Salony gier

Zaczęty przez Janusz, Maj 10, 2015, 18:48

Poprzedni wątek - Następny wątek

Janusz

Nie wiem jak Wam, ale mi chyba najbardziej z dawnych lat brakuje salonów gier i tego specyficznego klimatu jaki tam panował. W mojej mieścinie były dwa takie punkty, prowadzone przez jedną rodzinę i nigdy nie zapomnę chwil tam spędzonych. To chyba właśnie w salonie po raz pierwszy zobaczyłem Tekkena 2, a potem "trójeczkę". Papież po maturze chodził na kremówki, a pamiętam, że my po kościele zawsze na automaty (niektórzy nawet zamiast kościoła). Nie było ich za wiele w salonie, może ok. 10-12, ale praktycznie na każdym była taka gra, że można było grać i grać. Żeton kosztował 40 groszy. Jak się kupiło pięć to się dostawało szósty gratis. Do tego jak szef miał dobry dzień to można było dostać nawet więcej gratisów, za przejście po gazetę chyba najwięcej :)

Pamiętam, że jak się później dowiedziałem źle nazywaliśmy to miejsce, bo dla nas "automaty" to były zawsze "flipery", więc zawsze było "Mamo, daj 2zł bo idę na flipery". W zasadzie prawdziwych fliperów tam nie było, a właściwie był jeden z motywem wędkarskim, ale nie był zbytnio oblegany bo kulki lubiły się zawiesić. Najlepszy to był jednak klimat tych miejsc. U mnie jeden salon był w takiej byłej knajpie z podwieszonymi u sufitu sieciami rybackimi. Pamiętam, że czy piątek, czy świątek czy niedziela to flipery były czynne, nawet w Wielkanoc, zawsze od 11:00. Oczywiście zawsze trzeba było uważać w takich miejscach. Owszem można było zyskać niezłą sławę jak ktoś np. pokonał aktualnego mistrza w daną grę, pobił rekord, albo przeszedł Metal Sluga na jednym żetonie, ale czasem można było też nieźle oberwać jak się pokonało starszego. Brutalnie jak w życiu, ale z perspektywy czasu się to dobrze wspomina. Nic chyba tego klimatu nie jest w stanie zastąpić.

Jeśli chodzi o gry to najwięcej czasu i kasy wydałem właśnie na Tekkeny, ale i inne typowo salonowe gry. Z tych co mi na szybko przychodzą go głowy to moje ukochane beat'em upy, takie jak Warriors of Fate, Cadillacs & Dinosaurs, Knights of the Round, Three Wonders, Die Hard Arcade, Sunset Riders, Vendetta, Punisher i cała masa innych. W salonie to nawet sportówki miały niezapomniany klimat. Radość przy zdobyciu bramki w Super Sidekick nie ma porównania z żadną inną kopanką, a Street Hoopa bym musiał chyba uznać za najlepszą grę sportową w jaką grałem, choć nie jestem fanem koszykówki. Tyle wspomnień, ciekaw jestem czy tylko u mnie ten temat wywołuje taki sentyment i słowotok bo mógłbym pisać i pisać.

Draif

W moim mieście nigdy nie było salonów gier. Najbliższy jaki znam jakieś 40 km od mojego miejsca zamieszkania, zresztą jak większość już nie istnieje, ale długo się trzymał bo prawie do 2011. Teraz w tym miejscu stoi Fitness Club. Salonów Gier nie ostało się chyba zbyt wiele na świecie poza Japonią i Stanami Zjednoczonymi.

arkl1t3

#2
W Warszawie wiem ze sie jeszcze ostalo pare miejsc gdzie sa automaty z grami video ale chyba mozna je zliczyc na palcach u jednej reki, tak to hazardowych pelno. Swoja droga jest u nas klub nocny "Salon Gier" :D ale nie wiem czy oni maja cokolwiek z automatow, raczej nie.

Też za szczyla sie latało po tych automatach:P jakiekolwiek wyjazdy poza Warszawe na ferie/wakacje to salon gier obowiazkowo odwiedzony. Co dziwne bedac w domu nie chodzilem na autoamty, to byl zwyczaj zarezerwowany tylko na wyjazdy :P Dlatego automaty zawsze beda mi sie kojarzyły z wakacjami i wyjazdami z dziecinstwa :P Samych gier juz nie pamietam ale na pewno gralem w Cadillacs & Dinosaurs i Golden Axe. Co ciekawe totalnie pominalem gry z serii metal slug, dopiero po latach odkryłem ta serie na psx. A tekken zawsze sie cisnelo na psx od pierwszej czesci, wpierw u kumpla, a pozniej u siebie.

amane2142

Salonu gier jako takiego w mojej metropolii nie było stały pojedyncze automaty przynajmniej z tego co pamiętam. Jednak gdy jeździłem do rodziny na wieś na dworcu PKP w ich miejscowości, zawsze stał automat z tekkenem 3 i tam czasem pogrywałem. Pamiętam też że spotkałem gdzieś taki automat na wakacjach w ośrodku wczasowym. Za to kafejek internetowych było całkiem sporo w moim mieście i tam głównie spędzałem czas gdy nie było internetu.

Hycuś

Ja to automaty bardzo lubię ale też kojarzą mi się tylko z wyjazdami, bo tylko wtedy na nich grałem. Grałem na fliperach raz jak miałem 8 lat pod Zakopanem, potem na Słowacji w Contrę się pogrywało na automacie. Ostatni raz grałem na czymś w Gdańsku (zawsze jak jestem w tym mieście to idę do Cinema City gdzie na parterze są automaty (jedyne znane mi miejsce). No i raz jak miałem 12 lat to od Taty z firmy na  mikołajki była impreza w wielkim salonie gier w Blue City (już chyba nie istnieje). Grałem wtedy dobre kilka godzin na automatach, bo wszystkie były odblokowane i za darmo :D. Plus w Czarnogórze jak tylko zobaczyłęm flipery nad morzem to od razu poleciałem pograć. Jako wakacyjna rozrywka to fajna sprawa :)

Manifesto

W Przemyślu trochę salonów z automatami w latach 90 było. Za dzieciaka wwielbiałem grać w bijatyki (wtedy miałem nieco inny gust niż obecnie), zwłaszcza w Mortal Kombat 2, na którego przetraciłem mnóstwo kasy. Niestety mam również nie za ciekawe skojarzenia, gdyż kilka razy zwyczajnie zostałem "skrojony" z niewielkiej sumy pieniędzy przez kilku znacznie starszych dresiarzy nie mających kasy na żetony, nie wiem jak u Was ale u mnie w mieście było to zmorą salonów gier, co gorsza często wiedzieli o tym ich właściciele i nie reagowali lub udawali że nie widzą. Szkoda, że obecnie takie miejsca są już niemal reliktami przeszłości, klimat automatów i fliperów był niezapomniany.

Janusz

U nas szło dostać, ale raczej nie kroili kasy. Pamiętam, że raz szef jednego dresiarza pobił i wykopał (dosłownie) z salonu bo podskakiwał, choć wiadomo, że trzeba było uważać.

Zresztą w salonie różne kombinacje były. U nas żetonami były stare monety z PRL i w zasadzie można było przynosić z domu swoje i grać. Właściciele oczywiście je malowali, żeby rozróżnić na niebiesko w jednym salonie i różowo w drugim, ale nie byli w stanie skontrolować wszystkiego. Największą wojnę jednak robili jak ktoś coś grzebał w automacie. Przykładowo w tym od Tekkena 3 dało się odblokować ukryte tryby, takie jak na PSX tzn. Tekken Ball Mode czy tego niby beat'em upa, a nawet włączyć nieskończone "continue". Pamiętam, że szef się o to ostro rzucał, choć mało widział z tej swojej kanciapy, do której prowadziło malutkie okienko, jak w kantorze.

Przypomniałem sobie też, że przez chwilę był u nas też PSX tylko zamknięty w budzie ala automat, na którym można było grac normalnymi padami i nie na żetony tylko na czas, ale to w sumie przez chwilę był.

retron67

@bodzio,to musiał to być Tekken 3 z PSX bo automatowa ver. nie ma takich bonusów
(Gon-bohater mangi i paru gier na snes+reszta dodatków to przywilej ver.PSX)

była to matka,na PSX ze złaczem JAMMA (sam byłem w posiadaniu 2 takich...poszły na allegro...)
u nas był taki MORTAL 4 z PSX  (szybko rozkminilismy jak grac za darmo;)...)

była jeszcze matka na DC u mnie w salonie gier DC Soul Calibur robił furore...

Janusz

Może masz rację, ale było to tak dobrze zmontowane, że szok. Powiedziałbym nawet, że to była najlepsza buda w salonie jeśli chodzi o jakość i wygląd.

G-R-Z-E-C-H

A u mnie w miasteczku był tylko jeden taki punkt z dwoma automatami, flipperem i jednorękim bandytą. Dzieciaków było zawsze tyle, że nie chciało mi się czekać na swoją kolej. Zresztą po co, jeśli w domu czekał Pegasus?

Janusz

Pegasus wypadał blado na tle większości gier na Pegasusa więc może po to ;) Zresztą zależy co tam też w tych dwóch budach było.

G-R-Z-E-C-H

Na pewno któryś Mortal Kombat (nie pamiętam już który). Fakt, gry na automatach wyglądały lepiej. Ale biorąc pod uwagę całe to męczące towarzystwo i potrzebę ciągłego wrzucania żetonów, przebywanie w tym salonie było zdecydowanie zbyt męczące.
Pamiętam, że mój kolega wydał w tym salonie równowartość kilku PSX'ów :o Nie lepiej było olać automaty i sprawić sobie Szaraka?

Quake96

#12
Temat zakładam w celu dyskusji na temat niemal wymarłych automatach do gier. I nie chodzi tu o te "kasyna" czy "boxery", ale prawdziwe automaty z grami Segi, Namco i tak dalej.

Wczorajszy wypad nad morze, do Świnoujścia zaowocował spotkaniem się z takim oto zestawem:


d o o m

Pij piwo, obserwuj gości.

SALADYN

Time Crisis II budzi wspomnienia z zielonej szkoły, sporo kasy straciłem na tym automacie.