Max Payne - Nowojorski glina na emeryturze

Zaczęty przez Quake96, Styczeń 06, 2022, 22:32

Poprzedni wątek - Następny wątek

mariusz391

Z Max Payne miałem ten problem że w czasach świetności tej gry strasznie chciałem w nią zagrać. I niestety fatum/los/przeznaczenie sprawiło że mój kolega z gimnazjum który miał tą gierkę miał jakąś dziwną wersję która za cholere nie chciała się zainstalować na Windowsie XP, jedynie na 98. Lata mijały, ja ostatecznie ograłem dwójkę (którą też mam zamiar sobie odświeżyć), i stwierdziłem że skoro już kiedyś kupiłem Max Payne 3 na PS3 warto by było zacząć jednak tą serię od początku. Nie będę jednak już w dzisiejszych czasach grać jak zwierze na PC  O0 więc pozostały wersje konsolowe. Podobno ta na PS2 jest mocno meh, więc na ruszt weszła wersja Xboxowa.
I jakie mam wrażenia po tych 24 latach od premiery? Mówiąc szczerze, przez brak nostalgii dość ... średnie? A wręcz początkowo słabe
Gra jest po prostu idealnym przykładem ,,gry jednego pomysłu'', co na początku lat 00 nikomu nie przeszkadzało, dzisiaj jednak wymaga trochę zaparcia do ukończenia.
Na początku trochę źle podszedłem do tego tytułu bo moja gra wyglądała tak
Wchodzę do pomieszczenia, ginę, wchodzę jeszcze raz, ginę, wchodzę trzeci raz, nie ginę, wchodzę do następnego, ginę
Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem że w ten tytuł nie powinno się grać jak w tytuł konsolowy, tylko PC-towy i po to twórcy dali zapis gry W KAŻDYM MIEJSCU, zamiast durnych checkpointów (choć i one są). I wtedy dopiero zacząłem czuć jakąś przyjemność z tej gry, czyli:
Wchodzę do pomieszczenia, ginę, wchodzę jeszcze raz pamiętając miejsca położenia przeciwników, nie ginę, zapis gry, wchodzę do kolejnego pomieszczenia, ginę, zaczynam od zapisu z kolejnego pomieszczenia. Zrobienie z gry akcji tak naprawdę pamięciówki jest z jednej strony mega frustrujące, a z drugiej jakieś takie satysfakcjonujące gdy wreszcie za którymś razem wyjdzie ci tak że prawie nic życia nie stracisz i środki przeciwbólowe masz prawie pełny zapas przez większość gry. Choć dalej zdarzały się fragmenty mega irytujące, jak te cholerne sny Maxa które miały teoretycznie choć odrobinę urozmaicić rozgrywkę, a w sumie lepiej by było gdyby ich nie było, bo albo są walką ze sterowaniem gdzie Max musi skakać po półkach udających strużkę krwi, albo są pamięciowymi labiryntami które sztucznie przedłużają rozgrywkę.
Do tego są momenty gdzie czasami typowo musi się gra fartownie ustawić z atakami przeciwników by dany fragment przejść, jak ostatnie plansze z kolesiami z wyrzutniami granatów czy helikopterem, gdzie też giniesz po -naście razy aż coś się zwiesi i przepchnie cię dalej.
Natomiast tak jak napisałem na początku tytuły jest ,,grą jednego pomysłu'', czyli tutaj słynnego bullet time. Wtedy był to absolutny sztos, dzisiaj ciągle zapewnia frajdę, bo trzeba przyznać że jest dość intuicyjny i raczej w zdecydowaniej większość przypadków Max rzuca się w zwolnionym tempie tam gdzie tego oczekujemy. Jednak coś co było sztosem w 2001 roku, w 2025 już nie jest tak łatwo usprawiedliwiać i tak jak mówiłem, czuje się w tytule jednak monotonię z cyklu ,,wejdź do pomieszczenia, włącz bullet time, zabij wszystko co się rusza, zapisz grę, wejdź do kolejnego pomieszczenia'' i tak przez kilka kolejnych godzin. 20 lat temu by mi to zupełnie nie przeszkadzało, dzisiaj jednak oczekujemy z reguły od strzelanek czegoś więcej.
A skoro już mówimy o tym że to strzelanka to trzeba oddać że jest czym strzelać i czasami trzeba poważnie się zastanowić czy marnować amunicję z ,,lepszej'' pukawki czy wystarczy ta ,,gorsza''. Bo bullet time ułatwia życie, ale jednak pad od Xboxa to nie mysza a autocelowania o dziwo nie ma więc można się wypruć z amunicji a zwykłym pistoletem w późniejszych etapach gry raczej wiele nie zdziałamy. Więc nawet pod tym względem warto często zapisywać by jakby co powtórzyć nawet kwestię cela  C:-)
Natomiast fabularnie ciągle jest top, co prawda to druga częśc poszła na całość w klimat noir, ale nawet tutaj czuć ten depresyjny klimat policjanta który stracił wszystko co najcenniejsze i została mu już tylko zemsta na świecie przestepczym. Tutaj też pewnie dałoby się to zrobić lepiej, zwłaszcza że z tego co pamiętam z ówczesnych recenzji do sesji zdjęciowych nie zatrudniono prawdziwych aktorów z braku kasy tylko pracowników i krewnych Remedy. Efekt miejscami jest średni, ale raczej człowiek grając nie skupia się na tym jakoś mocno.
Ogólnie mam dylemat jak ocenić tą grę po skończeniu. Doceniam to co zrobiła dla branży, i że ciągle pod kątem bycia strzelanką jest tam sporo mięcha. Do tego grafika mimo pewnych niedociągnięć jak trochę tekturowe budynki/samochody/postacie nie straszy pikselozą. Jednak tak jak powiedziałem wyżej, bez nostalgii gra może zwyczajnie zmęczyć ciągłym powtarzaniem tego samego. Warto się z nią zapoznać bardziej z powodów historycznych i jako relikt pewniej epoki gamingu niż z tego co naprawdę ma do zaoferowania. Ja teraz mam zamiar drugi raz skończyć dwójkę i przypomnieć sobie czy tam z większym budżetem było też więcej pomysłów na rozgrywkę.

Rocho

No ja stety lub niestety mam ogromnie nostalgiczne podejście do pierwszego MP.

O ile gameplay już trochę czuć że na te ponad 20 lat to ten szarobury depresyjny klimat nadal daje radę.

Ostatni raz grałem jakoś 2 lata temu na pc ale mam też na xpudle i wydaje mi się że tam są dos rozbudowane opcje sterowania, w tym autoaim. Choć ręki za to sobie uciąć nie dam 😁
Fociam i  pitolę o gierkach:
https://www.instagram.com/m.aszta/

alf

Niezła ściana tekstu @mariusz391
Przeczytałem.

Faktycznie to już leciwa gra. Ale klimat nadal ją broni.
Cała ta otoczka Nowego Jorku spowitego w zimie stulecia sprawia, że to chyba moja ulubiona odsłona Max Payne. Ogrywałem ją wieczorami zimową porą, ubierając sweterek gdy robiło się naprawdę chłodno.

Leżały mi też tutaj elementy okultystyczne i styl graficzny miejscami lekko kanciasty. Wykrzywiona facjata głównego bohatera.
Miejscami nazwałbym tę grę wręcz horrorem. Kiedyś wywoływała we mnie uczucie niepokoju.
Mechanika gry była świetna.
Moim zdaniem ta gra to jednak bardziej PCtowy tytuł a na konsolach dostaliśmy ją przy miłej korzyści, więc troche trudności jest ze sterowaniem. Może stąd wynika wysoki próg wejścia którego doświadczyłeś.

Podobnie jak Ty, w czasach jej świetności ja miałem dwójkę a jedynkę widziałem tylko u kuzyna. Więc wspomnień mam więcej z dwójki.
Dwójka też super, czuć budżet Rockstara. Ale jedynka była robiona z większą pasją i dlatego ostatecznie wybieram ją jako the best one.