Rolki

Zaczęty przez mattek, Maj 11, 2021, 11:29

Poprzedni wątek - Następny wątek

mattek

Przepraszamy, ale nie możesz zobaczyć ukrytej zawartości. Musisz się zalogować, aby zobaczyć tę zawartość.


Halo, halo,

mamy już na forum wątki dotyczące motoryzacji, kulturystyki czy wędkarstwa, więc czemu by nie założyć tematu dotyczącego rolek? Czy są wśród Strefowiczów amatorzy "łyżew na asfalt"?

Osobiście, swoje pierwsze rolkowe kroki poczyniłem jakieś sześć lat temu. Nigdy wcześniej nie miałem okazji jeździć, a że wcześniej liznąłem trochę łyżew to pomyślałem, że czemu by nie spróbować rolek. Tak też zagłębiłem się wtedy w świat tego sportu i po kilku tygodniach lektury w polskim oraz zagranicznym internecie, nabyłem swój pierwszy sprzęt - Tempish Elur II. Stwierdziłem, że będę kozak i kupię sobie rolki na większych kołach, żeby szybciej pokonywać kilometry. Tego wyboru po dłuższej chwilii nieco pożałowałem, ale to za chwilę xD

Nauka jazdy nie była jakaś trudna. W ten sam dzień, kiedy kurier dostarczył przesyłkę, poszedłem wieczorem na parking marketu, założyłem sprzęt na nogi, wstałem i pojechałem. Tyle. Z jakiegoś powodu, zasadę jazdy załapałem w kilka sekund i jako-takie odpychanie się nie sprawiało mi trudności. Wiadomo, że pozycja jazdy nie była super prawidłowa, a równowagę było mi łatwo stracić, ale hej - jeździłem. Hamować hamulcem nauczyłem się kilka dni później, kiedy to znajomy wymusił na mnie zjazd z dosyć stromej górki. Hamulec zdarłem do połowy, jednak po tej lekcji umiałem już kontrolować swoją prędkość i tym samym przestałem stwarzać zagrożenie w ruchu pieszych C:-)

Wracając do tego, dlaczego pożałowałem zakupu wyżej wspomnianych Tempishy. Już w trakcie poszukiwań czytałem, że na rolkach nie powinno się oszczędzać i najlepiej startować od sprzętu za minimum 500-600zł. Wtedy zasadę tę traktowałem jako "dołóż 20 tysięcy i kup coś porządnego", bo przecież to tylko rolki, to tylko but z czterema kółkami na podeszwie, to nie może być super drogie. Jak się jednak okazało, podczas jazdy masakryczne znaczenie ma stabilizacja kostki, której te Tempishe nie miały w zasadzie wcale. Większe, niż standardowe koła (90mm zamiast typowych 80mm), wymuszały na mnie przyłożenie większej siły w celu odepchnięcia się. W związku z totalnym brakiem stabilizacji nogi, która de facto spowodowana była "kapciem", sporo tej energii po prostu wytracałem, w rezultacie czego dosyć szybko się męczyłem, a dużą prędkość osiągałem głównie na zjazdach. Innym mankamentem tego modelu była dosyć kiepska jakość wykonania (skrzypienie, trzeszczenie, ślady kleju na materiale), jak również fakt, że zamiast rozwijania większych prędkości, wolałbym jednak być szybszy na zwinność. Tak też po kilku latach postanowiłem się ich pozbyć.

Nie chcąc popełnić tego samego błędu drugi raz, tym razem filtry poszukiwań sprzętu zawęziłem jedynie do kilku poważnych firm na rynku łyżworolek: Rollerblade, Powerslide oraz Seba. Postawiłem na koła 80mm oraz koniecznie buta w tzw. skorupie w celu osiągnięcia maksymalnej stabilizacji. Zbiegiem okoliczności, szybko udało się lokalnie kupić jeden z najbardziej topowych modeli - Powerslide Imperial One, które szybko postanowiły powykręcać i powygniatać mi stopy, skutecznie blokując do nich dopływ krwi. Niestety, z rolkami jest tak, że to rolka wybiera stopy, na których ma się znaleźć, a nie stopy wybierają rolki. Nie przedłużając dalej, moje poszukiwania skończyły się na Rollerblade RB 80 PRO. Jeju, cóż to była za ulga - but pasuje idealnie, nic nie lata, nic nie ociera, stabilizacja kostki jest masakrycznie wysoka, świetna zwrotność - po prostu miodzio. To wszystko sprawiło, że ufam rolkom i nie boję się robić nagłych zwrotów bo wiem, że zawsze zachowają się tak, jakbym tego oczekiwał.

Na dobrą sprawę, to tak na serio zacząłem jeździć 2 lata temu i zapewne jest to spowodowane dobraniem odpowiedniego sprzętu. Staram się śmigać raz-dwa razy w tygodniu i z każdym wyjściem uczyć się czegoś nowego oraz doskonalić już znane mi umiejętności. Jazda do tyłu wychodzi coraz lepiej, manuala mam już opanowanego (być jak Tony Halik), proste podskoki też zaczynają się pojawiać, a jak się wyglebię to trudno - wstaję i jadę dalej. Pojawiają się również elementy slalomu między kubeczkami. Zanim wybiło kowidka, uczęszczałem na nightskatingi organizowane w całym województwie. Kurde, jaką mi to daje frajdę, serio!

No więc spinając cały post piękną klamrą kompozycyjną, zadam te pytanie raz jeszcze: czy są wśród Strefowiczów amatorzy "łyżew na asfalt"?



Janusz

Mój kontakt z rolkami był dość krótki i jedynie w podstawówce. Wtedy w ogóle weszły one do Polski, w sensie stały się popularne i jak każda moda wówczas zalały podwórka i stały się jednym z głównych prezentów komunijnych. Swoje dostałem chyba od siostry z Niemiec. Za wiele nie pamiętam, ale w porównaniu do kumpli miałem kauczukowe koła, a oni te głośne i plastikowe.

Jeździć w sumie nauczyłem się dość szybko, choć może lepiej to nazwać odpychaniem. :) W sensie opanowałem umiejętność jazdy, ale już hamowanie sprawiało mi zawsze problem, trików nie ryzykowałem, jazdy tyłem nie opanowałem, podobnie jak przekładki. Ot, po prostu jazda do przodu :)

Jeździłem może 2-3 lata jak moda minęła i tyle.

Jakieś plusy z tego doświadczenia? Tak i to spore w sumie. Wcześniej za dziecka odbiłem się od łyżew i lodowiska. Siostra mnie wzięła, dała swoje łyżwy, miałem się nauczyć na wylanym wodą asfalcie do gry w piłkę, wyrżnąłem na dupę ze dwa razy i na tym moja "kariera" łyżwiarska się skończyła. 3-4 lata temu zrobili u nas lodowisko na Orliku, czynne w zimie, no znajomi mnie wyciągnęli. Byłem ciekaw, czy jazda na rolkach sprzed kilkunastu lat mi wystarczy by choć trochę się poślizgać i o dziwo tak. W zasadzie obyło się bez trzymania barierek. Podobnie jak na rolkach byłem w stanie się ślizgać dokoła lodowiska.

Czy założę jeszcze rolki kiedyś na nogi? Chyba nie, prędzej te łyżwy. Sprzęt to jedno, ale @mattek ważne też jest żeby mieć miejsce do jazdy. Gdzie sam jeździsz? W większych miastach z tym lepiej, w małych i na wsi w zasadzie nie ma gdzie jeździć w miarę bezpiecznie. Śmiem twierdzić, że jest gorzej niż było w tym aspekcie. Niby jest u mnie ścieżka rowerowa przez miasto, ale zrobiona z tej nieszczęsnej kostki - żadna przyjemność po tym jeździć rolkami. Zresztą u mnie każda ścieżka tego typu w okolicy jest z kostki. Jak byłem mały to nie było ścieżek tylko cały chodnik był wylany asfaltem po prostu i po tym jeździło się fajnie.

Tak to u mnie wygląda/wyglądało. :)





mattek

Cytat: krab w Maj 11, 2021, 14:01

Ooo, hokejówy z Reeboka! Wydaje mi się, że te 10 i więcej lat temu było więcej firm produkujących rolki: Reebok, Bauer, Nike... Teraz zostali raczej najbardziej popularni producenci, których wymieniłem już wcześniej - Rollerblade, Powerslide, Seba i FR. Tempish z tego co widzę dalej oferuje rolki, ale to prędzej całkowita chińszczyzna aniżeli ich własne konstrukcje.

Widuję niekiedy ludzi w hokejówkach robiących kolejne kilometry na ścieżkach, jak i takich, którzy grają sobie na placach (nawet jakieś szkółki rzuciły mi się kiedyś w oczy). Sam nigdy w takich nie jeździłem, ale chyba muszą być wygodne, skoro w przyszłości kupiłbyś drugie takie? Te wiązanie nie jest upierdliwe? C:-)

Cytat: Bodzio w Maj 11, 2021, 15:46Gdzie sam jeździsz?
U mnie na Śląsku jest tego sporo: alejki w Parku Śląskim wraz z wielkim placem dookoła Stadionu Śląskiego, rolkostrada w Dolinie Trzech Stawów, tor rolkowy w Rudzie Śląskiej, ścieżka rolkowa w Parku Sieleckim w Sosnowcu, ścieżki dookoła zbiorników Pogoria w Dąbrowie Górniczej. Jakby się uprzeć, to można i śmigać po drogach serwisowych wzdłuż autostrady. Po miastach jak na razie nie jeżdżę - nie czuję się aż na tyle pewnie, żeby móc ekspresowo reagować na losowe sytuacje w ruchu miejskim.