Seria Tales of... [SNES, GC, Wii, GBA, 3DS, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, PC ]

Zaczęty przez Keita, Kwiecień 12, 2020, 00:15

Poprzedni wątek - Następny wątek

Keita

Myślę, że tak dużej serii gier jak Tales należy się osobny wątek :) Seria Tales jest z graczami od bardzo dawna. Stoi nieco na uboczu bardziej popularnych gier, ale czy słusznie?

Osobiście z serią miałem styczność trzy razy. Najpierw ograłem Tales of Abyss na 3DSie. Gra bardzo spodobała mi się z wielu powodów. Jednym z nich była na pewno fabuła. Historia opowiedziana w grze trzymała w napięciu i poruszała wiele ważnych kwestii (również Science Fiction). Bohaterowie na przestrzeni całego tytułu zmieniali się nie raz. Byłem zachwycony jak zmieniało się morale poszczególnych osób czy też całej drużyny. Były okresy radości, okresu smutku czy wręcz rozpadu. To wszystko jest idealnie wkomponowane w gameplay. Mianowicie w taki sposób, że gra nigdy nie przynudza. Doskonale żongluje pomiędzy fabułą w cutscenkami, dungeonami czy opcjonanymi dialogami które pojawiają się podczas eksploracji dungeonów. Do tego nigdy nie wiemy co się wydarzy za chwilę. Czasem idąc do miasta myślimy "o nie znowu miasto" - a to miasto okazywało się dungeonem. Innym razem to dungeon był miejscem fabularnym. Wspomniane opcjonalne dialogi zrealizowane są w postaci gadających rysunkowych avatarów - cecha charakterystyczna dla serii. Jak dla mnie - strzał w dziesiątkę. Dialogi są zawsze bardzo ciekawe i nie mogłem doczekać się ich pojawienia. W Tales bardzo podobał mi się również wykreowany świat. Rzadko kiedy daję się złapać na "magię" świata fantasy, a w Talesach było tak od początku. Dodam jeszcze, że na 3DSie gra miałą fajny efekt 3D i idealnie się w ten sprzęt wkomponowała. Przejście Abyssa zajmuje ponad 50h. Jak coś pomieszałem, wybaczcie grałem w to dawno temu.

Drugą grą jaką zagrałem, było Tales of Symphonia: Dawn of the New World (Bo akurat miałem Wii ;)). Fabuła była daleko za Abyssem, a postaci z oryginalnej Symphonii bez jej znajomości wydawały się płytkie. Mimo to, gra mi się nawet podobała. Za świat, miejsca i ich magiczność. Lubię również pracę kamery zarówno w Abyssie i Symphoni. Pierwszą Symphonię niedawno kupiłem, i kiedyś na pewno nadrobię.

Grałem też w Tales of Zestiria na PC. I tu już była tragedia. Gra nie miała ciekawej fabuły. Nie miała budowy znanej z Abyssa tylko było w niej mnóstwo bezsensownej walki. Do tego sama walka była pokomplikowana ze względu na liczne tabelki, do których nawet nie chciało mi się zaglądać. To swoją drogą ciekawy temat do dyskusji. Moim zdaniem producenci gier robiąc kolejne części cyklu, często nie wiedzą jak poprawić ich system. Często jest tak, że dokładają kolejne rzeczy i staje się to mega nieczytelne. Im więcej tabelek tym bardziej będzie pro. Tylko, że nie każdy chce grać w Excela. Wracając od Zestyrii to fabułą i bohaterowie byli mocno nijacy. No i kamera zza pleców dla mnie zepsuła klimat gry. Po 16h odpuściłem.

Teraz zacząłem Tales of Graces F i... zapowiada się bardzo dobrze. Bardzo czuć tutaj Abyssa. Zobaczymy :) Ktoś ograł?

Zawsze też chciałem zagrać w chwaloną Tales of Vesperia. Dla mnie to obok Forzy jedyny argument za XBoxem, ale i tak nie kupię.

Ktoś z forumowiczów ograł jakieś części serii? Ciekaw jestem opinii. Może warto dać szansę Xilli? Z gameplayu wygląda na Zestirię, dlatego wstępnie odpuściłem.
GB, GBC, GBA, DS, 3DS, Famicom, SNES, N64, GC, Wii, NS, PSP, PS1, PS2, PS3, SMS, SMD, Lynx, 2600, 65XE, 486, K-6, PIII

animare

Cześć,

Przyznam się, że serie omijałem i dalej omijam szerokim łukiem, nie wiem czemu, może ze względu na to że każda kolejna część jest podobno coraz słabsza? Czy po prostu nie odpowiada mi już ten klimat i stylistyka, jednakże nie jest to moja opinia tylko po prostu szukam wymówki żeby nie zatopić się w serii tych gier :-).

Jedyna część w jaką grałem to Tales od Phantasia na GBA. Wydaje mi się że ukończyłem ją w jakieś 35h. Pamiętam również, że w tamtym okresie jarałem się różnymi smaczkami z gier, wtedy też porównywałem jakie zmiany w wersji GBA względem SNESa zaszły. I faktycznie w czasie świetności GBA było trochę tytułów które były odświeżane lub przenoszone z poprzednich generacji.

Z nowych odsłon grałem tylko w demko Tales od Berseria ale ciężko wyrazić jakąś opinie po samym bieganiu po plaży. Jednakże widziałem że można kupić kompilację na PS4 Berseria + Zestiria + Vesperia więc może sobie kiedyś sprawię.

renifer Lopez

Nie grałem w wiele Tales of, kilka jednak ograłem, a konkretnie Vesperię, Xillia 1-2 i Tales of Destiny.

Polecam Xillie, ogromnie polecam. W przeciwieństwie do Vesperii ma zmieniony system walki (na plus), który podobał mi się bardzo i jest chyba moim ulubionym z serii. Zwłaszcza w części drugiej, w której jest idealny niemal. Vesperia ma nieco drętwy system walki, dzisiaj potrafiący odrzucić, system Xilli jest intyicyjny i daje mozliwości więcej. Postacie podobały mi się bardziej w Vesperii (prócz antagonisty, w Xilli był ciekawszy), za to sama fabuła w Xillia jest lepsza, złożona bardziej, mroczniejsza (ludzie mówić mogą, że Vesperia jest mroczna, ja się z tym nie zgadzam, postacie są za bardzo kreskówkowe, a w grze jest naprawdę jeden moment, któy można zakwalifikować jako mroczny), poważniejsza. Również muzyka w Xillia jest znacznie lepsza (choć voice acting lepszy w Vesperii). Dla mnie Xillia > Vesperia, i mówię to z odpowiedzialnością pełną, Xillia to lepsza gra. Vesperia mi się podobała jako gra, fabularnie również, natomiast do epickiej Xilii pod względem fabuły nie umywa się :)

Nie grałem w Berserię jeszcze, a chwalona jest przez wielu fanów serii, plan na ten rok :)

Mcin

Ja nie grałem osobiście, ale widziałem kumpla grającego na X'ie w któraś część. Nie mogę pojąć jego fascynacji - przegadane dialogi i masa bezsensownego łażenia, walka opierająca się na waleniu w jeden guzik...
Fanom jRPG czy czy japoniofilom może się podobać, ale proszę, nie próbujcie traktować tych gier dal argumentu dla nieprzekonanych - nie tędy droga ;)
Net Yaroze to życie. Net Yaroze to Nadzieja.

Keita

Tales od Phantasia mam w planach do ogrania. Już od ponad 10 lat, ale w końcu się zabiorę. Te starsze odsłony czyli Phantasia i Eternia wydaje mi się, że dość znacznie się różniły od późniejszych gier.

renifer Lopez >> Tales of Xillia ograłeś obie części czy jedną? Część pierwsza się kończy, czy są powiązane i by poznać całą fabułę trzeba ograć je wszystkie (jak np. w Trails of The Sky).

Mcin >> fakt, te gry są bardzo japońskie. Jak dla mnie opierają się głównie na fabule, dialogach i ogólnym klimacie. Co kto lubi :)
GB, GBC, GBA, DS, 3DS, Famicom, SNES, N64, GC, Wii, NS, PSP, PS1, PS2, PS3, SMS, SMD, Lynx, 2600, 65XE, 486, K-6, PIII

renifer Lopez

Wybacz późną odpowiedź, jakoś mi umnkął topic ten ostatnimi dniami ;)

Obydwie ograłem. Historia w Xillia 2 odrębna jest od części pierwszej, także nie musisz znać jedynki aby ograć dwójkę ze zrozumieniem. Mimo wszystko warto po kolei grać, w dwójce pojawiają się postacie z jedynki i aby mieć poglad pełen na ich osobowość musisz najpierw poznać historię Milli Maxwell. Mnóstwo lokacji w Xillia 1 pojawia się w dwójce, więc dwójka nie ma już tak świeżego feelingu, ale to nie jest argument dla mnie aby opuścić jedynkę i grać w dwójkę od razu. W wielu elementach Xillia 2 lepsza jest, lecz ja jakoś wolę historię Milli Maxwell niż Ludgera Kresnika. obie gry polecam, warto.

alf

Ja ograłem odsłonę Tales of Hearts R na PS Vita.

Tak naprawdę była to odświeżona wersja Tales of Hearts z Nintendo DS. Odświeżenie jednak było naprawdę konkretne - oprawa graficzna i dźwiękowa została zrobiona od nowa specjalnie dla konsoli SONY.

Bardzo miło wspominam tą przygodę. Generalnie grając w to przypomniały mi się czasy "starych dobrych jrpg z lat 90-tych" + tutaj oprawa graficzna była na wyższym poziomie (coś na pograniczu możliwości ps2 / ps3).

Co najlepiej wspominam to bohaterów i tzw. skits - czyli krótkich acz częstych przerywników i interakcji między nimi. Humor w tej grze przodował i powodował uśmiech na twarzy. Każdy z bohaterów był zupełnie inny i charakterystyczny, dlatego ich konwersacje i sytuacje w których się znajdowali naprawdę ciekawiły.

Jako wadę można by zaliczyć fakt, że gra jest generalnie infantylna. Jest tam sztampowy motyw ratowania świata, ale odniosłem wrażenie że bardziej niż na powagę sytuacji postawiono jednak nacisk na lajtowe podejście do całości.

Bardzo polecam tę odsłonę. Ciekawostką jest, że obecnie wciąż jest dostępna tylko na handheldy (NDS i Ps Vita).

Manifesto

Wstyd się przyznać, lecz moja znajomość serii ogranicza się wyłącznie do Tales of Destiny i Tales of Destiny II (czyli Eternia, bo taki tytuł miała wersja amerykańska tej gry) na PSX. Tales of Eternia jest dla mnie świetna, miejscami stanowi niemałe wyzwanie (zwłaszcza na wyzszym poziomie trudności) i oferuje całkiem rozbudowany świat i bardzo dobrą historię. Cały czas mam w głowie to, że trzeba nadrobić tą serię, niestety mam do niej jakiś słomiany zapał. Może to dlatego, że preferuję jRPG z turowym systemem walki lub czyste action - RPG jak YS. Mimo wszystko skłaniam się bardziej ku Tales of Berseria niż Vesperii.

Renifer - Xillia taka dobra? Cholera, znowu dylemat   :-\

mariusz391

Nie wiem jak moderacja potraktuje coś takiego, ale stwierdziłem że wrzucanie kolejnej mini recenzji kolejnego Tales Of nie ma żadnego sensu, bo potem i tak praktycznie jest to nie do znalezienia. Więc stwierdziłem że może jakimś cudem te moje wypociny o tej serii komuś się przydadzą, skoro już jest dedykowany temat i zrobię takiego giga posta gdzie wrzucę jako jeden giga post te dwa co wrzuciłem wcześniej o Berserii z 2021 roku i Zestirii z 2023 roku + dodam Arise z 2025 roku. Jak stwierdzicie że to źle wygląda i trzeba to przerobić, to wtedy będę myślał

Odpowiedź #362 dnia: Listopada 11, 2021, 09:03:19



Po roku i jednym miesiącu i ponad 90 godzinach gry na liczniku udało mi się ukonczyć moje pierwsze jRPG na PS4 i pierwszą grę z cyklu Tales of ...
A mianowicie Tales Of Berseria z 2016 roku. I jakie mam wrażenia po skonczeniu?

Z jednej strony mógłbym zbesztać grę od góry do dołu. Bo tak, grafika jak na możliwości PS4 jest po prostu nędzna. I żadne tłumaczenie że to port gry z PS3 do mnie nie trafia. Gra jest absolutnie korytarzowa, obiekty wyskakują przed naszymi oczami jak na PS2 lub gorzej, widzisz wzniesienie na kilkanaście cm gdzie dalej idzie ścieżka, nie ma, musisz iść jak prowadzi, nie ma skracania sobie drogi. Tak samo przeciwnicy materializujący się przed naszymi oczami. Gdybym nie miał internetu i ktoś by mi powiedział że to remaster gry z PS2 byłbym przekonany o tym że nie kłamie

Model walki jest ... dziwny? Zawsze wolałem system turowy, tutaj mamy w czasie rzeczywistym po dotknięciu przeciwnika przenosimy się na małą arenkę. I walka jest STRASZNIE chaotyczna. Sterujemy jedną postacią, naszymi towarzyszami steruje komputer. I pewnie są w tej grze jakieś większe mechaniki, jednak na normalu walki są na tyle proste że z reguły wygląda to tak że naciskamy R1 i patrzymy na co dany stwór jest podatny a na co odporny. Nasze ataki mają 5 ,,żywiołów'' które dla własnej wygody podzieliłem sobie na kolory klawiszy pada (piąty olałem). I jak widzimy że potwór jest podatny na ogień a odporny na wodę to walimy R2 by załadować tak zwany Break Soul i walimy ataki pod kółkiem, mieszając trochę trójkąta i kwardatu, a unikając krzyżyka bo tam miałem ustawione wodne. Kilka do kilkunastu sekund i przeciwnik pada (nie liczac bossów). Przez te wszystkie godziny większej głębi tam nie zauważyłem, ale po prostu nie musiałem ze względu na poziom trudności, na czele z ostatnim bossem. Jedynie jeden z bossów dodatkowych był dla mnie na normalu absolutnie nie do pokonania i mając do wyboru albo nieludzki grind, albo obniżenie poziomu na łatwy by go pokonać wybrałem to drugie.

System ekwipunku moim zdaniem też jest skopany, bo mamy standardowe bronie, ubrania podzielone na górne, dolne i buty plus pierścienie. I niby wszystko w porządku, ale po prostu MASĘ dostajemy tego przy walkach z potworami. Prawie żadna nie nadaje się do niczego, poza sprzedaniem u handlarza i wcale bym się nie zdziwił jakbym 1/3 tego czasu to spędził u niego sprzedając zbędne śmieci. Kupować za bardzo nie ma co, bo przez niski poziom trudności i częstotliwość trafiania w skrzynkach eliksirów leczących sprawia że na koniec gry miałem jakieś setki tys. na koncie z którymi nie było co zrobić i na co wydać.
Osobną kwestią jest jeszcze customizacja postaci. Otóż na etapach umieszczone są takie świecące kuleczki. Gdy znajdziemy natomiast różową skrzynię możemy je wymienić za jej otwarcie, gdzie w środku są tzw. Katzy czyli takie małe śmieszne, gadające kotki. I co drugi taki Katz daje nam jakieś element ubioru. I o matko, taką żenadę to widziałem ostatnio w Tekkenach. Jakieś królicze uszy i ogony, zęby wampira czy inne skrzydła nietoperza. Wygląda to kretyńsko, nieśmiesznie i kompletnie nie rozumiem sensu umieszczania czegoś takiego.

Więc po tym co na razie napisałem mogliby się niektórzy zastanawiać że skoro tak narzekam to dlaczego grałem w to przez 90 godzin. Otóż gra ma to o czym wiele już gier zapomniało czyli GRYWALNOŚĆ. Ta korytarzowość jest jednocześnie największą wadą i największą zaletą, bo jak w Final Fantasy XIII od razu wiesz gdzie masz iść a system mapy jest zrobiony świetnie dzięki czemu prawie nigdy się nie gubisz. Do tego właśnie niski poziom trudności sprawia że mimo że expienie nie jest za bardzo wymagane to sam aranżowałem pojedynki bo były krótkie, szybkie i satysfakcjonujące
Kolejnym świetnym patentem jest system szybkiej podróży, i mam tu na myśli że gdzieś od połowy gry dostajemy możliwość na każdym etapie znalezienia ,,deskolotki''. Z jednej storny dzięki niej poruszamy się 2x szybciej niż na nogach, to dodatkowo jeśli mamy level o chyba 10 większy niż przeciwnicy możemy ich usuwać z plansz bez walki z nimi. Nie dostajemy wtedy oczywiście expa, ale szalenie przyspiesza to robienie zadań pobocznych chociażby gdzie wracamy do miejsc już odwiedzonych.

I na końcu fabuła. Z jednej strony poziom Persony to to nie jest, ale z drugiej opowieść o Velvet która szuka zemsty na przywódcy kultu religijnego który zabił jej brata, a kiedyś sam był dla niej jak brat potrafi wciągnąć. Postacie to stereotypowe charaktery z anime, zresztą cała gra jest utrzymana w takiej stylistyce, niemniej każdy z nich da się lubić. Każdy ma swoje własne motywy by dołączyć do naszej głównej bohaterki i mimo kilku klisz i nieśmiesznych dowcipasów naprawdę da się ją oglądać z przyjemnością. Zresztą nie wiem czy to przez dość silne motywy żeglarskie, ale jakoś główni bohaterowie przypominali mi w jakimś stopniu bohaterów z One Piece. Z jednej strony się kłócą czy udają że się nie lubią, ale w obliczu zagrożenia każdy stanie u boku drugiego  C:-)

Podsumowując, czy polecam? Ciężko mi powiedzieć, dla osób lubujących się w zwiedzaniu map i podziwianiu krajobrazów jak w jakimś Dragon Queście uważam że nie będzie tytuł dla nich. Jednak dla osób które tęsknią za czasami PS2, gdzie korytarzowość była zaletą, bo nie pozwalała sie zgubić będzie to świetny wybór. Ja osobiście dałbym jej takie 8/10, bo jednak grywalność grywalnością ale ten pop-up obiektów i przeciwników jest po prostu wstydem dla gry dostepnej na PS3 a tym bardziej PS4


Odpowiedź #450 dnia: Lutego 04, 2023, 20:17:41




W listopadzie 2021 napisałem dość obszernego posta na temat mojej pierwszej styczności z serią Tales Of, po skończeniu Tales Of Berseria
Minął trochę ponad rok czasu, i trafiła się na PSStore gruba promocja na poprzednią grę z tej serii czyli tym razem Tales Of Zestiria. A że Berserię z jednej strony zjechałem pod kątem mechaniki, ale zachwyciła mnie ta klasyczność rozgrywki jak za czasów PS2 postanowiłem się w nią zaopatrzyć i opowiedzieć swoje wrażenia po skończeniu.
A jako że obie gry są luźno powiązane fabularnie plus są zbliżone pod kątem mechanicznym, nie będę powtarzać tego samego co mówiłem o Berserii, tylko po prostu porównam oba tytuły do siebie na podstawie poprzedniego posta. No to lecimy ;)

Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Z jednej strony mógłbym zbesztać grę od góry do dołu. Bo tak, grafika jak na możliwości PS4 jest po prostu nędzna. I żadne tłumaczenie że to port gry z PS3 do mnie nie trafia. Gra jest absolutnie korytarzowa, obiekty wyskakują przed naszymi oczami jak na PS2 lub gorzej, widzisz wzniesienie na kilkanaście cm gdzie dalej idzie ścieżka, nie ma, musisz iść jak prowadzi, nie ma skracania sobie drogi. Tak samo przeciwnicy materializujący się przed naszymi oczami. Gdybym nie miał internetu i ktoś by mi powiedział że to remaster gry z PS2 byłbym przekonany o tym że nie kłamie
Pod kątem grafiki obie gry wyglądają PRAWIE identycznie. Mamy ten sam problem z obiektami wyskakującymi przed naszymi oczami, tak samo mamy niewielką górkę, ale musimy ją przechodzić tak jak prowadzi ścieżka, bo silnik graficzny tak samo wygląda jak z PS2 podciągnięte do HD. Oczywiście Zestiria jest poprzednikiem Berserii więc dziwne by było żeby wygladała lepiej, ale to że dalej to razi jest niezmienne. Za to co ciekawe moim zdaniem Zestiria ma trochę rzeczywiście OTWARTYCH etapów, gdzie rzeczywiście można sobie trochę połazić i pozwiedzać. Nie jest to nigdzie poziom Dragon Questa, ale samo to że nie mamy przez prawie całą grę korytarzy jest jakimś tam plusem


Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Model walki jest ... dziwny? Zawsze wolałem system turowy, tutaj mamy w czasie rzeczywistym po dotknięciu przeciwnika przenosimy się na małą arenkę. I walka jest STRASZNIE chaotyczna. Sterujemy jedną postacią, naszymi towarzyszami steruje komputer. I pewnie są w tej grze jakieś większe mechaniki, jednak na normalu walki są na tyle proste że z reguły wygląda to tak że naciskamy R1 i patrzymy na co dany stwór jest podatny a na co odporny. Nasze ataki mają 5 ,,żywiołów'' które dla własnej wygody podzieliłem sobie na kolory klawiszy pada (piąty olałem). I jak widzimy że potwór jest podatny na ogień a odporny na wodę to walimy R2 by załadować tak zwany Break Soul i walimy ataki pod kółkiem, mieszając trochę trójkąta i kwardatu, a unikając krzyżyka bo tam miałem ustawione wodne. Kilka do kilkunastu sekund i przeciwnik pada (nie liczac bossów). Przez te wszystkie godziny większej głębi tam nie zauważyłem, ale po prostu nie musiałem ze względu na poziom trudności, na czele z ostatnim bossem. Jedynie jeden z bossów dodatkowych był dla mnie na normalu absolutnie nie do pokonania i mając do wyboru albo nieludzki grind, albo obniżenie poziomu na łatwy by go pokonać wybrałem to drugie.
Tutaj system walki jest z jednej strony podobny, bo też korzysta się z 5 ,,żywiołów'', ale zupełnie inaczej zaimplementowany. A mianowicie zamiast przypisywać żywioły do guzików pada, mamy system 6 postaci z czego 4 biorą udział w walce. Dwoje ludzi plus czwórkę ,,seraphów'' czyli ...eee ... duchów? Bytów? No też ludzi, ale odpowiadających za cztery pozostąłe żywioły. i cały myk polega na tym że jak w Berserii sterujemy jedną postacią, za resztę odpowiada komputer, ale strzałkami pada ustalamy którego z seraphów chcemy mieć jako wsparcie (zależnie od czego na co podatny jest przeciwnik). I co najfajniejsze gdy mamy taką możliwość naciskamy L1 i możemy zrobić ,,fuzję'' jak w Dragon Ballu łącząc się z Seraphem danego żywiołu i atakując właśnie nim. Do końca gry nie załapałem czemu raz możemy zrobić tą fuzję, a innym razem nie, dlatego oszczedzałem ją głównie na bossów, niemniej czasami gra robi fuzję automatycznie gdy nasz bohater ma minimalną ilość życia. Poza tym jest jak w Berserii, dość prosto (choć moim zdaniem jednak trochę trudniej), chaotycznie i jeśli mamy odpowiednią ilość eliksirów leczących i wskrzeszających na normalu nawet ostatni boss padł mi za drugim razem. Niektórzy z bossów pobocznych za to dają nieźle w kość i musiałem przy dwóch obniżyć poziom trudności na simple, bo poziom wymaganego grindu byłby zdecydowanie niewspółmierny do zysków z ich pokonania

Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03System ekwipunku moim zdaniem też jest skopany, bo mamy standardowe bronie, ubrania podzielone na górne, dolne i buty plus pierścienie. I niby wszystko w porządku, ale po prostu MASĘ dostajemy tego przy walkach z potworami. Prawie żadna nie nadaje się do niczego, poza sprzedaniem u handlarza i wcale bym się nie zdziwił jakbym 1/3 tego czasu to spędził u niego sprzedając zbędne śmieci. Kupować za bardzo nie ma co, bo przez niski poziom trudności i częstotliwość trafiania w skrzynkach eliksirów leczących sprawia że na koniec gry miałem jakieś setki tys. na koncie z którymi nie było co zrobić i na co wydać.
Osobną kwestią jest jeszcze customizacja postaci. Otóż na etapach umieszczone są takie świecące kuleczki. Gdy znajdziemy natomiast różową skrzynię możemy je wymienić za jej otwarcie, gdzie w środku są tzw. Katzy czyli takie małe śmieszne, gadające kotki. I co drugi taki Katz daje nam jakieś element ubioru. I o matko, taką żenadę to widziałem ostatnio w Tekkenach. Jakieś królicze uszy i ogony, zęby wampira czy inne skrzydła nietoperza. Wygląda to kretyńsko, nieśmiesznie i kompletnie nie rozumiem sensu umieszczania czegoś takiego.
Tutaj można powiedzieć że jest IDENTYCZNIE. Dalej to co dostajemy za pokonywanie potworków to w 90% śmieci nadające się tylko do sprzedaży, dalej gdy kończyłem grę miałem ponad milion monet na koncie. Jedynie co kosztuje tu FORTUNĘ i jest moim zdaniem przez większość gry skopane to system szybkiej podróży. Bo z reguły kosztuje od 20 do kilkudziesięciu tysięcy monet, co sprawia że właśnie dopiero pod koniec gry można go używać bezstresowo, bo przez większość czasu zwyczajnie nas na to nie stać. Przez co gra niepotrzebnie się dłuży przechodząc ciągle te same rejony, i starając się już omijać przeciwników by nie było jeszcze dłużej.
A customizacja tak samo jest identyczna, tylko tu te śmieciowe czapki, okularki i inne paskudne barachło znajdujemy w zwyczajnych skrzyniach. Tak samo paskudne, beznadziejne i kompletnie zbędne.

Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Więc po tym co na razie napisałem mogliby się niektórzy zastanawiać że skoro tak narzekam to dlaczego grałem w to przez 90 godzin. Otóż gra ma to o czym wiele już gier zapomniało czyli GRYWALNOŚĆ. Ta korytarzowość jest jednocześnie największą wadą i największą zaletą, bo jak w Final Fantasy XIII od razu wiesz gdzie masz iść a system mapy jest zrobiony świetnie dzięki czemu prawie nigdy się nie gubisz. Do tego właśnie niski poziom trudności sprawia że mimo że expienie nie jest za bardzo wymagane to sam aranżowałem pojedynki bo były krótkie, szybkie i satysfakcjonujące
Zestiria zajęła mi sporo mniej bo 60 godzin (choć jednego sub questa nie skończyłem, ale nie powinien on wydłużyć tego czasu jakoś znacząco. Za to moim zdaniem Berseria poprawiła czytelność co mamy robić. Tam chyba zawsze była gwiazdka pokazująca gdzie jest miejsce głównego wątku fabularnego. Tutaj czasem jest, czasem nie ma, a system podpowiedzi jest czasem mętny i bez internetów pewnie bładziłbym po planszach nie wiedząc co robić, co jest sporym minusem. Za to grywalność dalej na poziomie jRPG ery PS2, co dla mnie jest mega przyjemne, ale dla ludzi szukających nowoczesnych rozwiązań może być cięzkie do strawienia


Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Kolejnym świetnym patentem jest system szybkiej podróży, i mam tu na myśli że gdzieś od połowy gry dostajemy możliwość na każdym etapie znalezienia ,,deskolotki''. Z jednej storny dzięki niej poruszamy się 2x szybciej niż na nogach, to dodatkowo jeśli mamy level o chyba 10 większy niż przeciwnicy możemy ich usuwać z plansz bez walki z nimi. Nie dostajemy wtedy oczywiście expa, ale szalenie przyspiesza to robienie zadań pobocznych chociażby gdzie wracamy do miejsc już odwiedzonych.
O szybkiej podróży już mówiłem, tutaj jednak na żaden system omijający przeciwników (poza jednym eliksirem) nie wpadli, co jest dość męczące i irytujące, bo gra jest jak mówiłem w większośc korytarzowa, więc mimo że widać przeciwników dość ciężko ich ominąć. Kolejny minus na tle Berserii


Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03I na końcu fabuła. Z jednej strony poziom Persony to to nie jest, ale z drugiej opowieść o Velvet która szuka zemsty na przywódcy kultu religijnego który zabił jej brata, a kiedyś sam był dla niej jak brat potrafi wciągnąć. Postacie to stereotypowe charaktery z anime, zresztą cała gra jest utrzymana w takiej stylistyce, niemniej każdy z nich da się lubić. Każdy ma swoje własne motywy by dołączyć do naszej głównej bohaterki i mimo kilku klisz i nieśmiesznych dowcipasów naprawdę da się ją oglądać z przyjemnością. Zresztą nie wiem czy to przez dość silne motywy żeglarskie, ale jakoś główni bohaterowie przypominali mi w jakimś stopniu bohaterów z One Piece. Z jednej strony się kłócą czy udają że się nie lubią, ale w obliczu zagrożenia każdy stanie u boku drugiego  C:-)
I znowu gorzej niż w Berserii. O ile tam główna bohaterka miała jakąś osobowość i każdy z jej towarzyszy dodawał coś od siebie, tak tutaj główny bohater Sorey to taki typowy Son Goku z Dragon Balla, prawy, dobry, myslący tylko o ratowaniu swiata i pomocy innym. Niby taka postać nie może nas niczym wkurzyć, bo jest z zasady sympatyczna, ale podejrzewam że jego historię zapomnę po paru dniach. Reszta drużyny to też typowa sztampa anime ze słodką idiotką, nadetą gówniarą czy gosciem który prawie się nie odzywa. Również, nie ma postaci antypatycznych, ale jednak drużyna w Berserii miała więcej charyzmy plus ich sub questy lepiej rozwijały ich osobowości. Za to humor chyba jeszcze bardziej nieśmieszny niż w Berserii (a może tak samo nieśmieszny? :P )

Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Podsumowując, czy polecam? Ciężko mi powiedzieć, dla osób lubujących się w zwiedzaniu map i podziwianiu krajobrazów jak w jakimś Dragon Queście uważam że nie będzie tytuł dla nich. Jednak dla osób które tęsknią za czasami PS2, gdzie korytarzowość była zaletą, bo nie pozwalała sie zgubić będzie to świetny wybór. Ja osobiście dałbym jej takie 8/10, bo jednak grywalność grywalnością ale ten pop-up obiektów i przeciwników jest po prostu wstydem dla gry dostepnej na PS3 a tym bardziej PS4
I tu cóż mogę powiedzieć? Jeśli komuś podobała się Berseria, Zestiria także nie powinna go odrzucić. To dalej solidny jRPG, jednak przegrywający z następczynią pod wiekszością wzgledów. I więcej  otwartych map i fajny system fuzji nie zmieni tego że o ile Berserii dałbym 8/10, tak Zestirii góra 7/10. Dobrze wiedzieć że seria miała solidne podwaliny już tutaj które własnie nastepca odpowiednio zwłaszcza fabularnie rozbudował.






Minęły kolejne 2 lata i kolejne Tales Of ukończone. Tym razem ostatnia część jaką wydało Namco czyli Tales of Arise. A ponieważ jestem leniwy, i skoro raz coś mi wyszło to dlaczego tego nie kontynuować, więc znowu jak zrobiłem z Zestirią porównam tą część pod każdym głównym względem do Berserii (bo w końcu to łacznik między tymi dwoma grami i najłatwiej na niej pokazać różnice)
No to zaczynamy
Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Z jednej strony mógłbym zbesztać grę od góry do dołu. Bo tak, grafika jak na możliwości PS4 jest po prostu nędzna. I żadne tłumaczenie że to port gry z PS3 do mnie nie trafia. Gra jest absolutnie korytarzowa, obiekty wyskakują przed naszymi oczami jak na PS2 lub gorzej, widzisz wzniesienie na kilkanaście cm gdzie dalej idzie ścieżka, nie ma, musisz iść jak prowadzi, nie ma skracania sobie drogi. Tak samo przeciwnicy materializujący się przed naszymi oczami. Gdybym nie miał internetu i ktoś by mi powiedział że to remaster gry z PS2 byłbym przekonany o tym że nie kłamie
Tutaj WRESZCIE mamy nowy silnik graficzny który sprawia że gra wreszcie nie wygląda jak tytuł z PS2 podciągnięty do HD. Czy to znaczy że nagle przeskoczyliśmy do poziomu gier z PS4? Nooo, tak sobie mówiąc szczerze
Z jednej strony wreszcie pozbyliśmy się tej totalnej korytarzowości, głowny bohater dostał możliwość skakania i nareszcie dzięki temu możemy czasami skracać sobie trasę idąc na przełaj, a nie tylko po z góry przewidzianej ścieżce. Ale to dalej po pierwsze nie zawsze, bo jakaś odrobinę większa skarpa i już trzeba iść naokoło, a po drugie gra ciągle ma problemy z pop-upem obiektów, czy nawet tekstur gdy wchodzimy do nowej lokacji. Jest na pewno lepiej niż było w Berserii i Zestirii, ale dla mnie dalej siedzimy generacje wstecz, po prostu już nie w PS2, tylko w PS3, a i tam mamy gierki nieporównywalnie ładniejsze jak równie korytarzowe Final Fantasy XIII
Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Model walki jest ... dziwny? Zawsze wolałem system turowy, tutaj mamy w czasie rzeczywistym po dotknięciu przeciwnika przenosimy się na małą arenkę. I walka jest STRASZNIE chaotyczna. Sterujemy jedną postacią, naszymi towarzyszami steruje komputer. I pewnie są w tej grze jakieś większe mechaniki, jednak na normalu walki są na tyle proste że z reguły wygląda to tak że naciskamy R1 i patrzymy na co dany stwór jest podatny a na co odporny. Nasze ataki mają 5 ,,żywiołów'' które dla własnej wygody podzieliłem sobie na kolory klawiszy pada (piąty olałem). I jak widzimy że potwór jest podatny na ogień a odporny na wodę to walimy R2 by załadować tak zwany Break Soul i walimy ataki pod kółkiem, mieszając trochę trójkąta i kwardatu, a unikając krzyżyka bo tam miałem ustawione wodne. Kilka do kilkunastu sekund i przeciwnik pada (nie liczac bossów). Przez te wszystkie godziny większej głębi tam nie zauważyłem, ale po prostu nie musiałem ze względu na poziom trudności, na czele z ostatnim bossem. Jedynie jeden z bossów dodatkowych był dla mnie na normalu absolutnie nie do pokonania i mając do wyboru albo nieludzki grind, albo obniżenie poziomu na łatwy by go pokonać wybrałem to drugie.
I kolejne Tales Of, i kolejna zmiana systemu walki. Co prawda dalej mamy system swobodnego poruszania + małe areny ale tym razem znowu pokombinowano z samym systemem walki. Tym razem mimo że dalej niby mamy te żywioły, tak nie dość że gra chyba nie informuje jakiego żywiołu jest przeciwnik (albo ja przez całą grę nie zauważyłem), a do tego mamy na to kompletnie WYRĄBANE. Serio, całą grę miałem ustawione po prostu 3 ostatnie z listy ataki pod trójkąt, krzyżyk i kwadrat które są limitowane do specjalnych punktów, które się odnawiają w trakcie kombosów lub po prostu przeczekania + R1 które robi za atak podstawowy i przez całą grę nie odczułem że muszę coś w tym zmieniać. Zaś cała walka z przeciwnikami opiera się na systemie ogłuszenia wroga, a możemy to zrobić na kilka sposobów. Pierwszym jest pasek combo który jeśli zdołamy wypełnić mamy możliwość naciśnięcia dowolnej strzałki na padzie i zobaczenia animacji wykańczającej danego wroga. Drugim jest wypełnienie paska combo danego bohatera, wtedy też naciskamy strzałkę na padzie odpowiadającym bohaterowi i on wykonuje potężniejszy atak który może ogłuszyć przeciwnika (przykładowo Shionne ogłusza latających przeciwników, a Dohalim spowalnia czworonożne bestie). Natomiast trzeci jest skierowany głównie do bossów (choć nie tylko) i polega na atakowaniu konkretnego punktu świecącego na żółto na jego ciele, co po rozbiciu powoduje automatyczne ogłuszanie wroga. Plus jeszcze mamy przeciwników świecących na żółto którzy są dużo silniejsi od podstawowych, tak samo jak to teraz modne przyciskiem R2 robimy przewroty by uniknąć ataków wroga, ale to już dodatki. Ogólnie znowu wychodzi dość niski poziom trudności, choć trzeba przyznać że czary leczące, wskrzeszające i przywracające punkty magii idą tutaj w moim wypadku w sporych ilościach, zwłaszcza na sub-bossów i do nich lepiej się przygotować pod tym kątem.
Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03System ekwipunku moim zdaniem też jest skopany, bo mamy standardowe bronie, ubrania podzielone na górne, dolne i buty plus pierścienie. I niby wszystko w porządku, ale po prostu MASĘ dostajemy tego przy walkach z potworami. Prawie żadna nie nadaje się do niczego, poza sprzedaniem u handlarza i wcale bym się nie zdziwił jakbym 1/3 tego czasu to spędził u niego sprzedając zbędne śmieci. Kupować za bardzo nie ma co, bo przez niski poziom trudności i częstotliwość trafiania w skrzynkach eliksirów leczących sprawia że na koniec gry miałem jakieś setki tys. na koncie z którymi nie było co zrobić i na co wydać.
Osobną kwestią jest jeszcze customizacja postaci. Otóż na etapach umieszczone są takie świecące kuleczki. Gdy znajdziemy natomiast różową skrzynię możemy je wymienić za jej otwarcie, gdzie w środku są tzw. Katzy czyli takie małe śmieszne, gadające kotki. I co drugi taki Katz daje nam jakieś element ubioru. I o matko, taką żenadę to widziałem ostatnio w Tekkenach. Jakieś królicze uszy i ogony, zęby wampira czy inne skrzydła nietoperza. Wygląda to kretyńsko, nieśmiesznie i kompletnie nie rozumiem sensu umieszczania czegoś takiego.
Tutaj duży plus, bo sporo się na tle Zestirii i Berserii zmieniło. Nie dostajemy już miliona śmieciowych ciuszków, jeśli już jakieś się pojawiają to z reguły faktycznie są mocniejsze niż te które nosimy, a dodatkowo część służy do stworzenia jeszcze mocniejszych zbroi więc trzeba kombinować by nie pozbyć się danego oręża zbyt szybko, bo jeszcze może się przydać. Dodatkowo bronie wreszcie nie mają miliona statystyk i człowiek nie musi się zastanawiać czy wziąć tą bo ma więcej HP czy tą co ma większą obronę. Są raptem 3 statystyki i 90% po prostu ma albo wszystkie lepsze niż poprzednia, albo wszystkie gorsze. Proste, klarowne i bardzo wygodne. Dodatkowo mamy też zamiast pierścieni emblematy poprawiające jedną lub klika statystyk, które też możemy ulepszać, choć to już bardziej zagmatwane jest. No i tradycyjną już zabawę w gotowanie gdzie najpierw musimy znaleźć przepisy, potem składniki a na końcu ugotować poprawiając na jakiś czas daną statystykę. A tym razem od śmieciowych ciuszków robią nie kotki, tylko sówki które musimy wypatrzeć na planszy, a o ich obecności informuje sówka jednej z naszych bohaterów, Rinwell. I dalej są to totalne śmieci na które nie ma sensu tracić nawet czasu żeby je przeglądać, by nie umrzeć z żenady. Serio chyba Japończycy muszą to lubić, skoro męczą tym już tyle części...
Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Więc po tym co na razie napisałem mogliby się niektórzy zastanawiać że skoro tak narzekam to dlaczego grałem w to przez 90 godzin. Otóż gra ma to o czym wiele już gier zapomniało czyli GRYWALNOŚĆ. Ta korytarzowość jest jednocześnie największą wadą i największą zaletą, bo jak w Final Fantasy XIII od razu wiesz gdzie masz iść a system mapy jest zrobiony świetnie dzięki czemu prawie nigdy się nie gubisz. Do tego właśnie niski poziom trudności sprawia że mimo że expienie nie jest za bardzo wymagane to sam aranżowałem pojedynki bo były krótkie, szybkie i satysfakcjonujące. Kolejnym świetnym patentem jest system szybkiej podróży, i mam tu na myśli że gdzieś od połowy gry dostajemy możliwość na każdym etapie znalezienia ,,deskolotki''. Z jednej storny dzięki niej poruszamy się 2x szybciej niż na nogach, to dodatkowo jeśli mamy level o chyba 10 większy niż przeciwnicy możemy ich usuwać z plansz bez walki z nimi. Nie dostajemy wtedy oczywiście expa, ale szalenie przyspiesza to robienie zadań pobocznych chociażby gdzie wracamy do miejsc już odwiedzonych.
Jak tym razem wygląda Arise pod kątem grywalności? No jak by nie patrzeć dla mnie to póki co NAJLEPSZA część serii. Przede wszystkim pozbycie się chociaż częściowo tej korytarzowości robi tutaj bardzo dobrą robotę. Po drugie przeciwnicy na danej planszy gdy raz się ich zabije nie odradzają się do momentu jej opuszczenia lub przywrócenia życia przy ognisku, więc odpada sztuczne nabijanie walk których nie da się uniknąć. Po trzecie WRESZCIE mamy zapis gry w każdym miejscu, nie musimy szukać punktów zapisu. Po czwarte nie ma tej głupoty z Zestirii że szybka podróż kosztuje pieniądze, ot, są wyznaczone punkty gdzie możemy się przenieść, naciskamy przycisk i to robimy. Co też mocno przyspiesza zadania poboczne, bo nie trzeba łazić 10 razy po tych samych korytarzach.
Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03I na końcu fabuła. Z jednej strony poziom Persony to to nie jest, ale z drugiej opowieść o Velvet która szuka zemsty na przywódcy kultu religijnego który zabił jej brata, a kiedyś sam był dla niej jak brat potrafi wciągnąć. Postacie to stereotypowe charaktery z anime, zresztą cała gra jest utrzymana w takiej stylistyce, niemniej każdy z nich da się lubić. Każdy ma swoje własne motywy by dołączyć do naszej głównej bohaterki i mimo kilku klisz i nieśmiesznych dowcipasów naprawdę da się ją oglądać z przyjemnością. Zresztą nie wiem czy to przez dość silne motywy żeglarskie, ale jakoś główni bohaterowie przypominali mi w jakimś stopniu bohaterów z One Piece. Z jednej strony się kłócą czy udają że się nie lubią, ale w obliczu zagrożenia każdy stanie u boku drugiego  C:-)
Jeśli chodzi o fabułę to tutaj sprawa jest trudna. Jest na pewno lepsza od Zestirii, ale czy lepsza od Berserii? Szczerze to ... może? Tym razem głownym bohaterem jest gość Aplhen który cierpi na kliszowy zanik pamięci, i przez całą grę chce pomóc dziewczynie Shionne która nie dość że jest z rasy która panuje nad rasą naszego bohatera, to też cierpi na zanik pamięci + z jej ciała wychodzą ciernie przez co nie można jej dotknąć. Oczywiście podczas gry spotykamy kolejnych bohaterów, z których znowu trzeba przyznać nie ma ani jednej denerwującej persony. Alphen na pewno ma jakąś charyzmę i osobowość, choć moim zdaniem nie taką jak Velvet z Berserii, a reszta o dziwo nawet ciężko przyrównać to jakiejś kliszowej sztampy. Jest szlachcic i pani rycerz. Jest młodsze pokolenie, ale o dziwo nie zachowujące się jak dzieciarnia w animcach. Ogólnie gra jest dość poważna, każdy ma swoje rozterki moralne i rzadko próbuje się bawić w nieśmieszne dowcipasy. Oczywiście to nie jest jakiś dramat egzystencjalny, raczej dalej jesteśmy w rewirach typowego anime, ale całość nie powinna nikogo odrzucić od telewizora/komputera.
Cytat: mariusz391 w Listopad 11, 2021, 09:03Podsumowując, czy polecam? Ciężko mi powiedzieć, dla osób lubujących się w zwiedzaniu map i podziwianiu krajobrazów jak w jakimś Dragon Queście uważam że nie będzie tytuł dla nich. Jednak dla osób które tęsknią za czasami PS2, gdzie korytarzowość była zaletą, bo nie pozwalała sie zgubić będzie to świetny wybór. Ja osobiście dałbym jej takie 8/10, bo jednak grywalność grywalnością ale ten pop-up obiektów i przeciwników jest po prostu wstydem dla gry dostepnej na PS3 a tym bardziej PS4
No i pora na podsumowanie. Czy Namco odrobiło pracę domową? Moim zdaniem jak najbardziej tak. Dalej ani pod kątem graficznym ani pod kątem fabularnym nie będzie to tytuł o którym ludzie będą mówić latami, ale to naprawdę solidny przedstawiciel jRPG, do tego wreszcie doganiający właśnie tą czołówkę gatunkową. Ja jak powiedziałem na wstępie, z tych części co grałem (a jeszcze mam nieskończone Tales Of Innocence na DSi) bawiłem się póki co najlepiej. Nie na tyle by wystawić jej 10/10 ale tak samo jak Berserii mogę dać solidne 8/10 a nawet 8+/10 ze względu na zdecydowaną poprawę pod kątem ekwipunku czy pozbycia się korytarzy. Gdyby tylko ten system walki nie był tak chaotyczny dałbym pewnie 9/10, ale dla historii i ogólnej gry walności można to przeboleć