wciąż mają ochotę pisać o grach.
Każdego chętnego na poczytanie dobrych, rzetelnych recenzji, ciekawej publicystyki i wielu innych - serdecznie zapraszam. Link u dołu w profilu.
Ode mnie to tyle, tak w skrócie. Miło mi poznać i mam nadzieję do przeczytania, zarówno na łamach tego forum jak i u mnie na Crossie
