Burzliwa historia emulatora Connectix Virtual Game Station

Rok 1999 pomimo świetnych wyników sprzedaży nie był łatwym rokiem dla pierwszej konsoli Sony, która musiała stawić czoła zupełnie nowym wyzwaniom. Wbrew pozorom nie do końca chodziło tutaj wyłącznie o konkurencję ze strony Nintendo czy Sega. Owszem pojawienie się nowej konsoli na rynku w postaci Sega Dreamcast w listopadzie 1998 roku i jej bardzo dobra sprzedaż w początkowym okresie mogły martwić kierownictwo Sony, jednak było to zupełnie naturalne biorąc pod uwagę fakt, że aż do marca 2000 roku był to jedyny sprzęt do grania nowej generacji, który wyraźnie wyprzedzał powoli przechodzące do historii pierwsze PlayStation. I tak mimo kilku lat na karku sprzedaż konsoli Sony wciąż utrzymywała się na bardzo dobrym poziomie, wyraźnie zostawiając w tyle konkurencyjne Nintendo 64 i dzielnie stawiając opór Dreamcast’owi. Japońskiemu gigantowi bardzo zależało na tym by jak najdłużej utrzymać dobrą sprzedaż swojej konsoli i tak dotrwać przynajmniej do premiery jej następczyni, a więc PlayStation 2. Jednak już na samym początku 1999 roku pojawiła się firma, która skutecznie mogła popsuć te plany i to na zupełnie niespodziewanym polu. Nie było to bowiem ani Nintendo, ani Sega, a stosunkowo mała firma Connectix, która 5 stycznia 1999 roku rozpoczęła sprzedaż pierwszego, komercyjnego emulatora konsoli PlayStation na komputery Macintosh o nazwie Connectix Virtual Game Station.

Nie było to pierwsze podejście firmy do tematu emulacji. Powstała w 1988 roku w San Mateo w Kalifornii, amerykańska firma Connectix od lat zajmowała się tworzeniem różnego rodzaju oprogramowania na komputery Apple, a następnie PC. Jej największym osiągnięciem było niewątpliwie stworzenie programu Virtual PC, pozwalającego na tworzenie nawet kilku wirtualnych komputerów w obrębie jednej stacji roboczej. Dzięki temu oprogramowaniu jego użytkownicy mieli możliwość emulowania fizycznych maszyn i komputerów. Program swego czasu cieszył się tak dużą popularnością, że w 2003 roku został on wykupiony i dalej rozwijany przez Microsoft. Prace nad nim rozpoczęto już w 1997 roku, kiedy to ukazała się jego pierwsza wersja na komputery Macintosh (o nazwie Virtual) i niewątpliwie miały one wpływ również na zainteresowanie się przez firmę Connectix tematem emulacji, tyle że tym razem nie komputerów, ale fizycznej konsoli w postaci pierwszego PlayStation. To zaś doprowadziło do powstania Connectix Virtual Game Station, które miało otworzyć komputerom Apple dostęp do setek gier wydanych dotychczas na pierwszą konsolę Sony. Tak oto 5 stycznia 1999 roku ówczesny szef Connectix – Roy McDonald opisywał swój produkt:

„Connectix Virtual Game Station jest stworzony po to by umożliwić użytkownikom uruchamianie niektórych z najbardziej popularnych gier na świecie bezpośrednio na ich komputerach Macintosh i powinien on wyraźnie poszerzyć growe możliwości tej platformy. Chociaż produkt ten nie jest idealnym zastępstwem dla konsol Sony PlayStation to wierzymy, że nasi klienci będą zadowoleni z doświadczenia uruchamiania gier za pomocą Connectix Virtual Game Station na ich Mac’ach.”

Sugerowana cena emulatora Connectix Virtual Game Station w dniu premiery wyniosła 49$, a więc dokładnie połowę ceny samej konsoli PlayStation z tamtego okresu. Aby móc cieszyć się z dobrodziejstw emulatora należało posiadać komputer Macintosh w następującej konfiguracji – procesor Mac G3 lub G4, 10 MB RAM, 3,5MB miejsca na dysku twardym, napęd CD-ROM oraz system operacyjny Mac OS 8.x lub 9.x. Wydana rok później wersja Connectix Virtual Game Station dla PC wymagała – procesora Pentium II, III lub Celeron z częstotliwością minimalną 266MHz, choć rekomendowana wynosiła 400Mhz i więcej; 32 MB RAM, 75 MB miejsca na dysku twardym, karty graficznej obsługującej minimum 16bitów kolorów, choć zalecane były 24bity i więcej, wspierającej DirectX 6.1; napędu CD-ROM o prędkości 8x lub więcej oraz systemu operacyjnego Windows 95 lub 98. Tylko tyle, albo dla niektórych aż tyle, by móc cieszyć się w 1999 roku płynną emulacją największych hitów z PlayStation na swoim komputerze. Co ważne emulator Connectix Virtual Game Station pozwalał na sterowanie w grach maksymalnie dwóm graczom przy wykorzystaniu klawiatury lub też dowolnego kontrolera, pod warunkiem, że można go było podpiąć do Mac’a lub PC. Zapis stanu gry możliwy był dzięki wirtualnej karcie pamięci.

connectix_virtual_game_station_03
Okładka instrukcji emulatora w wersji pod komputery Macintosh
connectix_virtual_game_station_07
Fragment instrukcji emulatora w wersji pod komputery Macintosh
connectix_virtual_game_station_05
Okładka instrukcji emulatora w wersji pod komputery PC
connectix_virtual_game_station_04
Fragment instrukcji emulatora w wersji pod komputery PC

Connectix Virtual Game Station działał w oparciu o programową emulację i pozbawiony był wsparcia dla dodatkowej akceleracji 3D. Jak na emulator bez obsługi Direct3D lub OpenGL trzeba przyznać, że radził on sobie bardzo dobrze z emulacją większości gier na PlayStation. Jego konfiguracja w związku z tym była banalnie prosta i ograniczała się do zaledwie kilku opcji, a mianowicie skonfigurowania ustawień przycisków pada, utworzenia wirtualnej karty pamięci oraz ewentualnie dostosowania jasności oraz głośności w grze. Oczywiście brak możliwości „podrasowania” wyświetlanej grafiki w grach miał pewne wady, zwłaszcza gdy popatrzymy przez pryzmat współczesnych, niekomercyjnych emulatorów, ale miał również wielką zaletę, a mianowicie od samego początku Connectix Virtual Game Station odznaczał się stosunkowo dużą, jak na aplikację tego typu, kompatybilnością z grami z PlayStation. Większość gier nie miała problemów z uruchomieniem na emulatorze, a dodatkowo z wersji na wersję ich liczba rosła. Firma na swojej stronie stale aktualizowała wykaz kompatybilnych tytułów, który robił wrażenie, a który możecie znaleźć tutaj. Co więcej, pod względem wyświetlanej grafiki, gry na emulatorze Connectix niewiele różniły się od tego co oferowała sama konsola i pod tym względem nawet dzisiaj emulator ten nie ma się czego wstydzić.

Osobą odpowiedzialną za stworzenie emulatora Connectix Virtual Game Station był Aaron Giles, który dołożył swoją cegiełkę również w rozwój innego emulatora, a mianowicie MAME. Początkowo emulator Connectix Virtual Game Station umożliwiał odtwarzanie gier jedynie w systemie NTSC, ale począwszy od wersji 1.4 rozpoczęto również sprzedaż jego wersji przystosowanej do uruchamiania gier w systemie PAL. Pierwsze wersje emulatora były kompatybilne jedynie z komputerami. Komercyjny sukces emulatora sprawił jednak, że twórcy postanowili również przygotować jego wersję pod PC, która zadebiutowała dokładnie 6 marca 2000 roku w atrakcyjnej cenie 29$ (konsola kosztowała wówczas 99$). Obie wersje emulatora umożliwiały odtwarzanie jedynie oryginalnych nośników z grami na PlayStation, co miało uchronić firmę Connectix przed ewentualnymi pozwami o działanie na szkodę Sony. Niestety mimo usilnych prób zabezpieczenia swoich emulatorów przed piractwem, stosunkowo szybko w obiegu zaczęły krążyć różnego rodzaju patche ściągające tę blokadę i pozwalające na uruchamianie pirackich kopii gier. Zresztą i bez tego firma Connectix nie miała łatwego życia, a wszystko za sprawą Sony, które od samego początku robiło wszystko aby uniemożliwić sprzedaż emulatora.

connectix_virtual_game_station_06
Płyta z emulatorem w wersji pod komputery Macintosh oraz PC

Pierwsza prezentacja Connectix Virtual Game Station miała miejsce 5 stycznia 1999 roku podczas targów MacWorld Expo w San Francisco na których to emulator wygrał nagrodę „Best of Show” dla najpopularniejszej aplikacji targów, przy okazji stając się najlepiej sprzedającą się w historii aplikacją Connectix prezentowaną na tych targach. To właśnie wtedy firma ujawniła swój produkt nad którym w tajemnicy pracowano od siedmiu miesięcy. Twórcy emulatora starali się w ten sposób zabezpieczyć przed ewentualną, zdecydowaną reakcją ze strony Sony, która mogłaby zablokować jego sprzedaż we wczesnej fazie. Firma robiła wszystko aby uniknąć ewentualnych roszczeń ze strony giganta z Japonii początkowo sprzedając go osobiście jedynie podczas wspomnianych targów oraz twierdząc iż ich produkt nie zagraża w żaden sposób dochodom Sony, a wręcz przeciwnie może przyczynić się do ich wzrostu. Jak wiadomo Sony zarabiało głównie na sprzedaży samych gier, a nie konsol, w związku z czym otwarcie się na nowych użytkowników komputerów Macintosh oraz PC mogło realnie przyczynić się do wzrostu popytu na gry do PlayStation. Sony jednak taka argumentacja nie przekonywała, mimo iż emulator posiadał zabezpieczenia uniemożliwiające wykorzystanie go do niecnych celów, a mianowicie odtwarzania pirackich kopii gier, to i tak postanowiono szybko i stanowczo zapobiec sprzedaży emulatora na szerszą skalę. Jeszcze w tym samym miesiącu, a więc w styczniu 1999 do sądu w San Francisco trafił pierwszy z wielu pozwów firmy o naruszenie jej własności intelektualnej oraz praw autorskich. Firma Connectix uważała, że nie robi nic nielegalnego i w związku z tym postanowiła stawić czoła japońskiemu gigantowi prezentując stanowisko najlepiej wyrażone słowami prezesa Connectix Roya McDonalda:

„Nie wierzymy, że naruszyliśmy jakiekolwiek z praw własności intelektualnej w tworzeniu i promocji Connectix Virtual Game Station. […] Co więcej, jako producent oprogramowania oraz wydawca firma Connectix mocno sprzeciwia się nielegalnemu wykorzystaniu kopii naszego produktu oraz gier na PlayStation. Opracowaliśmy technologię specjalnie zaprojektowaną po to aby zapobiec wykorzystaniu pirackich kopii gier na PlayStation w  Connectix Virtual Game Station. Pracowaliśmy ciężko aby zapobiec odtwarzaniu pirackiego oprogramowania i dodaliśmy dodatkowe zabezpieczenia w wersji 1.1 emulatora. […] Naturalnie jesteśmy rozczarowani, że Sony podjęło taki krok. […] Naprawdę podziwiamy Sony, a w szczególności ich konsolę PlayStation i mamy nadzieję, że w przyszłości będziemy w stanie współpracować z nimi w promocji Connectix Virtual Game Station.”

Oczywiście marzenia te były nierealne, jednak argumentacja Connectix była na tyle przekonująca, że już 4 lutego 1999 roku sąd w San Francisco postanowił oddalić pozew Sony. Właściciele emulatora Connectix Virtual Game Station poczuli dzięki temu, że nie stoją na straconej pozycji w walce z Sony i zaczęli coraz odważniej myśleć o promocji swojego produktu na szerszą skalę, który nareszcie postanowiono sprzedawać w ogólnodostępnej sieci dystrybucji. Dość intensywnie planowano również wydanie emulatora kompatybilnego z PC. To nie mogło spodobać się Sony, które pomimo porażki postanowiło nie ustępować amerykańskiej firmie i złożyć kolejny pozew. Japoński gigant postanowił pójść na prawną batalię z Connectix z jednym zamiarem – wykończenia konkurenta. Posiadając odpowiednie środki nawet mimo ewentualnych legislacyjnych porażek Sony skutecznie mogło utrudnić pracę Connectix, aż do definitywnego zwycięstwa.

reklama_virtual_game_station
Fragment reklamy Connectix Virtual Game Station

Kolejny pozew Sony o naruszenie własności intelektualnej oraz o zaprzestanie prac nad emulatorem w wersji na PC został odrzucony przez sąd 11 marca 1999 roku. Mimo nieprzychylnego wyroku Sony osiągnęło pewien sukces, gdyż sąd rozpatrujący tę sprawę zakazał wykorzystania „specyficznego kodu” emulatora Connectix Virtual Game Station w wersji na komputery Macintosh do prac nad jego PCtową wersją, uznając iż może on opierać się na BIOS’ie do którego prawa ma wyłącznie Sony. To zaś uniemożliwiało póki co wydanie emulatora w wersji dla PC.  Co jednak gorsze, 22 kwietnia tego samego roku Sony nareszcie udało się zastopować sprzedaż emulatora Connectix Virtual Game Station, która decyzją sądu została zawieszona. Mimo to firma Connectix nie zamierzała się jeszcze poddać i zapowiedziała dalsze prace nad emulatorem, wspieranie dotychczas wydanych wersji oraz odwołanie się od wyroku do sądu wyższej instancji. Było to możliwe dzięki temu iż firma nie zależała wyłącznie od tego jednego produktu, ale utrzymywała się ze sprzedaży swoich pozostałych aplikacji. Taki stan zawieszenia trwał aż do 10 lutego 2000 roku, kiedy to nareszcie Sąd Apelacyjny uznał, iż emulator Connectix Virtual Game Station nie narusza żadnych praw Sony i może być sprzedawany bez żadnych przeszkód. Na taką decyzję twórcy emulatora tylko czekali i szybko postanowili działać. Jeszcze tego samego dnia przywrócono sprzedaż emulatora w wersji na komputery Macintosh, a na kolejny miesiąc zapowiedziano przygotowywaną od jakiegoś czasu jego wersją na PCty. Tak wyrok został skomentowany przez szefa firmy:

„Jest nam bardzo miło że ponownie możemy zaoferować nasz produkt społeczności Macintosh i wydać go w wersji pod Windows. Od teraz posiadacze tych dwóch platform będą mogli z przyjemnością korzystać z prawa do wyboru gry w tytuły z PlayStation na tych komputerach, a Sony oraz producenci gier mogą skorzystać z poszerzonego rynku zbytu dla ich gier, jako rezultatu tego wyboru. […] To wielkie zwycięstwo każdego Amerykanina.”

Ostateczna decyzja Sądu Apelacyjnego była dużym ciosem dla Sony, ale mimo to firma postanowiła nie poprzestawać w walce z Connectix. Ponieważ pozew o naruszenie praw autorskich został odrzucony to firma postanowiła 14 lutego 2000 roku założyć zupełnie nową sprawę, tym razem o naruszenie jedenastu patentów będących w posiadaniu Sony. Po czterech miesiącach jednak na dzień przed kluczową rozprawą, spodziewając się nieprzychylnego wyroku, Sony postanowiło wycofać ten pozew. W ten sposób firma Connectix wciąż zachowała prawo do sprzedaży i rozwijania swojego emulatora. W sumie  do tego momentu firmie udało się do[prowadzić od oddalenia w sądach w sumie siedmiu pozwów z dziewięciu złożonych przez Sony. Cały konflikt miał się raz na zawsze zakończyć we wrześniu i październiku 2000 roku, wówczas to Sąd Najwyższy oddalił skargę Sony i postanowił nie zajmować się w ogóle tą sprawą, kierując ją do sądu niższej instancji, natomiast ten postanowił wstrzymać się z ogłoszeniem do marca 2001 roku. Wówczas to definitywnie ta długa i skomplikowana batalia miała się rozwiązać.

I tak też się stało, tyle że nie rozstrzygnął jej sąd, ale samo Sony, które spodziewając się nieprzychylnego wyroku zdecydowało się na jedyne słuszne w tym przypadku rozwiązanie, a mianowicie dogadanie się z rywalem, wykupienie emulatora Connectix Virtual Game Station i skasowanie całego projektu. Tak też się stało 15 marca 2001 roku, choć na mocy porozumienia pomiędzy firmami, sprzedaż samego emulatora zakończono dopiero 30 czerwca 201 roku. Takie rozwiązanie było korzystne dla obu firm, które mogły nareszcie uwolnić się od potyczek prawnych, choć niewątpliwym zwycięzcą w tym sporze była skazywana przez wielu na pożarcie firma Connectix, której nie udało się Sony pokonać w prawnej potyczce. Przejęcie praw do emulatora nie oznaczało końca firmy, która z powodzeniem rozwijała swoje pozostałe projekty, z Virtual PC na czele, aż do 2003 roku, kiedy to produkt ten został wykupiony przez Microsoft, a sama firma przestała istnieć. Część załogi Connectix, w tym twórca emulatora Aaron Giles zasilili szeregi Microsoftu i tak zakończyła się historia firmy, która miała odwagę przeciwstawić się Sony i skutecznie z tą firmą rywalizować.

Na koniec warto pamiętać, że Connectix Virtual Game Station to nie jedyny emulator, z którym Sony w 1999 roku toczyło prawne boje. Tym drugim, choć debiutującym w zbliżonym czasie, emulatorem był bleem!, którego szczegółową historię możecie znaleźć tutaj. Emulator ten w porównaniu do Connectix Virtual Game Station wspierał akcelerację 3D, dzięki której gry uruchamiane za jego pomocą wyglądały zdecydowanie lepiej. Miał on jednak też pewne wady, a mianowicie dużo większe problemy z kompatybilnością z grami. Który z tych emulatorów był lepszy? Ciężko to ocenić, gdyż oba prezentowały zupełnie inne podejście w kwestii wyświetlania grafiki, ale gdyby porównywać oba emulatory na podobnym polu, a więc Connectix Virtual Game Station oraz bleem! z ustawieniami bez akceleracji 3D to niewątpliwie dużo lepiej i naturalniej gry wyglądały na tym pierwszym emulatorze. Dopiero po włączeniu dodatkowej akceleracji ten drugi mógł pochwalić się piękną grafiką, poprawiającą nawet mankamenty oryginału.

Oba emulatory sprawiły niemałe kłopoty firmie Sony i duży zamęt na rynku, które ostatecznie, choć nakładem niemałych sił, udało się rozwiązać i to trwale. W świecie gier aż do tej pory nie znalazł się żaden śmiałek, który za wzorem firm Connectix czy bleem! zdecydowałby się na komercyjne wydanie emulatora dowolnej platformy na taką skalę. Tym bardziej historia obu emulatorów jest ciekawa i warto ją znać.

Cytaty zaczerpnięto ze strony: http://www.virtualgamestation.com/

Szczególne podziękowania należą się @gumislav’owi dzięki któremu zdobyłem ten emulator oraz @tbxx z retroage.net, który pomógł mi w zrobieniu screenów.

Warto przeczytać również:

Bodzio

Twórca tego przybytku, który po latach tułania się po różnych serwisach postanowił wreszcie stworzyć swoją własną stronę w całości poświęconą pierwszemu PlayStation, w której rozwój ładuje każdą minutę swojego wolnego czasu. Od kilku już ładnych lat zapalony kolekcjoner najróżniejszych konsol, akcesoriów i gier pałający szczególnym uczuciem do wszystkiego co wyszło ze stajni Sony, choć sprzęty konkurencji w postaci Nintendo czy Sega nie są mu obce. Miłośnik klasycznych platformówek i pierwszych części Medal of Honor oraz Pro Evolution Soccer, który nie pogardzi również ciekawymi grami z innych gatunków.

Komentarze do wpisu

  • 6 lipca 2016 o 22:39
    Permalink

    Tuż przed kupnem PS2 (mojego slima) bawiłem się dużo emulatorami. Jedno co mnie zawsze rozwalało – wymagania sprzętowe. By płynnie emulować PSXa z procesorem 34 Mhz potrzebowaliśmy i tak Pentium II 400 Mhz, i tak nie było to gwarancją płynności 😉 Ale i tak odpalając grę (nawet podkręconą graficznie) na PCcie to nie ten klimat, to tak jakby grać w gry z NESa w przeglądarce. Niby praktycznie 1:1, ale nie to samo. Jednak teraz wątpię czy jakakolwiek firma chciałaby rozjuszyć Sony cz Microsoft…

    Odpowiedz
    • 6 lipca 2016 o 23:23
      Permalink

      Teraz mamy bardzo rozwiniętą scenę emulacji tyle że nie mówimy o komercyjnych produktach. Tyle, że mowa o starszych sprzętach no może poza WiiU. Faktycznie ciężko sobie wyobrazić by ktoś wpadł na taki pomysł jak panowie z Connectix czy bleem!

      Odpowiedz
  • 9 lipca 2016 o 09:57
    Permalink

    „Jedno co mnie zawsze rozwalało – wymagania sprzętowe. By płynnie emulować PSXa z procesorem 34 Mhz potrzebowaliśmy i tak Pentium II 400 Mhz, i tak nie było to gwarancją płynności”

    Ale co w tym dziwnego? Analogicznie – mamy 2 osoby: Japończyka (PS1) i Amerykanina (PC), upraszczając zabawę zakładamy ze Amerykanin posiada takie same umiejętności co Japończyk (a nawet więcej). Teraz obaj dostają do wykonania takie samo zadanie, z tym ze instrukcja wykonania zadania jest napisana po japońsku. Amerykanin z tego powodu dysponuje słownikiem japońsko-angielskim (emulatorem). Pytanie za 100 punktów, o ile szybciej musi pracować Amerykanin aby wykonać zadanie w tym samym czasie co Japończyk?

    Odpowiedz
  • 27 lipca 2016 o 22:57
    Permalink

    Bardzo ciekawy tekst. Sam nie bawiłem się emulacją PSX ale wśród moich znajomych największą popularnością cieszył się emulator ePSX.
    Czy ktoś orientuj się czy powyższe emulatory dobrze radziły sobie z obsługą gier wielopłytowych?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *