Jeden z klawiszy w mojej starej MSI GK80 zaczął po siedmiu latach czasami przerywać, więc nadeszła pora na wymianę. Przelutowanie pojedynczego przełącznika pewnie by w prosty sposób problem rozwiązało (bo jednak nie jest to niestety hotswap i bez lutownicy by się nie obeszło), ale i tak chciałem spróbować czegoś mniejszego i na nowszej technologii.
Wybór padł na MCHOSE ACE60 Pro, czyli kompaktową klawiaturę na przełącznikach magnetycznych, pozbawioną bloku numerycznego, klawiszy funkcyjnych, strzałek oraz reszty klawiszy nad nimi.
Niby wiedziałem czego się spodziewać, bo oczywiście zrobiłem research przed zakupem, ale i tak po tych kilku dniach jestem w sumie w szoku jak dobry sprzęcik można dziś dostać za tak niewielkie pieniądze.
Klawiaturę zamówiłem na Amazonie za 180 zł (była promocja -20%). Na Ali można kupić jeszcze taniej (widziałem i po 130 zł), ale nie chciałem czekać dłużej na dostawę. I tak wyszło sporo taniej niż w MediaExpert, gdzie kosztuje ona 340 zł.
Zewnętrzna obudowa jest wykonana z raczej dość przeciętnej jakości tworzywa (ale nie jest to też typowy śmietnik do wywalenia po miesiącu, widać jednak gdzie były cięcia). Całość sprawia mimo to solidne wrażenie (szczególnie biorąc pod uwagę cenę), m.in przez zastosowanie w środku aluminiowej płytki, oraz piankowego i silikonowego wygłuszenia.
Nakładki klawiszy są z PBT, czyli z plastiku bardziej odpornego na rozpuszczanie, więc nie powinny się świecić jak psu jajca pod dłuższym użytkowaniu, jak ma to miejsce np. przy wykonanych z ABS klawiaturach w większości laptopów. Stabilizatory i przełączniki są solidnie zamontowane, oraz fabrycznie nasmarowane. Klawisze pracują bardzo gładko, ich feeling jest bardzo przyjemny, a dźwięk pisania dla mnie osobiście satysfakcjonujący. Szczególnie biorąc pod uwagę cenę. Do tego hotswap, odpinany kabel USB-C i adresowalne podświetlenie klawiszy. W zestawie key/switch puller i dwa zapasowe przełączniki.
Najważniejszym elementem są tu dla mnie właśnie zastosowane przełączniki magnetyczne. Dzięki nim można dowolnie ustawiać punkt lub też dystans do pokonania w danym kierunku przez przełącznik, by aktywować lub dezaktywować input. W praktyce daje to możliwość ustawienia klawiatury pod własne preferencje i pod konkretne zastosowanie. Można oczywiście tworzyć profile i ustawiać każdy klawisz osobno wedle uznania. Pozwala to m.in. na zwiększoną responsywność, którą przyda się przede wszystkim w grach. Nie trzeba czekać aż klawisz dojedzie do z góry ustalonego punktu by się aktywował/deaktywował - może to się stać nawet po 0,01 mm jeśli tak ustawimy, nie ważne jak głęboko klawisz był wciśnięty początkowo. Według testów, różnica względem tradycyjnych przełączników potrafi sięgać kilku klatek. Klawiatura ta jest bardzo zbliżona (a nawet delikatnie lepsza) pod względem input laga od kilkukrotnie droższego, bardziej znanego odpowiednika firmy Wooting. To wszystko przy odświeżaniu 8000 Hz, gdzie nadal standardem dla klawiatur gamingowych jest 1000 Hz.
Część klawiatur z przełącznikami magnetycznymi wspiera też analogowych input à la gałka w padzie. Tj. im głębiej wciśniemy klawisz, tym np. mocniej nam fura w ścigałce skręci. Tutaj tego nie ma (pewnie przez niską cenę), ale są inne funkcje wykorzystujące zastosowaną technologią, np. aktywowanie głębiej wciśniętego klawisza z dwóch wybranych (można spamować input jak na bocie), włączania różnych funkcji zależnie od głębokości wciśnięcia itp.
Wygląda na to, że również i w kwestii klawiatur gamingowych można dobrać tani, chiński sprzęt niewiele odbiegający (a w niektórych aspektach i będący lepszym) od znacznie droższych produktów bardziej znanych u nas producentów.
