Kłejkowy grajdołek - o wszystkim i o niczym zarazem

Zaczęty przez Quake96, Styczeń 15, 2019, 18:42

Poprzedni wątek - Następny wątek

adikropkaer

Tekst przeczytany w całości, fajnie zobaczyć tak długą formę na forum. Co do psp - konsolka sama w sobie genialnia, ale nabyłem ją chyba kilka lat za późno, bo nie mogę się wciągnąć w żadną grę na niej. Mam kilka tytułów plus emulatory, ale najwyżej pogram kilkunastominutowe sesyjki. Na plus jest to, że np. w jakieś jrpg, gdzie jest daleko do save pointa można zastosować tryb uśpienia i na spokojnie przejść dany tytuł, bez zarywania kilku godzin przy konsoli. W czasach gdy o niej marzyłem, nie było mnie na nią stać, bo kosztowała spoooro kasy i nabyłem ją dopiero stosunkowo niedawno - wersję street z olx od jakiegoś dzieciaka z blokowiska na Żabiance. Jakiś czas później udało mi się też trafić za 10 zł wersję białą fat z pudełkiem i papierami, wymieniłem analoga i śmiga. Tylko nie udało mi się nigdy uruchomić umd - wygląda na  to, że jakby napęd w ogóle nie jest wykrywany przez konsolę.

hankie

A ja się najarałem tak, że chyba po wieczornej odprawie chyba się skuszę na moją babcię FATkę i krótką sesję odbędę.

Quake96

#17
Dino Crisis - Moja przygoda w stylu retro

(Obrazek zapożyczony z google grafika)


Dzisiaj będzie trochę nietypowo. Wspomniana w tytule gra to właściwie jedynie tło do tego co chcę tutaj opisać. Cały ten tekst poświęcony będzie zajawkowemu "retro" graniu, ale nie takiemu gdzie retro są jedynie konsole i gry, ale i sposób ich ogrywania.

Kilka dni temu kupiłem Dino Crisis na pierwszego plejaka. Byłem nią bardzo podjarany, bowiem ledwie co ukończyłem RE3 i RE2 i szukałem właśnie czegoś co mogłoby zaspokoić mój głód na gry w tym stylu. Niestety (a może właściwie stety?) pierwsze uruchomienie gry nie napawało mnie już taką radością jakiej bym się spodziewał. Gra przywitała mnie ekranem startowym w języku... niemieckim. Ktoś powie, że pudełko zapewne też mam po niemiecku, więc czego się spodziewałem? No cóż, kupiony w tym samym czasie Alone in The Dark The New Nightmare pochodzi z niderlandzkiej dystrybucji a posiada język angielski, więc podobnej sytuacji spodziewałem się tutaj.

Niewielkim pocieszeniem okazał się fakt, że Dino Crisis w przeciwieństwie do posiadanego przeze mnie Metal Gear Solid wraz z tłumaczeniem napisów nie otrzymał również odpowiednio zlokalizowanego dubbingu, wobec czego chociaż dialogi są dla mnie całkiem zrozumiałe.
Mimo wszystko postanowiłem nie zwracać gry, uznałem ją za udany zakup i stwierdziłem, że wezmę ją sposobem, podobnie jak wspomnianego MGS.

Pierwszym pomysłem było zdobycie poradnika do gry i wspomaganie się opisem przejścia. Oczywiście gdybym poszedł totalnie na skróty, to nie byłoby o czym teraz pisać, tak więc tutaj zacząłem swoją retro przygodę. Postanowiłem poradnik odpowiednio "poprawić", wydrukować i oprawić, tak aby grać zupełnie jakbym używał opisu rodem z Secret Service. Jakoś w międzyczasie pomyślałem też, że o ile MGSa przeszedłem z poradnikiem bez żadnych wyrzutów sumienia, tak tutaj moja żyłka "residentowca" nie pozwoli mi tak po prostu iść jak po sznurku do końca gry. Wobec tego powstał plan B.

(Kiedyś taki widok nie byłby niczym niezwykłym, a dziś to raczej abstrakcja)

Moim drugim pomysłem było równie "staromodne" rozwiązanie, przyprawione jednak szczyptą współczesnej wygody. Pomyślałem, że skoro gra się sama nie przetłumaczy, to przetłumaczę sobie ją sam. Oczywiście nie zamierzałem teraz ślęczeć i tłumaczyć każdego zdania, kwestii czy detali. Wziąłem się za to sposobem i stwierdziłem, że przetłumaczę sobie tylko istotne słówka, ewentualnie zdania. Tutaj pomogłem sobie wspomnianą wyżej "współczesną wygodą" i zamiast zgodnie z duchem minionych lat siedzieć ze słownikiem, wspomagałem się Google Translatorem i DC Wiki.
Znalazłem nowy przedmiot? Cyk, już sprawdzamy co to właściwie jest! Nie rozumiem do końca jakiegoś polecenia? Nie ma żadnego problemu, wujek Google już przychodzi z pomocą!

(Poradnik będzie dla mnie teraz raczej zaledwie wspomagaczem, ale musicie przyznać, że zaglądanie w kartki solucji ma swój niepowtarzalny klimat)

Rozwiązanie to okazało się idealne. Mogłem nadal cieszyć się eksploaracją nieznanych mi terenów, zachowując przy tym poczucie "odkrywania" gry samodzielnie. Początkowo wszelkie tłumaczone przeze mnie słówka spisywałem do podręcznego netbooka, lecz i to rozwiązanie wydało mi się raczej krótkodystansowe, więc wymyśliłem coś lepszego. Chyba pierwszy raz w życiu postanowiłem wykorzystać pustą kartkę na końcu instrukcji obsługi do gry. Postanowiłem spisywać tam moje tłumaczenia, nie tylko by zachować klimat lat 90tych, ale i mieć wszystkie potrzebne słówka pod ręką. W końcu jest to jakiś przykład, gdzie instrukcja obsługi faktycznie przydaje się podczas gry!

(Zaniepokojnych graczy mogę uspokoić, to "tylko" niemiecka instrukcja, więc ortodoksi mogą spać spokojnie)

Dochodząc do końca tego niezbyt długiego tekstu, pragnę podkreślić jak wiele potrafi zmienić taka "retro" otoczka wokół samej zabawy z grą. W moim przypadku doświadczenie z obcowaniem z tą grą zmienia się o 360 stopni i jak na początku byłem raczej zawiedziony faktem iż gra jest po niemiecku, tak teraz mógłbym śmiało podziękować sprzedawcy za ten cenny skarb, który zachęcił mnie do tak nostalgicznego i wyjątkowego podejścia do samego grania. Jestem naprawdę rad i wesół, że posiadam ten tytuł w tej wersji, bo radość z grania jest dla mnie zupełnie odmienna od tego do czego przywykłem.

Trzymajcie kciuki, abym własnoręcznie i z jak najmniejszą pomocą poradnika dotarł do końca przygody!

Damian


Atr3ju

Przyjemnie się kiedyś grało z takimi właśnie poradnikami, gazetka obok na kanapie i pykałeś. Dobrze było przejść Silent Hilla właśnie z takim poradnikiem bo człowiek mimo że miał wskazówki na mapie to można się było nieźle pogubić. Ile napisałeś tych stron ? Wrzucaj to gdzieś do neta czy cuś aby jakieś skany sobie ktoś zrobił.

Quake96

Stron samych porad wyszło 8. Nie ja to pisałem, znalazłem jakiś poradnik na śpsx, nie wiem czy napisany przez autora tamtego wątku. Wziąłem go, trochę sformatowałem aby strony były "równe", wydrukowałem, potem w czasie gry wyszło parę poprawek do niego, więc poprawiłem i wydrukowałem ponownie.

Koniec końców poradnik okazał się pomocny, choć ogólnie tyczy się gry na "normal" a ja grałem na "easy" jak ostatnia ciota i przynajmniej sama końcówka była prostsza, gdzie nie musiałem się już nigdzie cofać.

To co mi w poradniku nie pasowało, to brak jednego zdania aby "gdzieś iść" w pewnym momencie gry i czasem niezgadzające się kody, ale to drugie to pewnie kwestia innego poziomu trudności. Nie przejąłbym się tymi hasłami tak bardzo, gdyby Regina gdzieś w ogóle "chomikowała" notatki jak jej koledzy z Resident Evil. Nie kumam, niby gra wyszła po dwóch częściach RE, a zostawili grę bez tego elementu.

repip

sorry że pisze nic nie wnoszący komentarz, ale rozdupcyło mnie:

Cytata ja grałem na "easy" jak ostatnia ciota

hahaha lubię jak ktoś ma dystans do siebie

pawloosw

Noo Quake, jeszcze z 2 gry po niemiecku zaliczysz i przyznaja Ci obywatelstwo niemieckie.  :))

Quake96

Cytat: repip w Styczeń 13, 2020, 12:41hahaha lubię jak ktoś ma dystans do siebie

A co mam się oszukiwać, że jestem "kozak" bo grałem z poradnikiem i to na łatwym poziomie trudności? ;D Toć to 10-latek by ogarnął. Sęk tutaj w tym, że ja z reguły czerpię przyjemność z samego grania, a nie z robienia sobie wyzwania, więc nie widzę nic złego w takim graniu, choć zdaję sobie sprawę, że dla ogółu graczy to raczej "nikłe" osiągnięcie :D


Cytat: pawloosw w Styczeń 13, 2020, 16:04Noo Quake, jeszcze z 2 gry po niemiecku zaliczysz i przyznaja Ci obywatelstwo niemieckie. 

Lepiej nie. Ja nawet za czasów szkolnych uciekałem z niemieckiego ;D

pawloosw

I dlatego musisz teraz pisac po manulach z gier.  :P

Quake96

Strefowe Wyzwanie 2020 - Podsumowanie Stycznia


W tym roku, podobnie jak w zeszłym, postanowiłem dołączyć do wyzwania jakie rzucono nam tutaj na StrefiePSX. Tym razem głównym celem jest ukończenie 25 gier na dowolnych konsolach SONY, więc jest to poziom któremu być może uda mi się sprostać. Już w zeszłym roku dzięki takiej "motywacji" pokończyłem coś około 28 gier na różnych konsolach, więc i w tym roku nie powinno być trudno, mimo iż główny cel konkurencji ogranicza się tylko do konsol PlayStation. Jak zapewne wielu strefowiczów doskonale wie, jestem trochę jak forumowy bocian, tylko taki odwrotny, który odlatuje na lato by bawić się przy swoim kochanym Fiacie 126p, a gdy tylko temperatury i pogoda przestają temu sprzyjać, potulnie wraca do swojego growego gniazda. W związku z tym, "chłodniejsze" miesiące będą zdecydowanie bardziej obfite w growe osiągnięcia niż te, gdzie jedyne o czym się myśli to "plaża dzika plaża'.

No dobra, ale dość tego przydługiego wstępu, bo w tym miesiącu do podsumowania mam aż 14 gier, co jest jak na moje możliwości wynikiem nieprawdopodobnym. Dla porównania zeszły rok przyniósł około 5 gier miesięcznie (w miesiącach "aktywnych"), więc tutaj mam prawie 3 miesiące do przodu ;D

Poniżej pełna lista gier, które ukończyłem (kolejność chronologiczna) z małym komentarzem co do każdej z nich:


Tekken 5 (PlayStation 2)



Na początek jeden z klasyków drugiego plejaka. Powód dla którego go przeszedłem jest prozaicznie prosty - w związku z instalacją FMCB i dysku twardego, wywaliłem z memorki wszystkie swoje save'y. Grę ukończyłem wszystkimi zawodnikami w trybie "Story Mode", wliczając w to oczywiście nawet ukrytą postać Eddy'ego. O samej grze nie będę się rozpisywał, bo zna ją chyba każdy miłośnik PS2. Klasyk, pozycja z mojej osobistej listy "top" bijatyk na konsolach.


Resident Evil 2 (PlayStation)



Ta gra to w zasadzie dokończenie porachunków z końcówki 2019 roku i jednocześnie drugi epizod mojego "residentowego maratonu". Pierwszą ukończoną przeze mnie częścią była trójka, ale to RE2 załapało się już w zasadzie na noworoczną rywalizację. Scenariusz Leon A rozpocząłem jeszcze w 2019, ale dokończyłem go w 2020 i czując niedosyt, postanowiłem iść za ciosem i ukończyć też Claire B. Świetna gra, cudowny Resident Evil, nic dodać nic ująć.


Dino Crisis (PlayStation)



Dość osobliwa pozycja w tym zestawieniu. O tym jak w nią grałem możecie przeczytać w poprzednim wpisie w tym temacie. Przejście tej gry po niemiecku było całkiem interesującym doświadczeniem i muszę powiedzieć, że bawiłem się przy niej świetnie. Taki "dinusiowy resident" będący ciekawą odmianą od zombiakowych gierek od Capcomu.


Tom and Jerry in House Trap (PlayStation)



Krótki i przyjemny zapychacz czasu do którego mam lekki sentyment. Pamiętam tę gierkę z czasów mojego drugiego PS1. Wróciłem do niej po latach dzięki forumowemu zakupowi za jakieś śmieszne pieniądze. Miła odskocznia od "pełnoprawnych" gier, których i tak w tym zestawieniu nie brakuje. Polecam jeśli ktoś lubi czasem zwyczajnie się odmóżdżyć przy prostej zręcznościówce.


Metal Gear Solid (PlayStation)



No i nie długo trwał odpoczynek od wielkich produkcji, tak samo jak od niemieckich wersji językowych. MGS to kolejna gra którą przechodziłem w języku innym niż angielski. Nie narzekam na swój los, bo mimo to gra mi się w ten tytuł bardzo przyjemnie za każdym razem, a cena jaką za niego zapłaciłem (50zł w pakiecie z MoH i Oddworld) totalnie rekompensuje konieczność ogrywania gry w nie do końca zrozumiałym dla mnie języku. Sam tytuł to istny majstersztyk. Nie grałem zbytnio w inne części tej serii, ale jedynka to dla mnie gra idealna. W pełni wykorzystuje sprzętowy potencjał pierwszego plejaka i pokazuje na co stać ten niepozorny sprzęt.


Crash Bandicoot 3 Warped (PlayStation)



Crash, ikona i jedna z nieoficjalnych maskotek pierwszego plejaka. Trzecia część jest podobno najlepsza z całej trylogii, choć osobiście ciężko mi się do tego ustosunkować. W jedynkę i dwójkę grałem kiedyś trochę na piratach, więc dzisiaj nie mam do nich większego porównania. Trójka znalazła się w moich zbiorach tylko dlatego, że znalazłem ją na stercie lumpów pracując przy rozładowywaniu dostaw do ciuchexu. Mogę zatem tylko powiedzieć, że trzecia odsłona jest z pewnością różnorodna i wciągająca. Kolorowa grafika zestarzała się moim zdaniem godnie, a sama przygoda choć momentami frustrująca to wciąż jest fascynująca.


Scooby Doo and the Cyber Chase (PlayStation)



Kolejna kolorowa platformówka na tej liście. Tym razem wcieliłem się w słynny duet Scooby Doo i Kudłatego podczas jednej z ich licznych przygód. Gra teoretycznie celuje raczej w młodszych graczy, co pokazuje dość niski poziom trudności, ale jednocześnie przyprawia momentami o nerwicę, gdy technicznie trochę niedomaga, choćby podczas sekwencji platformowych. Ciężko mi powiedzieć czy to dobra czy zła gra, bo ja na gry patrzę raczej pozytywnym okiem, ale patrząc na nią obiektywnie, nie jest to raczej pozycja wybitna.


Tekken 3 (PlayStation)



Kolejna bijatyka i kolejny Tekken. Tak jak piątka jest najlepszą częścią na PS2, tak trójka jest królem szaraka. Nie zliczę już ile godzin spędziłem przy tym tytule zarówno sam jak i z kumplami. Mam ogromny sentyment do Tekkena 3, bo jest to w zasadzie pierwsza część serii z jaką miałem styczność i to jeszcze chyba przed posiadaniem własnej plejstacji.


Disney's Donald Duck Quack Attack (PlayStation)



Jedna z moich ulubionych platformówek na szaraku. Teoretycznie można by rzec krótko, że to taki tańszy klon Crash Bandicoot i trochę prawdy w tym jest. Podobnie jak w Crashu, mamy tutaj warp roomy czy czasówki, ale gra ta jest zdecydowanie łatwiejsza. Kaczor Donald jest jedną z moich ulubionych Disneyowskich postaci. Pierwszy raz zetknąłem się z nią jeszcze w podstawówce, pożyczając pirata od jednego z kolegów, więc ta gra to dla mnie naprawdę wyjątkowy i ciekawy tytuł. Lubię od czasu do czasu odpalić i przejść całą, bo nie zajmuje to zbyt wiele czasu, wliczając w to zbieranie wszystkich znajdziek i kończenie wszystkich poziomów oraz czasówek.


Disney/Pixar Monsters Inc. Scare Island (PlayStation)



Nie za dużo tych platformówek? Kolejna gra spod loga Disneya, tym razem traktująca o sympatycznym duecie Mike'a i Sully'ego. Gra nie jest typowym platformerem zbliżonym choćby do wspomnianego już Crasha. Jest to gra, która głównie skupia się na eksploracji, a starcia z przeciwnikami to raczej dodatek. Naszym zadaniem jest wytrenowanie się na tytułowej Wyspie Strachu, poprzez ćwiczenia na odnajdywanych przez nas "robotach straszakach". Bardzo przyjemna i bardzo łatwa gierka. Polecam.


Harry Potter and the Philosopher's Stone (PlayStation)



Nie jestem miłośnikiem serii czy to gier czy filmów o Harrym Potterze, ale do pierwszego HP na PSX powróciłem z nieukrywaną przyjemnością. Gra to klasyczny platformer z elementami akcji, bazujący na pierwszej odsłonie filmowej/książkowej sagi. Wersja na pierwszego plejaka jest zupełnie inna od pecetowej czy nawet PS2jkowej, więc nawet jeśli ktoś z was miał styczność z tym tytułem na innej platformie, to polecam również odpalić sobie szarakowego Harrego. Miło spędzony czas gwarantowany!


Spider-Man (PlayStation)



No i kolejna gra która gościła już w tym wątku. Pisałem o niej w ramach mojej mini serii "Klasyki Dzieciństwa", gdzie powrót do niej po latach wspominałem dość ciepło. Od tamtego czasu w zasadzie nic się nie zmieniło. Gra nadal bawi mnie tak samo i tak samo uważam że pierwszy Spider-Man na PSXie to jedna z lepszych "komiksowych adaptacji". Nic tylko odpalić i przekonać się samemu.


Spider-Man 2 Enter: Electro (PlayStation)



Po ukończeniu pierwszej części postanowiłem iść za ciosem i zabrać się za kolejną odsłonę przygód pajęczaka. Tej nigdy wcześniej nie ukończyłem, więc czekało mnie w końcu coś "nowego". Niestety gra momentami doprowadzała mnie do szału i nie ukrywam, że chwilami wspierałem się jutubowymi filmikami z gameplayem. Enter: Electro to całkiem dobra kontynuacja, ale w mojej głowie tym "top" będzie wciąż ta pierwsza odsłona.


Ape-Escape (PlayStation)



Ostatnia, czternasta (a zarazem trzynasta na PSXie) gra która załapała się do styczniowego dzienniczka dosłownie rzutem na taśmę. Zdążyłem ukończyć ją na około 10 minut przed 1 lutego. Ape-Escape to jedna z nielicznych, o ile nie jedyna gra, która do gry wymaga analogowego kontrolera i to nie tylko na pokaz, a faktycznie wykorzystując wszystkie jego możliwości. Jak na pierwszego plejaka, tak zaawansowane sterowanie robi mega wrażenie i muszę powiedzieć, że osobiście jestem tym zachwycony. Gra ma dość przeciętny poziom trudności, zmusza czasem do myślenia nad wykorzystaniem odpowiednich gadżetów i taktyk, więc na pewno nie będzie nikogo nudzić. Cieszę się, że udało mi się ją ukończyć (choć nie na 100%), bo tytuł ten to taki "mały" klasyk mojego dzieciństwa, gdzie miałem styczność z jego demówką na jednej ze słynnych płytek "Euro Demo".


To już koniec tej nieco długiej listy. Mam nadzieję, że Luty będzie choć w połowie tak owocny jak Styczeń, bo mimo kalendarzowej zimy i bardziej jesiennej aury, coraz więcej czasu poświęcam poza konsolami ;D

Quake96

#26
Game Boy Pocket - Czyli opowieść o tym jak silna jest nostalgia




Witajcie wszyscy czytający ten tekst. Dzisiaj zabiorę was w nostalgiczną podróż do świata przenośnego grania. Nie będzie to tylko "suchy" tekst, a opowieść o tym jak przed laty grywałem na Game Boyu i jak zupełnie nagle powróciłem do tych wspaniałych czasów.

Wszystko zaczęło się już coś około 10 lat temu. Nie pamiętam dokładnej daty, pamiętam za to dzień w którym znajomy przyniósł do mnie Game Boya (Classic) którego znalazł na śmietniku. Jako że wówczas grywałem jeszcze na pegazusie, to powiedzmy że konsole "nintendo" nie były mi aż tak obce, ale Game Boy był dla mnie wówczas czymś świeżym. Do tej pory grywałem raczej w gierki pokroju "tetris 999999in1", ewentualnie ruskie jajka, które jeszcze wcześniej dostałem od sąsiadów. Drogą wymiany za pegazusa, nabyłem od kumpla wspomnianego GB wraz z dwiema gierkami - Tetrisem i Dr Mario. To był właśnie początek mojego zamiłowania do tych kieszonsolek.

(Tak wyglądał mój pierwszy Game Boy. Zdjęcie zapożyczone z google.)

Przez lata przewinął się u mnie jeszcze jeden GB Classic, którego przypadkiem usmażyłem podłączając do niego LEDy. Nie pamiętam za to, co stało się z moim pierwszym Game Boyem. Po prostu zniknął i tyle. Nie wiem czy oddałem go komuś, sprzedałem czy może po prostu zgubiłem. Co by nie było, to nie klasyczne GB są głównym motywem dzisiejszego tekstu, a pewien inny Game Boy, którego historię pamiętam doskonale.

(Takiego GB również miałem, ale niestety przez przypadek go "usmażyłem". Zdjęcie zapożyczone z google.)

Był bodaj 2011 albo 2012 rok. Postanowiłem, że na święta chciałbym dostać jakiegoś GB. Forumowy znajomy nie miał wówczas za dużo w swojej ofercie, więc zamiast wymarzonego przeze mnie GBA zaproponował mi nieco starszego, Game Boy Pocket. Moja konsolka była srebrna, nie miała szybki ekranu i była wersją bez diody baterii. Służyła mi wiernie i dzielnie, po drodze przechodząc przynajmniej jedno malowanie. Mój ukochany GBP dzielnie towarzyszył mi w growych przygodach, do dnia w którym ot tak po prostu go komuś oddałem. Do dziś pluję sobie w brodę gdy wspominam to co zrobiłem. Poza konsolą w świat poszło też kilka moich gier, a to co zostało sprzedałem. Od tamtej pory nie miałem już praktycznie żadnej styczności z Game Boyami, a rolę przenośnego sprzętu do grania z czasem zajęło PSP. Po latach spełniłem też swoje dawne marzenie o GBA. Kupiłem swoją wymarzoną konsolkę i kilka gierek, ale wciąż nie zdecydowałem się na zakup klasycznego Game Boya.

I tutaj przechodzimy do "czasów teraźniejszych". Będąc jakiś czas temu w galerii handlowej, postanowiłem przejść obok stoiska z grami. Wtedy moim oczom ukazał się on, taki sam jak przed laty, srebrny Game Boy Pocket. Doznałem tak ogromnego ataku nostalgii, że nie patrząc na nic, po prostu w momencie stwierdziłem "muszę go mieć!". Tym samym stałem się posiadaczem klasycznego GB, dokładnie takiego samego jak przed laty. Jest niemal identyczny jak mój dawny Game Boy, z tym że tego zastałem w o wiele lepszym stanie i większej cenie. To naprawdę niesamowite jak silne uczucie wzbudziło się we mnie na widok tego małego elektronicznego cudeńka. Niby to Game Boy jak każdy inny, ale dla mnie ten ma w sobie to coś, co automatycznie wywołuje u mnie wspomnienia minionych lat.

(Moja "nowa" konsola GB Pocket)

Pewnie ciekawi was jak wygląda siła wspomnień w zderzeniu z rzeczywistością? Czy po tak nagłym i zupełnie nieprzemyślanym zakupie nie żałowałem swojej decyzji? Czy konsola jest dla mnie równie grywalna co kiedyś? Czy dalej ma w sobie to "coś" co mnie do niej przyciąga?

Otóż sam jestem zaskoczony tym, jak świetnym pomysłem było kupno GBP. Sam system nic a nic nie stracił w moich oczach i mimo archaicznej już dziś budowy, jest konsolą tak cudowną, że aż trudno w to uwierzyć. Przez lata zdążyłem ograć niejedną grę na nowszych kieszonsolkach, ale mimo tego Game Boy nie razi mnie swoimi rozwiązaniami. Może i faktycznie brakuje tutaj tak oczywistego dziś podświetlenia ekranu, może i sam wyświetlacz nie wyświetla milionów kolorów, a jedynie kilka odcieni "zielonoszarości", ale czy znaczy to że konsola jest przez to gorsza? Absolutnie nie! To cudowne małe pudełko, idealne dla retro maniaków, którzy lubią prawdziwe doznania z rozgrywki, a nie emulatorowe bajery. Game Boy Pocket to taki powrót do przeszłości, pokazujący że nawet gry z prostszą mechaniką i bardziej ograniczoną oprawą graficzną potrafią bawić nawet bardziej niż niejedna dzisiejsza produkcja "AAA". Serio, kto nie wierzy niech sam spróbuje odpalić choćby Tetrisa, albo Kirby'ego i przyzna się po jakim czasie skończył grać. Sam ilekroć uruchamiam jakąś gierkę, to wsiąkam na długi czas.


Game Boy po prostu ma w sobie coś za co się go uwielbia. Niemal od razu wciągnąłem się w wir rozrywki i co rusz zacząłem kupować kolejne gierki. Zdążyłem powrócić do takich klasyków jak Dr Mario czy Tetris, które doskonale pamiętam ze swojego pierwszego Game Boya. Szybko znalazłem fajne i przede wszystkim lokalne źródło gier na GB, dzięki któremu mogę teraz poznawać też gry, które jakimś sposobem ominęły mnie przed laty. Na ten moment mam zaledwie 6 gier, z czego jedną praktycznie niegrywalną ze względu na język (Pokemon), ale to już coś w czym można przebierać. Za niewielkie pieniądze stałem się szczęśliwym właścicielem gier takich jak Super Mario Land 2 czy Kirby's Dream Land. Gier, które są praktycznie esencją grywalności klasycznego Game Boya, bowiem konsola ta stoi właśnie przede wszystkim grami zręcznościowymi/logicznymi i platformówkami.

(Stan mojego growego zbioru na dzień dzisiejszy)

Jakie zatem będą dalsze losy GB Pocket? Na pewno zostaje u mnie. Czy zastąpi mi PSP w "pierwszoplanowej roli" kieszonsolki, tego nie wiem, ale z pewnością wybór prostych i wciągających gierek sprawi, że nie raz wybiorę właśnie jego jako zabijacz czasu. Niby miałbym to samo, wgrywając do PSP emulator i "romy", ale jako zatwardziały miłośnik hardware'u i oryginalnego sprzętu, po prostu nie czerpałbym z tego nawet ułamka przyjemności, którą daje mi granie na prawdziwym Game Boyu.

(Game Boy Pocket i PSP to dwa różne światy)

GB uwielbiam po prostu za to jaki jest. Ten "zielonkawy" ekran ma w sobie to coś. Mimo braku podświetlenia jest całkiem czytelny, a dzięki prostej palecie "kolorów" grafika w grach jest bardzo wyraźna i nie ma tutaj problemu ze zlewaniem się obiektów i tym podobnych. Wiem jak to brzmi, monochromatyczny ekran i wyraźna grafika, ale naprawdę sami sprawdźcie. Takiej czytelności tego co jest na ekranie nie uświadczy się nawet w GBA, które bardziej cierpi przez brak podświetlenia. Gry zostały stworzone w taki sposób by wykorzystywać ten prosty ekranik do granic możliwości. Jest w tym coś zachwycającego, niby prostota, ale z drugiej strony piękno. Wszak dobra oprawa audiowizualna nie musi polegać na kolorach i wysokiej rozdzielczości. Podobnie sprawa ma się właśnie z dźwiękiem. 8bitowe melodyjki i efekty dźwiękowe to miód na moje uszy. Wszak prawdą jest, że wychowałem się na "większym bracie" Game Boya, czyli Pegazusie, będącym podróbką oryginalnego Famicoma, tym samym z tego typu grafiką i dźwiękiem jestem zaznajomiony od lat najmłodszych i bardzo lubię takie klimaty.


Ale czy poleciłbym komuś GB jako przenośną konsolkę do grania? Oczywiście! W końcu któż z nas nie zagrywał się w dzieciństwie jak szalony w tanie podróbki pokroju "999999 in 1" i ile czasu na nich stracił? Jeśli ktokolwiek z was z nostalgią wspomina te czasy, na pewno świetnie odnajdzie się w towarzystwie Game Boya. To konsola stworzona do tego by dawać masę radości z nierzadko wcale nie tak skomplikowanych gier. Cudowne, jak ten sprzęt się zestarzał i godnie reprezentuje minione czasy. GB to po prostu sprzęt ponadczasowy, dalej będący idealnym zabijaczem czasu w nudnych chwilach. Jeszcze raz, szczerze każdemu polecam zapoznać się z tym kawałkiem technologii.

Quake96

Niedzielny spacer przez cztery generacje - czyli co nieco o mojej przygodzie z konsolami SONY



Dawno nic nowego nie napisałem. Raz zabierałem się nawet do pewnego tekstu, który może kiedyś ukończę, a tymczasem postanowiłem zanudzić was czymś zupełnie innym :)

Jak to zwykle bywa, moje teksty inspirowane są głównie tym co się u mnie aktualnie dzieje i nie inaczej jest tym razem. Jak niektórzy wiedzą, ostatnimi czasy przeżywam wir wrażeń z moim PS4 na które ostatnio wydałem (za)dużo kasy przy okazji uzupełniania biblioteki gier. Tym samym skłoniło mnie to do przemyśleń i napisania czegoś więcej na temat mojej całej przygody z konsolami SONY, tego co o nich myślę i które "lubię" mniej lub bardziej. Gotowi na podróż z PlayStation? No to zaczynamy!


PlayStation - Moje pierwsze


Zaczynamy od podwalin tego forum, czyli pierwszego plejaka. To właśnie ta konsola była również moim wstępem do świata gier konsolowych tak na poważnie. Przed plejakiem miałem dziesiątki pegazusów, ale to jak wiadomo traktowane było raczej jako "gra telewizyjna" aniżeli faktyczny sprzęt gamingowy, czy po prostu pełnoprawna konsola.
PlayStation w moich rękach pojawiło się chyba w okolicy 2007 roku, a przynajmniej tak to teraz pamiętam... Byłem młodym szczylkiem grającym na pececie, podobnie jak wielu jego ówczesnych kumpli. Niemal jak dziś pamiętam też dzień w którym dowiedziałem się, że dostanę pierwszego plejaka. Rozmawiałem wtedy przez telefon z bratem. Ten wówczas mieszkał w zupełnie innym mieście i widywałem go dość sporadycznie. Rozmowa zeszła nam na temat gier, brat wspominał wtedy, że chciałby kupić PS2. Z zazdrością wspomniałem mu tylko, że ja to chociaż "jedynkę" bym chciał mieć, po czym okazało się, że u brata leży pierwszy plejak, bo bratanek jego dziewczyny kupił sobie na komunię PS2 i poprzednią konsolę po prostu porzucił. Ta miała zatem niebawem trafić w moje ręce.
Pamiętam te czasy, gdy wraz z kumplem, który też miał wtedy szaraka, szykowałem się na swoją pierwszą prawdziwą konsolę. Kupno pierwszego (swoją drogą strasznie gównianego) pada, wypalanie płytek z grami, czy kilka oryginalnych "Euro Demo" otrzymanych od kumpla. W tamtym czasie żyłem tylko oczekiwaniem na swojego PSXa...
Gdy nadszedł dzień (w sumie bardziej noc, ale mniejsza o szczegóły) w którym dostałem konsolę, byłem w niemałym szoku. Spodziewałem się pierwszego pleja, takiego jakiego miał wówczas mój kumpel, a dostałem coś co go w sumie nie przypominało. Mój plejak nie był ani taki duży, ani taki szary jak się tego spodziewałem. Tak, dostałem swoje pierwsze PSone :)
Żeby za dużo nie przedłużać, dalszą część historii "trochę" streszczę. Moja pierwsze nieodżałowana do dziś plejka, skończyła rozkręcona i zwyczajnie wyrzucona trochę czasu później. Ot najpierw "popsułem" laser wciskając tackę płyty przez swoje nerwy, potem babka z serwisu próbowała mnie oszukać i naciągnąć na nowy laser za 90zł, a gdy okazało się, że wystarczy podnieść kółko płyty, wraz z kumplem przypadkowo uwaliliśmy płytę główną, zapewne robiąc jakieś zwarcie. Potem przez lata były kolejne plejaki, część już pewnie naprzemiennie z PS2. Ogólnie to chyba połowę "ziomków" z osiedla wykupiłem z ich peesjedynek i przez ręce przewinęło mi się wiele modeli, w tym nawet raz miałem PSone w NTSC-U.

Podsumowując - Pierwsze PlayStation to najważniejsza konsola SONY w moim życiu. To te lekko zdezelowane PSone od brata zapoczątkowało moją miłość do tych konsol i stopniowo odciągało mnie od peceta ponownie pod telewizor, zupełnie jak w czasach pegazusa. Samo PSone cenię sobie szczególnie, właśnie za to, że było moim pierwszym osobistym plejakiem. Wiele mam modeli PS1, ale to te małe, białe pudełeczko jest najmocniej zakorzenione w moim sercu.


PlayStation 2 - Moja pierwsza konsola wzięta "na raty" :D


Podtytuł widoczny powyżej, skrywa w sobie o wiele ciekawszą historię niż się wam wydaje. Nie chodzi tu bowiem o mój pierwszy zakup nowej konsoli na raty w sklepie. Nie chodzi też o to, że dostałem takową od kogoś kto kupił mi ją w takim systemie spłat. Nie nie nie, to historia o tym jak Quake jeszcze w podstawówce robił biznes z kolegą :) A było to tak...
Kumpel z mojej klasy miał uszkodzone PS2 z którym chętny był się rozstać. Problemem była tylko kasa, bo choć cena była niewielka, raptem 20zł jeśli dobrze pamiętam, to jednak nie prosiłem rodziców bezpośrednio o pomoc, a postanowiłem rozliczyć się z kumplem właśnie na raty. Tym samym spłacałem mu tego plejaka drobniakami "wyciągniętymi" od mamy na jakieś picie, czy inne słodkości. Jeśli dobrze też kojarzę, konsolę kupiłem z samym zasilaczem, a pada dokupiłem od tego samego kumpla za kolejne 20 złotych :D
Moja pierwsza PS2 nie była idealna. Był to zajeżdżony slim z chipem i zużytym do bólu laserem. Początkowo ratowałem się tym, że czytał CDki, więc w kilka gier z PSXa mogłem sobie na nim pograć. Później z pomocą przyszedł ponownie mój brat, który zasponsorował mi nowy laser z allegro. Wymiany podjąłem się sam. Pierwszy raz, chyba nawet bez poradników w necie, bo i nie pamiętam czy neta wtedy w domu miałem. Było to dla mnie małe wyzwanie, ale mimo pomocy sąsiada (wylutowanie zworki zabezpieczającej) i jednego błędu, w końcu ujrzałem na swojej konsoli gry odpalane z DVD. Pamiętam też, że wówczas gry pozyskiwałem choćby od innego kolegi z klasy, który wówczas miał PS2, ale bardziej ciągnęło go do peceta. Tym samym ja dawałem mu gry na "kompa" a w zamian dostawałem trochę dobroci na plejaka dwójkę.
Historia tej konsoli była potem trochę zawiła, ale w skrócie, padł mi laser przez tyranie piratami, potem konsole opchnąłem jakiemuś znajomemu,  później znów do mnie wróciła i chyba całkowicie dokonała żywota "w częściach". Niemniej ten egzemplarz był tylko otwarciem, bo przez kolejne lata przez moje łapska przewinęło się chyba jeszcze więcej PS2jek niż PSXów. Tutaj też był najróżniejszy wachlarz modeli i co może być zaskakujące, to nie Slim będący moim pierwszym PS2 stał się moim faworytem, a FAT który zwyczajnie przekonał mnie do siebie swoim wyglądem i budową sprawiającą wrażenie solidnego sprzętu.
W tej chwili pisząc ten tekst, gdy spoglądam na jedną z moich PS2 FAT, widzę masę cudownych wspomnień z minionych lat, gdy z kumplami namiętnie tłukliśmy w Tekkena :D PS2 to z pewnością kolejna po PS1 konsola, która zdefiniowała mnie jako gracza konsolowego.


PlayStation 3 - Zapach świeżości i przesiadka na "nowszy" sprzęt.


Trzeci przystanek naszej wycieczki poświęcę konsoli, która poniekąd zrewolucjonizowała mój grajdołek. Nie jest już to konsola tak szczególna jak dwie poprzednie, ale sprzęt który pozwolił mi choć trochę poczuć świeżość wśród gier.
Swoje pierwsze PS3 kupiłem znacznie później niż PS1 czy PS2. W zasadzie było to już u schyłku siódmej generacji, gdy PS4 było w miarę świeże na rynku. Sprawa zakupu była prosta. Pewien kumpel już od jakiegoś czasu nosił się z zamiarem przesiadki na "czwórkę", a ja zaklepałem sobie u niego jego ówczesne PS3 slim. Gdy w końcu ten nabył swoje białe PS4, w moje łapska trafiło PS3 wraz z dwoma padami i bodaj 9 grami. Był to dla mnie powiew świeżości w konsolach, bowiem do tej pory obcowałem co najwyżej z szóstą generacją w postaci PS2 czy Xboxa. PS3 było dla mnie na tyle "nowe", że mój ówczesny telewizor CRT stał się dla mnie przestarzałym gniotem, co wymusiło na mnie przekonanie się do "płaskich ekranów" i zakup pierwszego telewizora LCD. Z samą konsolą nie mam tu chyba jakichś szczególnych wspomnień. Pamiętam tylko, że wreszcie mogłem odpalić tak ukochane przeze mnie na pececie GTA IV na swojej konsoli. Było to o tyle radosne, że wówczas miałem już chyba słabszego laptopa, który nie chciał z tą grą współpracować. Tym samym miałem teraz możliwość powrotu do Liberty City i to właśnie GTA IV było pierwszą grą jaką ukończyłem na PS3.
A co było dalej? Gdy konsole te zaczęły tanieć, zaczęło się pojawiać ich u mnie coraz więcej. Było słynne PS3 FAT 60gb z YLODem, które kilka jak nie kilkanaście razy wskrzeszałem suszarką do włosów, było nawet PS3 SuperSlim kupione za symboliczne 100zł, a ostatecznie został ze mną PS3 FAT 40/500gb odpicowane wykończeniami z martwej wówczas FATki 60gb, które ochrzciłem dumnie "PS3 500gb HighEnd" :D
A co z pierwszą konsolą? Opowiadałem już co się stało z pierwszym PSone i PS2, więc czy taki sam los spotkał PS3? Otóż zaskakująco nie! Konsola żyje i ma się dobrze do dziś. Nie mam jej ja, ma ją kumpel od którego pierwotnie ją kupiłem :D Tak, wróciła w te same ręce, bowiem kumpel poniekąd dzięki mnie postanowił mieć więcej niż tylko PS4, tym samym kupując zarówno PS3 jak i PS2, a nawet PSClassic. Teraz waha się nad zakupem PSP, bo trochę go do niego przekonywałem, ale to już inna historia...


PlayStation 4 - Pogoń za aktualną generacją


Powoli dobiegamy do końca dzisiejszej opowieści. Zgodnie z chronologią, tym razem będzie o czwartym stacjonarnym plejaku, konsoli która cały czas budzi we mnie bardzo pozytywne emocje, a do której powróciłem całkiem niedawno.
Im dalej w las tym mniej drzew. O ile w przypadku pierwszych dwóch plejek miałbym naprawdę duuużo więcej do napisania, tak im nowsza konsola, tym mniej mam z nią wspomnień. Może wynika to z faktu, że te konsole są po prostu nowsze i miałem mniej czasu na ich poznanie? Może to kwestia tego, że był to sprzęt droższy niż darmowe PSone czy PS2 za dwie dychy? Nie ważne, czas już przedstawić moją historię z konsolą, która pozwoliła mi dogonić aktualną wówczas generację i stać się "na czasie" z grami.
PS4 kupiłem na początku 2018 roku. Wspólnie z kumplem przymierzaliśmy się wówczas do przejścia na kolejną generację. Ja z PS3 i x360, on z samej 360tki. Swój egzemplarz wyrwałem okazjonalnie, gdy podsunął mi go wspomniany kumpel. Znalazł on ogłoszenie na OLXie, a że sam miał już umówioną inną sztukę, to niejako odstąpił mi interes. Swojego plejaka kupiłem za całe 580zł w zestawie z padem i FIFĄ 17. Konsola była okrutnie zasyfiona w środku, ale hej, kosztowała mnie wtedy nie tak dużo jakby mogła! Kumpel za swoje PS4 dał bodaj 650zł, więc to 70zł do przodu dla mnie.
Moim egzemplarzem był FAT 500gb. Sprzęt dostał oczywiście porządne czyszczenie, które z resztą zapoczątkowało mój inny temat na tym forum. Konsola służyła mi wiernie, dając przy tym frajdę przy kilku grach. Nadszedł jednak czas rozstania, gdy potrzebowałem pilnie kasy na zakup kolejnego kaszlaka. PS4 trafiło wtedy do lombardu pod zastaw, a ja później nie miałem pieniędzy na jego wykup, więc konsola przepadła i jakiś czas później widziałem ją wystawioną na OLXie. Przez dłuższy czas musiałem się obejść smakiem z zakupem kolejnej PS4ki, ale jest w tej konsoli jakaś magia, coś co mnie do niej ciągnęło na tyle, że w końcu zmobilizowałem się do zakupu kolejnego plejaka.
Tym samym dobiegamy do czasów obecnych. Niedalej jak kilka tygodni temu, wreszcie wróciłem do PS4. Szukając nowej konsoli miałem w zasadzie tylko jeden wymóg. Koniecznie musiała to być wersja FAT. Nie wiem, jest w tych konsolach coś takiego co mi się podoba. Może to też zasługa tego, że Slim czy Pro wydają mi się takie okrutnie "bezpłciowe"? Jakby to nie było, FATka moim zdaniem jest najładniejszą wersją PS4 i dlatego też chciałem do niej wrócić. Udało mi się kupić całkiem ładny egzemplarz, co też mnie bardzo ucieszyło w komplecie z oryginalnym kartonem, padem, papierologią a nawet grą z Bundla. Dałem za nie zdecydowanie więcej niż za poprzednie PS4, niemal 3 lata temu, bo aż 850zł, ale uważam że jest warte każdej tej złotówki w 100%.
PS4 jest dla mnie jakąś taką magiczną konsolą. Niby to już ta generacja, gdzie coraz częściej przewija się tak nielubiane przeze mnie "online", a mimo to tak mnie do niej ciągnie, że nie potrafię tego opisać słowami. Z pewnością jest to konsola, która daje mi równie wiele radochy co PS1 i PS2. Mimo iż dziś jest to już "zeszła generacja", to nadal cieszy mnie tak samo jak w momencie gdy moje pierwsze PS4 było "aktualne" :D


Nic więcej nie muszę już tutaj dodawać. Lecę czym prędzej ogarnąć parę spraw, bo PS4 stygnie, a mam do ogrania This War of Mine 8)

Damian

Specjalnie dla ciebie powinni zrobić Maluch Racer na konsolach. I może jakiś Ogar Racer.

Quake96

Wiesz, że nie raz o tym myślałem? :D No nic, mam peceta, mam Maluch Racery więc musi mi to wystarczyć 8)