Kilka dekad temu, w zamierzchłych latach osiemdziesiątych, działalność w branży gier video rozpoczęła amerykańska firma Working Designs. Studio specjalizowało się w lokalizacji japońskich gier role-playing, gier strategicznych oraz rozmaitych shooterów. Alundra, Lunar: Silver Star Story i Eternal Blue, Vanguard Bandits czy RayCrisis, to tylko niektóre z gier na PlayStation, w które dzięki pracy ludzi od Working Designs mogliśmy zagrać w zrozumiałym dla większości graczy języku. Firma została zamknięta w 2005 roku, jednak jej spuścizna w postaci gier, wciąż żyje w pamięci graczy, o czym świadczą wysokie ceny niektórych kameralnych wydań, które na aukcjach internetowych osiągają często horrendalne kwoty. Każdy, kto trzymał w rękach jakiekolwiek „pudełkowe” wydanie gry wspomnianego wydawcy, ma świadomość olbrzymiej wartości kolekcjonerskiej takiego tytułu. Jednym z takich rarytasów jest kompilacja trzech części Arc the Lad, taktycznych gier RPG, które dzięki staraniom Working Designs mogliśmy zakupić w jednym pakiecie, zatytułowanym Arc the Lad Collection.

Screen 1Arc the Lad – wstęp do wielkiej przygody.

Na początku gry poznajemy Kukuru – sympatyczną dziewczynę ze Świętego Klanu, mającą poślubić księcia w królestwie Seirya. Kukuru nie chce wypełnić tego obowiązku, choć jest to wieloletnia tradycja klanu, którego jest członkinią. Nie zgadzając się na swój los popełnia straszny błąd – oszukana przez starszego mędrca, gasi święty ogień, który płonie na górskim ołtarzu od trzech tysięcy lat. Unicestwienie ognia uwalnia straszliwe zło, od wieków zapieczętowane i odseparowane od ludzkości. Pierwsza od dziesięciu lat burza śnieżna jest początkiem wielu znaków, które pojawiają się w górach. Przerażona Kukuru, mając świadomość błędu który popełniła, nie może wybaczyć sobie, że jako strażniczka świętego ognia mogła dopuścić się tak haniebnego czynu. Tej samej nocy w pobliskiej wiosce Touvil, główny bohater gry – Arc, postanawia założyć zbroję swego zaginionego ojca i udać się w góry. Dokładnie 10 lat wcześniej, podczas podobnej śnieżycy ojciec Arca opuścił żonę i syna, po czym słuch o nim zaginął. Po dotarciu na miejsce Arc spotyka Kukuru i pomaga jej ponownie rozpalić ogień na ołtarzu. Śnieżyca ustaje, jednak wygaszenie ognia spowodowało nieodwracalne konsekwencje, o których gracz przekona się kierując losami naszych bohaterów. Wydarzenia w górach to początek wielkiej wędrówki, podczas której Arc dowie się o losach swego ojca i przeciwstawi się mrocznym siłom zagrażającym istnieniu ludzkości.

Screen 2Jak wspomniałem na wstępie Arc the Lad to pełnokrwiste taktyczne RPG. Tym samym gra pozbawiona jest typowej dla klasycznych RPG eksploracji miast czy dungeonów. Podobnie jak w innych tego typu produkcjach główną cechą Arca są dziesiątki walk, które wraz z rozwojem fabuły stoczą nasi bohaterowie. Napisałem w liczbie mnogiej, bo choć Arc to niezwykle dzielny chłopak, sam niczego by nie wskórał, dlatego w trakcie rozgrywki stopniowo zyskuje kompanów, którzy kierując się różnymi względami walczą u jego boku. W odróżnieniu od takich gier jak Tactics Ogre czy Final Fantasy Tactics, w Arc the Lad nie mamy możliwości rekrutowania nowych postaci. Zapomnijcie więc o bezosobowych bohaterach, „levelovaniu” ich od zera i rozwijaniu w określonej klasie – pod tym względem gra przypomina bardziej klasyczne RPG, w których każdy bohater przyłączający się do naszej ekipy w określonym momencie, ma własną osobowość i wkład w fabułę. Tym samym tytuł ten nie jest produkcją dla ludzi, którzy preferują skomplikowany system rozgrywki okraszony dziesiątkami opcji w interfejsie gry. Niemożność tworzenia własnych, unikalnych postaci może być wadą dla graczy przyzwyczajonych do tradycyjnych rozwiązań, jednak mnie osobiście taka koncepcja gry bardzo przypadła do gustu. Arc the Lad wraz z kontynuacją skupiają się na opowieści – historii o ludziach z krwi i kości, mających swoje własne problemy i motywy. O tym jednak więcej napisałem poniżej – w recenzji drugiej części gry, która stanowi pełnowartościowy tytuł. Część pierwsza to zabawa na zaledwie kilkanaście godzin, wliczając w to ukończenie dodatkowego dungeonu, poza którym praktycznie nie ma w tej grze żadnych dodatkowych zadań pobocznych. Historia przedstawiona w grze – choć ciekawa i nieźle opowiedziana – pozostaje niedokończona. „Urwane” zakończenie pozostawiałoby niedosyt, gdyby nie to, że całość jest jedynie wstępem do czegoś większego, dłuższego i znacznie lepszego. Tym samym trudno jednoznacznie ocenić fabułę części pierwszej, jest ona całkiem niezła, jednak nie może równać się z rozmachem znakomitej kontynuacji.

Screen 3System rozgrywki jest prosty. Po lokacjach poruszamy się używając mapy świata, która w przeciwieństwie do wielu taktycznych RPG interaktywna nie jest. Nie chcąc zdradzać szczegółów fabuły napiszę tylko, że dość prędko nasza ekipa „dorabia” się stosownego środka transportu, więc pokonywanie dużych obszarów w sposób „skokowy” jest w pełni uzasadnione. Wraz z postępami w grze, lokacji na mapie przybywa, a gracz ma możliwość powrotu do większości odwiedzonych wcześniej miejsc. Przed walką wybieramy postacie, które mają uczestniczyć w danym starciu i przechodzimy do bitwy. Twórcy ograniczyli liczbę wojaków mogących brać udział w bitwie do pięciu jednocześnie, w związku z czym w dalszej części gry musimy dokonywać wyboru. Niestety nasi bohaterowie nie są zbyt dobrze zbalansowani jeśli chodzi o umiejętności, postacie „magiczne” tradycyjnie mają niską wartość HP i przydają się w grze w znacznie mniejszym stopniu niż bohaterowie typowo ofensywni. Taki np. Poco nadaje się głównie do rzucania czarów leczących, gdyż jego zdolności waleczne są – delikatnie mówiąc – niskie. O niewiaście Kukuru nawet nie wspomnę, gdyż wystarczą dwa potężniejsze ataki przeciwnika aby zwalić ją z nóg. Na szczęście część naszych bohaterów potrafi sobie doskonale radzić w walce wręcz. Każdą z grywalnych postaci możemy wyposażyć w cztery przedmioty przydatne w walce. Na polu bitwy rozmieszczone są bowiem skrzynie, które prócz broni i zbroi zawierają różne użyteczne przedmioty powodujące określone efekty. Niektóre z owych przedmiotów są unikalne i używać może ich jedynie określona postać. Walka odbywa się w systemie turowym, bardzo intuicyjnym i prostym. Najczęstszą praktyką jest przemieszczenie danej postaci na pole sąsiadujące z oponentem – najlepiej odwróconym do naszego bohatera plecami – i wciśnięciu przycisku odpowiedzialnego za atak. Dzięki ciosom „w plecy” nasz oponent nie będzie w stanie skontrować uderzenia, co może uczynić w przypadku ataku frontalnego lub bocznego. Oczywiście można również używać czarów działających na dystans, jednak zdecydowanie skuteczniejsza jest bezpośrednia walka wręcz. Potyczki nie trwają zbyt długo, a poziom trudności jest dość niski – zapomnijcie o ekstremalnych bossach w stylu Final Fantasy Tactics, jedyne w miarę trudne starcia czekają gracza dosłownie w paru momentach gry, przeważnie w Forbidden Ruins. Ilość i rodzaj przeciwników są zróżnicowane, a lokacje, na których toczymy potyczki całkiem ciekawe, choć daleko im do wymyślnych aren z innych taktycznych RPG. Starcia odbywają się na jednej płaszczyźnie terenu, nie uświadczymy więc takich elementów rozgrywki jak wpływ wysokości podłoża na punkty akcji czy też zasięg broni. Wraz ze wzrostem doświadczenia każda postać automatycznie zdobywa nowe umiejętności, warto więc urozmaicać skład drużyny biorącej udział w bitwach. Jest to o tyle ważne, że stan gry, który zapisujemy pod koniec rozgrywki, można wykorzystać rozpoczynając grę w Arc the Lad II, dzięki czemu wszystkie statystyki postaci i zdobyte przedmioty przechodzą do następnej części.

Screen 4Grafika w Arc the Lad to poprawne 2D. Nie ma tutaj żadnych fajerwerków: wygląd lokacji, efekty czarów, animacja bohaterów – wszystko to jest na poziomie zaledwie dostatecznym i już w momencie premiery gry nie powalało na kolana. Nie uważam, że grafika jest brzydka, ma swój klimat i pod względem artystycznym wypada nie najgorzej. Design bohaterów i przeciwników jest ciekawy, kolorystyka odpowiednio dobrana, a całość sprawia wrażenie schludnie wykonanej roboty. Co prawda w porównaniu do Lunarów czy drugiego Suikodena grafika w Arcu wypada zdecydowanie gorzej, jednak tak naprawdę nie ona decyduje o jakości RPG. W grze zobaczymy również krótkie animacje występujące w określonych momentach rozgrywki, jednak ich jakość wolę delikatnie przemilczeć. Lepiej od spraw graficznych wypada oprawa dźwiękowa. Kilka motywów muzycznych bardzo przypadło mi do gustu, choć krótkość gry sprawiła, że liczba utworów w grze jest mocno ograniczona. Bardzo cieszy mnie to, że Working Designs zdecydowało się pozostawić w grze oryginalny japoński voice acting występujący podczas walk – wszystkie odgłosy wydawane przez naszych bohaterów brzmią bardzo dobrze i pasują klimatem do rozgrywki.

Screen 5Tym, co zdecydowanie wyróżnia pierwszego Arca od innych taktycznych RPG wydanych na PlayStation jest bardzo oldschoolowy klimat całości. Nie ma co porównywać tej gry do takiego Final Fantasy Tactics, Vanguard Bandits czy Vandal Hearts. Tytuły te pachną „Szarakiem” na kilometr, tymczasem Arc the Lad to gra koncepcyjnie zakorzeniona w epoce 16 bitów. Pewne rozwiązania zawarte w niej są na tyle nietypowe, że aż dziw bierze iż gra nie ukazała się np. na Snesa. Przykładem niech będzie pewien 50 poziomowy dungeon – Forbidden Ruins, który jest właściwie jedynym pełnoprawnym sidequestem w całej grze. Pewnego chłodnego wieczoru postanowiłem odwiedzić to miejsce, była to niedziela, mniej więcej godzina dwudziesta. Wędrowałem całą drużyną przebijając się na kolejne kondygnacje i zbierając wszystkie przedmioty ze skrzyń. Niestety, ku mojemu zdziwieniu nie mogłem znaleźć nigdzie punktu do „sejwowania”. Po godzinie gry dotarło do mnie, że twórcy najwidoczniej nie przewidzieli możliwości zapisu stanu gry w tej lokacji. Mijały kolejne godziny, a ja zaczynałem się już mocno denerwować patrząc na zegarek – następnego dnia miałem bowiem wstać do pracy wpół do szóstej rano! W końcu, około północy osiągnąłem cel – ostatnia kondygnacja! Zadowolony odetchnąłem z ulgą iż wreszcie będę mógł położyć się spać. Niestety moje oczekiwania okazały się złudne – po pokonaniu bossa na ostatnim poziomie, nie doczekałem się żadnego punktu do zapisu stanu gry czy choćby jakiegoś teleportu. Przez kolejne 45 minut wędrowałem więc w górę, piętro po piętrze, w międzyczasie dostając porządną reprymendę od rozbudzonej małżonki, by w końcu przed godziną pierwszą w nocy zapisać stan gry i położyć się do łóżka Moja wydajność w pracy tego poniedziałkowego dnia była średnio o połowę mniejsza niż zwykle.

Screen 6Arc the Lad to dobra gra, wciągająca i ciekawa. Co prawda dość krótka, jednak jak już wspomniałem należy ją traktować właściwie jako wstęp do znakomitej części drugiej. Niewątpliwą jej zaletą jest ogromna grywalność, która sprawia, że prostota niektórych rozwiązań staje się sprawą drugorzędną i absolutnie nie przeszkadza w rozgrywce. Te kilkanaście godzin które przy niej spędziłem bardzo mocno zaostrzyło mój apetyt na kontynuację.


Arc the Lad II – błyszcząca perła wśród szarych kamieni.

Arc the Lad II rozpoczyna się w tym samym czasie, w którym zakończyła się część pierwsza. Fabuła gry przedstawiona jest jednak z zupełnie innej perspektywy. Gracz wciela się w postać Elca – młodego najemnika wykonującego zadania dla Gildii Łowców. Elc to postać niezwykle tajemnicza, posiadająca umiejętność okiełznania żywiołu ognia. Tragiczne wydarzenia w przeszłości wywołały u Elca amnezję, jak przez mgłę pamięta on swe dzieciństwo: rodzinną wioskę zniszczoną przez chimerycznych ludzi, swoją wymordowaną rodzinę i przyjaciół. Nie pamięta jak trafił na pustynię, na której znalazł go Shu. To właśnie łowca Shu wyszkolił Elca na podobnego sobie najemnika, jest on również jedynym przyjacielem naszego bohatera, który w trakcie gry będzie musiał stawić czoła zapomnianym koszmarom z przeszłości. Elc nie będzie jednak sam. Już na samym początku gry, podczas wykonywania misji dla Gildii, ratuje z opresji pewną złotowłosą dziewczynę, która podobnie jak nasz bohater nie miała łatwego dzieciństwa. Spotkanie to przerwie życiową rutynę Elca i sprawi, że spotka on na swej drodze ludzi, z którymi wspólnie przeciwstawi się wrogom odpowiedzialnym za traumatyczne wydarzenia z jego dzieciństwa.

Screen 7Zmiana perspektywy, z której obserwujemy wydarzenia w drugiej części gry nie sprawi, że zapomnimy o Arcu i jego kompanionach. Wręcz przeciwnie: Arc, Kukuru, Poco i reszta naszych znajomych pojawią się w grze szybciej niż wielu z Was mogłoby się spodziewać. Co więcej – dopiero w tej odsłonie gry fabuła naprawdę ruszy z kopyta. Gra jest o wiele dłuższa, ilość wątków fabularnych znacznie większa, a historia opowiedziana w Arc II swoją jakością bije na głowę nie tylko pierwszą część gry, ale również wiele innych tytułów. Tak – fabuła tej gry jest naprawdę rewelacyjna: pełna wielu zwrotów akcji, ciekawych postaci i znakomitych dialogów. Arc the Lad II stanowi doskonały przykład na to, że z pozoru zwykła historia o walce dobra ze złem może być fascynująca i zadziwiać swoim rozmachem. Ogromna w tym zasługa świetnie nakreślonych postaci – ich lęków, motywów i wzajemnych relacji. Niejednokrotnie będziemy świadkami dramatycznych wydarzeń, które wzbudzą w naszych bohaterach zwątpienie i sprawią, że nadzieja stanie się czymś bardzo ulotnym. Kwintesencją fabuły jest zaś ukryty dodatkowy quest – jeden z najlepszych z jakimi się kiedykolwiek spotkałem w grach, opowiadający poruszającą i smutną historię pewnej postaci (Ci którzy zaliczyli Forbidden Ruins w części pierwszej domyślą się zapewne o kogo chodzi).

Screen 8O ile pierwsza część Arc the Lad jest dość nietypowym taktycznym RPG, o tyle dwójka bardziej przypomina tradycyjną japońską grę fabularną. Zasadniczą różnicą w stosunku do poprzedniczki jest rozbudowany świat, który w miarę rozwoju fabuły możemy dowolnie przemierzać, jak w grach typu Wild Arms czy Final Fantasy. Początek gry zdziwił mnie bardzo mocno, bowiem zamiast małych, „skokowych” lokacji z jedynki, ujrzałem miasteczko Prodias, które – kierując krokami naszego bohatera – mogłem dowolnie „zwiedzać”. Kolejnym zaskoczeniem była pięknie narysowana mapa, która tym razem jest interaktywna. Poruszając się po niej nie doświadczymy losowych walk jak w Final Fantasy Tactics, Arc the Lad II to gra o całkowicie innej koncepcji niż większość taktycznych RPG. Nad tytułem tym unosi się bowiem duch tradycyjnych produkcji role-playing. Świat gry jest bardzo rozbudowany, wszystkie miasta i dungeony możemy dowolnie eksplorować, rozmawiać z ich mieszkańcami, szukać „sekretów”, odwiedzać sklepy i dokonywać w nich zakupów broni, zbroi czy leczniczego ekwipunku. Mechanika gry jest więc całkowicie inna niż w przypadku pierwszej odsłony sagi i mówiąc szczerze zdecydowanie wyszło to grze na dobre.

Screen 9Bardzo ważną częścią każdego RPG są zadania poboczne, będące odskocznią od głównego wątku fabularnego. Arc the Lad II to prawdziwy gigant w tym aspekcie. Tak jak napisałem wyżej – Elc jest łowcą pracującym dla Gildii, a jej siedziba znajduje się praktycznie w każdym mieście. Gildia oferuje zadania dla łowców oraz nagrody za eliminację poszukiwanych potworów. W każdej placówce znajdują się plakaty z podobiznami delikwentów, którzy ukrywają się w pobliskich lokacjach. Za ich eliminację można zgarnąć dość pokaźną sumę pieniędzy. Jednak to zadania oferowane przez Gildię są główną atrakcją tej instytucji. W każdej placówce Gildii możemy zaakceptować rozmaite oferty pracy, które są całkowicie dowolnym wyborem gracza. Nie ma przymusu ich wykonywania, są to po prostu sidequesty urozmaicające rozgrywkę. Warto je wykonywać, gdyż nie dość, że pozwalają zarobić trochę grosza to dodatkowo czasem stanowią dodatkową atrakcję fabularną. Polegają one głównie na walce – a to trzeba wyeliminować jakąś niebezpieczną postać, a to odnaleźć zaginioną osobę czy przedmiot, pozbywając się przy okazji przeciwników, tudzież eskortować kogoś w jakieś niebezpieczne miejsce. Są jednak zadania, które z walką nie mają za wiele wspólnego jak na przykład misja w zasypanej kopalni, w której musimy odnaleźć i uratować nieprzytomnych górników. Nadmienię, że niektóre z tych sidequestów są ograniczone czasowo i jeśli nie wykonamy ich w danym momencie gry to uprzedzi nas inny łowca. Wraz z rozwojem fabuły i wykonywaniem kolejnych zadań, niektóre Gildie oferują nowe, warto więc od czasu do czasu wrócić do lokacji już odwiedzonych i sprawdzić czy przypadkiem nie natrafimy na nowe zlecenie. Przyznam się, że wykonałem prawie wszystkie z około 50 zadań w grze. Prawie, bo dwie misje mi „uciekły”. Niestety nie wiedziałem, że są one ograniczone czasowo – cóż, przynajmniej mam dodatkową motywację aby zagrać w tę grę ponownie, co też nie omieszkam w przyszłości uczynić. Oprócz zadań zlecanych przez Gildię istnieją w grze dodatkowe lokacje, które możemy odwiedzić w poszukiwaniu specjalnych przedmiotów.

 Screen 10Mimo, że Arc II jest grą koncepcyjnie inną od swojego poprzednika, to system walki i rozwoju postaci w obydwu odsłonach cyklu jest dość podobny, choć w drugiej znacznie bardziej rozbudowany. Bitwy odbywają się na tym samym „ekranie” lokacji po których poruszamy się zwiedzając miasta czy dungeony. Nie ma więc tutaj „przejścia” z widoku eksploracji do pola walki – w niewielu grach jRPG na PS1 można doświadczyć takiego rozwiązania. Walki są liczniejsze niż w pierwszej części gry i o wiele bardziej wymagające. Liczba przeciwników w potyczkach jest spora – kilkunastu oponentów to standard jeśli chodzi o późniejsze etapy gry. Poziom trudności jest znacznie wyższy niż poprzednio – co prawda we właściwej grze nie ma zbyt wielu bardzo trudnych potyczek, jednak niektóre dodatkowe misje potrafią dać solidnie w kość. Największe zmiany w systemie walki dotyczą uzbrojenia. Każda broń i zbroja w grze mają swój level, który rośnie w trakcie ich używania, zwiększając odpowiednio atak i defensywę. Wszystkie z tych przedmiotów mają swój limit, po osiągnięciu którego przestają rosnąć ich parametry. Rozwiązanie to jest o tyle ciekawe, że często znajdując teoretycznie lepszą broń czy zbroję niż te na wyposażeniu, musimy ją „podpakować” aby przerosła statystykami starszy ekwipunek. Jeśli chodzi o samą broń to jest ona podzielona na kilka rodzajów, które mają swoje wady i zalety. Przykładowo: używając włóczni możemy uderzyć wroga z krótkiego dystansu bez narażenia na kontratak, lub też z bliska zadać jednocześnie obrażenia dwóm przeciwnikom stojącym na sąsiednich polach. Jest to jednak broń zadająca mniej obrażeń od miecza, który posiada sporą siłę rażenia kosztem niestety zasięgu i ryzyka kontrataku. Niektóre bronie mogą być używane wyłącznie przez określone postacie jak na przykład karabiny, którymi sprawnie włada Shu. Ciekawostką są również specyficzne możliwości kilku postaci. Sporą atrakcją dla wielu graczy będzie zapewne możliwość chwytania i oswajania niektórych stworów przez Liezę, po to aby później wykorzystać je w walce po naszej stronie. Monstra walczące przy naszym boku zyskują doświadczenie i uczą się nowych umiejętności, podobnie jak normalni członkowie drużyny. Przyznam się, że nie za bardzo rozwinąłem ten patent grając w drugą część Arca, choć zdaję sobie sprawę, że wielu graczom pomysł ten przyniesie zapewne wiele frajdy.

Screen 11Na uwagę zasługuje również konwencja gry. Świat, w którym magia koegzystuje z techniką to wizja obecna w wielu tytułach, więc seria Arc the Lad nie wyróżnia się szczególnie w tym aspekcie. Nie to było jednak celem twórców gry, którzy za bardzo nie wgłębiali się w historyczne aspekty stworzonego przez siebie świata. Postawili oni za to na opowieść, historię która ma zachwycać i wzbudzać emocje. I to moim zdaniem się grze udało, bowiem poza niedoścignionym Xenogears, – która to gra ma najlepszą fabułę w historii gier video – i paroma innymi tytułami, nie spotkałem opowieści, która swoim rozmachem przewyższałaby historię przedstawioną w Arc the Lad II. W grze nie ma również miejsca na arcytrudne zagadki pokroju Wild Arms czy Alundry, zapomnijcie więc o wielogodzinnym kombinowaniu i rzucaniu brzydkimi wyrazami pod nosem. Przyznam się, że bardzo lubię i cenię wspomniane dwa tytuły, jednak uważam, że miejscami poziom trudności zagadek jest w nich przesadzony. W Arc the Lad II zbyt wielu zagadek nie doświadczymy, choć nie brakuje kombinowania z rozmaitymi przełącznikami, przyciskami i dźwigniami w celu dostania się we właściwe miejsce w danej lokacji.

 Screen 12Graficznie gra nie zachwyca – to fakt. Trzeba jednak zaznaczyć, że w porównaniu do poprzedniczki uczyniono zdecydowany krok naprzód. Lokacje są większe i – przede wszystkim – bardziej szczegółowe, miasta wykonane porządnie, a mapy lokacji bez porównania ładniejsze. Wszystkie postacie są o wiele lepiej animowane, co szczególnie widać przy niektórych combo- atakach wyprowadzanych przez członków naszej drużyny. Szczególnie podobają mi się ruchy Tosha, który w tej części jest prawdziwym wojownikiem, posiadającym umiejętności robiące prawdziwą różnicę w walce. Dodatkowo większość efektów (głównie przy używaniu czarów) prezentuje się dużo okazalej niż w części pierwszej. Niestety, animowane przerywniki, nadal pozostawiają sporo do życzenia, choć wyglądają nieco lepiej niż w jedynce. Muzyka i dźwięki trzymają bardzo dobry poziom. Znane motywy z pierwszej odsłony gry uzupełniono zupełnie nowymi kompozycjami, które prezentują się naprawdę świetnie. Oryginalne japońskie odgłosy, wykrzykiwane przez naszych bohaterów w trakcie starć obecne są również w tej odsłonie serii i cieszą równie mocno co w poprzedniczce.

Screen 13Podsumowując – Arc the Lad II to tytuł znakomity. Oferuje niezapomnianą fabułę, świetny system walki, ogromny świat gry i masę pobocznych zadań. Spędziłem przy nim prawie 70 godzin i ani jednej nie uważam za straconej.


Arc the Lad III – niespełnione nadzieje.

Przyznam się, że perspektywa zrecenzowania trzeciej części Arca przysporzyła mi sporego bólu głowy. Nie tylko z powodu konieczności krytyki, bo choć wolę gry chwalić niż wytykać im błędy, to nigdy nie próbuję zatuszować wad moich ulubionych tytułów. Trudność polega na tym, że gdybym chciał napisać cokolwiek o fabule, zdradziłbym wydarzenia mające miejsce po zakończeniu genialnej dwójki. Jak z tego wybrnąć? Może po prostu odpuszczę jakiekolwiek szczegóły i napiszę jedynie, że od wydarzeń przedstawionych w drugiej części minęło dobre kilka lat. Gracz wciela się w chłopaka imieniem Alec, który żyjąc w małej wiosce, marzy o tym aby zostać łowcą wykonującym zadania dla Gildii. W myśl kodeksu tej zacnej profesji łowca w swoich poczynaniach nie może kierować się tylko i wyłącznie chęcią zysku. Powinien wykazywać empatię i mieć świadomość, że jego głównym celem ma być pomoc innym ludziom. Spokojną sielankę w życiu naszego bohatera przerywa napad na wioskę bandytów, którzy próbują okraść niezbyt zamożnych mieszkańców tej małej osady. Wraz ze swoich najlepszym przyjacielem Lutzem, Alec postanawia udać się po pomoc do najbliższego miasta i wynająć łowcę który uratuje wioskę od rzezimieszków. Ten, po przybyciu z odsieczą odprawia bandytów z kwitkiem. Całe wydarzenie sprawia, iż Alec zamieniając swoje marzenia w czyny opuszcza bezpieczne miejsce i pozytywnie przechodzi test dla łowców aby stać się jednym z nich. Marzenie chłopaka właśnie się spełnia.

Screen 14Arc The Lad III kontynuuje koncepcję taktycznego RPG z elementami klasycznych gier gatunku. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich odsłon serii, trzecia jej część skupia się wyłącznie wokół wykonywania zadań dla Gildii Łowców. To, co w Arc the Lad II było jedynie ciekawym dodatkiem spełniającym rolę misji pobocznych, w kontynuacji stało się główną osią fabularną całej gry. Przyznam się, że mocno mnie zaskoczył taki stan rzeczy. Możecie wierzyć lub nie, ale trzecią część sagi odpaliłem bez jakiegokolwiek wcześniejszego zapoznania się z opiniami na jej temat, w związku z czym moje nastawienie do niej było jak najbardziej pozytywne. Grałem więc w Arca III naiwnie czekając, aż w końcu „wyskoczy” jakiś główny wątek fabularny. Po kilku godzinach dotarło do mnie, że coś z tą grą jest nie tak – dialogi nie dorównywały poziomem poprzednim częściom serii, a fabuła zwyczajnie „stała” w miejscu będąc niczym więcej jak zbitką dziesiątek sidequestów. Nie ma, po prostu nie ma tutaj żadnego konkretnego „plot story”, co mnie osobiście bardzo mocno zdziwiło.

Screen 15Tak jak wspomniałem wyżej, rozgrywka polega na wykonywaniu zaakceptowanych w Gildii zadań. Jest ich 102, większość nieobowiązkowych. Podobnie jak w Arc the Lad II misje polegają głównie na walce. W trzeciej części są one jednak nieco bardziej różnorodne, bowiem niektóre z nich mają postać rozmaitych mini-gier, które polegają na refleksie, wiedzy lub spostrzegawczości. Przykładowo – pewien marynarz posiada przedmiot na którym zależy naszym bohaterom, jednak zgodzi się go oddać tylko i wyłącznie, jeśli właściwie policzymy towar, który tragarze wnoszą na pokład statku. Oczywiście nie brakuje zadań polegających na oczyszczeniu konkretnego miejsca z przeciwników, odnalezieniu jakiegoś przedmiotu czy też eskortowaniu naszych pryncypałów przez niebezpieczne tereny. Nadmienię również, że ponownie możemy zabawić się w łowcę głów – ciekawy patent z polowaniem na poszukiwane monstra obecny jest również w trzeciej części gry. Ponieważ Gildie Łowców znajdują się wyłącznie w miastach, nasza ekipa musi podróżować po świecie. Zapomnijcie jednak o środku lokomocji znanym z Arc the Lad I i II, tutaj rozwiązano to w zupełnie inny sposób. Otóż, po wykonaniu określonej liczny zadań w danej lokacji, w końcu uzyskujemy dostęp do misji, która daje nam możliwość podróży na inną wyspę lub kontynent. Niestety, jest to zazwyczaj bilet w jedną stronę, więc jeśli ktoś chciałby ukończyć grę na 100 %, musi wykonywać wszystkie zadania na bieżąco. RPG bez możliwości powrotu do wcześniejszych lokacji? Przyznacie, że pomysł to co najmniej kontrowersyjny.

Screen 16System walki i rozwoju postaci – w porównaniu do części drugiej – został niestety dość mocno uproszczony. Podobnie jak w poprzedniku, tutaj również można wyposażyć naszych dzielnych wojaków w broń, która daje określone efekty w walce, a tym samym – przykładowo – używać oręża pozwalającego atakować wrogów na dystans dwóch pól, kosztem jego siły rażenia. Niestety, zrezygnowano ze świetnego patentu levelowania broni i zbroi, co jest ewidentnym krokiem w tył w stosunku do poprzedniej części gry. Ograniczono również ilość walczących wojaków, w Arc the Lad III możemy wysłać do jednej bitwy maksymalnie cztery postacie. Skutkowało to niestety zmniejszeniem ilości przeciwników biorących udział w potyczce. Lokacje, na których odbywają się walki są dużo mniejsze niż w poprzednich częściach, co ma dość spory wpływ na taktykę walki. Mimo powyższych zmian, bitwy wydają się mniej dynamiczne i dają dużo mniej frajdy niż w Arc the Lad I i II. Uproszczono również patent dotyczący chwytania potworów, zamiast oswajania monstrów, możemy wykorzystać specjalną umiejętność jednej postaci zwaną „cardish”. Pozwala ona zaklinać przeciwników w karty, de facto działające jak summony, które możemy wykorzystać w walce. Każdą kartę można użyć jednokrotnie, a ich ilość w inwentarzu jest ograniczona do pięciu sztuk. Jest to dość ciekawy patent, zwłaszcza, że kartami można się wymieniać z członkami klubu „Społeczności potworów” (sic!), którzy chętnie udostępnią nam swoje unikalne egzemplarze gdy tylko ujrzą w naszych zbiorach jakąś interesującą ich kartę. Oprócz powyższej instytucji w grze istnieją również placówki, w których można łączyć ze sobą przedmioty, bronie i zbroje, więc gracze lubiący eksperymentować będą mieli sporo dodatkowej rozrywki.

Screen 17Kolejną kwestią, którą muszę poruszyć są bohaterowie gry. Nie ma tu praktycznie żadnych interesujących postaci. Główny bohater – Alec mógłby kandydować w konkursie na najmniej interesującego i najbardziej „bezpłciowego” bohatera gry RPG. Pozostali członkowie naszej drużyny są równie mało interesujący. Sprawy nie ratuje nawet możliwość spotkania w grze niektórych postaci znanych z poprzednich części jak np. Poco czy Tosh. Dialogi w grze nie dorastają do kolan świetnym tekstom jakie mogliśmy uświadczyć w Arc the Lad II, a cała gra ma o wiele mniej poważny klimat. Poziom trudności jest dość niski, aczkolwiek zdarzają się cięższe potyczki, które mogą sprawić nieco problemów.

Screen 18Prawdziwą ewolucję w tej części gry przeszła oprawa graficzna. W przeciwieństwie do dwuwymiarowych postaci, wszystkie lokacje w grze wykonane są w pełnym 3D. Wygląda to dość ładnie i ciekawie, choć pod względem artystycznym grafika poprzedniej części podobała mi się zdecydowanie bardziej – mam tutaj na myśli głównie wygląd i animację postaci. Wprowadzenie grafiki 3D, poza efektem estetycznym nie wprowadziło żadnych zmian w mechanice gry, walki nadal toczą się na „płaskich” powierzchniach. Niestety, twórcy gry nie pomyśleli o dodaniu możliwości rotacji kamery, co czasami wręcz przeszkadza w rozgrywce. Bardzo ładnie prezentują się natomiast efekty czarów – są zdecydowanie lepsze niż w poprzednich częściach sagi. Prawdziwym krokiem naprzód są jednak animowane przerywniki filmowe, które prezentują się tym razem naprawdę porządnie.

O ile oprawa grafika w trzeciej odsłonie Arca może się podobać, tego samego nie można powiedzieć o muzyce. Jest ona zwyczajnie słaba – stworzona bez polotu i pomysłu. Utwory towarzyszące nam w rozgrywce są nieciekawe, nudne i zdecydowanie za mało melodyjne. W trakcie rozgrywki nie usłyszałem żadnego motywu który by utkwił mi w pamięci – wszystko zlewa się w jedną wielką nutę przeciętności. Mając w pamięci dobrą muzykę z dwóch pierwszych części, spodziewałem się równie udanych utworów w kontynuacji. Niestety srodze się zawiodłem.

Screen 19Arc 3 nie jest złą grą. Spędziłem przy niej kilkanaście godzin i choć nie wytrwałem do końca (w dużej mierze przyczyniła się do tego obecność na mojej półce z grami wielu potencjalnie lepszych pozycji, których jeszcze nie ruszyłem) nie mogę powiedzieć, że jest po prostu słaba. Jednak z całą pewnością jest to tytuł zwyczajnie przeciętny. Gra nie ma „tego czegoś” co miały poprzedniczki. Brakiem tym okazuje się być element będący podstawą dobrego RPG – historia, która w porządnych erpegu trzyma gracza przy konsoli. Arc the Lad 3 to gra pusta, produkt bez duszy jaką miała poprzedniczka, tytuł który zawiódł mnie bardzo, bardzo mocno.

Podsumowanie:

Arc the Lad 1 i 2 to świetne gry. Trzeba je traktować jako jedną całość, gdyż część pierwsza stanowi właściwie wprowadzenie do jednej z najlepszych gier RPG na PlayStation. W moim mniemaniu Arc 2 to tytuł znakomity, pozostający w pamięci na bardzo długo, lepszy od wielu hitów, z większością odsłon Final Fantasy włącznie i dorównujący grywalnością Lunarom – innym wielkim tytułom wydanym przez Working Design. Jest to gra, w którą twórcy przelali ducha. Tym bardziej szkoda, że ogólne wrażenie psuje przeciętna część trzecia – stworzona na siłę i nie mająca fabularnie prawie niczego wspólnego z genialną dwójeczką. Niestety gier nie można kupić oddzielnie, dlatego warto zdobyć świetnie wydany pakiet i po prostu skupić się jedynie na dwóch pierwszych częściach sagi. A potem na próbę odpalić część trzecią, która ku mojemu rozżaleniu psuje nieco opinię tej świetnej serii.

ocena_arc_the_lad

Załaduj więcej powiązanych artykułów
Załaduj więcej od Manifesto
Załaduj więcej w Gry
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

8 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Wewnętrzne opinie
Pokaż wszystkie komentarze
Janusz
Admin
9 lat temu

Ostatnio czytałem kilka recek w reaktywowanym Secret Service i w tym nowym Pixelu i powiem Ci, że Panowie z tamtych redakcji powinni się wybrać na szkolenie do Ciebie. Świetny tekst, długi, ale przeczytałem z przyjemnością, a nie z obowiązku.

Swoją drogą nie rozumiem trochę polityki Working Designs. Czemu oni tych gier nie wydawali osobno? Chyba zarobiliby na tym dużo więcej, a i gracze, których nie stać było na zakup tak wypasionego wydania, mogliby sobie kupić pojedynczą sztukę.

Zaciekawiło mnie też jedno. Czemu na pudełku od kolekcji jest napisane „FOUR Amazing RPGs” jak z tego co opisujesz są tam 3 części. Wiesz coś na ten temat?

Manifesto
Manifesto
9 lat temu

Bodzio – dzięki 🙂

Odnośnie polityki WD – wydaje mi się, że wydali wszystkie gry razem z troski o graczy, część pierwsza to bardzo krótka gra (jak na RPG), która tak naprawdę jest wstępem do dwójki. Część trzecia zaś jest jaka jest. Sądzę, że to dobre posunięcie, tym bardziej że zakup tych gier osobno wyszedłby zdecydowanie drożej.

Faktycznie – ten napis na pudełku jest trochę mylący, ale wyjaśniam o co chodzi: w pudełku znajduje się również dodatkowa płytka z grą Monster Tornaument. jest to dodatek do Arc the Lad II, w którym potwory złapane w grze walczą na arenie. Nie jest to samodzielna gra więc nie napisałem o niej w niniejszej recenzji, zresztą tak naprawdę nie grałem w Monster Tornaument gdyż tak jak napisałem w recenzji nie rozwinąłem za bardzo patentu z łapaniem potworów. Tekst i tak jest długi więc postanowiłem sobie to podarować.

Janusz
Admin
Odpowiedz  Manifesto
9 lat temu

A nie orientujesz się możę czy w tego Monster Tournament da się grać we dwóch graczy? Pytam bo jak szukałem info o Arc the Lad do metryczki to było podane, że jest dla 1-2 graczy co mnie zdziwiło.

gumislav
9 lat temu

Świetna recenzja! Rzeczowa, miejscami z humorem, bardzo lekko i płynnie się ją czyta. Znakomity styl. Tak trzymać!

philipo
philipo
9 lat temu

W pełni zgadzam się z powyższymi opiniami. Świetna recenzja, pisz więcej 🙂

Lothar
Lothar
9 lat temu

Znakomita recenzja. Pierwsza rzecz po przeczytaniu tego świetnego tekstu , która mnie zaskoczyła – skoro trójka jest taka słaba, czemu otrzymała tak wysoką notę na RPGfan? Zacząłem grzebać w internecie i faktycznie niektóre noty tej gry są bardzo niskie. Wygląda więc na to że nic nie straciłem, bowiem posiadam tylko dwie części tej gry (same płytki niestety).

Lothar
Lothar
9 lat temu

Bodzio – w Arc the Lad Monster Tournament istnieje opcja gry dla dwóch graczy. 🙂

Janusz
Admin
Odpowiedz  Lothar
9 lat temu

Dobrze wiedzieć. Dzięki.