Recenzja – Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue

Pojawienie się w kinach w 1995 roku filmu animowanego „Toy Story” zapowiadało zmierzch pewnej epoki. Po raz pierwszy przy pracy nad pełnometrażowym filmem zdecydowano się bowiem porzucić tradycyjne narzędzia pracy i stworzyć animację dla dzieci, wykorzystując do tego jedynie komputery. Tego zadania podjęło się niezbyt znane wówczas studio Pixar, które na zlecenie Disneya miało stworzyć swoją pierwszą, pełnometrażową animację. Ta szybko zdobyła uznanie widzów, a przy okazji rozpoczęła karierę studia, które w kolejnych latach wydało takie hity jak Potwory i Spółka, Gdzie jest Nemo?, czy wreszcie długo oczekiwany sequel Toy Story, na który widzowie musieli czekać aż do końca 1999 roku. Obie animacje uznawane są za jedne z najlepszych filmów animowanych w historii. Nic więc dziwnego, że na fali tej popularności Disney postanowił również wydać grę sygnowaną tytułem Toy Story 2, która podobnie jak film zadebiutowała w listopadzie 1999 roku na PlayStation oraz Nintendo 64, zyskując podtytuł Buzz Lightyear to the Rescue. W tym samym czasie grę wydano również na Game Boy Color, jako po prostu Toy Story 2, a w kolejnym roku gra Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue doczekała się również premiery na PC oraz konsolę Dreamcast.

Za przygotowanie gry w wersji na konsole stacjonarne odpowiadało studio Traveller’s Tales, które miało już na swoim koncie jedną grę opartą o uniwersum Toy Story, a mowa o platformówce o tym samym tytule, wydanej w 1995 roku m.in. na Super Nintendo i Segę Mega Drive. Widać, że to doświadczenie miało wpływ na powstawanie drugiej części Toy Story, która tym razem miała pokazać w pełni możliwości nowej generacji konsol i pozwolić graczom przenieść się w trójwymiarowy świat zabawek. Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue postanowiono zatem w całości oprzeć na historii znanej z filmu, nie dokonując żadnych zmian w fabule. W grze wcielamy się w postać tytułowego, zabawkowego astronauty Buzza, który pewnego dnia jest zmuszony wyruszyć w pełną niebezpieczeństw przygodę. Cel tej podróży jest jeden. Pomoc najlepszemu przyjacielowi, którym jest kowboj Chudy. Ten podczas garażowej wyprzedaży zostaje porwany przez kolekcjonera i sprzedawcę zabawek Ala McWhiggina, któremu brakowało postaci Chudego do kolekcji. Dzięki kradzieży Al może nareszcie sprzedać swoją kolekcję za duże pieniądze, wysyłając ją do Muzeum Zabawek w Tokio. Oczywiście musimy stanąć mu na przeszkodzie, jednak wbrew pozorom nie jest to łatwe. Zewnętrzny świat kryje masę niebezpieczeństw dla zwykłych zabawek z którymi musimy się po drodze zmierzyć.

Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue na PlayStation to trójwymiarowa gra platformowa podzielona na piętnaście poziomów, w których to przemierzamy lokacje znane z filmu. Zaczynamy w domu Andy’ego, a więc właściciela naszych zabawek, by następnie odwiedzić m.in. ogródek, plac budowy, sklep z zabawkami, mieszkanie Ala czy wreszcie finałowy poziom na lotnisku. Trzeba przyznać, że studio Traveller’s Tales odwaliło kawał dobrej roboty jeżeli chodzi o odwzorowanie poziomów w grze. W zasadzie przez cały czas można odnieść wrażenie, że gra stanowi tak naprawdę alternatywną wersję filmu, z tą różnicą, że tym razem nie jesteśmy tylko biernym widzem, ale aktywnym uczestnikiem zabawy. Wszechobecne wstawki filmowe, wyjęte żywcem z filmu i odpowiednio pocięte, dodatkowo potęgują to wrażenie, choć akurat w tym przypadku twórcy mogli dodać coś od siebie bo czasem można odnieść wrażenie, że wstawki te dodane są tylko po to, żeby były. Misji w grze jest piętnaście jednak tak naprawdę ich liczba ogranicza się do dziesięciu głównych lokacji oraz pięciu poziomów, w których naszym jedynym zadaniem jest pokonanie bossa. Ci nie stanowią zwykle większego wyzwania i równie dobrze mogliby stanowić jedynie typowy przerywnik po misjach, ale z jakiś względów postanowiono dać im jednak swój własny, osobny poziom. Cóż, na pewno lepiej na pudełku wygląda informacja o piętnastu poziomach w grze niż tylko o dziesięciu.

Powyżej świetny jak zawsze stream z rozgrywki w Toy Story 2 chłopaków z Ephe Gaming Team.

W każdej z misji mamy do wykonania pięć różnych zadań za które otrzymujemy magiczne tokeny. W zasadzie wystarczy już jeden by móc opuścić poziom i przejść do kolejnego, jednak cała frajda w grze polega na zebraniu ich wszystkich. Każdy z poziomów jest zupełnie otwarty, a więc gra nie narzuca nam kolejności wykonywania zadań i drogi. Mamy tu do czynienia z otwartym platformerem, podobnym bardziej do serii Spyro niż Crash, w którym to tylko od nas zależy kiedy i jak podejdziemy do wykonania danego zadania. Co więcej gra nie od razu pozwoli nam na odkrycie wszystkich sekretów danego poziomu. Często aby to zrobić i móc wykonać jakieś zadanie będzie potrzebne nam udoskonalenie naszej głównej postaci, do którego uzyskamy dostęp dopiero po zdobyciu go od zabawnego Pana Bulwy. Na różnych etapach gry uzyskamy dostęp do specjalnej kuli gwarantującej nam chwilową ochronę przed niebezpieczeństwem, turbo-wrotek przyspieszających maksymalnie naszą postać, dysków umożliwiających skuteczniejszą eliminację naszych rywali, haka służącego do zawieszania się  w różnych miejscach oraz specjalnych butów umożliwiających lewitację. Aby je otrzymać będziemy musieli dostarczyć Panu Bulwie jedną z brakujących mu aktualnie części ciała. Zresztą nie jest to jedyna zabawka znana z filmu, która będzie nam towarzyszyć w przygodzie. W każdym z poziomów, poza tymi z bossami, znajdziemy również świnkę Hamm, która jak na skarbonkę przystało, zachęci nas do oszczędzania i nakarmienia jej pięćdziesięcioma monetami oraz dinosaura Rexa, który za każdym razem wyjaśni nam dokładnie co należy zrobić w danej misji. Poza tym w grze spotkamy również inne postacie z filmu, które będą miały dla nas zadania najczęściej sprowadzające się do odnalezienia czegoś. Ponadto w każdej z misji znajdziemy również zadanie wyścigowe lub na czas, pojedynek z mini bossem oraz jeden skrzętnie ukryty token, który musimy odnaleźć sami. Na pierwszy rzut oka zadania mogą wydawać się wtórne, wszak w każdym poziomie robimy w zasadzie to samo, ale dzięki wyjątkowym i zróżnicowanym planszom, nie może tu być mowy o nudzie. Wręcz przeciwnie, twórcy przygotowali masę atrakcji dla graczy, a także kilka ciekawych logicznych zagadek. I tak w grze będziemy mieli okazję pobawić się w mieszanie kolorów, a nawet spróbujemy wyłowić token z maszyny na pluszaki. W skrócie jest co robić i to na pewno duży plus tej gry.

Zaryzykuję stwierdzenie, że Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue to jedna z lepszych, zręcznościowych i trójwymiarowych gier platformowych na pierwsze PlayStation. Najmocniejszą jej stroną są fragmenty poziomów, w których aby zdobyć brakujący token musimy udać się po jakiejś konstrukcji w górę. Nie kojarzę zbyt wiele tego typu platformówek na PSX, w których wertykalne platformy stanowiłyby w zasadzie trzon rozgrywki i zostały tak ciekawie przemyślane. Zwykle w grach tego typu twórcy duży nacisk kładą na horyzontalne przeszkody. W przypadku Toy Story 2 te proporcje są trochę wywrócone. Ogromnym plusem tych sekcji jest niewątpliwie wszechobecny ruch, generowany przez otaczające nas przedmioty takie jak np. przenoszone dźwigami elementy budowy czy choćby poruszające się w górę i w dół windy, które towarzyszą nam w drodze i ją utrudniają. Dzięki nim gracz ma wrażenie jakby faktycznie był małą zabawką rzuconą w wir normalnie funkcjonującego świata. Wszystko odbywa się dość naturalnie i pozytywnie wpływa na całą rozgrywkę. Pokonywanie wertykalnych przeszkód w grze to zresztą jej najtrudniejszy element. Nie raz, nie dwa przyjdzie nam zmierzyć się z nimi po kilka lub więcej razy. Pamiętajmy, że gra została stworzona z myślą o najmłodszych i generalnie nie należy do najtrudniejszych pozycji, niemniej znajdują się w niej również elementy, które wymagają od gracza większego wysiłku. Nie można tego powiedzieć za to o bossach w grze, którzy są zdecydowanie za zbyt mało wymagający.

Pozostali przeciwnicy w Toy Story 2 również nie stanowią większego wyzwania, zwłaszcza że nasz tytułowy bohater od samego początku jest wyposażony w laser, który skutecznie ich eliminuje. Nasi rywale to najczęściej inne zabawki, którym nie podoba się nasza obecność w ich rewirze. W grze zdecydowano się na mechanizm odświeżania się pokonanych rywali po jakimś czasie. Działa to na tej zasadzie, że po postrzeleniu nasz rywal znika jedynie na chwilę, jeżeli jednak wrócimy w to samo miejsce po jakimś czasie to pojawi się on na nowo. W ogólnym rozrachunku pozytywnie wpływa to na dynamizm rozgrywki. Dzięki odświeżanym rywalom, stosunkowo duże czasami lokacje, nie wieją nudą i trzeba w nich ciągle na coś uważać. Buzz do eliminacji rywali może wykorzystać standardowy i słabszy strzał, a także skumulowany pocisk o większej sile. Gracz ma możliwość podczas strzału na przejście w tryb pierwszej osoby i dokładne wymierzenie celu lub nawet naprowadzenie na niego. Jest to bardzo przydatna funkcja, która czasami potrafi ułatwić pokonywanie przeszkód. Ponadto Buzz potrafi również skakać, wspinać się na różne powierzchnie, zsuwać po linach, pływać czy wreszcie popychać większe od siebie przedmioty i w ten sposób je przenosić. Potrafi też delikatnie wzbijać się w powietrze po skoku wykorzystując do tego rozkładane skrzydła. Utraconą energię w grze doładowujemy znajdując w misjach baterie. Nie jest ich zbyt wiele, dlatego warto ją oszczędzać. W razie niepowodzenia Buzz ma jednak kilka żyć, a te można także zdobywać przez całą rozgrywkę.

Kolorowy świat przedstawiony w grze i lokacje znane z filmu byłyby niczym, gdyby nie ich świetna realizacja przez studio Traveller’s Tales. Śmiało można powiedzieć, że to jedna z ładniejszych, trójwymiarowych platformówek na PlayStation. Pod tym względem grze nie można nic zarzucić, zwłaszcza, że mówimy tu o w pełni otwartych i całkiem sporych poziomach do których mamy od razu dostęp, bez tracenia czasu na ekrany doładowywania. Jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach, a tych graficznych, pokazujących klasę Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue jest w grze naprawdę sporo. Przykładowo podczas widoku z oczu Buzza zobaczymy jego odbicie w kopule osłaniającej jego twarz. Logiczne, ale w tamtych czasach niekoniecznie myślano o takich szczegółach. Gdy wdepniemy w jakąś substancję, jak np. piasek na budowie, to na innym podłożu zobaczymy przez chwilę zostawiane przez Buzza ślady, które znikną dopiero po zrobieniu kilku kroków. Wreszcie gdy popatrzymy pod światło pod odpowiednim kątem, emitowane np. przez uliczną latarnię, to ujrzymy na ekranie pojawiające się refleksy. Graficznie gra prezentuje się świetnie i w zasadzie doczepić można się jedynie pracy kamery, która dość wolno podąża za wzrokiem Buzza i często trzeba ją ręcznie ustawiać lub najzwyczajniej w świecie na nią poczekać. Jest to jednak bolączka większości, trójwymiarowych platformówek z tamtych czasów i w Toy Story 2 nie sprawia ona aż tak wiele trudności. Inna, widoczna niedoskonałość grafiki, to wolne doczytywanie się niektórych elementów w lokacjach, które przy nawet niewielkiej odległości od nas potrafią być widoczne dopiero po czasie. Widać, że twórcy robili co mogli, żeby zamaskować niedoskonałości ówczesnej technologii.  Mimo tych niedoskonałości grafika w grze to jeden z jej najmocniejszych punktów. Trochę inaczej moim zdaniem jest z dźwiękiem, a konkretnie z muzyką, towarzyszącą nam w trakcie pokonywania kolejnych poziomów. Ta pochodzi w dużej mierze z filmu jednak czasami jest w niektórych misjach zbyt wyrazista, a do tego dość częste jej zapętlenie sprawia, że gdy męczymy się z jakimś poziomem dłużej, to muzyka ta zaczyna być irytująca. Na szczęście dzieje się tak jedynie w nielicznych poziomach i w pozostałych wszystko jest na swoim miejscu. Dodatkowo warto wsłuchiwać się w otaczające nas dźwięki, gdyż czasami potrafią one nas naprowadzić na poszukiwany przedmiot i ułatwić jego odnalezienie.

Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue to gra warta polecenia dla każdego fana platformówek. Zdobycie wszystkich tokenów w grze potrafi zająć sporo czasów. Średnio przejście standardowego poziomu bez wcześniejszego rozeznania zabiera od 30 minut do nawet godziny. Wszystko zależy od tego jak poradzimy sobie z partiami zręcznościowymi.    Gra to miła odskocznia od Crasha czy Spyro, które wydaje się zdominowały ten gatunek na pierwszej konsoli Sony, ale to nie znaczy, że to jedyne tytuły warte ogrania. Prawda jest taka, że PSX posiada całą masę świetnych platformówek, a Toy Story 2 jest jedną z nich. Być może gra nie dorównuje poziomem największym hitom, ale na pewno w kilku elementach zahacza o genialność. W pozostałych to wciąż bardzo dobry platformer i bez wątpienia jedna z lepszych, jak nie najlepsza pozycja na szaraka, stworzona na bazie produkcji filmowej. Cóż w tamtych czasach gry oparte na filmach, zwłaszcza animowanych zwykle stały na dobrym poziomie, teraz nie jest to już niestety standard.

Podczas premiery gra uzyskała następujące oceny w polskich magazynach:

Neo Plus – 07

PSX Extreme – 07

Oficjalny Polski PlayStation Magazyn – 08

Moja ocena z perspektywy czasu będzie nieznacznie wyższa:

 

Warto przeczytać również:

Bodzio

Twórca tego przybytku, który po latach tułania się po różnych serwisach postanowił wreszcie stworzyć swoją własną stronę w całości poświęconą pierwszemu PlayStation, w której rozwój ładuje każdą minutę swojego wolnego czasu. Od kilku już ładnych lat zapalony kolekcjoner najróżniejszych konsol, akcesoriów i gier pałający szczególnym uczuciem do wszystkiego co wyszło ze stajni Sony, choć sprzęty konkurencji w postaci Nintendo czy Sega nie są mu obce. Miłośnik klasycznych platformówek i pierwszych części Medal of Honor oraz Pro Evolution Soccer, który nie pogardzi również ciekawymi grami z innych gatunków.

11 thoughts on “Recenzja – Toy Story 2: Buzz Lightyear to the Rescue

  • 4 lutego 2017 at 11:44
    Permalink

    Dla mnie muzyka jest dużym plusem gry.
    Odległość rysowania przeciwników i znajdziek w grze powinna być większa, bo czasami bywa to irytujące.

    Odpowiedz
    • 4 lutego 2017 at 11:50
      Permalink

      Jest w porządku, ale mnie momentami drażniła w niektórych poziomach, ale to być może jedynie subiektywne odczucie. Co do odległości to pełna zgoda, można to było zrobić lepiej, choć nie wiem czy nie odbiłoby się to lokacjach.

      Odpowiedz
  • 6 lutego 2017 at 14:36
    Permalink

    Ogrywałem kiedyś demko z PSM, tam była chyba dostępna 1 misja, która i tak wydawała mi się dość długa. Jak uda mi się dostać kiedyś premierowe wydanie w okazyjnej cenie to z przyjemnością sprawdzę, czy rzeczywistość pokrywa się ze wspomnieniami ;D Kiedyś gra bardzo mi się podobała, mimo, że nie jestem fanem filmów.

    Odpowiedz
    • 6 lutego 2017 at 15:35
      Permalink

      Ja miałem kopię kiedyś i tyle pamiętam, że gra wydawała mi się długa i przede wszystkim trudna do tego stopnia, że czegoś nie mogłem zdobyć, już nie pamiętam czego i zarzuciłem granie.

      Odpowiedz
  • 7 lutego 2017 at 20:11
    Permalink

    Dzięki za recenzję, najprawdopodobniej sięgnę po wersje na nintendo 64.

    Odpowiedz
    • 7 lutego 2017 at 20:30
      Permalink

      Wersja ta jest ponoć zdecydowanie gorsza od PSXowej. Nawet graficznie jest gorzej, audio to wiadomo. Nie wiem czy są wstawki, a bez nich nie byłoby tu fabuły, ale coś musieli zostawić.

      Odpowiedz
  • 8 lutego 2017 at 09:35
    Permalink

    Wersja na nintendo 64 nie posiada wstawek fmv podobno, wydaje mi sie ze zamiast tego jest jakieś krótkie nakreślnienie fabuły w formie tekstu lub/i rysunków. Jak uda mi się wejść w jej posiadanie to dam znać 😉

    Odpowiedz
  • 9 lutego 2017 at 16:31
    Permalink

    Strasznie wysoka ocena jak na taka bardzo srednia platformowke moim zdaniem 🙂

    Odpowiedz
    • 9 lutego 2017 at 19:18
      Permalink

      Jak to z ocenami, każdy ma swoją 😉 W skali szkolnej 8,5/10 to zwykle – bardzo dobry, więc jak najbardziej mi to akurat pasuje do tego tytułu.

      Odpowiedz
  • 11 lutego 2017 at 11:57
    Permalink

    No ocena bardzo wysoka. Trochę za mały przedział zostaje do wyższych ocen legendarnych produkcji.
    Niedługo sam zagram i ocenię czy TS2 to taki duży hit.

    Odpowiedz
  • 17 lutego 2017 at 14:34
    Permalink

    Nie lubię gier na podstawie filmów, ale ta jest całkiem niezła. Co prawda nie ukończyłem, bo nie miałem swojego egzemplarza (musiałem zwrócić koledze), ale grało się świetnie i chciałem więcej. Może kiedyś sobie sprawię swój egz. Szkoda tylko że poziom trudności jest jaki jest, przyzwyczajony do Crashów i Pandemonium (uwielbiam poziom trudności w tej grze!) ciągle narzekałem że jest za łatwo. Dobra recka.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *