Kłejkowy grajdołek - o wszystkim i o niczym zarazem

Zaczęty przez Quake96, Styczeń 15, 2019, 18:42

Poprzedni wątek - Następny wątek

Quake96

Dostałem zielone światło od wodza, zatem zaczynam pracę nad swoim "twórczym" wątkiem >:D

Na wstępie witam w moim własnym grajdołku, czyli miejscu, gdzie będę starał się pisać to co aktualnie zajmuje moją głowę, a czym mam chęć się z wami podzielić :) Prawdopodobnie będzie to przypominać jakąś formę "bloga", choć osobiście nie nazwałbym tego blogiem, tak samo jak nie nazywam swoich growych zbiorów kolekcją :) Temat ten ma być zbiorem tekstów na tematy wszelakie, od typowo growych i konsolowych przemyśleń, po wspominki czy opinie na różne tematy kończąc.

Nie jest to oczywiście temat zamknięty na dyskusje. Kto z was zdążył mnie trochę poznać, ten wie, że lubię dyskutować i wymieniać się opiniami z innymi i poniekąd również w tym celu powstaje ten wątek. Chciałbym wtrącić coś od siebie, dając jednocześnie pretekst do poruszenia większej dyskusji w otwartym gronie. Nie przedłużając już tego przynudnego wstępu, z miłą chęcią przejdę do pierwszego "tekstu" w tym wątku :)


Klasyki Dzieciństwa #1 - Spider-Man (PSX)

(Obrazek zapożyczony z google grafika)


Jakiś czas temu, no może trochę dawniej, na sklepowe półki trafiła najnowsza odsłona serii z pajęczastym (jest w ogóle takie słowo?) gościem, który po raz kolejny ratuje świat przed tymi "złymi". Mnie natomiast, w ramach powrotu do przeszłości, odgrzebywania, oraz kupowania szarakowych klasyków wzięło na powrót do jednej z gier jakie miałem okazję ogrywać na swoim pierwszym PSone i to ona będzie dziś tematem mojego wywodu z serii "Klasyki Dzieciństwa".

Zaczęło się w sumie od tego, że jakiś czas temu zacząłem powoli rozbudowywać swoje growe zbiory na pierwsze PlayStation. Pamiętam doskonale, że za dawnych lat, jak zapewne niejeden z was, grałem po prostu na "piratach". Nie będę owijał w bawełnę, grałem tak, bo nie bardzo przejmowałem się czy gra będzie w pełni oryginalnym, tłoczonym krążkiem, czy tanim kawałkiem plastiku popisanym markerem. Gier na szaraka miałem tak wiele, że była swego czasu tego chyba ponad setka, co jak się pewnie poniekąd można domyśleć, skutecznie rujnowało chęć ogrywania wszystkich tych tytułów.
Po prostu było tego za dużo, co wydaje się brzmieć jak kiepski żart, zważywszy na fakt, że obecnie na PS2 posiadam ponad 170 oryginalnych gier i wciąż nie czuję przesycenia. Czym innym jest jednak budowanie swojego growego imperium na podwalinach oryginalnych wydań, opakowanych w zgrabne pudełka, a następnie korzystanie z tych dobroci, a czym innym wypad do "komputerowego" po pudełko tanich CDków, nagrywanie gier "jak leci" i narzekanie potem, że "eee nie wiem co wybrać". Myślę, że nie tylko ja tak uważam :)

Wracając jednak do sedna wstępu, w ramach powrotu do klasyków z dzieciństwa, które wśród tylu ton śmieciowych "verbatimów" czy innych "xpowerów" zapamiętałem szczególnie, postanowiłem odkurzyć wspomnienia właśnie o Spider-Manie. Problem w tym, że gdy zdecydowałem się wreszcie szukać tej gry, to najpierw na allegro dostępna była tylko druga część (w którą grałem dawniej, ale nie mam do niej takiego sentymentu), a później pojawiła się jedna sztuka za 130zł (cóż, wspomnienia kosztują :'( ), ale wtedy z kolei wybrałem zakup GameBoya Advance.
Niemniej jednak, zawsze pojawiały się jakieś pomysły na wydanie zbędnej gotówki z wypłaty i zupełnym przypadkiem, w nowo odkrytym, growym lombardzie pewnego razu, wśród kilku mniej czy bardziej interesujących gier, pojawił się i on. Spider-Man w swojej pełnej krasie, w równie pełnej cenie 150zł. W normalnych okolicznościach wyłupił bym oczy ze zdumienia, popukał się w czoło i stwierdził, że chyba kogoś pogięło. Tym razem było jednak nieco inaczej... Szybko porównałem sobie to z allegrową ceną, która była ledwie 2 czy 3 dyszki niższa, do tego koszta wysyłki i oczekiwanie na paczkę (a jak wiadomo, czas to pieniądz), po czym stwierdziłem, że mieści się to jeszcze w moim marginesie cenowym. Byłem już niemal przekonany o zakupie tej gry, wyczekiwałem tylko dnia wypłaty, by szybko popędzić do lombardu, napchać kieszeń sprzedawcy i wrócić z bananem na ryju do domu.

Tymczasem gdy nadeszło święto "Matki boskiej pieniężnej", przed wypadem po grę, postanowiłem zajrzeć na OLX, co tam ciekawego słychać, bo niepotrzebne PLNy tylko swędziały moją kieszeń i wpadłem w niemałe zdumienie. Jak nigdy, lokalna strona z ogłoszeniami wypełniona była szarakowymi wspaniałościami, a wśród nich, ten jeden, jedyny wspaniały Spider-Man, za zaledwie połowę ceny, jaką życzył sobie gość z lombardu.
Wiedziałem, że teraz to już tylko walka z czasem, więc chwyciłem za telefon, szybko dogadałem zakup, przy okazji zgarniając jeszcze kilka innych gier i nareszcie mogłem cieszyć się swoją kopią tego bądź co bądź klasyka mojego dzieciństwa. Radość potęgował fakt, że grę udało się kupić znacznie taniej, a zaoszczędzone środki i tak przepierdzieliłem na inne gry na PSXa 8)

Pierwszego (nie liczę odsłon na inne platformy) Spider-Mana ogrywałem chyba jeszcze wcześniej na komputerze. Nie sięgam teraz tak daleko pamięcią, by stwierdzić z pewnością, gdzie po raz pierwszy spotkałem się z tą grą, ale z pewnością było to albo na pececie, albo na PSone.
O ile nie jestem jakimś fanem komiksowych superbohaterów, fantastycznych mocy, czy porywającej niczym ściekowy potok akcji, tak akurat ten tytuł bardzo mi się spodobał. Rozgrywka nie była nazbyt skomplikowana, gra nie wymagała główkowania, akcja po prostu parła do przodu, a my braliśmy w niej czynny udział. Uważam też, że w tej typowo "komiksowej" oprawie jest coś ponadczasowego. Gra po latach wróciła do mojej świadomości dokładnie taka sama, jaką ją zostawiłem ładnych kilka, jak nie kilkanaście lat temu.
Przy wczorajszej sesji, ogrywając coraz to kolejne etapy, z mojej głowy wręcz same wylewały się wspomnienia. Szybko kojarzyłem niektóre etapy, czy nawet przypominałem sobie jakieś drobne detale, typu tekst Scorpiona - "Your time is running out! hahahaha". Coś niesamowitego, jak jedna gra potrafi cofnąć człowieka w czasie o tak wiele lat. Pisząc ten tekst, przypominam sobie te chwile, gdy będąc jeszcze szczylem, cisnąłem w Spidera na moim pierwszym, ukochanym PSone.

Mam też w sobie coś takiego, że jedno takie wspomnienie, potrafi wywołać efekt lawiny i tym samym wspominając zagrywanie się w gierkę na konsoli, szybko zaczynam wspominać też inne rzeczy, które towarzyszyły mi w tamtych latach. Moja pierwsza własna konsola SONY, beztroskie spędzanie czasu z kumplem przy niejednej grze, czy nawet takie bzdury jak zakup pierwszego pada do swojego PSone i to jakie to było badziewie :D
Lubię wspominać, o czym zdążycie się jeszcze niejednokrotnie przekonać. Wspomnienia to napęd dla nostalgii, która przecież nam, graczom retro towarzyszy nieodłącznie i choć czasem bywa zwodnicza, to bez niej te wszystkie "stare gry" nie byłyby dla nas tym samym czym są teraz. Dla mnie ten Spider-Man to nie tylko świetna gra, ale i świetne wspomnienia i tym samym niesamowity bonus do klimatu podczas kolejnych chwil spędzonych przed ekranem.
Jednego jestem pewien - Ten nowy Spider-Man, jakkolwiek dobrym tytułem nie jest, chyba nigdy już nie będzie w mojej głowie czymś tak wyjątkowym jak pierwsza część przygód pajęczaka na PS1...


Poniżej mały "teaser" w postaci klipu z drugiego, wspomnianego gdzieś wyżej etapu ze Scorpionem ^-^


G-R-Z-E-C-H

Czy mi się wydaje czy narratorem jest tutaj sam Stan Lee?

Quake96

Jeśli dobrze wyszukałem, to tak :)

Kurde, gra jest tak miodna, zaszedłem nawet dalej niż kiedykolwiek :D

Quake96

Zakazane opowieści - czyli piraty znalezione na dnie szafy


(tyle udało się odnaleźć po latach)

Długo zbierałem się do napisania tego tekstu. Wystarczająco długo, by przy okazji ostatnich porządków znaleźć jeszcze moje zaginione ruskie tłoki, które swego czasu specjalnie odłożyłem, aby ich nie zniszczyć. Co prawda nic mi dzisiaj po tych wszystkich płytkach, ale to swego rodzaju ciekawa pamiątka minionych czasów, o których zamierzam tutaj trochę poopowiadać.

Zacznę tutaj od pytania - Kto z nas choć raz nie grał na "kopiach zapasowych"? Kto z nas nie miał przerobionego plejaka? Ba, pewnie niejeden z nas sam niósł swoją konsolę do lokalnego serwisu na "przestrojenie". Bez bicia przyznam, że sam przerobionych szaraków miałem kilka, a jednego sam niosłem do przerobienia. Takie to były czasy, człowiek ani nie miał kasy na oryginały, ani nie były mu specjalnie potrzebne, bo gra była grą i nie miało większego znaczenia czy jest oryginalna czy nie, póki konsola ją odczytywała.

Ja co prawda nie miałem okazji posiadać plejaka w tych "złotych" czasach, gdy na targowiskach można było kupić gry z "pierwszego tłoczenia" od panów ze wschodnim akcentem, ale miałem za to kolegów, komputer i nagrywarkę CD, więc w zasadzie miałem nawet lepiej. Gdzieś tam pojawił się też internet, więc świat gier na pierwsze PlayStation stanął przede mną otworem. Pamiętam, że gdzieś u szczytu mojego piractwa, miałem chyba ponad 100 płytek. Nie żebym się tym teraz chwalił, bo to żaden powód do dumy, ale chcę tu nakreślić jak niewiele kiedyś znaczyła dla mnie oryginalność nośnika i jak wiele miałem, choć tak naprawdę nic nie miałem.

Kiedy zatem nareszcie dojrzałem do grania w oryginalne gry? Kiedy zacząłem z szacunkiem patrzeć na coraz to kolejne oryginalne kopie gier w moim zbiorze, a stare, niechciane już piraty odeszły do lamusa?
Ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Wszystko zależy też o jakiej platformie mówimy, bo akurat w przypadku szaraka nadeszło to chyba nieco później niż choćby przy PS2, a więc jakoś odkąd zacząłem budować obecny zbiór gier i wszystkiego co z nimi związane. Powód tego był prozaicznie prosty. Gry na pierwsze PlayStation są dzisiaj w cenie. Może nie wszystkie, ale gro gier, które chciałbym mieć, lub już posiadam, kosztuje czasem znacznie więcej niż równie pożądane przeze mnie tytuły na drugiego plejaka. Poza tym, jestem zwolennikiem kupowania osobiście, na miejscu, bez czekania i płacenia za przesyłki. Lubię widzieć co kupuję, ale przede wszystkim jestem strasznie niecierpliwym typem człowieka, więc każdy dzień w oczekiwaniu na paczkę z grą to dla mnie małe przeżycie, coś jak taki domowy survival z cyklu "Jak doczekać mojej przesyłki". W związku z tym przez długi czas wzbraniałem się przed kupowaniem gier na szaraka przez internet, bo było to dla mnie trochę kosztowne zarówno finansowo jak i nerwowo.
Ratunkiem dla mnie stały się lokalne sklepiki i chyba przede wszystkim OLX. Nie jedną i nie dwie gry wyhaczyłem dzięki moim lokalnym zakupom. Miałem nawet swego czasu swoje małe "źródło" gierek po 10 zeta, ale raz, że zaczęło wysychać, a dwa, że gość u którego kupowałem gry przestał mnie lubić. Kto pamięta gdzie i za ile kupiłem pewnego razu Xboxa 360, ten na pewno wie dlaczego tak się stało :D

Szarakowa rewolucja nadeszła jednak dopiero niedawno, bowiem jakoś pod koniec zeszłego roku, wreszcie przekonałem się do kupowania na alledrogo i zdecydowałem się zdobyć kilka klasyków mojego dzieciństwa. Jako, że moje finansowe możliwości stały się nieco większe niż kiedyś, pierwsze zamówienie wyniosło mnie około 400zł. Dziś to dla mnie dość duża suma jak na jednorazowe zakupy, ale nie tak wielki wydatek w rocznej skali moich okołogrowych zdobyczy. Nie żałuję ani złotówki którą wówczas wydałem, bo już pierwszym rzutem zamówiłem kilka moich osobistych perełek takich jak Tekken 3 czy mój ukochany Darkstone. Pamiętam z jakim podnieceniem opowiadałem o tych zakupach mojemu najlepszemu kumplowi, który to za dzieciaka zaraził mnie szarakiem i który to spędził ze mną niezliczone godziny przy tych wszystkich grach. Gdy tylko dotarła przesyłka z Tekkenem, obowiązkowo zgadaliśmy się chociaż na godzinkę żeby wspólnie pograć i powspominać jak to kiedyś było. Żadna inna konsola i żadne inne gry nie wywołują we mnie takiej nostalgii jak właśnie PS1 i te tytuły które ogrywałem lata temu, właśnie dzięki temu, że byłem "piratem".

Co zatem stało się z tymi wszystkimi zaginionymi "kopiami zapasowymi" i czy żałuję dziś tego że piraciłem gry na potęgę? Całkiem łatwo na to odpowiedzieć. Wiele z gier po prostu nie dotrwało tych czasów, bo przestałem się nimi przejmować i zaczęły się niszczyć. To co przetrwało w dobrym stanie oddałem znajomemu z poprzedniej pracy jakoś w zeszłym roku, bo ten o dziwo miał jeszcze przerobionego plejaka i wciąż grał na piratach.
Niemniej jednak, trochę płytek dotrwało do dnia dzisiejeszego i to one stały się inspiracją do napisania tego tekstu. Co zatem zostało? Garść zajechanych gier, głównie nagrywanych osobiście przeze mnie, z czego prawie żadna z nich nie działa, choć jakiegoś Duke'a udało się odpalić :D Oprócz tego zostały też dwa "ruskie tłoki", które dostałem chyba kiedyś do jednej z kupowanych konsol. Są to Syphon Filter 3 i pierwszy Harry Potter. Obie nawet dalej działają i wyglądają o niebo lepiej niż tamte nagrywki, co pokazuje, że jednak te ruskie piraty to takie złe nie były, przynajmniej pod względem wytrzymałości ;)


(Harry Potter w swojej pełnej, choć jak pamiętam jeszcze z czasów jego "świetności" nie do końca sprawnej krasie. Już dawniej wieszał się gdzieś po walce z gargulcami.)

Wciąż jednak nie odpowiedziałem na drugą część pytania - czy żałuję tego że piraciłem? Absolutnie nie. Może brzmi to ostro, ale paradoksalnie ciesze się, że dojrzewałem wraz z tymi wszystkimi kopiami, bo wiem, że i tak nie byłoby mnie wtedy stać na oryginalne gry, a kumple, internet i nagrywarka otworzyły mi okno na świat tych wszystkich wspaniałych tytułów, które dzisiaj mają dla mnie podwójną moc, bo nie dość, że dalej są świetnymi grami, to jeszcze wiążą mnie z nimi cudowne wspomnienia z "tamtych" lat. Dzięki temu mogłem poznać i docenić potęgę pierwszego PlayStation i kto wie czy gdyby nie te gry, to byłbym dzisiaj takim samym graczem. Może zamiast zapełniania półek kolejnymi growymi dobrociami zbierałbym tylko kolejne pozycje na liście gier swojego Steama czy innego GoGa, zagrywając się przy tym nałogowo w CSa, albo Fortnite'a. Brrr... aż ciarki człowieka przechodzą jak sobie o tym pomyśli.

Dziękuję wam wszystkie stare, dobre piraty. Dziękuję dziś, jako dojrzały już gracz, który dzięki wam może teraz doceniać te wszystkie wspaniałe tytuły na oryginalnych nośnikach :)

G-R-Z-E-C-H

Prawda to.
I mimo wszystko nie uważam, żeby piractwo wyszło branży na złe. Ilu obecnych graczy regularnie płaci za gry w zasadzie tylko dzięki temu, że kiedyś połknęli bakcyla poprzez ogrywanie piratów?

hankie

Jakkolwiek nie patrzeć - piractwo i Szarak w naszym kraju żyły jako często nierozłączne części. Nie możemy porównywać tego do sytuacji obecnej, gdzie Szarak już jest przedmiotem kolekcjonerskim i często w rękach określonego użytkownika - a ten dba o niego i raczej kolekcjonuje gry.

Ale w przeszłości wokół mnie pod tym względem nie było inaczej. Na targu przegrywki z listy oraz piękne tłoki (były w folijkach z wydrukowanymi okładkami na ładnym laserowym papierze). W 'przeróbkach' (u nas się tak mówiło) specjalizował się co trzeci komis czy warsztat elektroniczny. Piraty na początku nie kosztowały dyszki - tylko uwaga - ale 25 złociszy... Fakt, że nagrywane na bardzo dobrych płytach, ale kosztowały tyle to Oficjalny PlayStation Magazyn. Nieraz słyszało się rozkminy - bo kiedyś 25 złotych to nie było mało - co lepiej kupić pirata, czy PSM? ;)
W jednym z historycznych postów pisałem, że jeden przybytek był u nas szczególny. Można było tam przerobić PSXa z czasem realizacji 24h > a robili solidnie, bo facet się chwalił, że przez 3 lata nie mieli reklamacji :D Zostawiało się konsolę, a nazajutrz była 'przerobiona', nawet otrzymywało się stosowny kwitek z pieczątką, profeska.

A gry? Tutaj w ogóle poziom obsługi był na wysokim poziomie. Można było 'zamówić' gry PC, gry PSX, filmy DivX (!), płyty muzyczne, składanki mp3 (SERIO! W czasach bez internetów za 25 ziko można było kupić płytę np Techno Lato 2003 i robić hałas na osiedlu). Fakt, że po 2 nalotach Policji przybytek stał się ostrożniejszy i była procedura kupna. Trzeba było wejść jak nie było ludzi, wyjąć spisy (kilkanaście stron, na bieżąco aktualizowane!) spod reklamówek i iść za gablotkę by spokojnie wybierać. Spisywano zamówienie, 25 ziko na ladę, na następny dzień nówka płyta do odbioru. I tak to działało przez lata...

Komis istnieje do dzisiaj, lecz ww specjalizacji już nie mają ;) A ja? Mój pierwszy Szarak (ten bez górnej obudowy) nie miał przeróbki. Ratowałem się pożyczaniem, demkami etc. Po prostu zakup PSXa wyssał kasę ze skarbonki, więc nawet na 'przeróbkę' nie miałem ;) Co prawda następny pełnoprawny już chipa miał, ale już grywałem na dwójce. Bez 'przeróbki'.
Chociaż taka racja, niestety, kto nie grał na piracie, niech pierwszy rzuci kamieniem ;)

Damian

To mój tato w latach świetności kupował te tłoczone (i faktycznie są one jeśli już to niewiele gorsze od oryginalnych płyt - wypalane bywają bardziej wybredne). Później jak kupił nagrywarkę to kopiował sobie te płyty i je wymieniał czy jakoś tak.

hankie

Cytat: Damian w Luty 22, 2019, 10:13kupował te tłoczone
U nas na targu były ona z 3 dyszki, ale potem by klientów komisowych (z ww przybytku) zagarnąć to obniżyli cenę do 20 złotych. Ale komisiarze siali wtedy ploty, "że ruskie tłoki niszczą laser bardziej niż przegrywki na ich dobrych płytach" - i trochę osób się bało :D

animare

Mój pierwszy PSX został przerobiony w "pseudo" serwisie w czasie poniżej 24h. Taki koszt w 2000 roku wynosił 80 lub 90 zł. Bardzo dużo osób w tamtym okresie ratowało się kopiami zewsząd. Na Targu u tych "ruskich" były dwa miejsca gdzie można było kupić ruskie tłoki. W jednym w tamtym okresie po 20zł w drugim po 15zł oczywiście można było wymieniać za 10zł jeśli miało się całą kopertę z grą i okładkami :-). Wszystko oczywiście na targu tylko po zapytaniu odpowiedniej osoby. Tak jak to teraz często jest ze sprzedażą tytoniu :-).

Ja oczywiście miałem swoje różne źródła dostępu do gier tak więc w kolejnych latach gdy dorwałem jakąś "kopię" to sąsiad przegrywał je za symboliczną złotówkę :-). Ze wszystkich znajomych tylko jeden czy dwóch kumpli w tamtym okresie pozwalało sobie na każdy oryginał. Zawsze mieli wszystkie dostępne samochodówki oraz crashe, spyro i tekkeny ze sklepu :-).

Także podsumowując, to  "Tak" - bycie piratem ukształtowało postrzeganie przeze mnie gier i docenienie oryginalnych produkcji.

Quake96

Tak dołączając do waszej dyskusji, to ja szaraka przerabiałem w wakacje chyba w 2008 roku. Było to moje drugie PS1, ale zarazem pierwszy PSX. Nie pamiętam ile płaciłem, ale chyba coś między 50 a 100zł, do tego musiałem długo czekać, bo gość najpierw zamówił chip do PSone (konsoli mu jeszcze nie przyniosłem, tylko mówiłem, że chce PS1 przerobić), a później po zamówieniu odpowiedniego chipa, jeszcze trochę czasu go zakładał. Konsola oczywiście przerobiona w "dwóch systemach", ale bez color-fixa. Model 5502, więc o ile pamiętam tutaj wymagałoby to montażu dodatkowego układu w przeciwieństwie do np. 9002 gdzie bodaj wystarczyło połączyć punkty kabelkiem.

Ja ruskich tłoków nie miałem okazji kupować, ale znajomy opowiadał mi, że za jego czasów, gdy przerobił PS1, kupował na naszym rynku tłoki od rusków. Podobno jak brał te 5 czy 6 na raz to jednego miał gratis, więc nawet u nich były jakieś "promocje" :D

retron67

#10
W moich czasach Prime'u PSX w latach koniec 95 pocztątek 96, byłem naocznym swiadkiem,przerobienia scph 1002. Mojemu koledze drżał głos i trzęsły się ręce gdy oddawał go pewnemu panu X ,co prowadził sklep komputerowy, w tamtych czasach gdzie nie bylo wiedzy, bylo 50/50 że się nie popsuje,późniejsze lęki innych,brały się stamtąd,czy się uda czy uszkodzi konsolę wartą Pentium 90 lub dwie uwczesne wypłaty mojej mamy. Chłop który to robił, lutował spiderchipa, pełno było kolorowych kabli, i były errory, płyta się kręciła 4 razy szybciej i w drugą stronę, dla 11 latka przezwyczajonego do "tak ma być" to był szok. Cena w 96 przeróbki oscylowała 150zł sam CHIP, i zależało od gości ile brali za "robotę" . Swoją drogą wiedzę tą mieli nie liczni, i mało było takich usług, dopiero z czasem ,nastała lawina, ale to ci 1wsi pobudowali domy ;)

adikropkaer

Pierwsze własne psone miałem przerobione. Tak samo z pierwszym ps2. Po świadomym rozpoczęciu kolekcji przestałem używać piratów. Jakiś czas temu rytualnie opróżniłem klaser z wypaloną masą płytek, które wylądowały w śmietniku. Obecnie oprócz oryginałów, zabawa w emulatory, które są kwestią sporną. Sam czasami mam z ich powodów jako takie wyrzuty, bo właściwie można to traktować jako piractwo.

Wysłane z mojego Redmi 6 przy użyciu Tapatalka


Quake96

Bezpośrednie starcie #1 - PSP vs. PS Vita


Swój autorski wątek postanowiłem odświeżyć tekstem dotyczącym dwóch przenośnych konsol od naszego ukochanego SONY. Przez długi czas nie miałem nawet możliwości pobawić się z nowszą Vitą, ale z racji zakupu tejże już jakiś czas temu, w końcu mogę napisać kilka słów od siebie, a tym samym zestawić ze sobą obie kieszonsolki i trochę o nich pogadać. Wiernych czytelników od razu uprzedzam, że poniższy tekst jest zupełnie subiektywny, więc nie każdy musi i zapewne nie będzie się ze mną choć po części zgadzać. Ja po prostu nie potrafię być obiektywny, więc znacznie łatwiej jest mi wyrażać "własne zdanie". No, ale dość tego przydługiego wstępu, czas grzać palce na klawiaturze i lecieć z właściwym tekstem!

Wstęp wypadałoby zacząć od choćby pobieżnego przedstawienia naszych zawodników. Tak więc, w prawym narożniku do starcia staje weteran konsolowej sceny, niejaki "Walkman XXI wieku", jedyny w swoim rodzaju PlayStation Portable. Po jego lewicy na "hakerskiej" podstawce z pudełka od kasety magnetofonowej, jawi się bezpośredni następca platformy PSP, debiutujący na rynku w roku 2012 PlayStation Vita!


(Zawodnicy już niecierpliwie wyczekują na swoich stanowiskach)


PSP - Walkman XXI wieku

Jako pierwsze w naszym zestawieniu jawi się pierworodne mobilne dziecko SONY. PlayStation Portable to system który zadebiutował na przełomie lat 2004-2005 (zależnie od regionu). To dość spory kawałek czasu w technologicznym świecie. Dziś ten sprzęt można spokojnie uznać za technologicznie przestarzały, ale czy przestarzały oznacza słaby? Oczywiście że nie! Jedno trzeba tutaj szczerze przyznać, SONY wyprzedziło swoje czasy i jak na okres debiutu PSP, konsola ta była naprawdę mocno zaawansowana technicznie. Żaden inny handheld nie mógł się wtedy poszczycić tak zaawansowaną grafiką 3D, że o reszcie technologicznych nowinek nie wspominając. Portable dla wielu z nas jawiło i jawi się do dziś jako coś w rodzaju "przenośnego PlayStation 2", konsoli wciąż niedoścignionej pod względem sukcesu marketingowego.


(Żadna inna ówczesna konsola nie mogła nawet próbować konkurować technologicznie z PSP)

Co zatem poszło nie tak, że PSP nie odniosło równie dużego sukcesu na konsolowym rynku? Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, bo jedni twierdzą, że konsolę zabiło piractwo, inni twierdzą, że DS (bezpośredni konkurent PSP) miał po prostu "lepsze gry", co oczywiście jest opinią totalnie subiektywną, choć przełożyło się to bezpośrednio na słupki sprzedaży tych dwóch konsol, gdzie PSP zostało niestety w cieniu Nintendo. Osobiście myślę też, że duży wpływ na taki a nie inny los tych konsol ma fakt, że Nintendo od lat było niepokonanym gigantem na rynku konsol przenośnych, gdzie nie raz już udowodniło, że w mobilnym graniu nie jest najważniejsza technologia, a grywalność i przystępność dla przeciętnego gracza. Ponadto przez ten okres, wielkie "N" zdążyło w umysłach graczy wypalić pogląd na to jak powinny wyglądać i działać gry mobilne.
Wiele osób chyba nie było zwyczajnie gotowych na to co chciało pokazać SONY, ze swoim technologicznym skokiem w XXI wiek. SONY jak zawsze postawiło przede wszystkim na najnowszą technologię i funkcjonalność, co jednak nie dało tak spektakularnego efektu jak na rynku konsol stacjonarnych. Mimo wszystko uważam, że PlayStation Portable to konsola ponadczasowa, która tak naprawdę odniosła ogromny sukces jako debiutant na polu kieszonsolek, stając w szranki z wówczas prawie 30 letnim doświadczeniem Nintendo.


(Napęd UMD był jednym z tych rozwiązań, które po prostu "nie wypaliły")


Vita, znaczy "życie pełne niewykorzystanego potencjału"

Nadchodzi rok 2012. SONY już dawno pogrzebało swojego handhelda, który skazany na swój los poprzez piractwo, wciąż żył w umysłach graczy. Nintendo dalej święci triumfy na "podwórkowym" polu, gdy do gry wkracza PlayStation Vita początkowo nazwane przez SONY "NGP" od Next Generation Portable. Konsola która po raz kolejny miała spróbować zrzucić z tronu wielkie "N", konsola która po raz kolejny dopakowana była technologicznymi nowinkami na maxa, konsola której po raz kolejny się nie udało...


(NGP, czyli PlayStation Vita w swojej pełnej krasie)

SONY przyłożyło wszelkich starań by ulepszyć to co już stworzyli. Vita pozbawiona była pewnych komercyjnych porażek swojego poprzednika, rezygnując z optycznego nośnika UMD na rzecz niestandardowego formatu kart pamięci, czy dodając wreszcie tak upragnioną przez wszystkich drugą gałkę analogową. PSV było konsolą niemal idealną pod kątem technologicznym i nawet dziś trudno doszukiwać się w niej jakichś poważniejszych wad. Była co prawda przepełniona technologicznymi nowinkami, które ostateczne nie zyskały tak szerokiego zastosowania jak by tego chciało SONY, ale w niczym to nie przeszkadza. Z dzisiejszej perspektywy są to dla mnie fajne "bajery", które w niczym nie psują zabawy, a wręcz czasem potrafią ją wzbogacić o nowe doznania.


(Tylny dotykowy panel czy aparat to tylko część nowości oferowanych przez Vitę)

Co zatem kolejny raz poszło nie tak? Przecież tak zaawansowana technologicznie konsola pełna była potencjału, który przy odpowiednim wykorzystaniu mógłby w końcu wynieść SONY na piedestały, tam gdzie już dawno zasiadły ich stacjonarne konsole. Znów nie zawiodła technologia, nie zawiodło tym razem nawet piractwo, zawiodło samo SONY. Tak, ojcowie marki PlayStation sami poniekąd zabili Vitę, choćby poprzez wprowadzenie swojego własnego standardu kart pamięci dla przechowywania danych, co samo w sobie nie było oczywiście złe, gdyby nie absurdalnie wysokie ceny tychże kart i brak jakiejkolwiek, choćby kilkugigowej memorki w zestawie startowym z konsolą.
W czasach, gdy miniaturowe karty pamięci nie były już tematem nowym, a ceny przeciętnych nośników tego typu oscylowały w okolicach 50zł za niezbędne minimum, lub nieco więcej, wprowadzanie swojego nowego standardu, który windował ceny wysoko w górę było zwyczajnym strzałem w kolano. Podwójnym rzekłbym na dodatek, bowiem Vita w dużej mierze opierała się już na byciu "online", oferując mnogość gier dostępnych wyłącznie w cyfrowej dystrybucji, czy wszelkiej maści internetowych dodatków mających rozszerzać growe doświadczenie o nowe horyzonty. Przecież już na premierę dostępna była nawet "bogatsza" wersja konsoli z wbudowaną obsługą sieci 3G. Wszystko to przecież nie mogło funkcjonować bez odpowiednich zasobów pamięci magazynowej, której przypominam oryginalna Vita nie posiadała, a dedykowane karty pamięci o pojemności większej niż podstawowe 4 czy 8gb kosztowały krocie.


(Przeskok technologiczny Vity względem PSP widać już po samych nośnikach)

Pomijając już resztę technologicznego bełkotu, muszę po prostu MUSZĘ przejść do tematu gier i wspomnieć o tym jak bardzo zabrakło tutaj wielu znanych i cenionych marek. Samo SONY nie zadbało należycie o wyposażenie biblioteki PSV o swoje solidne tytuły, dając nam zaledwie okruchy tego co mogłoby powstać i być może choć trochę odmienić losy tej wspaniałej konsoli. Zewnętrzni developerzy też już nie garnęli się tak do nowego systemu, zapewne zrażeni historią PSP i tym jak bardzo piractwo dało się tam we znaki. Zatem poniekąd przez dziedzictwo PSP, Vita nie doczekała się tak wielu tytułów znanych growych IP jak choćby Grand Theft Auto czy Need for Speed, który choć zadebiutował na Vicie, to raptem w postaci jednej odsłony, gdzie PlayStation Portable otrzymało ich bodajże aż sześć. Cholerka, nawet żaden pełnoprawny Tekken nie pokazał się na Vicie, a w zamian dostaliśmy tylko remix Tekkena ze Street Fighterem. Jedyne czego na pewno nie zabrakło na ostatnim (jak do tej pory) handheldzie SONY to gier z gatunku jRPG. Tylko Japonia jako taka starała się podtrzymywać życie Vity jak najdłużej, gdzie konsola cieszyła się nieco większą popularnością niż na innych kontynentach, zapewne przez właśnie ten gatunek gier. Cała reszta świata mogła jedynie ratować się dziełami twórców niezależnych, czyli dziś już powszechnie znanym gatunkiem gier Indie. Niestety, dla takich jak ja, czyli osób ceniących sobie fizyczne wydania nie jest to do końca dobra wiadomość, gdyż spora część tychże gier nigdy nie ukazała się na nośnikach, a lwia część tego co jednak ukazało się na kartach pamięci, otrzymała raczej limitowaną ilość wydań, przez co dziś gry te rosną ciągle w cenie.


(Fizyczne nośniki to coś co już rzadziej się widuje. Nikt też nie za bardzo dba o dodatkową zawartość w pudełkach z grami.)


PSP vs PSV w mojej ocenie


Drugą część tego tekstu poświęcić chcę już wyłącznie moim osobistym doświadczeniom z obiema konsolami, czyli temu co w zasadzie zmotywowało mnie w ogóle do napisania całego tego wywodu.


Zacznę oczywiście od PSP, gdyż nie tylko jest to konsola która debiutowała wcześniej na rynku, ale i sprzęt z którym styczność mam już od wielu lat, w przeciwieństwie do PSV, z którym obcuję dopiero od niedawna.
PSP jest nieodłącznym elementem mojego przenośnego grania. Skończyłem na tej kosnoli niejedną grę i do wielu z nich lubię powracać. Nie potrafię być obiektywny na temat żadnej z konsol, więc mogę tutaj za dużo "słodzić", ale nic nie poradzę na to, że nie widzę w tej konsoli znaczących wad.
Wiele osób narzekało zawsze na głośny i niezbyt szybki napęd UMD, zwłaszcza gdy konkurencja w tym temacie oferowała nośnik który był praktycznie bezgłośny i zapewniał szybszy odczyt danych. Osobiście nie patrzę na to z tej perspektywy, bo charakterystyczne "chrobotanie" napędu płytek UMD stało się dla mnie jednym z elementów zabawy z PSP, a w prędkości odczytu nijak nie mogę dopatrzeć się problemu. Pewnie, że z karty pamięci byłoby szybciej, ale czy jest to tak bardzo istotne? Czy te czasy ładowania są faktycznie tak okrutnie długie jak ładowanie GTA V na PS3? Poza tym masa konsol stacjonarnych w tamtym okresie też nie grzeszyła prędkością ładowania nośników, a jednak nie było to takim problemem. Wiadomo, tutaj chodzi o mobilność, dostępność w każdej chwili w każdym miejscu, ale te kilka dodatkowych sekund świata nie zbawi, zwłaszcza jeśli kosztem tego dostaliśmy coś znacznie ważniejszego - pojemność.
Miniaturowe karty DSa nijak mogły się równać z nieco większymi, ale znacznie pojemniejszymi dyskami PSP. To kolejny z przykładów w historii gier, gdzie kompaktowy nośnik mimo swoich technologicznych wad, pokazał swoją wyższość w grach. Gry na Nintendo DS ze względu na pojemność ichniejszych memorek były zapewne ograniczone technologicznie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku N64. Z drugiej strony, sama konsola nie była też na tyle zaawansowana technologicznie, by w pełni wykorzystywać tak ogromne (jak na tak kompaktowy nośnik jak UMD) pokłady miejsca jakie oferowały płytki konkurenta. PSP jednak moim zdaniem gdyby nie wykorzystało formatu UMD, mogłoby dużo na tym stracić. Nośniki o mniejszej pojemności byłyby zbyt ograniczające i z pewnością konsola nie miałaby takiej możliwości by pokazać na co ją stać. A było ją stać na wiele, oj było!Gdyby SONY zdecydowało się jednak na coś pokroju nośników DSa, chcąc jednocześnie zachować spore pokłady pojemności dla programistów, kosztowałoby to znacznie więcej niż zastosowane przez nich rozwiązanie, wobec czego według mnie UMD wydaje się być czymś w rodzaju dobrego kompromisu. W końcu finalnie i tak możemy dzisiaj odpalać gry z tanich kart pamięci i zapomnieć o problemach z cenami kart czy głośnością pracy, więc malkontenci będą z tej opcji uradowani.


(Gry na PSP może dzisiaj nie robią już takiego wrażenia, ale w swoich czasach nic nie oferowało takiej jakości w przenośnym sprzęcie do grania)


Skoro już przy nośnikach jesteśmy, to warto wspomnieć o tym co PSP uczyniło "przenośnym PS2". Były to oczywiście gry. Cała masa znanych już ze stacjonarnych konsol serii gier, takich jak wspomniane gdzieś wyżej Grand Theft Auto, Need for Speed czy ekskluzywne dla SONY marki jak Gran Turismo oraz God of War. Konsola miała całkiem spore zaplecze technologiczne co pozwoliło twórcom na rozwinięcie skrzydeł i produkcję gier niewiele odstających od tych produkowanych ówcześnie na PlayStation 2. To właśnie gry są tym co przyciąga mnie do tej konsoli na długie godziny.


(To raptem garść tego co oferuje biblioteka PSP)

PSP do zapisywania stanów gier czy innych danych używało swojego autorskiego (a jakże) formatu kart pamięci MS Pro Duo, który wówczas stosowany był choćby w ichniejszych telefonach komórkowych, takich jak na przykład Sony Ericsson K750i, czy zapewne wszelkiej maści aparatów cyfrowych, które były wówczas bardzo popularne.
Dzisiaj nie ma z tym żadnego problemu, bo nawet gdyby ktoś bardzo chciał powiększyć pojemność konsoli o dodatkowe gigabajty, to na rynku dostępne są bardzo tanie adaptery kart pamięci Micro SD do formatu dedykowanego standardowym konsolom PlayStation Portable. Osobiście korzystam z takiego rozwiązania w jednym PSP, w którym nie działa napęd UMD i gdzie do grania w gry korzystam właśnie z większej, 16gb karty pamięci. W innych konsolach rozmiar pamięci nie ma dla mnie tak dużego znaczenia, więc używam tam w zasadzie tego co akurat miałem pod ręką, od standardowej karty 1gb dedykowanej PSP, po jakąś kartę M2 w stosownym adapterze.

A jak właściwie mi się gra na tej konsoli? Czy jest dla mnie ergonomiczna? Co sądzę o różnych wersjach PSP? Czy mam jakieś zastrzeżenia? Na te pytania postaram się odpowiedzieć poniżej.
Na PSP gra mi się świetnie. Oryginalny "gruby" model jest dla mnie tak wygodny, że uważam go za najlepszą wersję systemu PSP jaka kiedykolwiek powstała. Układ klawiszy w każdym klasycznym PSP pozostał praktycznie niezmieniony, ale to co czyni w moich oczach pierwotną wersję tą najlepszą, jest tylna część obudowy ze specjalnie wyprofilowanymi "garbami". Mam dość spore "łapska", więc pomaga mi to w wygodnym utrzymywaniu konsoli przez długie godziny.


("Zaplecze" PSP FAT ze wspomnianymi wyżej garbami)

Nie mam wszystkich modeli PSP, więc nie odniosę się tutaj do modelu 3k czy totalnie odmiennego od reszty PSP Go!, ale mogę co nieco powiedzieć na temat pierwszego modelu slim, oraz budżetowej, wydanej bodajże tylko w Europie wersji Street.
Slim to trochę nie moja bajka. Jest dla mnie trochę jak deska do krojenia chleba. Niby funkcjonalna, lekka i ładna, ale jednak tak kompletnie płaska, że z myślą o takich jak ja powstały specjalne "obudowy" na konsolę, które mają dodawać jej znane z poprzedniej wersji zgarbienia. Akurat tak się składa, że przypadkiem stałem się posiadaczem takiej obudowy i o ile tworzy ona z konsoli małego transformersa, tak poprawia ona moim zdaniem ergonomię tego sprzętu. Żałuję trochę teraz, że nie przygotowałem zdjęcia tego zestawu, ale chyba nawet nie spodziewałem się, że ten tekst urośnie do tak wielkiej ilości znaków.
PSP Street to co prawda model mocno "budżetowy", wydany podczas ostatnich podrygów tego systemu, tylko po to by zarobić jeszcze trochę kasy, ale jednocześnie mający w sobie jakiś urok. Sylwetka konsoli nadal przypomina stare poczciwe FATy, natomiast pozmieniało się jak zwykle "z tyłu".Tym razem cała tylna część konsoli przybrała formę klapki napędu UMD (który szczęśliwie przywrócono po komercyjnej pomyłce w PSP Go!), pod którą skrywa się również niewymienna tym razem bateria. Wzorem swoich poprzednich wersji Slim, Street również jest z tyłu płaski jak deska, ale nie sprawia to tutaj takiego kłopotu, gdyż konsola znów stała się "mięsista" niczym pisany tutaj tekst. PSP E1000 (bo tak też kodowo nazywa się Street), gabarytami bardziej przypomina pierwszą wersję systemu, aniżeli to co można było spotkać później. Jest to jeden z chyba nielicznych wyjątków, gdzie konsola pod koniec żywota dostaje wersję nie tylko budżetową, ale i większą od swoich poprzednich wydań. SONY mimo wszystko nauczyło nas, że co nowszy model to mniejszy i zgrabniejszy a tutaj poczyniono taki wyjątek od reguły, nieprawdopodobne.
Street to jednak nie tylko powrót do korzeni sprzed lat, ale i znaczne cięcia i kolejne "drobne" zmiany. W tejże wersji usunięto całkowicie możliwości sieciowe, także o pograniu w Wormsy na Ad-Hocu mogę niestety zapomnieć. Na szczęście konsol PSP mam pod dostatkiem, więc jak nie Street, to chociażby dwa FATy wystarczą do pogrania w trybie multiplayer. Zabrakło tutaj również drugiego głośnika, co w zasadzie wydaje się absurdalne, ale z drugiej strony jego brak mnie aż tak bardzo nie boli. Dźwięk nadal jest głośny i wyraźny, a w razie potrzeby nadal mogę bezproblemowo podłączyć do konsoli swoje słuchawki i grać w stereo.

Wszystkie te konsole mają jednak jeden wspólny mianownik. "Suwak" imitujący gałkę analogową, znaną z padów do stacjonarnych PlayStation i PlayStation 2. Jest to element o tyle kontrowersyjny, że wielu graczy narzekało na brak jego drugiego odpowiednika, podczas gdy ja nie widzę w tym większego problemu. Sam "analog" nie jest tym czego można się spodziewać po doświadczeniach z padami do PS1 i PS2, ale do przenośnej konsoli nadaje się wręcz idealnie. Może i faktycznie drugi taki suwak byłby pomocny, szczególnie w grach FPS, ale jak na pierwsze podejście SONY do przenośnego grania i tak nie ma co dzisiaj narzekać.

Czy jest zatem cokolwiek co znacząco irytuje bądź nie podoba mi się w PSP? Odpowiedź brzmi po prostu - nie. Uwielbiam ten sprzęt takim jaki jest, zarówno z tym chroboczącym napędem jak i tą imitacją gałki analogowej, niezależnie czy mówimy tu o modelu FAT, Slim czy Street.


No dobra, ale gdzie jest Vita?! Kiedy w końcu kilka słów o "konsoli na którą nie ma gier"? Proszę, oto i czas na ostatnią część tego tekstu.

Vitę przywitałem w swoich zbiorach stosunkowo niedawno. Od lat była moim małym growym marzeniem, ale zawsze było "coś innego" co skutecznie zabierało moją uwagę i środki finansowe. W końcu jednak udało mi się dobrać do tego sprzętu i jestem z niego bardzo zadowolony.

Po raz kolejny SONY dostarczyło mi sprzęt który technologicznie wyprzedza swoje czasy o lata świetlne. Konsola jest tak napakowana technologią, że może z początku wydawać się to przesadzone, ale po kilku chwilach z kilkoma tytułami szybko okazuje się, że wcale tak nie jest. Taki chociażby Uncharted: Złota Odchłań przekonał mnie, że te dodatkowe funkcje konsoli mogą być przydatne, a nawet wygodne, jednocześnie nie dając uczucia "przeładowania". Cudownie.


(Gry na Vicie nawet dzisiaj moim zdaniem wyglądają naprawdę świetnie)

O samych grach i ich deficycie napisałem już wyżej, więc tutaj przestawię tylko swój punkt widzenia. Jak do tej pory na Vitę nie posiadam zbyt wielu gier, bo ich dostępność i cena względem PSP zostawia sporo do życzenia. Mimo to kilka gierek na mojej półce już gości, a wśród nich wymienić mogę kilka szczególnych pozycji jak wspomniany wyżej Uncharted czy PlayStation All Stars Battle Royale. Niestety boli mnie wciąż brak jakiegokolwiek reprezentanta mojej ulubionej serii Grand Theft Auto o który konsola aż się prosiła, ale wciąż mam nadzieję, że nie zawiodą mnie chociaż popłuczyny kilku znanych IP jak NFS Most Wanted czy jedyny dostępny Street Fighter x Tekken, który zostać musi substytutem mojej ukochanej serii bijatyk od Namco.
Czy mimo to uważam, że na Vitę faktycznie nie ma gier? I tak, i nie. Jak wspomniałem, brakuje mi tu tego co pokochałem na konsolach stacjonarnych, a co dostałem na PSP, ale z drugiej strony PSV daje mi dzięki temu możliwość szukania tego czego jeszcze nie znam. Już na ten moment doceniam chociażby Lumines, które co prawda ukazało się już na poprzedniej kieszonsolce SONY, ale nie miałem okazji z tym tytułem obcować, zapewne przez natłok bardziej "popularnych" gier, czy po raz kolejny wspominany przeze mnie Uncharted z którą to serią nigdy nie było mi specjalnie po drodze, a kto wie co jeszcze czai się w tej tajemniczej dla mnie bibliotece gier.


(To raptem kilka świetnych gier jakie czekają w bibliotece PSV)

No dobra, ale jak się na tej konsoli gra? A całkiem przyjemnie, choć moje wielkie łapy sprawiają mi czasem lekki kłopot. Rzecz w tym, że Vita mimo iż sama w sobie "urosła" względem PlayStation Portable, to jej klawisze zdają się być znacząco mniejsze. Nie jest to w żadnym przypadku wadą, ale dla osób z dłońmi takimi jak moje, może być to czasem lekko irytujące, gdy na przykład grając w wyścigi, operując klawiszami zdarza się wychylić prawy analog.
Tylny panel też z początku może wymagać przyzwyczajenia, szczególnie gdy ma się nawyk grania na PSP. Tutaj pamiętać trzeba, że PS Vita posiada z tyłu dodatkowy dotykowy panel, który jest wykorzystywany przez niektóre gry. Oprócz niego, po bokach znaleźć można specjalne miejsca "chwytu" na których spoczywać powinny palce, choć praktyka pokazuje, że nie raz uciekać one będą na środek, w okolice panelu dotykowego. Gdybym miał być obiektywny, to pewnie powiedziałbym, że pod względem ergonomii Vita nie urywa tyłka, ale jako że jestem tutaj zupełnie subiektywny, to powiem, że po kilku dniach udało mi się przyzwyczaić do Vity i jestem w stanie korzystać z niej w pełni, nie odczuwając żadnego dyskomfortu.


(Z lewej niesamowity Uncharted na Vicie, z prawej wiecznie żywy Tekken Dark Resurrection na PSP)

Jedyne na co zwrócić muszę uwagę, choć nadal nie mogę powiedzieć, że od razu muszę ponarzekać, to bateria. Vita z racji mocnych bebechów i tony "gadżetów" wbudowanych w swoje wnętrzności pożera baterię znacznie szybciej niż PSP, a przynajmniej tak wygląda zestawienie mojego egzemplarza PSV z moim premierowym PSP 1000. Vita przy ciągłym graniu w Uncharted, z minimalną jasnością i powyłączanymi dodatkami typu Wi-Fi, moja konsolka wytrzymuje do 3 godzin z hakiem, więc nie uznaję tego za wynik zły, choć pamiętam czasy gdy grając w podróży na PSP, dociągałem nawet do około 6 godzin ciągłej rozgrywki. Biorę wciąż jednak poprawkę na parametry obu sprzętów i myślę, że mogę być jak najbardziej zadowolony z Vity.


Podsumowując - Kilka słów na koniec


Dobiegamy zatem do końca tego lekko przydługawego tekstu. Kto dotrwał tutaj czytając ciągiem ma ode mnie szacunek, bo piszę ten tekst już od kilku godzin i sam muszę robić sobie chwilowe przerwy żeby nie dostać oczopląsu.

Czy mogę polecić komukolwiek PSP czy PSVita? Oczywiście! Powiedziałbym nawet, że to zupełnie inny wymiar gier przenośnych niż wszelkie twory od Nintendo, czy mobilne popierdółki na telefonach i tabletach. PlayStation to jakość i grywalność sama w sobie, kwestia tylko tego, czego oczekujemy od naszej kieszonsolki. Przeciętny gracz powinien moim zdaniem iść raczej w kierunku PSP, które oferuje znacznie więcej gier przystępnych "dla każdego", na dodatek za śmiesznie niskie ceny. Vita to raczej system "dla wybranych" którzy chcą odkrywać nowe horyzonty, przyzwyczajeni do grania w gry znanych marek. Nie ma tu dla mnie konsoli lepszej i gorszej. Obie są równie wspaniałe, choć także zupełnie odmienne.

cinek

Trochę się napisałeś, dobry artykuł, pomyśl może też o publikacji na blogu ppe. :)

hankie

Osobiście cenię sobie prywatne wynurzenia. Dodatkowo zaciekawiłem się tekstem, bo w sumie po trochu znamy Twoje zdania nt tychże konsolek ;) I tak sobie wertując dopisuję:
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05Po jego lewicy na "hakerskiej" podstawce z pudełka od kasety magnetofonowej
PSV jest po prawicy PSP, hyhy
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05ten sprzęt można spokojnie uznać za technologicznie przestarzały, ale czy przestarzały oznacza słaby? Oczywiście że nie!
Super sentencja! Naprawdę oddaje nacechowanie naszych odczuć do retroklamotów, dobrze powiedziane!
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05coś w rodzaju "przenośnego PlayStation 2"
No to tak PlayStation 1,75 ;) Ale racja, technicznie PSP robiło dym!
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05stając w szranki z wówczas prawie 30 letnim doświadczeniem Nintendo.
Moim zdaniem PSP właśnie dlatego musiało ustąpić. Konsole przenośne to były od Ninny - tak było w głowach. PSP było debiutantem. I było drogie. Ale żyło długo, w trakcie (dzięki, ekhem, "przeróbce") odżywając.
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05Z dzisiejszej perspektywy są to dla mnie fajne "bajery", które w niczym nie psują zabawy, a wręcz czasem potrafią ją wzbogacić o nowe doznania.
Zgadzam się, PSV jest wciąż całkiem wyrafinowanym urządzeniem, psuć nic nie psuje.
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05choćby poprzez wprowadzenie swojego własnego standardu kart pamięci dla przechowywania danych, co samo w sobie nie było oczywiście złe, gdyby nie absurdalnie wysokie ceny tychże kart i brak jakiejkolwiek, choćby kilkugigowej memorki w zestawie startowym z konsolą.
Mnie rozwalił ten fakt. Brat jak dostał PSV z Niemiec to karta to było kolejne kilka stówek. Rzeźnia...
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05W końcu finalnie i tak możemy dzisiaj odpalać gry z tanich kart pamięci i zapomnieć o problemach z cenami kart czy głośnością pracy, więc malkontenci będą z tej opcji uradowani.
I całe szczęście, bo konsola byłaby chyba wciąż drogą ciekawostką. Sorki, ale takie homebrew czy inne hacki trochę ożywią system. Co prawda sam producent na przerobie staroci nie zarobi, ale zyska IMO świadomość ludzi co do marki i ogólny hype na platformę.
Cytat: Quake96 w Grudzień 09, 2019, 20:05Przeciętny gracz powinien moim zdaniem iść raczej w kierunku PSP, które oferuje znacznie więcej gier przystępnych "dla każdego", na dodatek za śmiesznie niskie ceny. Vita to raczej system "dla wybranych" którzy chcą odkrywać nowe horyzonty, przyzwyczajeni do grania w gry znanych marek.
Może wywołać zdania odmienne, ale z tym się zgodzę. Całe 'mainstreamowe' serie na PSP były, na PSV raczej trzeba smakować innych rzeczy.

Fajnie się czytało:)