Miesięczne zarobki, a nasze hobby

Zaczęty przez Janusz, Wrzesień 28, 2021, 16:44

Poprzedni wątek - Następny wątek

Pawel100686

#15
Cytat: ojciec-gracz w Wrzesień 28, 2021, 21:50
@Bodzio Dzisiaj za to bardzo miło zbiera mi się gry na ps3 bo są bardzo tanie i jak zwykle, poza kilkoma grami, idzie kupić większość gier na ps3 w cenie 20-30 zł. Jak w każdym systemie growym pozostaje te 5 procent gier, które kosztują po 200-300 zł. W przypadku ps3 są oczywiście tytuły bardzo drogie ale nie zawracam sobie nimi głowy.

W podobny sposób zebrałem swoje tytuły na X360 oraz PS3, jest może jeszcze 20 tytułu o które bym powiększył swoje zbiory ale i na to przyjdzie czas. Teraz za taką kasę kupuję gry na XBO oczywiście te starszy tytuły. Trzy dni temu wpadł mi w ręce Halo Wars 2 za 15 płn nówka w folii, a i konsole XBOX One X 1T za 550 zeta udało się kupić i to chyba mój największy zakup ostatnich miesięcy. Więc chyba jeszcze nie wydaje zbyt wiele na swoje hobby .

Wysłane z mojego Redmi 8 przy użyciu Tapatalka

ojciec-gracz

Cytat: Mcin w Wrzesień 28, 2021, 22:58
Jak w każdym kolekcjonerstwie, można polować na unikaty i wydać majątek albo zbierać na co stać i też się bawić... można pić kurdupel Chlapa browaru Koczkodan za cenę używanej fury albo raczyć się tanim kaszteluksem, każdy jest piwoszem i każdego stać na piwo, każdego na inne...

Ja tam jestem sknera i u mnie nie ma problemu z wydatkami, raczej z niechęcią do nich. Ale fakt, od kiedy zaczęło się prace po studiach, wydatek stówy to już nie stan przedzawałowy.

ha :P akurat piw z sieciówek nie piję. Wolę raz na dwa tygodnie kupić jakieś piwo z tak zwanego rzemieślniczego browaru. Jak wszystko jeden pije Golden Loch z biedronki a drugi 20-letnią whiskey ;). Jeden kupuje gry w lombardzie a drugi z Japonii za tysiące.

Gry to gry ale co do konsumpcji alkoholi i żywności lepiej jeść i pić mniej ale coś lepszego lub zdrowszego.

Miałem to szczęście, że wydawałem setki złotych na gry jak jeszcze nie było dziecka. Wtedy można było szaleć. Dziś już się szaleje ale z wyrachowaniem.

JAPONIEC

A tu się zgodzę. Lepsze dobre żarcie zamiast złego żarcia i drogiej gry :D

Na jedzeniu nie wolno oszczędzać

meres

Ja zawsze staram się znajdować umiar zarabiam dużo jak na polskie warunki, ale niestety praca nie jest stacjonarna cały czas i są częste wyjazdy przez to duzo wiele tracę z życia towarzyskiego ale jak to mówią nie ma nic za darmo.
Co do wydawania na gry zdarzały się miesiące gdzie wydawalem po kilka tysięcy złotych, ale to na początku kolekcjonowania. Potem przyszło życie dorosłe budowa domu itp i musiałem zluzowac. Przez to że kupowalem dużo mam wiele tytułów które osiągają chore ceny. Przez to dzis nie muszę płacić 2 lub 3 razy tyle ile płaciłem 5-6 lat temu.
Wiec można powiedzieć że jestem do przodu.
Moim zdaniem każde hobby jest drogie bo nawet jak ubieramy coś to zawsze staramy się całować wyżej. Trzeba pamiętać tylko że najpierw życie, rodzina, obowiązki a potem co zostanie to można się pobawić z tym. Trzeba znać priorytety przynajmniej moje tak wyglądają

Manifesto

#19
U mnie to wygląda bardzo przjerzyście, mam określoną kwotę miesięcznie którą wydaje na gry i staram się jej nie przekraczać. Nie zawsze sie udaje, jednak coraz częściej potrafię zachować umiar. Czasem muszę z czegoś zrezygnować, jednak mam priorytety i przykładowo chciałbym kupować niektóre indyki na Switcha, lecz rezygnuję z nich na rzecz jRPG i visual noveli, które to gatunki zbieram i tak ukierunkowałem swoją kolekcję. Zdarza mi się zaszaleć (jak kilka lat temu gdy kupiłem zestaw gier na PSP od Włocha, który wyprzedawał swoją kolekcję amerykańskich kolekcjonerek YS i kilku innych gier) i wydać więcej niż zakładałem, jednak mam odpowiednią sume, odłożoną na takie okazje. Obecnie zdarzają się one jednak bardzo rzadko.

Co do braku umiaru - bardzo łatwo jest się w tym zatracić, lecz czy naprawde potrzeba nam tyle gier na półkach? Przypomnijcie sobie, ile to razy kupiliscie jakiś tytuł "bo wypada" (miał fajną cenę czy też ładne wydanie, a teraz leży już od kilku lat nie ruszany i nie wiadomo czy kiedykolwiek w niego zagracie) Sam nie jeden raz popełniłem tego typu zakup i przyznaję, że to był błąd. Dlatego jakiś czas temu pozbyłem się kilku gier, które były mi niepotrzebne, nie pasowały mi do kolekcji i mnie nie cieszyły. Dla mnie sprawa jest prosta - kupuję to, w co chciałbym zagrać i tylko takie zakupy mnie cieszą. Nie traktuję zbierania gier jako inwestycji, nie potrafię po prostu. Dlatego rozfoliowuję swoje kolekcjonerki i mam gdzieś że przez to tracą na wartości, uwielbiam cieszyć się zawartością takich edycji i nie mam zamiaru trzymać je na półkach w folii. Oczywiście do grobu tego wszystkiego nie wezme i zapewne kiedyś sprzedam, jednak póki co o tym nie myślę. Na wszystko przyjdzie czas.

mariusz391

A ze mnie możecie się śmiać, ale nigdy nie zarabiałem tyle by rzeczywiście nazywać siebie KOLEKCJONEREM
Od kiedy założyłem sobie konto na Allegro w 2008 roku aż do kupna PS4 miałem jasno sprecyzowane że będę kupować gry do 50 zł. I z małymi wyjątkami jak GTA IV czy V tego się trzymałem
Niestety później i ceny gier retro i zakup PS4 sprawił że podwyższyłem sobie te widełki do 100 zł. Na razie ani razu jej nie przekroczyłem, choć już wiem że na niektóre gry które chciałbym mieć już nie uda mi się trafić do tego budżetu, dlatego albo bym musiał dostać grubą podwyżkę (na co w budżetówce raczej nie ma co liczyć) albo rzeczywiście musiałbym się przemóc, a tego robić na razie nie chcę.
Dzięki temu może moja kolekcja jest skromna i pospolita, ale jak u Manifesto wyżej są to gry w które zawsze CHCIAŁEM zagrać, a nie plastik do postawienia na półkę
Tak samo z konsolami, tutaj już wiadomo budżet był większy ale też zawsze starałem się trafiać na mocne okazje by budżetu domowego nie przekroczyć. Dlatego o nowej generacji na razie ani trochę nie myślę, dobrych gier to dla mnie raptem jeden Ratchet na PS5 a wydawać na sprzęt grube tysiące to nie dla mnie.

hankie

Cytat: mariusz391 w Wrzesień 30, 2021, 10:59Dlatego o nowej generacji na razie ani trochę nie myślę, dobrych gier to dla mnie raptem jeden Ratchet na PS5 a wydawać na sprzęt grube tysiące to nie dla mnie.
Sprzęt jak sprzęt, kupuje się raz i styka. Ceny premierowych gier są zacne ;)

Manifesto

PS5 to również dla mnie temat wciąż odległy. Większosć japońskich tworców gier nadal tworzy swoje gry na PS4 i Switch i póki tak będzie to ja nie wchodze w temat PS5. Wczorajsze argumenty Alfa  (na shoucie) o  4K i 60 fps również mnie nie przekonują, bo mając PS4 Pro nie musze się tym za bardzo martwić (większość ostatnio wydanych gier gier działa zdecydowanie lepiej na Pro niż zwykłej PS4, np Biomutant).
Poza tym ja nie należę do osób, które poddają się "hajpowi", co ma związek również z kupowaniem gier, bo nawet jak w pierwszej chwili pojawi mi się w głowie myśl aby kupić jakąś fajną kolekcjonerkę na LRG, to za chwilę ochłonę i podejmuję racjonalną decyzję. Nie wyobrażam sobie abym miał się zadłużać lub przeznaczyć np 2500 zł na gry w jednym miesiącu, wystarczy mi połowa tej kwoty i to dla mnie górna granica na gry. W te jchwli kupowanie japońszczyzny to już dość droga sprawa, źródło w UK stało się drogie przez nowe przepisy prawne, a w Polsce niektóre gry ciężko dostać. Dlatego kupuję mniej niż kiedyś i tak już u mnie zostanie. I tak mam już tego sporo, a powoli kończy mi się miejsce na regałach.

For The Players

U mnie to jest trochę skomplikowane, bo mam miesięcznie po kilkanaście tys przychodu (nie dochodu). Następnie na pierwszym miejscu jest opłacanie wszystkich lewych faktur, opłaty, jedzenie, oraz zostawienie trochę na "nieprzewidziane" wydatki. Jeśli po tym wszystkim zostanie mi 5-6 tys to chyba musiałbym być nieźle poje*any, żeby wszystko oddać na hobby. Tak więc jako takiej granicy pieniężnej u mnie nie ma, poza granicą rozsądku oczywiście. Czasem jest to 500, czasem 1000, a czasem 1,5k, a wiadomo, jak wychodzi jakaś ed. kolekcjonerska to i w jednej chwili tyle się wyda.

Grassman

Żeby to źle nie wybrzmiało, mam podejście trochę "Januszowe". Może to po prostu moja wersja zdrowego rozsądku. Jeśli czegoś bardzo pragnę lub czuję silną potrzebę posiadania czegoś to jestem oczywiście skłonny wydać więcej pieniążków. Jednak za każdym razem, jeśli w moim mniemaniu dana rzecz jest zbyt droga (abstrahując od tego czy mnie na to stać) zaczynam ważyć za i przeciw.

Tak, więc dla przykładu - jeśli myślę, że coś jest dość rzadkie, a cena wywindowana to mimo wewnętrznego oporu i poczucia "przepłacania" wiercę sobie dziurę w brzuchu przez kilka dni. W końcu i tak decyduję się na zakup o ile naprawdę chcę coś mieć w swojej "kolekcji". Z tego względu po PS2 Slim z ekranem od Joytecha jechałem około 200 km w jedną stronę na Śląsk. Dużą rolę w takich wyborach w moim przypadku odgrywa dostępność. Jeśli jest coś łatwe do znalezienia/zakupu to czekam cierpliwie niczym mnich, aż pojawi się tańsza oferta.

Co do listy zakupów to raczej traktuję ją jako swoją listę wytycznych, w którym kierunku chciałbym iść. Jako, że jestem na swojej raczej początkowej drodze zbieracza i moja odrodzona sympatia do konsol dopiero zaczyna tak naprawdę rozkwitać, to niczym dziecko z ADHD lubię sobie wrzucać na listę co popadnie, żeby ostatecznie brać na poważnie realizację jakichś 5% pozycji z listy.

Jako, że ostatnio zdecydowałem się na kredyt hipoteczny to raczej planuję się hamować, żeby po prostu go szybciej spłacić. W przeszłości jak i teraz uważam, że nie można się zbytnio wstrzymywać. Człowiekowi też się od życia należy. Żeby żyć szczęśliwie trzeba się nagradzać i pielęgnować swoje hobby.

Na ten moment raczej staram się iść w sprzęt i akcesoria, żeby mieć otwartą drogę do łapania okazji growych. I z takim podejściem również gdzieś mam w głowie dość płynny limit, aby jednak nie przekraczać 100 PLN za pojedynczy tytuł czy też 200 PLN za jakiś rzadszy egzemplarz.

Raczej staram się niczego nie dublować. A swój sprzęt eksploatować, aniżeli konserwować. Musiałbym być chyba milionerem i wybudować własny magazyn, żeby czuć się z tym wszystkim w porządku wobec siebie samego. Patologie budżetu domowego są mi obce i wręcz niewyobrażalne - pod tym kątem niewiele się to różni od nałogu alkoholowego. Zgadzam się z dewizą "Długi trzeba spłacać, a umów dotrzymywać". Nie wyobrażam sobie żyć pod kreską albo z miesiąca na miesiąc, a podobno dla znacznej części Polaków to chleb powszedni.

Także myślę, że kwestie zarobków w odniesieniu do wydatków są bardzo subiektywne i zależą od człowieka. Na dobrą sprawę mógłbym sobie pozwolić na znacznie więcej, ale nie chcę nakupić wszystkiego w opór. Potem jedynie żal mi będzie pupkę ściskać, że sporo wydałem, a towar leży smutny zakurzony. To wielkie szczęście i ulga dla mnie, że moja kolekcja nie jest motywowana "Gotta Catch 'Em All" tylko raczej "Keep Calm And Play On". Dla mnie bardziej kosztowny jest czas jaki mogę na hobby poświęcić. To zasób, którego nikt nie jest w stanie przeskoczyć, rozciągnąć czy rozmnożyć. Wypłata z biegiem czasu może rosnąć lub maleć, ale im człowiek starszy tym bardziej rozumie, że "czas to pieniądz" i nie trzeba być nawet biznesmenem, żeby to zrozumieć.