Ja Xboxa kupiłem w 2003 roku, postawiłem go obok PS2 i gdy włączyłem po raz pierwszy to miałem wrażenie, że konsola chodzi jak odkurzacz. Bardzo brzydki, ogromny, nieporęczny sprzęt, który oferował spore możliwości, a gry multiplatformowe wyglądały na nim najlepiej. Jedyna konsola która zdołała w sowim czasie udźwignąć grafikę Dooma 3 i Half Life'a 2. Niestety, bardzo mało exclusivów trafiło w mój gust. Dzięki Xboxowi mogłem poznać
Half Life 2, którą to grę ubóstwiam po dziś dzień. Pokochałem
Ninja Gaiden, która dla mnie była grą trudną, dziwną, ale świetną. Zagrywałem się w
Call of Cthulhu, który to jest bardzo dobrym horrorem, a dla miłośników prozy Lovecrafta grą wręcz obowiązkową. No i
Riddick oczywiście, scena gdy bohater zasiada za sterami wielkiego mecha do dziś pozostaje w mej pamięci. I jeszcze
Morrowind. Ogromna i wielka gra, której jednak nigdy nie ukończyłem (z braku czasu). KOTOR? Nie przepadam za klimatami SW, ale planuję w nią kiedyś zagrać, może się uda wcisnąć ją gdzieś "do kolejki"

No i Jade Empire, muszę to kiedyś ograć.
Fable mnie nieco zawiodło, Piotruś Bajkopisarz zapowiadał cuda wianki, a wyszła krótka (choć porządna) gra RPG, której daleko było do mega hitu na jaki oczekiwało wielu graczy.
Olbrzymią zaletą niektórych modeli Xboxa była możliwość bezchipowej przeróbki poprzez wgranie biosu Xecuter 2. Konsola zyskiwała wówczas ogromne możliwości, stawała się multimedialnym centrum rozrywki, przypomnę że w w latach 2003-2005 odtwarzacze DVD były dość drogie, a przerobiony Xbox oferował możliwości, o którym jedynie się śniło egzemplarzom ze średniej klasy cenowej. Dzięki tej konsoli obejrzałem masę div-x'ów na dużym TV, to były czasy

Do dziś mam swojego Xboxa kupionego w 2003 roku.