Kącik gier na GameCube

Zaczęty przez Manifesto, Sierpień 26, 2016, 12:41

Poprzedni wątek - Następny wątek

Manifesto

Konsola GC to jedna z niewielu platform Nintendo, która dostarczyła mi wyśmienitej rozrywki. Być może była ona w cieniu swojej poprzedniczki, być może nie powstało na nią tak dużo hitów jak na N64, ale jeśli chodzi o moje gusta to wole GC od N64. Zawsze lubiłem mroczne gry i horrory, to obok jRPG i strategii mój ulubiony gatunek gier, a GC dostarcza tutaj kilka naprawdę świetnych tytułów. No i kilka gier jRPG, które dopiero mam zamiar ograć. Co prawda w chwili obecnej nie mam Gacka jako konsoli, ale gry na niego ogrywam na Wii. Zachęcam do opisywania swoich ulubionych tytułów na GC, jednak proszę, nie ograniczajcie się do wymieniania tytułów, nie o to chodzi w tym wątku.

Niedawno ukończyłem wyśmienitą grę na GC - Eternal Darkness. Jest to horror nawiązujący klimatem do prozy Lovecrafta i (w mniejszym stopniu) Poego. Gra action-adventure ze świetnym klimatem i gameplayem. Nie jest to typowy horror opowiadający o losach jednego bohatera, tutaj mamy opowieść dotyczącą rodziny Roivasów i jej przodków, która przenosi gracza w wiele okresów czasowych. Mamy więc m.in. starożytność, średniowiecze, czasy inkwizycji, dziewiętnasty wiek i czasy współczesne. W każdej epoce kierujemy losami jakiejś konkretnej postaci, która ma związek z koszmarem, o którym opowiada gra. Postacie spaja główna bohaterka - Alexandra Roivas, która zostaje wezwana przez policję do identyfikacji ciała swojego brutalnie zamordowanego dziadka w olbrzymiej rezydencji na Rhode Island. Fabuła dotyczy bóstw - Wielkich Przedwiecznych, zamieszkujących Ziemię na długo przed pojawieniem się na niej człowieka, a które mają ochotę obudzić się z letargu i powrócić siejąc chaos i królować na naszej planecie jak niegdyś. Tytuł wg mnie obłędny, nie dane mi było go ukończyć w dawnych czasach więc zabrałem się za niego w tym miesiącu. Gra jest wymagająca. Zagadki są dość trudne i nad ich rozwiązaniem trzeba trochę pogłówkować, bowiem kluczową rolę nie pełnią tutaj tradycyjne przedmioty (choć takich również nie brakuje) lecz czary, każdy o różnych stopniu mocy i koloru runicznego (a tych jest cztery, jedna runa jest opcjonalna ale ją znalazłem :) ). Walk jest sporo i dzięki urozmaiceniu arsenału nie nudzą się one zbyt szybko. Są również pomysłowe walki z bossami (choć jest ich niewielu). Zaletą gry jest fenomenalny klimat grozy. Nie chodzi tu o scare jumpy, choć parę ich jest, ale o samo poczucie zagrożenia. Cały czas czuć, że coś wisi w powietrzu, coś na nas czyha, że jesteśmy jedynie pionkiem na szachownicy szaleństwa. I tutaj chciałem wspomnieć o znakomitym patencie Sanity. Nasza postać może świrować, gdy pasek sanity jest na niskim poziomie w grze dzieją się niesamowite rzeczy. Nasza postać zostaje pozbawiona głowy, rozpada się na kawałki, perspektywa niektórych pomieszczeń się odwraca, nagle pojawia się ekran startowy gry, konsola "kasuje" nam sejwy z karty pamięci lub informuje, że pad został odłączony od konsoli. To tylko niektóre z efektów sanity, które nie czynią postaci bezpośrednio szkody, jednak działają na naszą psychikę jak cholera. Świetna gra, polecam z całego serca.







SALADYN

#1
Gamecube'a kupiłem tylko dla jednej gry, Metal Gear Solid: The Twin Snakes. The Twin Snakes jest hybrydą pierwszej i drugiej części sagi co w ostateczności nie wyszło jej na dobre. Graficznie gra prezentuje poziom Sons of Liberty na PS2 a nawet nieco lepszy ale poza grafiką zaadaptowano także sporo mechanik z MGS2. Jest więc widok FPP, są usypiacze, odwracanie uwagi przeciwników rzuconym magazynkiem, strefy trafienia w ciało przeciwnika itp. Problem jednak w tym że lokacje zostały usprawnione tylko graficznie i niezbyt zmieniono rozłożenie przeciwników czy przedmiotów. Skutkiem był więc katastrofalny spadek poziomu trudności a w konsekwencji grywalności. Gracz musiał sobie sam utrudniać zabawę i nie korzystać z broni usypiającej która razem z widokiem FPP pozwalała na "czyszczenie" pomieszczeń z zagrożeń. Wchodziło się do lokacji, po kolei usypiało wszystkich przeciwników, po czym unieszkodliwiało się kamery bronią ostrą bądź granatem zagłuszającym i już można było udać do kolejnej lokacji. W MGS2 taka taktyka nie była aż tak skuteczna bo pomieszczenia były bardziej przemyślane pod kątem nowych rozwiązań i praktycznie każdy krok musiał być ostrożny i przemyślany, uśpionego strażnika zazwyczaj ktoś szybko budził, uszkodzone kamery wzbudzały podejrzenia a przeciwnicy byli jakoś bardziej upierdliwy i trudniejsi. To jednak nie koniec zmian na minus.
Fabułę na szczęście przeniesiono żywcem z oryginału i nikt w niej nic nie zmieniał, dialogi nagrano od nowa, nieraz z nowymi aktorami ale efekt końcowy nie różnił się prawie niczym pomiędzy oryginałem a rimejkiem. Konieczne było również nagranie nowej ścieżki dźwiękowej która jest tak nijaka jak to tylko możliwe i poza tematem głównym i końcowym (na szczęście nikt nie odważył się ruszyć tego ponadczasowego utworu) nic nie zostawało w głowie po ukończeniu gry. W oryginale było zgoła odmiennie, muzyka wręcz budowała klimat w poszczególnych lokacjach i rozmowach przez Codec. Najgorsze były jednak scenki. Reżyserował je znany z japońskich filmów akcji Ryuhei Kitamura, któremu słusznie zarzuca się przekoloryzowanie akcji w swoich filmach. O ile cybernetyczny ninja skaczący na kilka metrów wzwyż czy powstrzymujący kilkanaście ton stalowego ciężaru zbytnio nie razi widza dzięki konwencji postaci, tak żołnierz do zadań specjalnych, człowiek z krwi kości już jak najbardziej, zwłaszcza gdy skokiem unika trafienia rakietą od której się odbija i po czym sam wyjmuje wyrzutnie Stinger i odpala pocisk bedą jeszcze w powietrzu. Nie przesadzam, takie akcje mają miejsce w tej grze i prezentuje się to naprawdę żenująco. Devloper Silicon Knights, twórcy zachwalanego wyżej Eternal Darkness, mieli za zadanie tylko połączyć gameplay pierwszej i drugiej odsłony i najprawdopodobniej nie mieli żadnej wolności twórczej, byli tylko ludźmi od brudnej roboty a efektem była bardzo średnia gra która sprawiała że człowiek miał ochotę wrócić do mającego sporo lat na karku oryginału.

Inną grą na GC którą miałem okazję sprawdzić zanim na dobre wróciłem do PS2 był Metroid Prime. Był to mój pierwszy kontakt z tą serią po ukończeniu której sprawdziłem starsze części i o dziwo tu zmiana perspektywy nie spowodowała żadnej katastrofy. Zachowano oryginalny gameplay polegający na eksploracji który doprawiono idealnie wyważonym poziomem trudności i świetną ścieżką dźwiękową. Fabuła w tej grze jest podawana na sucho w formie tekstowej ale dzięki temu jest ona opcjonalna i nie wymusza sztucznego przerywania zabawy z góry ustalonym momencie, taki brak nachalności w grze skupiającej się na dynamicznym gameplayu to kolejny plus. Metroid Prime i jego kolejne części to tytuły obowiązkowe w bibliotece Gamecube'a i Wii, nie zaszkodzi też sprawdzić dwuwymiarowych odsłon serii równie dobrych.

Manifesto

Mnie w MGS TTS najbardziej zawiodła scena śmierci jednej z postaci (wiadomo o kogo chodzi, ale na wszelki wypadek nie chcę spoilerować), w oryginale o wiele bardziej dramatyczna: oddalenie kamery, odgłos wilka...brrr. W TTS nie czułem dosłownie nic, najbardziej dramatyczna scena jest spieprzona. Zgadzam się, że animacje w TTS są przesadzone i po prostu głupawe. Podobnie jak Ty Saladyn, ja kupiłem GameCube właśnie dla MGS TTS (zestaw konsola+gra) i również się zawiodłem. Później jednak ograłem parę świetnych tytułów na GC, które wynagrodziły mi zawód związany z remakiem pierwszego MGS.

makumator

#3
Najlepsza gra i wersja świata to RE4 na GameCube właśnie. W czasie, gdy się ukazała to zdecymowała w pył absolutnie całą konkurencję. Jak się później okazało, wszystko po niej także nie było już takie samo. Jedyna gra, dla której skracałem randki z przyszłą żoną i jedna z niewielu, przez które nie mogłem spać. Cieszę się, że mogłem przeżyć czasy, w których wyszła i że przywróciła mi wiarę w gry, którą w tamtych czasach dość znacząco straciłem.

Żyg w postaci RE5 nie dorastał perfekcji poprzednika nawet do nagniotka.

SALADYN

Cytat: Manifesto w Sierpień 26, 2016, 14:25
Mnie w MGS TTS najbardziej zawiodła scena śmierci jednej z postaci (wiadomo o kogo chodzi, ale na wszelki wypadek nie chcę spoilerować), w oryginale o wiele bardziej dramatyczna: oddalenie kamery, odgłos wilka...brrr. W TTS nie czułem dosłownie nic, najbardziej dramatyczna scena jest spieprzona.

Dokładnie, w akompaniamencie bullet time, ciągłych zbliżeń wychodził z tego straszny cyrk i uchodziły wszystkie emocje. Oryginał przeszedłem kilkadziesiąt razy (nie żartuje, straciłem rachubę gdzieś w okolicach 30-tego razu), rimejk dwa, DWA razy. Gra stanowi idealny przykład że niektórych gier nie warto "rimejkować"a jeśli już, to robić to z głową.

Manifesto


SALADYN

Yup, nie ja jeden zresztą. Po prostu pierwszy MGS był aż tak dobry że człowiek do niego wracał tylko po to żeby zobaczyć Ninje w karmazynowym kolorze, ulubioną scenkę, posłuchać końcowego utworu lub rozmowy przez codec, pobić rekord przejścia, potrenować przed wyższym poziomem trudności itp itd. Teraz połowę tych zachcianek załatwia internet z youtube na czele.

eloiasia1

Jakoś tak ostatnio też wróciłem do Gacka, sporo fajnych tytułów z jakieś pół roku temu zakupiłem Spicy Orange konsolke i dodałem do niej przełącznik na gry z US, bardziej mi ten region podchodzi choćby z racji 480p, jakie wiele gier ntsc-uc obsługuje, niestety trzeba do tego dokupić component co jest nie lada wydatkiem, ale czego nie robi się dla najwyższej jakości obrazu.
Tak więc ostatnio podobnie do Manifesto@ męczymy razem z żoną Eternal Darkness i od razu powiem , że nie jest to gra dla każdego, czasami niezle przynudza, ale ma kozackie zrywy no i motywy szaleństwa są całkiem wkręcejące, ostatnio uśmieliśmy się jak gierka złudziła nas nieco obdarowując dziesiątkami nabojów do shotguna by potem cała scena zaczęła się od nowa już w rzeczywistym czasie gry i oczywiście po wyżej wymienionych nabojach ani śladu, no i do tego jest w grze specyficzny klimat więc warto zagrać, Dodam jeszcze, że jest to jedna z niewielu gier na Gacka, która obsługuje aspekt obrazu 16:9 i do tego Progressive Scan więc śmiało można ją zarzucić na duży nowy tv i wcale nie wygląda brzydko.
Następną grą w kolejce jest Resident Evil Remake, jako że wszystkie inne już mamy ukończone ( no oprócz Code Veronica, bo w tą cześć graliśmy na Dremcaście i zawieszało się na 2 płycie )
Do końca roku planujemy ukończyć jeszcze pare ciekawych tytułów, a pod spodem nasza dotychczasowa kolekcja.










prawie wszystkie te gierki obsługują 480p, niestety ta funkcja została usunięta z PALoswskich edycji.

Manifesto

Ja od dawien dawna nie ukończyłem żadnej gry więcej niż dwukrotnie, chyba tylko Vagrant Story na PSX (przeszedłem 4 razy). Kilkadziesiąt ukończeń danej gry to zaliczyłem jeszcze w czasach Pegasusowych w przypadku Contry i Tiny Toon Adventures na początku lat 90. Po prostu zbyt dużo mam ciekawych gier do ukończenia abym skupiał się na jakiejś jednej grze i katował ją kilkadziesiąt razy. Pamiętam, że Fallouty na PC ukończyłem po bodajże 8 razy, ale to gry znacznie dłuższe niż MGS.

Eloiasia - zazdroszczę Skies of Arcadia ogromnie.

SALADYN

No po pierwszym MGS ta sytuacja też już nie miała miejsca, jeszcze Snake Eater przeszedłem kilkanaście razy ale potem już tylko trofea wymuszały na mnie powtórne przejście jakiejś gry, sam z siebie już tak nie robię.

Pley

Zazdroszczę kolekcji Gackowej. Uwielbiam tą konsole i jesteś obecnie w posiadaniu gier, które sam bym chciał posiadać :).

Najbardziej zazdroszcze ED, Metroidów, P. Mario, Luigi's Mansion i RE4 :). Kupa forsy w tym jest, a ja niestety obecnie staram się realizować inne marzenie, o czym powiem w innym temacie :)
Gracz lubi grać :)

Morden

Ponieważ Gamecube przeżywa u mnie kolejną już młodość dzięki konwerterowi Digital AV na HDMI, postanowiłem zrobić to, co zrobiłem w temacie Saturna, a więc powymieniać kilka gier i dołączyć kilka screenów. Manifesto zaznaczył że wymieniania nie chce, tylko opisów przeżyć, ale myślę że da się na to lekko przymknąć oko biorąc pod wagę jak martwy to temat.

Zacznę od P.N.0.3., czyli od symulatora kręcenia zgrabnym tyłeczkiem. Tytuł dość szczególny z uwagi na brak pełnej swobody ruchu. Można by powiedzieć że to taki rail shooter bez celownika. Ma to jednak w przypadku tej gry sens, ponieważ całym konceptem jest tu choreografia i walka w tańcu. Prowadzi nas rytm, i jeśli damy grze szansę, jest naprawdę przyjemna i względnie krótka, co akurt tutaj uważam za plus. Sterylne i podobne do siebie środowiska nie stymulują na tyle, byśmy zostali przy grze na dłużej gdy zobaczymy już wszystkie wygibasy Vanessy.

To również jedyny tytuł z tak zwanej Capcom Five, który nie trafił na żadną inną konsolę i do dziś pozostał exem na kostce. Z capcomowej piątki zrobiła się ostatecznie czwórka, a Viewtiful Joe, Killer7 i Resident Evil 4 trafiły na PlayStation 2. Piątą grą miało być Dead Phoenix, ale tej nigdy nie ukończono.

Co ciekawe, płynne animacje Vanessy wykonane zostały ręcznie. Patrząc na gimnastykę wykonywaną przez bohaterkę można by pomyśleć że to motion capture. Ktoś nieźle się napracował, by laseczka kręciła tyłkiem w tak naturalny sposób.

Nawet jeśli gra ogromnym sukcesem nie była, Shinji Mikami po rozwiązaniu studia Clover wziął ze sobą doświadczenia z produkcji i wiele pomysłów przeniesiono do rewelacyjnego Vanquish wydanego już pod banderą PLatinum.



Cytat: makumator w Sierpień 26, 2016, 14:27Najlepsza gra i wersja świata to RE4 na GameCube właśnie. W czasie, gdy się ukazała to zdecymowała w pył absolutnie całą konkurencję. Jak się później okazało, wszystko po niej także nie było już takie samo. Jedyna gra, dla której skracałem randki z przyszłą żoną i jedna z niewielu, przez które nie mogłem spać. Cieszę się, że mogłem przeżyć czasy, w których wyszła i że przywróciła mi wiarę w gry, którą w tamtych czasach dość znacząco straciłem.

Piękne i prawdziwe słowa. Po Resident Evil 4 pędziłem do sklepu potykając się o własne nogi. Hype był ogromny, a jakość niesamowita. Są gry które sprawiają że czujemy się jak Kate Winslet na dziobie Titanica. Jesteśmy królami świata gier ciesząc się najlepszą produkcją, jaką ten świat jest w stanie w danej chwili zaoferować.

Wersja GC wyznaczyła pewną jakość, której PlayStation 2 nie było w stanie dorównać, a że wersja Wii daje radę nie robi już wrażenia, bo co to za sztuka odpalić grę bez większych zmian na konsoli o generację wyżej. Dlatego pierwszy i oryginalny RE4 zawsze będzie stał na piedestale.
Nowy Singiel - Gamer Pro Max - Już w EMPiKu

Morden

#12
Choć obecnie nie mam czasu na nurkowanie w długich grach RPG, nie zawsze tak było i zdążyłem odhaczyć wiele ciekawych tytułów, w tym Giftpia na Gamecube. Niestety, gra wyszła tylko w Japonii, a w pełni działającego tłumaczenia na język angielski w postaci patcha nadal chyba brakuje. Istnieje jednak tłumaczenie tekstowe, chociaż grać zerkając na nie to pewnie średnia przyjemność.

Najbardziej przykre jest to, że grę prawdopodobnie przetłumaczono. Prezentowana była w wersji angielskiej podczas E3 w 2003, ale ostatecznie nie wydano jej z uwagi na mały komercyjny potencjał wiążący się z dziwną historią, która zdaniem NoA nie trafiła by w gusta graczy.

Czy historia jest aż tak dziwna? Moim zdaniem nie. Owszem, niedorzecznego humoru w grze nie brakuje, ale najważniejsze są przecież dobra zabawa i rozgrywka. Sztywniaki z NoA najwyraźniej nie kumali, że gra może kręcić się wokół czegoś innego niż chwytania za broń by walczyć w imieniu ojczyzny czy porwanej księżniczki.

W grze wcielamy się w chłopca imieniem Pokkle, któremu udaję się przespać ceremonię wejścia w dorosłość. Ponieważ sama ceremonia była bardzo droga, burmistrz obciąża go kosztami i pakuje do więziennej celi, dodatkowo cenzurując jego twarz. Na samym początku przygody twarz bohatera zasłania mozaika z dużych pikseli.

Początkowo celem zdaje się być spłata przytłaczająco dużego długu, ale cel ten dość szybko się zmienia. Gra jest bardzo kolorowa, z pięknie (i często zabawnie) animowanymi postaciami. Godna uwagi jest też ścieżka dźwiękowa, która składa się z kawałków wielu japońskich zespołów i wykonawców takich jak The Aprils, The Travellers czy Machiko Komatsu & Tango Cristal odgrywanych przez lokalne radio.

Gorąco polecam. Studio Skip odpowiedzialne za Giftpia stworzyło wcześniej Moon, a ich kolejnym tytułem był już powszechnie znany Chibi-Robo.

Nowy Singiel - Gamer Pro Max - Już w EMPiKu

alf

Ciekawe ciekawostki @Morden   ta gra o tym tylku to nigdy nie probowalem i raczej nie bede, ale zawsze dobrze wiedziec ze takie cos jest w razie gdyby mnie ktos zapytal  O:-)

 jrpg z Japonii z tlumaczeniami samemu w locie ze skryptem na kartce przed oczyma - kiedys bylem bardzo spragniony Grandia na Saturna i przez minute nad takim rozwiazaniem myslalem bo tylko w ten sposob bylo dostepne tlumaczenie ale ostatecznie odpuscilem, wydalo mi sie to na dluzsza mete zbyt uciazliwe, podziwiam ludzi ktorym w ogole chce sie w ten sposob grac   :o

Rocho

No gamecube ma trochę tych nietuzinkowych i nieoczywistych tytułów (nie zawsze dobrych)  Tu

Homeland wydaje się dobrym przykładem takiej japońszczyzny gdzie było kilka ciekawych zastosowań użytych.

P.N.0.3 to też fajny przykład takiej może nie najlepszej ale jednak ciekawej gry.
Fociam i  pitolę o gierkach:
https://www.instagram.com/m.aszta/